Follow by Email

niedziela, 17 kwietnia 2016

Nadpodaż szkół wyższych w Polsce

Tekst z 13.08.2012 roku.

Porównując Polskę z takimi krajami, jak Niemcy, Włochy i Wielka Brytania, w których struktura rynku edukacji wyższej promuje elitarne szkoły, można wywnioskować, że w naszym kraju nadpodaż szkół wyższych jest ewidentnie za wysoka. Okazuje się bowiem, że „standardowa” dynamika procesów skolaryzacyjnych nie wymaga ich nadpodaży. Liczne bankructwa szkół wyższych w nadchodzących dwóch latach nie wywołają jakichś katastrofalnych wydarzeń gospodarczych. Wręcz odwrotnie – pojawia się szansa na sanację naszego, rodzimego szkolnictwa wyższego. Kibicujmy więc ich rychłemu upadkowi.

Zjawisko nadpodaży produktu na rynku jest w ekonomii interpretowane jako sygnał nadchodzącego kryzysu. Bankructwa w jednym segmencie rynku, poprzez relacje przyczynowo-skutkowe, wywołują kryzys w innym jego sektorze. Rozpoczyna się kaskada. Na szczęście rynek edukacji wyższej jest w Polsce niemal całkowicie wyizolowany od reszty gospodarki. Nie grozi więc nam to, że liczne bankructwa szkół wyższych w nadchodzących dwóch latach wywołają jakieś katastrofalne wydarzenia gospodarcze. Wręcz odwrotnie – pojawia się szansa na sanację naszego, rodzimego szkolnictwa wyższego. Kibicujmy więc ich rychłemu   upadkowi.

We wcześniejszym felietonie poświęconym lumpeninteligencji widnieje ranking państw z uwagi na wskaźnik porównujący dostęp do elitarnego wykształcenia z dostępem do lumpen-wykształcenia. Dla przypomnienia, przedstawia się on następująco (wartości dodatnie wskazują na to, że w danym państwie łatwiejszy jest dostęp do wykształcenia elitarnego niż do lumpen-wykształcenia; wartości ujemne wskazują na sytuację odwrotną):

1. Malta (+2.47)

2. Luksemburg (+2.06)

3. Finlandia (+1.72)

4. Irlandia (+1.2)

5. Austria (+0.97)

6. Izrael (+0.91)

7. Szwecja (+0.89)

8. Wielka Brytania (+0.79)

9. Grecja (+0.47)

10. Słowacja (+0.37)

11. Włochy (+0.33)

12. Niemcy (+0.32)

13. Czechy (+0.10)

14. Turcja (+0.10)

15. Węgry (+0.01)

16. Islandia (0.00)

17. Norwegia (0.00)

18. Chorwacja (0.00)

19. San Marino (0.00)

20. Andora (0.00)

21. Monako (0.00)

22. Wyspy Owcze (0.00)

23. Hiszpania (-0.05)

24. Szwajcaria (-0. 13)

25. Belgia (-0.29)

26. Białoruś (-0.31)

27. Rumunia (-0.32)

28. Dania (-0.36)

29. Portugalia (-0.38)

30. Bułgaria (-0.55)

31. Litwa (-0.56)

32. Serbia (-0.68)

33. Francja (-0.75)

34. Polska (-1.09)

35. Holandia (-1.26)

36. Ukraina (-1.46)

37. Rosja (-1.51)

38. Mołdawia (-1.62)

39. Macedonia (-1.94)

40. Azerbejdżan (-2.07)

41. Estonia (-2.29)

42. Cypr (-3.78)

43. Armenia (-3.98)

44. Czarnogóra (-4.42)

45. Albania (-5.52)

46. Łotwa (-6.69)

47. Słowenia (-6.97)

48. Gruzja (-7.99)

49. Bośnia i Hercegowina (-8.71)

50. Liechtenstein (-29.4)

Powyższy słupek można porównać z innym rankingiem pokazującym liczbę „nienajgorszych” - czyli takich, które nie przynależą do 25% najsłabszych na świecie - szkół wyższych przypadających w danym państwie na milion mieszkańców. Wskaźnik taki może być interpretowany jako miara podaży szkół wyższych na danym rynku.

1. Liechtenstein (58.82)

2. San Marino (31.25)

3. Monako (30.30)

4. Islandia (23.03)

5. Estonia (22.93)

6. Wyspy Owcze (20.83)

7. Łotwa (18.71)

8. Cypr (17.60)

9. Dania (14.77)

10. Norwegia (13.35)

11. Szwajcaria (12.67)

12. Andora (12.05)

13. Litwa (11.78)

14. Słowenia (11.46)

15. Polska (10.16)

16. Malta (9.90)

17. Irlandia (9.38)

18. Finlandia (9.34)

19. Austria (9.02)

20. Portugalia (8.80)

21. Francja (8.64)

22. Luksemburg (8.23)

23. Belgia (7.78)

24. Bośnia (7.41)

25. Bułgaria (7.30)

26. Czechy (7.24)

27. Węgry (7.15)

28. Gruzja (6.91)

29. Holandia (6.91)

30. Macedonia (6.79)

31. Słowacja (5.87)

32. Grecja (5.69)

33. Ukraina (5.46)

34. Chorwacja (5.34)

35. Rosja (5.29)

36. Szwecja (5.20)

37. Albania (4.97)

38. Białoruś (4.96)

39. Wielka Brytania (4.86)

40. Hiszpania (4.72)

41. Armenia (4.60)

42. Niemcy (4.53)

43. Izrael (4.44)

44. Czarnogóra (4.42)

45. Mołdawia (4.39)

46. Rumunia (4.36)

47. Włochy (3.30)

48. Serbia (3.14)

49. Turcja (2.22)

50. Azerbejdżan (2.07)

Łatwo można zauważyć, porównując oba rankingi, że w żadnym z państw, w których liczba „nienajgorszych” szkół wyższych przypadająca na milion mieszkańców wynosi powyżej dziesięć, stopień dostępu do elitarnych szkół wyższych nie jest wyższy od stopnia dostępu do lumpen-szkół. Fakt ten można zinterpretować jako pokazujący to, że wysoka podaż szkół wyższych na rynku wzmacnia procesy tworzenia się na nim lumpen-inteligencji.

Wyliczyć można dwa wskaźniki: pierwszy - obrazujący średnią podaż szkół wyższych na milion mieszkańców w państwach, w których dostęp do elitarnego wykształcenia jest łatwiejszy niż dostęp do lumpen-oferty edukacyjnej oraz drugi – przedstawiający średnią podaż szkół wyższych na milion mieszkańców w państwach, w których dostęp do lumpen- wykształcenia jest łatwiejszy niż dostęp do elitarnej oferty edukacyjnej. Okazuje się, że średnia podaż szkół w państwach, w których łatwiej o elitarne wykształcenie niż lumpen-wykształcenie, wynosi około 6.5. Natomiast, w państwach w, których dostęp do lumpen-szkół jest łatwiejszy niż do elitarnych uniwersytetów, średnia podaż wynosi 12. Bez wątpienia, tak znacząca różnica pomiędzy obu wartościami liczbowymi (prawie 100%) ewidentnie wskazuje na to, że w większości państw europejskich występuje nadpodaż szkół wyższych.

Porównując Polskę z takimi krajami, jak Niemcy, Włochy i Wielka Brytania, w których struktura rynku edukacji wyższej promuje elitarne szkoły, można wywnioskować, że w naszym kraju nadpodaż szkół wyższych jest ewidentnie za wysoka. Okazuje się bowiem, że „standardowa” dynamika procesów skolaryzacyjnych nie wymaga ich  nadpodaży. Nawet w rozwiniętych krajach postkomunistycznych, takich jak Czechy i Słowacja, podaż szkół wyższych jest zasadniczo mniejsza w porównaniu z wartością tego parametru dla Polski.

Jaką więc funkcję społeczną ma realizować tak patologiczna struktura rynku edukacji wyższej w Polsce? Odpowiadając na to pytanie można sformułować następującą hipotezę: Niepaństwowe szkoły wyższe w Polsce stanowią instytucje, których funkcją jest „akwizycja” aktywistów politycznych regionalnego szczebla, potrzebnych partiom podczas kampanii wyborczych. Innymi słowy, lumpen-szkoły wyższe mają, przede wszystkim, dostarczać na rynek armie agentów wytwarzających mini-zdarzenia polityczne (rozlepianie ulotek, organizowanie spotkań z parlamentarzystami, organizowanie publiczności politycznej, ataków politycznych w Internecie, czy w końcu uczestniczenie w różnych happeningach lub performansach, itd.). Inną ich funkcją jest „przechowywanie” polityków i ich rodzin, którym „podwinęła się noga” w wyborach do różnych gremiów (parlamentów, sejmików czy rad miejsko-gminnych). Potwierdzeniem tego ostatniego spostrzeżenia jest fakt zatrudniania polityków (regionalnych oraz ogólno-polskich) z doktoratami w takich szkołach. Można jeszcze dodać, że lumpen-szkoły spełniają również funkcję instytucjonalnej legitymizacji praktyk selekcji osób do rad nadzorczych w regionalnych mikro-spółkach kontrolowanych przez skarb państwa.

Jeśli moja hipoteza jest słuszna, to nadzieja na „super-poważną” sanację szkolnictwa wyższego jest raczej płonna. Gdzie ci biedni, doktorzy-politycy wówczas podzieją się po przegranych wyborach? W jaki sposób regionalni, mało-miasteczkowi oraz wiejscy politycy i ich krewni (dzieci, siostrzeńcy, wujowie i "szwagry") mogliby uzyskać dyplom licencjata czy magistra wymagany do ich zatrudnienia na kierownicze stanowiska w instytucjach samorządowych, gdyby wszystkie lumpen-szkoły zniknęły z rynku? Chorobą polskiej edukacji wyższej jest jej polityzacja i ideologizacja. Uzdrowienie szkolnictwa wyższego wymaga więc w pierwszym rzędzie jego depolityzacji i deideologizacji.

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

http://www.facebook.com/pages/Fan-Klub-Krysztofiaka/397324376997122

W następnym odcinku o szkolnictwie wyższym w Polsce na tle Afryki.