Follow by Email

środa, 18 lutego 2015

CZY MAGDALENĘ OGÓREK WSPIERAJĄ ROSYJSKIE SŁUŻBY SPECJALNE?


Blog Newsweeka nie przynależy do grupy najbardziej wpływowych platform medialnych w naszym kraju. Dobre, wpływowe teksty polityczne na tym blogu posiadają przeciętnie około 2000 odsłon. Ich siła rażenia jest więc marna. Dlaczego więc INO TV w Moskwie zadała sobie trud przetłumaczenia mojego tekstu i zamieszczenia jego streszczenia na swoich łamach? Nie jest wykluczone, że tekst był komentowany w moskiewskich wiadomościach, emitowanych przez tę stację telewizyjną. W rosyjskim tekście sugeruje się, że mój felieton jest  materiałem w rodzaju „redakcyjnego wstępniaka”. Nigdzie nie podano, iż jest to felieton blogerski, wyrażający osobiste poglądy autora. W jakim więc celu, INO TV, zawiadywana przez służby specjalne Putina, prefabrykuje takie wydarzenie medialne? Ktoś musiał poinformować rosyjskie służby specjalne  o istnieniu mojego, „nieco kabaretowego” felietonu o Magdalenie Ogórek. Więc kto? Z pewnością uczynił to ten, kto tekst przeczytał. A kto go przeczytał? Na pewno, ktoś ze sztabu wyborczego naszej kandydatki. Profesjonalne działania marketingowe w każdej kampanii wyborczej polegają na reagowaniu na rozmaite newsy medialne dotyczące kandydata, a więc wymagają  ich zbierania i analizowania. Czy oznacza to, że w sztabie wyborczym Ogórek i Millera znajduje się osoba mająca bezpośredni kontakt z rosyjskimi służbami specjalnymi? Publikacja moich tekstów na temat Magdaleny Ogórek zbiegła się z dwoma ważnymi faktami: sukcesem sondażowym Janusza Palikota z Twojego Ruchu oraz atakiem prezydenta Kwaśniewskiego na eseldowską kandydatkę na prezydenta Polski w kontekście jej sympatii wobec Putina, wyrażonej podczas konwencji w Ożarowie. Z tego punktu widzenia, tekst na temat mojego felietonu, który ukazał się na stronie internetowej, wpływowej pro-putinowskiej telewizji INO TV, można odebrać jako sygnał skierowany przeciwko Palikotowi. Jaka byłaby jego wymowa? Czy więc rosyjskie służby przygotowują jakąś prowokację względem  odbudowującej się partii Palikota?




16 lutego portal internetowy rosyjskiej pro-putinowskiej telewizji INO TV
Portal ten jest jednym z najpoważniejszych mediów politycznych Putina, odpowiedzialnych za kreację,  wśród rosyjskich obywateli, wizerunku ich państwa.  Platforma internetowa INO TV publikuje streszczenia tekstów, jakie się ukazują na temat Rosji w głównych mediach na świecie, takich, jak na przykład: Wall Street Journal, New York Times, The Guardianczy Financial Times.  Dobór streszczeń jest selekcyjny. Portal przypomina tygodnik „Forum” z  czasów komunistycznych.

Dlaczego rosyjska agentura monitoruje blog Krysztofiaka?

Blog Newsweeka nie przynależy do grupy najbardziej wpływowych platform medialnych w naszym kraju. Dobre, wpływowe teksty polityczne na tym blogu posiadają przeciętnie około 2000 odsłon. Ich siła rażenia jest więc marna. Dlaczego więc INO TV w Moskwie zadała sobie trud przetłumaczenia mojego tekstu i zamieszczenia jego streszczenia na swoich łamach? Nie jest wykluczone, że tekst był komentowany w moskiewskich wiadomościach, emitowanych przez tę stację telewizyjną.

W rosyjskim tekście sugeruje się, że mój felieton jest  materiałem w rodzaju „redakcyjnego wstępniaka”. Nigdzie nie podano, iż jest to felieton blogerski, wyrażający osobiste poglądy autora. W jakim więc celu, INO TV, zawiadywana przez służby specjalne Putina, prefabrykuje takie wydarzenie medialne?
W felietonie poruszam sprawę  rosyjskiego szpiega, aresztowanego kilka miesięcy temu. Na ten temat napisałem jesienią 2014 roku  tekst. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/10/rosyjscy-szpiedzy-w-szczecinie-czy.html, w którym zauważam, że szpieg był stażystą w firmie konsula honorowego Rosji rezydującego w Szczecinie. Zwróciłem również uwagę na to, iż w tym mieście funkcjonuje silna rosyjska siatka szpiegowska, choćby z takiego powodu, iż znajduje się w nim główna kwatera NATO zawiadująca tak zwaną flanką wschodnią. Publikacja mojego tekstu wywołała reakcję. Po tygodniu otrzymałem  wezwanie do usunięcia publikacji od międzynarodowej agencji prawniczej. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/kampania-samorzadowa-brutalnie.html

W felietonie będącym przedmiotem zainteresowania telewizji rosyjskiej INO TV zadaję pytanie: czy mąż kandydatki w wyborach prezydenckich w Polsce, Magdaleny Ogórek, miał osobiste kontakty z konsulem honorowym Rosji rezydującym w Szczecinie? Pytanie moje jest zasadne, gdyż Mochnaczewski (były poseł RP) pod koniec lat 80-tych kończył studia w Uniwersytecie Szczecińskim, a potem pracował w tym mieście w jednej ze szkół wyższych. W Instytucie Politologii US - w którym mąż M. Ogórek studiował - pracował dawny, osobisty doradca w latach 70-tych ówczesnego ambasadora radzieckiego w Polsce.  Potem został zwolniony z US i objął stanowisko rektora jednej z prywatnych szkół wyższych w Szczecinie.
Czy więc skojarzenie przeze mnie w felietonie nazwiska Ogórek ze szczecińską społecznością sympatyków rosyjskiego państwa było powodem  odniesienia się telewizji INO TV do mojego tekstu?  Czy rosyjski tekst stanowić ma jakiś komunikat skierowany do mnie? Czy mam bać się rosyjskich służb specjalnych?

Czy sztab Magdaleny Ogórek poinformował rosyjską telewizję INO TV o felietonie?

Ktoś musiał poinformować rosyjskie służby specjalne  o istnieniu mojego, „nieco kabaretowego” felietonu o Magdalenie Ogórek. Więc kto? Z pewnością uczynił to ten, kto tekst przeczytał. A kto go przeczytał? Na pewno, ktoś ze sztabu wyborczego naszej kandydatki. Profesjonalne działania marketingowe w każdej kampanii wyborczej polegają na reagowaniu na rozmaite newsy medialne dotyczące kandydata, a więc wymagają  ich zbierania i analizowania. Czy oznacza to, że w sztabie wyborczym Ogórek i Millera znajduje się osoba mająca bezpośredni kontakt z rosyjskimi służbami specjalnymi?

Jeśli zaprezentowany scenariusz jest w znaczącym stopniu prawdopodobny, to co oznacza opublikowanie w INO TV streszczenia felietonu mało wpływowego blogera,  i zarazem pracownika naukowego ze Szczecina?



Publikując swój tekst, rosyjskie służby musiały zakładać, że zostanie on zauważony. Czy intencją ich aktu nie było właśnie to, aby ich tekst został właśnie zauważony? Trudno bowiem przypuszczać, że działalność Krysztofiaka stanowi jakieś zagrożenie dla agentów rosyjskich rezydujących w   Szczecinie. Chyba, że zakładają to, iż jestem członkiem jakiegoś międzynarodowego „think-tanku” o znaczącym wpływie geopolitycznym.

Od dwóch lat promuję ideę  sieci przesyłu gazu i ropy z Zatoki Perskiej - przez Turcję i Ukrainę - do  Polski, finansowaną przez kapitał trzech wymienionych państw z dodatkiem amerykańskich dolarów. Realizacja takiej koncepcji niweczy plany Putina energetycznego podboju Unii Europejskiej. Na taki pomysł może jednak wpaść każdy inteligentny człowiek, który umie posługiwać się mapą. Czy Putin boi się upowszechnienia tego memu? Czy ustanowienie go rdzennym elementem narracji dotyczącej agresji Rosji na Ukrainę zagraża planom strategicznym rosyjskiego przywódcy?  Z takiego punktu widzenia, moskiewska publikacja miałaby stanowić akt zastraszenia mnie. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się taki scenariusz wiarygodny.

Scenariusz alternatywny

Publikacja moich tekstów na temat Magdaleny Ogórek zbiegła się z dwoma ważnymi faktami: sukcesem sondażowym Janusza Palikota z Twojego Ruchuhttp://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/695526,palikot-dogania-ogorek.html#comments oraz atakiem prezydenta Kwaśniewskiego na eseldowską kandydatkę na prezydenta Polski w kontekście jej sympatii wobec Putina, wyrażonej podczas konwencji w Ożarowie. W programie telewizyjnym Lisa (redaktora naczelnego „Newsweeka”), Kwaśniewski wyraził wręcz swoje niedowierzanie tym, że Ogórek, Miller i SLD opowiedziało się przeciwko pomaganiu Ukrainie w jej walce z rosyjskim agresorem.  Mój felieton o sukcesie Palikota został opublikowany na oficjalnej stronie partyjnej TR. Kwaśniewski jeszcze rok temu był kojarzony z popieraniem projektu politycznego lidera polskich socjal-liberałów.  Z tego punktu widzenia, tekst na temat mojego felietonu, który ukazał się na stronie internetowej, wpływowej pro-putinowskiej telewizji INO TV, można odebrać jako sygnał skierowany przeciwko Palikotowi. Jaka byłaby jego wymowa?

Ponieważ Palikot dogania w sondażach Ogórek, a więc tym samym zagraża realizacji planu wykreowania jej jako wschodzącej gwiazdy politycznej, należy zastraszyć lidera Twojego Ruchu. Uzyskanie bowiem przewagi nad Ogórek spowoduje całkowitą atrofię SLD. Czy więc rosyjskie służby przygotowują jakąś prowokację względem  odbudowującej się partii Palikota? Po wyjściu z TR wielu dawnych postkomunistycznych działaczy i funkcjonariuszy, struktury tej partii  przestały być wrażliwe na oddziaływania ze strony obcych służb specjalnych.

Reakcja Millera

„Rzeczpospolita” oraz „Tok.Fm”  publikują materiał o tak zwanych „punktach zapalnych” pomiędzy Ogórek i Millerem. Według informacji podanej przez dziennik,  Miller dokonał wyboru Ogórek jako kandydata w walce o urząd prezydenta z powodu braku pieniędzy w sejfie SLD na kampanię.  Miała być ona łatwo kreowalnym manekinem. Okazuje się jednak, że jej przemówienia nie były konsultowane z liderem SLD.



Czy opublikowane teksty na temat relacji: Miller - Ogórek, to zamówienie samego Millera? Czy też stanowią one „ściśle tajny przeciek” ze sztabu wyborczego kandydatki?  Jeśli zamówił je Miller, to oznacza to, że przestraszył się swojej politycznej wybranki. Dlaczego? A może nie jej, lecz Mochnaczewskiego?   Wyłania się bowiem retoryczne pytanie: skąd Ogórek weźmie kasę na kampanię, skoro w sejfach SLD jej nie ma? Można zapytać nieco karykaturalnie: Czy z moskiewskiej telewizji INO TV?  Być może za kilka tygodni Miller odmówi popierania żony Mochnaczewskiego w jej egzotycznej kampanii, przypominającej zmagania Tymińskiego.

Jeśli jednak, materiał opublikowany przez „Rzeczpospolitą” jest wynikiem przecieku, to pokazuje on niepokój  w szeregach SLD w związku z obraną strategią. Kilka tygodni temu kluczowi polscy komentatorzy sceny politycznej wyrazili swoje zdziwienie wyborem Ogórek przez Millera jako kandydatki SLD w wyborach prezydenckich. Wybrano Ogórek tak, jakby nie było Hausnera, Rotfelda czy nawet Olejniczaka. 

Rzecz jasna, na tak zwanych salonach nie wypada postawić jednoznacznego pytania: czy Ogórek nie jest czasami, być może nieświadomą,  „wtyką” rosyjskiego wywiadu?  To pytanie postawiłem w nieco groteskowej manierze w swoim felietonie, porównując naszą bohaterkę z Madame Walewską, zaś Putina z Napoleonem Bonaparte. Sformułowałem apel do ABW, aby „przesłuchała” Mochnaczewskiego. Nie jest wykluczone, że doszło do przecieku z ABW do sztabu wyborczego SLD, a to z kolei, być może, wywołało popłoch w szeregach działaczy Millera, iż „wszystko się wyda”. W tym kontekście, rosyjskie streszczenie mojego felietonu w INO TV, w tzw. tonie żartobliwym i prześmiewczym, może  stanowić ma jakąś formę wycofania się z ewentualnie planowanej akcji rosyjskiego wywiadu.

Puenta

W kontekście rzezi ukraińskich żołnierzy dokonanej przez szwadrony Putina w Debalcewe, nie można trywializować i „obracać w żart” działań operacyjnych rosyjskich służb specjalnych w Polsce. Po podpisaniu porozumień w Mińsku, zamordowano dziesiątki żołnierzy ukraińskich. Każdy, kto wyraża jakiekolwiek zrozumienie dla agresora z Rosji, musi się liczyć z tym, że wyraża swoje przyzwolenie na zabijanie ludzi. W tym kontekście, wypowiedź Ogórek,  że jest przeciwna dozbrajaniu Ukrainy, jest tym samym akceptacją rzezi na Ukraińcach w Debalcewe. Miejmy nadzieję, że Miller „otrzeźwieje” i odmówi dalszego popierania żony Mochnaczewskiego.



***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International).


poniedziałek, 16 lutego 2015

PALIKOT DOGANIA OGÓREK !!!

Elektorat Millera ochoczo głosuje. Jednakże w sytuacji, w której jego reprezentantka wyraziście popiera Episkopat Polski, oświecona, młoda część tego elektoratu odwróci się od Millera i przeniesie swoje sympatie na Twój Ruch. Jeśli w wyborach prezydenckich Palikot uzyska 10% głosów, zaś Ogórek marne 2%, to zaistnieje szansa zbudowania silnej socjal-liberalnej formacji politycznej w Polsce z nowymi twarzami politycznymi. Najbliższe wybory prezydenckie w Polsce odznaczają się egzotyką z powodu wystawienia nader dziwnych kandydatów. W tym towarzystwie Janusz Palikot, obok prezydenta Komorowskiego, jawi się jako jedyny poważny polityk, który reprezentuje zwarty elektorat polityczny o socjal-liberalnych poglądach. Lider TR zapowiedział, że będzie walczył z Komorowskim w drugiej turze wyborów. Musi jednak pokonać Dudę. To, że przegoni Magdalenę Ogórek w wyścigu o prezydenturę, jest pewne w świetle najnowszego sondażu Millward Brown. Palikot bowiem rozpędza się.

Według sondażu prezydenckiego Millward Brown z 16 lutego, lider Twojego Ruchu, Janusz Palikot posiada 6% poparcie. We wcześniejszych badaniach tego ośrodka badań opinii, lider polskich, socjalnych liberałów uzyskiwał od 1% do 2%. Oznacza to, że jego ugrupowanie odzyskuje siły. Magdalena Ogórek posiada tylko o 1% wyższe poparcie. Liczba jej sympatyków spadła więc o 2%. Z punktu widzenia statystycznej granicy błędu, Palikot i Ogórek posiadają mniej więcej takie samo poparcie polityczne wśród wyborców.



Ogórek będzie traciła

Magdalena Ogórek traci, gdyż nie posiada programu wyborczego. Jej hasła wyborcze wykrzyknięte podczas konwencji w Ożarowie są odbierane przez publikę polityczną jako przysłowiowy „stek frazesów”. Wielu poważnych komentatorów polskiej polityki wyraża zaniepokojenie tym, dlaczego Miller zdecydował się lansować na politycznej scenie nikomu nieznaną, trzecioplanową „aktoreczkę”, którą można przenośnie porównać z madame Walewską, metresą Napoleona Bonaparte. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/02/magdalena-ogorek-aspiruje-do-stanowiska.html

Podczas konwencji Magdalena Ogórek wsparła Putina i jego agresywną politykę wobec Ukrainy, protestując przed propozycją udzielenia pomocy w dozbrojeniu naszego sąsiada w jego walce z moskiewskim reżimem Putina. Prorosyjskie akcenty w przemówieniu eseldowskiej kandydatki w wyborach prezydenckich będą wiele razy przypominane podczas kampanii wyborczej. Polacy są rusofobami z racji dawnego przymusu uczenia się przez całe życie języka Stalina i Breżniewa, z którymi obecnie jest kojarzony Putin.

Szansa dla Palikota

Elektorat Millera ochoczo głosuje. Jednakże w sytuacji, w której jego reprezentantka wyraziście popiera Episkopat Polski, oświecona, młoda część tego elektoratu odwróci się od Millera i przeniesie swoje sympatie na Twój Ruch.

W ostatnim czasie partię Janusza Palikota opuściło wielu postkomunistycznych działaczy i funkcjonariuszy: Kwiatkowski, Siwiec, Kalisz i Grodzka. W regionalnych strukturach TR również doszło do oczyszczenia szeregów. Pozostali wyłącznie ci, którzy identyfikują się z programem politycznym TR, a nie z okazją do uzyskania sejmowej posady. Wyborcy, którzy poparli Ruch Palikota w 2011 roku w liczbie ponad milion, mogą zacząć ponownie rozważać swoje poparcie dla TR.

Jeśli w wyborach prezydenckich Palikot uzyska 10% głosów, zaś Ogórek marne 2%, to zaistnieje szansa zbudowania silnej socjal-liberalnej formacji politycznej w Polsce z nowymi twarzami politycznymi – szczególnie tymi, którzy startowali w wyborach do Parlamentu Europejskiego z dalszych pozycji. TR miał wówczas najbardziej intelektualną listę wyborczą w całej Polsce.

Dlaczego wzrasta poparcie dla Palikota?

Najbliższe wybory prezydenckie w Polsce odznaczają się egzotyką z powodu wystawienia nader dziwnych kandydatów. Startują piosenkarze: Kukiz i Deska. Brakuje Dody. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/02/doda-kandydatka-na-urzad-prezydenta-rp.html  O przewodzenie krajem aspiruje również Korwin-Mikke, który wsławił się plaskaczami w pupę byłej posłanki Piekarskiej http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/689868,korwin-mikke-uwielbia-posladki-katarzyny-piekarskiej-z-sld.html oraz w twarz europosła Boniego http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/689823,korwin-mikke-leje-z-liscia-dawnych-komunistycznych-agentow---boniego.html Wśród kandydatów mamy Jarubasa z PSL, Kowalskiego z Ruchu Narodowego i Wilka z Kongresu Nowej Prawicy. Nikt ich nie zna. Grodzka również próbuje swoich sił, wcześniej odchodząc z Twojego Ruchu. Duda z PiS również niezbyt poważnie objawia się wyborcom. Dlaczego on, a nie Kaczyński?

W tym towarzystwie Janusz Palikot, obok prezydenta Komorowskiego, jawi się jako jedyny poważny polityk, który reprezentuje zwarty elektorat polityczny o socjal-liberalnych poglądach. Lider TR zapowiedział, że będzie walczył z Komorowskim w drugiej turze wyborów. Musi jednak pokonać Dudę. To, że przegoni Magdalene Ogórek w wyścigu o prezydenturę, jest pewne w świetle najnowszego sondażu Millward Brown. Palikot bowiem rozpędza się.



Program Palikota
Hasłami, wokół których Palikot zamierza zorganizować swoją kampanię, są: praca, pieniądze, zarobki, informatyka, świeckie państwo. Za nimi kryją się konkretne postulaty: znaczącego podniesienia kwoty wolnej od podatku, wakacji podatkowych dla świeżych przedsiębiorców, likwidacji umów śmieciowych, rozwoju przemysłu informatyczno-cybernetycznego oraz uwolnienia przestrzeni publicznej od religijnej indoktrynacji.

Palikot odniósł pierwszy sukces na polu „deklerykalizacji” życia publicznego w naszym kraju. Sejm przegłosował Konwencję Antyprzemocową. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/02/w-swietle-konwencji-antyprzemocowej.html Sukcesem Palikota było również przetestowanie wszystkich posłów. Okazało się, że większość parlamentarna: PO, PSL i SLD, nie poparła projektu ustawy dotyczącej podniesienia kwoty wolnej od podatku.

Wielu zwolenników Palikota wsparło ruch frankowiczów przeciwko bankierom. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/02/platforma-obywatelska-wystraszya-sie.html  Reprezentanci TR nagłaśniają skandal edukacyjny, jakim są akty zamykania dobrych, wiejskich szkół podstawowych. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/szkoa-podstawowa-w-wicinie-ksiadz-na.html

Puenta
Palikot ma szansę poprawić swoje wyniki sondażowe, jeśli upubliczni kolejne projekty legislacyjne dyskutowane w Twoim Ruchu. Koncentrują się one wokół problematyki edukacyjnej oraz pracowniczej.

System edukacji wymaga odstąpienia od „elementarzowej rewolucji”, zafundowanej polskim dzieciom przez Kluzik-Rostkowską. Programy nauczania w gimnazjach i liceach powinny zostać przeformatowane z naciskiem na edukację informatyczno-logiczną. https://www.youtube.com/watch?v=U0rsqznWj88

W kwestiach pracowniczych należy konstytucyjnie uregulować sprawę płacy minimalnej, zarówno etatowej jak i godzinowej. Z pewnością nie może być ona mniejsza niż 50% średniego wynagrodzenia brutto. Na mapie Polski znajdują się regiony o strukturalnym bezrobociu wynoszącym 30%. Te powiaty są wylęgarniami wirusa rozpaczliwej nędzy ludzkiego istnienia. Tam należy stworzyć specjalne strefy ekonomiczne, w których nowo-zakładane przedsiębiorstwa będą zwolnione z jakichkolwiek podatków od zysku przynajmniej na okres 5 lat. Palikot powinien zacząć publicznie mówić również o tych nowatorskich projektach, które w jego partii są przygotowywane przez ekspertów. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/656262,polacy-sa-niewolnikami.html

***
http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/humanistyka-w-szczecinie-stoi-filozofia.html
http://ruch.racjonalny.org.pl/
https://www.facebook.com/ruch.racjonalny
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International).
http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2






sobota, 14 lutego 2015

MAGDALENA OGÓREK ASPIRUJE DO STANOWISKA „METRESY PUTINA” !!! CZY OKAŻE SIĘ LEPSZA OD MADAME WALEWSKIEJ?

Magdalena Ogórek, kandydatka Millera  w najbliższych wyborach prezydenckich, po okresie milczenia, przemówiła. Zdecydowanie stwierdziła, iż nie godzi się na sprzedaż broni Ukrainie, gdyż w ten sposób stajemy się stroną w konflikcie.  Czy Magdalena Ogórek chciała dać do zrozumienia publiczności, podczas swojej konwencji, że dla Polski jest w stanie wszystko zrobić, nawet to, co uczyniła z miłości do ojczyzny Maria Walewska? Jej misją   było przekonanie Bonapartego do restytucji Królestwa Polskiego. Wdzięki Walewskiej i jej seksapil okazał się  słabym gadżetem w sile przekonywania Wielkiego Możnowładcy. Choć Putin rządzi największym terytorialnie państwem świata, to jednak daleko mu do wielkości Cesarza Francuzów. Bonaparte  zliberalizował Europę. Putin zaś usiłuje restytuować monarchię rosyjską z silną Cerkwią. Bonaparte uwielbiał kobiety; był wobec nich szarmancki. A Putin? Czy jest damskim bokserem? Magdalena Ogórek aspirując do stanowiska „metresy Putina” może więc skończyć, jak premier Kopacz na „fotkach” Janusza Palikota. Znana jest złota myśl Millera, politycznego promotora kandydatki na urząd prezydencki: Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Czy Magdalena Ogórek osiągając ewentualnie swój status „metresy Putina” ma świadomość tego, jak rosyjski przywódca kończy? Czy Miller wie co robi, „pchając” swoją pupilkę w objęcia przywódcy Rosji?

Magdalaena Ogórek, kandydatka Millera  w najbliższych wyborach prezydenckich, po okresie milczenia, przemówiła. Jej najważniejsza teza wyborcza dotyczyła Putina. Zamierza do niego zadzwonić.  Chce „normalizować  stosunki z Rosją”. Nie chce, aby media rosyjskie określały Polskę jako wroga numer jeden.  Zdecydowanie stwierdziła, iż nie godzi się na sprzedaż broni Ukrainie, gdyż w ten sposób stajemy się stroną w konflikcie.  Czy Magdalena Ogórek chciała dać do zrozumienia publiczności, podczas swojej konwencji, że dla Polski jest w stanie wszystko zrobić, nawet to, co uczyniła z miłości do ojczyzny Maria Walewska?

Polskie metresy w międzynarodowej polityce

W swojej historii Polska wysyłała piękne Polki do możnych tego świata.  Jedną z nich była Maria Walewska. Została oficjalną metresą Napoleona Bonaparte, Cesarza Francuzów. Miała z nim potomka. Misją Walewskiej  było przekonanie Bonapartego do restytucji Królestwa Polskiego. Niestety Cesarz, jak przystało na republikanina, zgodził się jedynie na stworzenie namiastki państwowości polskiej o nazwie „Księstwo Warszawskie”.   Wdzięki Walewskiej i jej seksapil okazał się  słabym gadżetem w sile przekonywania Wielkiego Możnowładcy.




Nie mniej jednak wokół jej politycznej misji narosło wiele legend tak, że stała się tematem wielu filmów. Walewską  zagrała w 1937 roku  nawet Greta Garbo. Magdalena Ogórek również próbowała swoich sił w serialach telewizyjnych. Niestety do kunsztu Garbo brakuje jej nadzwyczaj bardzo wiele. Ale czy to znaczy, że jej kunszt polityczny okaże się również tak marny, jak jej  umiejętności aktorskie? Czy okaże się lepsza od Maddame  Marii Walewskiej?

Putin nie jest Napoleonem Bonaparte
Choć Putin rządzi największym terytorialnie państwem świata, to jednak daleko mu do wielkości Cesarza Francuzów. Bonaparte  zliberalizował Europę. Wprowadził instytucję rozwodów, ślubów cywilnych i zafundował wielu ówczesnym państwom Kodeks Napoleona, który do dnia dzisiejszego stanowi podstawę prawną, nad którą budowane są demokratyczne systemy współczesnych państw. Putin zaś usiłuje restytuować monarchię rosyjską z silną Cerkwią.

Bonaparte uwielbiał kobiety; był wobec nich szarmancki. A Putin? Czy jest damskim bokserem? http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Zwierzenia-zony-Putina-Wladimir-bil-mnie-i-zdradzal,wid,13957716,wiadomosc.html?ticaid=11457f  Media donoszą, że często katował swoją żonę.

Magdalena Ogórek aspirując do stanowiska „metresy Putina” może więc skończyć, jak premier Kopacz na „fotkach” Janusza Palikota. Znana jest złota myśl Millera, politycznego promotora kandydatki na urząd prezydencki: Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Czy Magdalena Ogórek osiągając ewentualnie swój status „metresy Putina” ma świadomość tego, jak rosyjski przywódca kończy? Czy Miller wie co robi, „pchając” swoją pupilkę w objęcia przywódcy Rosji?

Mąż Magdaleny Ogórek: Piotr Mochnaczewski

Piotr Mochnaczewski jest politykiem SLD, wypromowanym przez Leszka Millera. Skończył studia w 1989 roku w Uniwersytecie Szczecińskim. Szczecin jest znany z tego, że jest miastem rosyjskich agentów. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/10/rosyjscy-szpiedzy-w-szczecinie-czy.html Pod koniec lat 90-tych Mochnaczewski uzyskuje w Białymstoku stopień doktora nauk ekonomicznych. Jego dotychczasowy dorobek naukowy można ocenić jak śladowy. Nie mniej jednak, uzyskany stopień pozwolił Mochnaczewskiemu na pracę w charakterze wykładowcy w Wyższej Szkole Zarządzania w Szczecinie. http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Mochnaczewski Media donoszą, że Mochnaczewski był tajnym współpracownikiem  Służby Bezpieczeństwa w czasach komunizmu. To, ilu dawnych agentów SB przekształciło się w sympatyków Rosji, nie jest wiadome. Ale znane są fakty takich przekształceń. Dlatego można  zasadnie postawić pytanie: Czy Mochnaczewski posiadał kontakty z Bendig-Wielowieyskim, honorowym konsulem Rosji w Szczecinie? Odpowiedzi  może udzielić wyłącznie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.




Ogórek pogrąży SLD

W polityce stosuje się socjotechniki. Jeśli są one profesjonalnie zaprogramowane, to na ogół przynoszą korzyści politykom.    Czy manipulacja marketingowa Millera jest profesjonalnie zaprogramowana? Wszystko zależy od tego co jest jego rzeczywistym celem. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/doktorat-magdaleny-ogorek-sciema.html

Magdalena Ogórek nie uzyska więcej niż 5% głosów. Pogrążyła ją dzisiejsza, prorosyjska wypowiedź. W końcu współcześni wyborcy w wieku powyżej 40 lat są „klinicznymi” rusofobami. Niechęcią do Rosji zostali zainfekowani w PRL. Musieli przez niemal całą szkołę podstawową i  szkołę  średnią uczyć się  języka rosyjskiego (wówczas nazywanego „kacapem”). Badania opinii publicznej pokazują, że jesteśmy społeczeństwem, które najbardziej w europie  nie lubi Rosjan. W kontekście agresji Putina na Ukrainę, wyrażanie sympatii do Rosji z pewnością nie spodoba się wyborcom. Konwencję Magdaleny Ogórek trudno uznać za profesjonalną. Może jednak Miller gra w zupełnie inną grę?   

Puenta na serio



Obserwując działania lidera SLD w ostatnich dwóch latach, uważny obserwator dostrzeże fakt, iż Miller usiłuje wprowadzić do polskiej polityki piękne kobiety. Jedną  z nich była Olena Marczuk, wystawiona przez SLD w wyborach do Parlamentu Europejskiego.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/684033,czy-miller-bawi-sie-w-bonda-z-olena-marczuk-na-marginesie-wyborow-do-europarlamentu.html Struktura semantyczna jej życiorysu przypomina koleje losu super-agentki FSB, Anny Chapman (schwytanej przez amerykańskie służby specjalne).

Rosyjskie służby specjalne potrafią w niektórych państwach „postawić” na najwyższych stanowiskach swoich agentów lub ulokować  kreta pośród przyjaciół prezydentów czy też kanclerzy wielu państw zachodnich.  Służby specjalne Putina odziedziczyły swoje mistrzostwo w snuciu szpiegowskich prowokacji po KGB. Sam Putin jest przecież dawnym agentem radzieckiej siatki  w Europie. Rosjanie potrafili ulokować szpiega w najbliższym otoczeniu Willego Brandta, kanclerza RFN na początku lat 70-tych. Należy przypuszczać, że Gerhard Schroder również był uwikłany w działania na pograniczu szpiegostwa na rzecz Rosji. Był kanclerzem, którego Bundestag pozbawił w 2005 roku (odmówił mu wotum zaufania) stanowiska szefa państwa.  Nie jest wykluczone, że powodem była jego współpraca z Gazpromem.

Jeśli rosyjskim służbom specjalnym udało się w Niemczech ulokować przynajmniej agentów wpływu na kilku najwyższych stanowiskach politycznych, to dlaczego nie można by tego samego uczynić w Polsce? Ogórek, podobnie jak Schroder, nie ukrywa swojej miłości do Rosji. Niemiecki polityk nawet adoptował dzieci z Petersburga, aby zamanifestować swoją wielką „mega-sympatię” do kraju Dostojewskiego i Tołstoja. Ogórek  zamierza nawet dzwonić do obecnego Prezydenta Rosji.

 ***








Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.








poniedziałek, 9 lutego 2015

AGRESJA ROSJI NA UNIĘ EUROPEJSKĄ NIECHYBNIE ZBLIŻA SIĘ !!!

Zakończyła się w Monachium konferencja bezpieczeństwa w Europie. Kiedy zachodni politycy konferowali, Gazprom i turecki rząd  podpisali umowę na budowę gazociągu Turkish Stream. Według rosyjskich analityków, Ukraina zagraża Rosji tym, że przez jej obszar można poprowadzić rurociągi transportujące gaz i ropę z państw arabskich do krajów Unii Europejskiej. Taki scenariusz całkowicie uniezależnia energetycznie Europę od Rosji. Przy jego realizacji, państwo Putina stałoby się mało znaczącym pionkiem na globalnej mapie politycznej. Jeśli Putinowi udałoby się odizolować Ukrainę od Morza Czarnego, wówczas odciąłby wschodnie państwa Unii Europejskiej od możliwości samodzielnego pozyskiwania gazu i ropy z państw arabskich. Forsując wysokie ceny na kopaliny energetyczne, Rosja uczyniłaby z Polski i Ukrainy swoje gospodarcze kondominia. Putinowi marzy się coś na kształt dawnego Układu Warszawskiego. Niestety, Merkel odmawia zgody na wysyłanie broni na Ukrainę. Kanclerz Niemiec opowiada się za tzw. pokojowym rozwiązaniem konfliktu. Lider niemieckiego państwa zachowuje się tak, jak Chamberlain przed II Wojną Światową, zgadzając się w Monachium na sprzedaż Sudetów Hitlerowi. W Londynie Cameron zachowuje się tak, jakby pijąc „non-stop” drinki, leczył kaca. Brytyjscy politycy milczą. W żaden sposób premier Wielkiej Brytanii nie przypomina Churchilla. Prezydent Francji stwierdził kilka dni temu, że jeśli Putin nie ustąpi, to czeka nas wojna z Rosją. Ostre słowa Hollande’a mają stanowić dla przywódcy Rosji „kłujące jak kolczatka dla bulteriera” ostrzeżenie. Niestety, Rosjanie nie przestraszyli się. Obecnie, Putin realizuje drugi etap swojego podboju Europy. Usiłuje zintegrować się z Turcją, w której rządzą przedstawiciele tzw. „miękkiego islamizmu”. Po zęby uzbrojona turecka armia jest jedną z największych na świecie. Ostatnia wizyta Putina w Egipcie jest gestem symbolicznym, którego celem jest pokazanie Zachodowi, że Rosja zawsze może wesprzeć islamski nazizm. Polskie służby dyplomatyczne oraz wywiadowcze powinny skupić się na aktach obstrukcji „rosyjsko-tureckich układów”. Nie oglądając się na Merkel i Hollande’a, Komorowski powinien jak najszybciej spotkać się z Erdoganem i podpisać układ międzypaństwowy o wspieraniu europejskich aspiracji Turków. Wraz z amerykańskimi instytucjami finansowymi, należy powołać podmiot gospodarczy, którego celem będzie, po obaleniu państwa islamskiego, rozpoczęcie budowy mega-infrastruktury przesyłu gazu i ropy z państw arabskich Zatoki Perskiej. Potrzebujemy „pro-tureckiej geopolityki”. W polityce europejskiej powinniśmy wspierać koncepcje dozbrajania Ukrainy. Im dłużej stwarzamy sobie iluzję dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, tym bardziej tracimy, dzięki umacnianiu się Putina na ukraińskich rubieżach. Skoro Hollande wydaje się być zwolennikiem ostrego kursu wobec lidera Rosji, to należałoby podjąć wspólną inicjatywę z Francją, która finalizowałaby dostarczanie broni dla walczących Ukraińców. Nastał czas na umiarkowaną izolację Merkel i Niemców w Europie. Ich gra nie służy bowiem projektowi integracji naszego kontynentu.

Zakończyła się w Monachium konferencja bezpieczeństwa w Europie. Jej efekty są marne. Wszystko jest niewiadomą z wyjątkiem tego, że Rosja szykuje się do wojny z Unią Europejską i NATO. Putin pokazał swoją polityczną siłę. Kiedy zachodni politycy konferowali, Gazprom i turecki rząd  podpisali umowę na budowę gazociągu Turkish Stream. Tym samym Putin odsłonił swoje polityczne intencje. Jego celem nie jest zagarnięcie Ukrainy, lecz restytucja rosyjskiego imperium z granicą nad Odrą. Agresja na Ukrainę stanowi wyłącznie akt „czyszczenia pola” przed właściwym natarciem – na Tallin, Rygę, Wilno i Warszawę.

(O sojuszu energetycznym: Polska – Ukraina – Turcja, pisałem już w 2013 roku http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/681538,lawrow-w-polsce-z-widokiem-na-rosyjskie-rakiety-w-kaliningradzie-czy-sikorski-%E2%80%93-pod-namowa-watykanu---sprzeda-ukraine.html
i na początku 2014
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/683432,obama-sprawdza-putina-na-ukrainie-kaczynski-usiluje-podpalic-europe-%E2%80%93-na-marginesie-ewentualnego-stanu-wyjatkowego.html )



Geopolityczna gra Putina

Według rosyjskich analityków, Ukraina zagraża Rosji tym, że przez jej obszar można poprowadzić rurociągi transportujące gaz i ropę z państw arabskich do krajów Unii Europejskiej. Taki scenariusz całkowicie uniezależnia energetycznie Europę od Rosji. Przy jego realizacji, państwo Putina stałoby się mało znaczącym pionkiem na globalnej mapie politycznej. Rosjanie bowiem nie są w stanie sprzedawać światu niczego innego niż gaz, ropa i metale. Zakup kopalin energetycznych przez Europę od państw Bliskiego Wschodu doprowadziłby gospodarkę Rosji do ruiny, co skutkowałoby podziałem kolosa na co najmniej trzy autonomiczne państwa (ze stolicami w: Moskwie, Władywostoku i gdzieś na Uralu). Geopolityczna gra toczy się więc o istnienie lub nieistnienie rosyjskiego, atomowego mocarstwa.

Jeśli Putinowi udałoby się odizolować Ukrainę od Morza Czarnego, wówczas odciąłby wschodnie państwa Unii Europejskiej od możliwości samodzielnego pozyskiwania gazu i ropy z państw arabskich. Forsując wysokie ceny na kopaliny energetyczne, Rosja uczyniłaby z Polski i Ukrainy swoje gospodarcze kondominia. Putinowi marzy się coś na kształt dawnego Układu Warszawskiego.

Ukraina bez dostępu do Morza Czarnego stanowiłaby państwo, całkowicie zależne gospodarczo od Rosji. Dlatego też za wszelką cenę Rosjanie realizują taki scenariusz. Najpierw muszą oczyścić przedpole, aby zaatakować Polskę i kraje nadbałtyckie.

Merkel nieświadomym sojusznikiem Putina

Amerykańskie „think-tanki”, na czele z Open Society Institute Georgy Sorosa, naciskają świat zachodni na podjęcie wspólnego wysiłku w dostarczaniu Ukrainie broni defensywnej, umożliwiającej skuteczne odpieranie ataków wroga. Żołnierze Poroszenki z tygodnia na tydzień są coraz słabsi. Oddali separatystom lotnisko w Doniecku i ledwo „zipią” w Mariaupolu. Czując zapach zwycięstwa, Putin rozpoczął wspieranie swoich wojsk lądowych lotnictwem.

Niestety, Merkel odmawia zgody na wysyłanie broni na Ukrainę. Kanclerz Niemiec opowiada się za tzw. pokojowym rozwiązaniem konfliktu. W rozmowie z Obamą przyznała rację stwierdzeniu, iż Putin naruszył wszelkie możliwe, w odniesieniu do swojego sąsiada, umowy międzynarodowe. Ale nic poza tym. Lider niemieckiego państwa zachowuje się tak, jak Chamberlain przed II Wojną Światową, zgadzając się w Monachium na sprzedaż Sudetów Hitlerowi. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/687504,unia-energetyczna-co-zakombinuje-tusk-z-merkel-czy-dziala-na-szkode-polskiej-gospodarki.html

Hollande chce trzymać Putina w kolczatce, Cameron zaś milczy



Prezydent Francji stwierdził kilka dni temu, że jeśli Putin nie ustąpi, to czeka nas wojna z Rosją. Ostre słowa Hollande’a mają stanowić dla przywódcy Rosji „kłujące jak kolczatka dla bulteriera” ostrzeżenie. Niestety, Rosjanie nie przestraszyli się. Wypowiedzi Ławrowa w Monachium, równocześnie z antypolską kampanią w mediach rosyjskich, stanowią łatwo interpretowalny sygnał, iż szwadrony Putina nigdy nie wyjdą z Doniecka i Słowiańska.

W Londynie Cameron zachowuje się tak, jakby pijąc „non-stop” drinki, leczył kaca. Brytyjscy politycy milczą. W żaden sposób premier Wielkiej Brytanii nie przypomina Churchilla. Niektóre media w Londynie wydają się trzymać stronę Rosji, oskarżając Ukraińców o znęcanie się nad ludnością cywilną.

Merkel gra na rozpad Europy

Niemiecki szantaż skierowany do nowych władz politycznych Grecji jest w istocie aktem popierania Putina. Merkel stwierdziła, że jeśli Grecja nie zacznie realizować uzgodnień finansowych z tzw. „trojką”, to może pożegnać się z przynależnością do Strefy Euro. Tsipras i Varoufakis szybko zareagowali, domagając się od Niemców reparacji w kwocie kilkuset miliardów euro za zniszczenie ich kraju przez nazistów.

Wiadomo, że Grecy nie są w stanie podołać żądaniom światowych instytucji finansowych. Ich skutkiem jest bowiem rozprzestrzenianie się biedy w greckim społeczeństwie. Nikt „normalny, przy zdrowych zmysłach” nie zgodzi się na łupienie swojego społeczeństwa przez międzynarodowe instytucje finansowe. Merkel doskonale wie o tym. Dlaczego więc swoimi wypowiedziami eskaluje werbalny konflikt z Grekami? Najwyraźniej chce doprowadzić do sytuacji, w której Europa zacznie „sypać się jak domek z kart”. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/zwyciestwo-syrizy-w-greckich-wyborach.html

Wystąpienie Grecji ze Strefy Euro spowoduje reakcję łańcuchową. Na jesieni w Hiszpanii wybory wygra Podemos, partia o zbliżonym programie politycznym jak Syriza. Wyjście Hiszpanii ze Strefy Euro będzie równoznaczne ze zniszczeniem politycznego projektu integracji europejskiej. Rozsypanie się Europy umocni Niemcy. Staną się one wraz z Rosją lokalnymi mocarstwami w Europie. Czytelne scenariusze posiadają tendencję realizowania się.

Czy Polska może obronić się przed Putinem?

Obecnie, Putin realizuje drugi etap swojego podboju Europy. Usiłuje zintegrować się z Turcją, w której rządzą przedstawiciele tzw. „miękkiego islamizmu”. Choć państwo Erdokana jest członkiem NATO, to jednak stanowi względnie autonomiczną, militarną strukturę, którą można użyć do wspierania ruchów islamskich na Bliskim Wschodzie. Po zęby uzbrojona turecka armia jest jedną z największych na świecie. Ostatnia wizyta Putina w Egipcie jest gestem symbolicznym, którego celem jest pokazanie Zachodowi, że Rosja zawsze może wesprzeć islamski nazizm.

Polskie służby dyplomatyczne oraz wywiadowcze powinny skupić się na aktach obstrukcji „rosyjsko-tureckich układów”. Nie oglądając się na Merkel i Hollande’a, Komorowski powinien jak najszybciej spotkać się z Erdokanem i podpisać układ międzypaństwowy o wspieraniu europejskich aspiracji Turków. Wraz z amerykańskimi instytucjami finansowymi, należy powołać podmiot gospodarczy, którego celem będzie, po obaleniu państwa islamskiego, rozpoczęcie budowy mega-infrastruktury przesyłu gazu i ropy z państw arabskich Zatoki Perskiej. Potrzebujemy „pro-tureckiej geopolityki”. Trzeba być ślepcem politycznym lub agentem Putina, aby tego nie dostrzegać.

W polityce europejskiej powinniśmy wspierać koncepcje dozbrajania Ukrainy. Im dłużej stwarzamy sobie iluzję dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, tym bardziej tracimy, dzięki umacnianiu się Putina na ukraińskich rubieżach. Skoro Hollande wydaje się być zwolennikiem ostrego kursu wobec lidera Rosji, to należałoby podjąć wspólną inicjatywę z Francją, która finalizowałaby dostarczanie broni dla walczących Ukraińców.

Przy obecnym kursie politycznym Merkel, jesteśmy zmuszeni do prowadzenia polityki europejskiej uniezależniającej nas od decyzji niemieckich polityków. Nastał czas na umiarkowaną izolację Merkel i Niemców w Europie. Ich gra nie służy bowiem projektowi integracji naszego kontynentu.

Infrastruktura szpiegowska Putina w Europie



Nie można dziwić się, iż niemieccy politycy torpedują w Europie wszelkie, bardziej zdecydowane ruchy wobec Putina. Na scenie politycznej w Berlinie swoje role odgrywają jego szpiedzy. Moskiewska agentura jest nadzwyczaj silna, skoro wyniosła do urzędu kanclerza Gerharda Schrodera, który dzisiaj w nagrodę za Nord Stream jest finansowany rosyjskimi petro-dolarami.

Merkel nie jest agentem FSB. Podsłuchując ją przez wiele lat, sprawdzili to Amerykanie. To nie wyklucza jednak faktu, że w jej otoczeniu roi się od przyjaciół Kremla. Z pewnością, wywiad rosyjski uczyni wszystko, aby jak najdłużej przy władzy utrzymać obecną kanclerz, gdyż jej linia polityczna - stwarzanie sobie iluzji pokoju w Doniecku i Słowiańsku – torpeduje strategię zadania Putinowi „bolesnego ciosu”.

W Polsce agentura rosyjska ma się dobrze. Działają u na przede wszystkim tzw. agenci wpływu, których celem jest wywołanie poważnej destabilizacji politycznej w Polsce. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/10/rosyjscy-szpiedzy-w-szczecinie-czy.html    
http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/kampania-samorzadowa-brutalnie.html Prowadzą oni swoje operacje medialne po obu stronach politycznego spektrum, w szczególności na jego krańcach. Rosyjskie krety ulokowane są w strukturach partyjnych zarówno lewej jak i prawej strony. Ich celem jest eskalowanie konfliktu religijno-ideologicznego. W mediach społecznościowych podsycają postulaty „wieszania księży na latarniach” oraz „palenia na stosach liberałów, gejów, lesbijek i nawet logików”. Jak na razie, efekty tej strategii są marne. Polacy nie dają się prowokować.

Reakcja na uchwalenie przez Sejm RP Konwencji Antyprzemocowej ze strony katolickiej prawicy jest nader słaba. Jedynie Hoser próbuje dolewać oliwy do ognia. Warto, żeby tym biskupem zajęły się służby kontrwywiadowcze, gdyż jego działalność, pod przykrywką katolickiego oszołoma, jest ewidentnie zbieżna z rosyjskim interesem destabilizowania naszego kraju. W latach siedemdziesiątych na samym szczycie hierarchii w Episkopacie ulokowano szpiega (arcybiskup Jerzy Dąbrowski), który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w latach 90-tych. http://www.wprost.pl/ar/99398/Biskup-Jerzy-Dabrowski-agentem-wywiadu-PRL/

Puenta

Wojna jest pewna. Niewiadomą jest ustalenie daty jej wybuchu. Z pewnością po kampanii prezydenckiej, Komorowski (nie ulega wątpliwości, że wygra te wybory) ogłosi powszechny pobór do wojska. Nie jest wykluczone, iż jesienią NATO wesprze Ukrainę nie tylko bronią, ale także swoją armią. Czy dojdzie do konfliktu nuklearnego? Jeśli Putin zrzuci na Kijów bombę atomową, to z pewnością w odpowiedzi, NATO wymaże Moskwę z mapy świata. Wówczas nastanie pokój – tak, jak miało to miejsce po zrzuceniu bomb atomowych na Japonię. Szkoda tylko zwykłych ludzi.

Niestety, w wypadku politycznych szaleńców, wyłącznie bolesne ciosy są skuteczne. Rosja jest zbyt słabym gospodarczo państwem, żeby udźwignąć ciężar prowadzenia wojny z Zachodem. Merkel doskonale o tym wie i dziwi to, że w świat wysyła „fantasmagorie” o dyplomatycznym rozwiązaniu konfliktu. Gdyby od samego początku zajęła twarde stanowisko, wystawiając za Putinem, podobnie jak za Milosevicem, list gończy i apelując o postawienie go przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, ukraińskie dzieci z Doniecka mogłyby dzisiaj spokojnie sobie marzyć w nocy o Kucykach Pony. Jak nigdy, Europa potrzebuje mądrych i zdecydowanych polityków.



***
http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/humanistyka-w-szczecinie-stoi-filozofia.html
http://ruch.racjonalny.org.pl/
https://www.facebook.com/ruch.racjonalny
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.
http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2












niedziela, 8 lutego 2015

DODA KANDYDATKĄ NA URZĄD PREZYDENTA RP ?



O najwyższy urząd w Polsce zamierzają walczyć piosenkarze. Właśnie swój start ogłosił Paweł Kukiz, naśladując Josepha Estradę (aktora i piosenkarza), który w 1998 roku został prezydentem Filipin. W środowiskach polskiego show-biznesu szepce się o starcie Dody w wyborach prezydenckich. Jej ostatni klip stanowić ma narzędzie w walce z Magdaleną Ogórek (również aktorką), wystawioną przez Millera. Obie otarły się o świat polityki. Doda ocierała się ustami o śp. Lecha Kaczyńskiego. Otarła się więc już o najwyższy urząd w naszym państwie. Magdalena Ogórek również ocierała się o świat polityki. Niestety jej otarcia, choć intensywne, nie posiadały takiego ładunku aksjologicznego, jak otarcia Dody. Krytycy muzyczni zauważają, że nowy wizerunek Dody intertekstualnie nawiązuje do okresu rewolucji obyczajowej lat 60-tych; do Brigitte Bardot oraz Marilyn Monroe (która ocierała się o Johna Kennedy’ego) „Doda-Riotka” stanowić ma produkt symbolizujący przemiany obyczajowe w Polsce. Rabczewska emanuje w swoim klipie śmiałym - swoją agresywną, nawiązującą do Lolity Nabokova, niewinnością - erotyzmem. Czy Doda byłaby w stanie zwyciężyć Kukiza w wyborach prezydenckich? Porównując obie postaci, nie ulega wątpliwości, że nasza artystka więcej umie niż artysta-macho popierany przez zwolenników okręgów jednomandatowych. Doda osiągnęła mistrzostwo w „wyginaniu się”. Kukiza „wygięcia” przejawiają jednak paralityczne cechy. Rzecz jasna, Kukiz ma to coś, czego Doda nie ma. Oceny skuteczności gadżetu wyborczego lidera zespołu „Piersi” może dokonać wyłącznie znawca tematu, którym jest Adam Hofman. Innym konkurentem Dody jest Duda. Czym oblubieniec Jarosława Kaczyńskiego może się pochwalić? Z pewnością umie się modlić. Pamiętajmy jednak, że Doda również miała w swoim życiu mistyczne doświadczenia – mianowicie z Nergalem, czarnoksiężnikiem polskiego satanizmu. Wszyscy kandydaci – wraz z Komorowskim na czele - mają jedną wspólną cechę: są beznadziejnie wykształceni. Brakuje im „elementarnej kindersztuby intelektualnej. W tym towarzystwie Doda błyszczy – wygina się super, czasami w miarę dobrze zaśpiewa i umie „zarabiać” w pocie i znoju. Ogórek? Kalisz? Grodzka? Komorowski? – splamili się pracą na własny rachunek? Zapowiada się ciekawa kampania prezydencka – z artystami, dziwolągami i oszustwami wyborczymi. Sorry, taki mamy kraj i społeczeństwo. Czas na Dodę !!! W rankingu akademickiego ściemniania jesteśmy blisko Filipin.



Najbliższe wybory prezydenckie w Polsce będą stanowić wydarzenie nie tylko polityczne, ale także artystyczne. O najwyższy urząd w Polsce zamierzają walczyć piosenkarze. Właśnie swój start ogłosił Paweł Kukiz, naśladując Josepha Estradę (aktora i piosenkarza), który w 1998 roku został prezydentem Filipin.

Wirus grypy filipińskiej jest groźny. Przekonał się o tym polski prezydent Aleksander Kwaśniewski. Czy polityczne ambicje naszych piosenkarzy są efektem filipińskich memów, przenoszonych, niekoniecznie drogami płciowymi, przez wirus filipińskiej grypy?

Czy Doda zagrozi Ogórek w wyborach prezydenckich?
W środowiskach polskiego show-biznesu szepce się o starcie Dody w wyborach prezydenckich. Jej ostatni klip stanowić ma narzędzie w walce z Magdaleną Ogórek (również aktorką), wystawioną przez Millera. Obie artystki maja bowiem doświadczenie polityczne. Obie otarły się o świat polityki.

Doda ocierała się ustami o śp. Lecha Kaczyńskiego  http://www.pudelek.pl/artykul/22307/doda_caluje_kaczynskiego_zdjecia/  Otarła się więc już o najwyższy urząd w naszym państwie. Magdalena Ogórek również ocierała się o świat polityki. Niestety jej otarcia, choć intensywne, nie posiadały takiego ładunku aksjologicznego, jak otarcia Dody. Ogórek związała się z byłym posłem SLD, którego nazwisko widniało na liście esbeckich kapusiów Macierewicza.

Ostatni klip Dody, „Riotkę”, obejrzało na youtubie ponad dwa miliony fanów. https://www.youtube.com/watch?v=aII6a0EBknI  Krytycy muzyczni zauważają, że nowy wizerunek Dody intertekstualnie nawiązuje do okresu rewolucji obyczajowej lat 60-tych; do Brigitte Bardot oraz Marilyn Monroe (która ocierała się o Johna Kennedy’ego) „Doda-Riotka” stanowić ma produkt symbolizujący przemiany obyczajowe w Polsce. Rabczewska emanuje w swoim klipie śmiałym - swoją agresywną, odnoszącą do Lolity Nabokova, niewinnością - erotyzmem.

Wyborczy pojedynek „Ogórek kontra Doda”

Czy Magdalena Ogórek jest w stanie zaproponować wyborcom, co przyćmiłoby „walory polityczne” Dody? Niestety cielesność tej pierwszej kojarzy się potencjalnemu wyborcy z anoreksja i bulimią. Doda bez wątpienia nokautuje w tej kategorii swoją rywalkę.


Ogórek próbuje zmienić planszę gry, rozgrywając swoją partię politycznych szachów w atmosferze zmagań intelektualnych. Doda nie posiada doktoratu, zaś Ogórek próbuje się nim szczycić. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/doktorat-magdaleny-ogorek-sciema. html http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/magdalena-ogorek-inwigilowana-przez.html

Nie krzywdząc Dody, trzeba jednak oddać jej sprawiedliwość. Nasza „sex-bomba” estradowa wiele lat temu mogła wziąć udział w debacie filozoficznej na temat wolności w naszym kraju. http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,12020842,Doda_zaproszona_na_dyskusje_z_intelektualistami_i.html Ogórek również raz jeden debatowała z filozofem – prof. Hartmanem.

Doda kontra Kukiz

Czy Doda byłaby w stanie zwyciężyć Kukiza w wyborach prezydenckich? Porównując obie postaci, nie ulega wątpliwości, że nasza artystka więcej umie niż artysta-macho popierany przez zwolenników okręgów jednomandatowych. Doda osiągnęła mistrzostwo w „wyginaniu się”. Kukiza „wygięcia” przejawiają jednak paralityczne cechy.

Rzecz jasna, Kukiz ma to coś, czego Doda nie ma. Oceny skuteczności gadżetu wyborczego lidera zespołu „Piersi” może dokonać wyłącznie znawca tematu, którym jest Adam Hofman. Choć polski ekspert w dziedzinie gadżetów seksualnych został wyrzucony z PiS, to fakt ten nie oznacza jednak tego, iż z ukrycia nie będzie wspierał kandydata Dudę. Dlatego oceny potencjału politycznego Kukiza, ferowane prze Hofmana, zawsze będą podatne na zarzut z braku obiektywizmu.

Doda kontra Duda

Innym konkurentem Dody jest Duda. Czym oblubieniec Jarosława Kaczyńskiego może się pochwalić? Z pewnością umie się modlić. Pamiętajmy jednak, że Doda również miała w swoim życiu mistyczne doświadczenia – mianowicie z Nergalem, czarnoksiężnikiem polskiego satanizmu. Koledzy Dudy, Kogut i Nowak, chcieli nawet Artystkę ukarać za jej walkę z Bogiem o prometejski ogień dla ludzkości. http://polska.newsweek.pl/doda-idzie-do-strasburga,93209,1,1.html http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105709,11915917,Logik__to_skandal__ze_w_ogole_sprawa_Dody_jest_na.html

Warto zauważyć, że nazwisko „Duda” i pseudonim „Doda” nie wiele się różnią. Wystarczy zastąpić literę „u” maleńkim „o” w leksemie „Duda”, aby otrzymać „Doda”. A gdyby Duda nazywał się „Dóda”?

Komorowski kontra „reszta Polski”

Wszyscy kandydaci – wraz z Komorowskim na czele - mają jedną wspólną cechę: są beznadziejnie wykształceni. Brakuje im „elementarnej kindersztuby intelektualnej. Na niczym nie znają się – ani na śpiewaniu, ani na wyginaniu się ani na umiejętnościach „robienia kasy”. No - może Komorowski posiada odpowiednie doświadczenie i tym przewyższa swoich rywali. W tym towarzystwie Doda błyszczy – wygina się super, czasami w miarę dobrze zaśpiewa i umie „zarabiać” w pocie i znoju. Ogórek? Kalisz? Grodzka? Komorowski? – splamili się pracą na własny rachunek?

Puenta
Artystka nie potwierdziła jeszcze udziału w prezydenckiej rywalizacji. Fani Dody mają jednak nadzieję, że artystka podejmie swoją decyzję jeszcze przed świętami wielkanocnymi. Jej przewaga w kampanii zbierania podpisów poparcia nad pozostałymi konkurentami i konkurentkami jest zdecydowana. Mając 2.5 miliona fanów, nie będzie miała problemów ze zbiorem 100 tysięcy podpisów. Inni kandydaci nie będą w stanie zebrać takiego wstępnego poparcia. Obecnie rynek wycenia „podpisy” (adresy i numery pesel) po złotówce od sztuki. Na targowisku politycznym można łatwo je zakupić. Ale jeśli komisje sprawdzające ich wiarygodność, dotrą do osoby rzekomo popierającej, a ona poświadczy, że nie podpisała się, to co wówczas nastąpi?

Na pewno Państwowa Komisja Wyborcza, która była przez publikę oskarżana o oszustwa wyborcze, tym razem „przetrzepie” listy poparcia kandydatów. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/ekspertyza-czy-wybory-zostay.html Zapowiada się ciekawa kampania prezydencka – z artystami, dziwolągami i oszustwami wyborczymi. Sorry, taki mamy kraj i społeczeństwo. Czas na Dodę !!! W rankingu akademickiego ściemniania jesteśmy blisko Filipin. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/12/ranking-racjonalnosci-panstw.html


***

http://ruch.racjonalny.org.pl/

https://www.facebook.com/ruch.racjonalny
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2






piątek, 6 lutego 2015

W ŚWIETLE KONWENCJI ANTYPRZEMOCOWEJ KOŚĆIÓŁ KATOLICKI POWINIEN ZOSTAĆ ZDELEGALIZOWANY. KOPACZ IDZIE NA WOJNĘ Z KOŚCIOŁEM

Zgodnie z artykułem pierwszym Konwencji, jej celem jest „przyczynianie się do eliminacji wszystkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistej równości kobiet i mężczyzn”.  Oznacza to, że obie płci mają prawo do równego spełniania wszystkich ról społecznych, które społeczeństwo konstruuje neutralnie względem płciowości.  Kobieta i mężczyzna mogą więc być w równym stopniu generałami, policjantami, politykami, opiekunami dzieci w przedszkolach czy w końcu kapłanami. Zgodnie z Konwencją, jeśli społeczeństwo uznaje, że role kapłańskie może wypełniać wyłącznie mężczyzna, to wówczas prawny fakt dyskryminacji kobiet z uwagi na płeć nie zachodzi. Z tego punktu widzenia, Kościół powinien przeprowadzić plebiscyt wśród swoich wiernych w celu rozstrzygnięcia kwestii czy kapłaństwo jest atrybutem płci męskiej. Jeśli tego nie uczyni, to wówczas może być zasadnie oskarżany o praktyki dyskryminacyjne na tle płciowym. Fakt uznania Konwencji przez polskie państwo otwiera drzwi do procesów sądowych przeciwko Kościołowi katolickiemu w Polsce z racji jego praktyk dyskryminacji płciowej kobiet. Kościół  zrobi wszystko, aby najbliższe wybory do Sejmu wygrał PiS. Tylko ta partia może doprowadzić do unieważnienia Konwencji. Platforma Obywatelska nie uzyska już więcej ze strony hierarchów kościelnych poparcia politycznego. Dlatego też Kopacz nie ma  wyjścia i musi opowiedzieć się po stronie środowisk liberalnych, oczekujących wyrzucenia z Kodeksu karnego artykułu o obrażaniu uczuć religijnych oraz eliminacji katechezy z systemu polskiej edukacji. Dla liberalnego elektoratu, uchwalenie Konwencji jest bowiem tylko „pierwszą jaskółką, która wiosny nie czyni”. 


   
Sejm w dniu 06.02.2015 uchwalił tak zwaną „konwencję anty-przemocową”. Ten akt natychmiast wzbudził  histeryczny protest partii prawicowych oraz Kościoła katolickiego. Episkopat Polski poczuł się zdradzony. Platforma Obywatelska nie usłuchała biskupów i kardynałów. W tej sytuacji, Ewa Kopacz, liderka partii rządzącej, nie będzie mogła już liczyć na wsparcie wyborcze ze strony hierarchów kościelnych. PO  rozpoczęła więc wojnę z Kościołem i katolicką tradycją, opowiadając się za wartościami „aksamitnego liberalizmu”. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/642329,polska-potrzebuje-aksamitnej-liberalnej-anty-klerykalnej-rewolucji.html

Dlaczego Konwencja wzbudza agresję?

Konwencja jest dokumentem   natury prawno-filozoficznej. Ustala się w niej równość płci męskiej i żeńskiej, rozumianych jako „społecznie skonstruowane role, działania, zachowania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn”.  Taka definicja płci zakłada, że nasze życie społeczne rozgrywa się w przestrzeni konstruktów kulturowych. W tym świetle nie można już mówić o obiektywnym świecie społecznym. Światy naszego życia codziennego, w których doświadczamy rozmaitych form płciowości, są konstrukcjami świadomości społecznej.

Zgodnie z artykułem pierwszym Konwencji, jej celem jest „przyczynianie się do eliminacji wszystkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistej równości kobiet i mężczyzn”.  Oznacza to, że obie płci mają prawo do równego spełniania wszystkich ról społecznych, które społeczeństwo konstruuje neutralnie względem płciowości.  Kobieta i mężczyzna mogą więc być w równym stopniu generałami, policjantami, politykami, opiekunami dzieci w przedszkolach czy w końcu kapłanami.


W Europie i Ameryce wiele wyznań protestanckich (tradycji luterańskiej) dopuszcza kobiety do urzędu duchownego. Oznacza to, że rola pośrednictwa sakralnego w tych kościołach nie jest uznawana jako przypisana do płci. W Kościele katolickim oraz  prawosławnym kobietom nie pozwala się wypełniania ról kapłańskich. Czy jest to więc przejaw dyskryminacji  kobiet z punktu widzenia Konwencji?

Zgodnie z Konwencją, jeśli społeczeństwo uznaje, że role kapłańskie może wypełniać wyłącznie mężczyzna, to wówczas prawny fakt dyskryminacji kobiet z uwagi na płeć nie zachodzi. Z tego punktu widzenia, Kościół powinien przeprowadzić plebiscyt wśród swoich wiernych w celu rozstrzygnięcia kwestii czy kapłaństwo jest atrybutem płci męskiej. Jeśli tego nie uczyni, to wówczas może być zasadnie oskarżany o praktyki dyskryminacyjne na tle płciowym.

Fakt uznania Konwencji przez polskie państwo otwiera drzwi do procesów sądowych przeciwko Kościołowi katolickiemu w Polsce z racji jego praktyk dyskryminacji płciowej kobiet.

Kopacz zasiała popłoch wśród biskupów

Z punktu widzenia interesu płciowego katolickich hierarchów, Konwencja stanowi pierwszy krok na drodze dekonstrukcji instytucji Kościoła katolickiego. Bez wątpienia, jako posiadająca status prawa międzynarodowego, na jej podstawie będzie można podjąć działania wymuszające na kościołach: katolickim, prawosławnym i judaistycznym,  przemiany czyniące z tych instytucji „koedukacyjne” podmioty. Taka rewolucja musi – jak pokazuje historia – doprowadzić do kolejnej schizmy w chrześcijaństwie.

Ponieważ premier rządu, Ewa Kopacz nie grzeszy „oczytaniem” i wiedzą  humanistyczną, jej zgoda na akceptację Konwencji przez Sejm była przypadkowa. Gdyby wiedziała, że po jej ratyfikowaniu przez Prezydenta RP mogą rozpocząć się pozwy o delegalizację Kościoła w Polsce z racji rażącej dyskryminacji kobiet, nigdy nie zgodziłaby się na procedowanie Konwencji w Sejmie. Środowiska antyklerykalne z pewnością podejmą takie działania, tym bardziej że w naszym kraju Kościół wypełnia wiele funkcji publicznych. Z tej racji nie może stanowić instytucji uprawiającej dyskryminację kobiet.

Konwencja kwestionuje świętość Nowego Testamentu

Zgodnie z doktryną katolicką, święcenia kapłańskie mogą przyjmować tylko ochrzczeni mężczyźni, gdyż taka  praktyka została zapisana w Piśmie. Wśród dwunastu apostołów nie było kobiet. Dlatego też ich dyskryminacja  pod tym względem jest uzasadniana koncepcją naśladownictwa Chrystusa.

Zakazując jakichkolwiek praktyk dyskryminacji płciowej, Konwencja sprzeniewierza się więc  literze Nowego Testamentu. Ustanowienie całkowitej równości pomiędzy kobietą i mężczyzną jest jednocześnie zakwestionowaniem  wyłącznego, męskiego apostolstwa ustanowionego – na mocy nowotestamentowego przekazu – przez Chrystusa. Ponieważ katolicy interpretują wszelkie wybory Jezusa jako święte, tym samym Konwencja kwestionuje ową świętość męskiego apostolstwa.

Według doktryny, kapłani katoliccy są traktowani jako strażnicy „świętej tradycji”. W preambule Konwencji wskazuje się, że „nierówność pomiędzy kobietą i mężczyzną jest wynikiem nierównych stosunków władzy na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet /…/”.  Pośrednio więc, uchwalając Konwencję, Sejm RP oskarża strażników „świętej tradycji” – czyli kardynałów, biskupów i papieży - ustanawiającej nierówność pomiędzy kobietą i mężczyzną w ich relacjach z Bogiem ucieleśniającym - według  chrześcijaństwa -  wartość najwyższą. 

Puenta

Kościół  zrobi wszystko, aby najbliższe wybory do Sejmu wygrał PiS. Tylko ta partia może doprowadzić do unieważnienia Konwencji. Platforma Obywatelska nie uzyska już więcej ze strony hierarchów kościelnych poparcia politycznego. Dlatego też Kopacz nie ma  wyjścia i musi opowiedzieć się po stronie środowisk liberalnych, oczekujących wyrzucenia z Kodeksu karnego artykułu o obrażaniu uczuć religijnych oraz eliminacji katechezy z systemu polskiej edukacji. Dla liberalnego elektoratu, uchwalenie Konwencji jest bowiem tylko „pierwszą jaskółką, która wiosny nie czyni”.    

***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2