Follow by Email

środa, 13 grudnia 2017

PIS MA 41.5% POPARCIA, A NIE - 50%. MEDIA CHCĄ WYWOŁAĆ EFEKT MORAWIECKIEGO

Po  zaakceptowaniu przez Sejm rządu Morawieckiego, media rozsiewają news, iż zgodnie z sondażem Kantar Public na PiS chce głosować 50% wyborców.  Opozycyjna „Gazeta Wyborcza” swój tekst w Internecie opatrzyła nawet nagłówkiem, iż „PiS rozbiło bank”. Publika zaczyna mówić o efekcie Morawieckiego. Niestety mamy do czynienia z manipulacją wynikami sondażowymi i potwornym brakiem matematycznego wykształcenia wśród publicystów.

Znalezione obrazy dla zapytania morawiecki photo
Co nowy premier robi, trzymając ręce w kieszeni
Jak czytać wynik sondażowy Kantar Public?

Według Kantar Public, na PiS zagłosowałoby 50% zdecydowanych wyborców. Odsetek niezdecydowanych wyborców wyniósł w badaniu aż 17%. Łatwo przeliczyć wynik 50% na rzeczywisty odsetek popierających pośród wszystkich badanych. Od 100% odejmujemy 17% i uzyskujemy 83%. PiS uzyskał 50% wskazań wśród 83% wyborców. Oznacza to, że na PiS chce głosować 41.5% obywateli.

W badaniu Kantar Public opublikowanym 10 listopada, PiS uzyskało 38% wskazań przy 16% niezdecydowanych wyborców.  Partia Kaczyńskiego poprawiła więc swój wynik o 3.5%, a więc w granicach błędu statystycznego. Nie można zatem mówić o jakimś efekcie Morawieckiego.

Gdyby PiS uzyskał 30% poparcia w sondażu, w którym aż 50% wyborców byłoby niezdecydowanych, to według zmanipulowanej interpretacji takiego wyniku, można by konkludować, iż PiS uzyskał poparcie na poziomie 60% (dwa razy wyższe, niż  w rzeczywistości) 

Czy wzrost notowań PiS po zmianie premiera zaskakuje?

Wielu komentatorów uważa, że wzrost sondażowego poparcia dla PiS po zdegradowaniu Beaty Szydło jest niespodzianką. Takie oczekiwania jednak są świadectwem głębokiego nierozumienia mechanizmów dynamiki procesów politycznych.

Wymiana premiera była dyktowana tym, że  Kaczyński chce poszerzyć swój elektorat. Lider PiS chce przeciągnąć na swoją stronę liberalno-katolickich wyborców, którzy nie identyfikują się z takimi postaciami w partii rządzącej jak np. Krystyna Pawłowicz czy Antonii Macierewicz.


Kiedyś Beata Szydło mogła rozkazywać paluszkiem prezesowi PiS. A dzisiaj?

Wywiad, jakiego Morawiecki udzielił mediom Rydzyka, miał przede wszystkim zredukować niepewność w popieraniu PiS w moherowym elektoracie. Ta redukcja stopnia niepewności zakończyła się sukcesem. Morawiecki wezwał do rechrystianizacji Europy.


W obszarze zjawisk politycznych, zawsze dochodzi do wzrostu poparcia ugrupowania rządzącego, które wymienia premiera i ministrów. W każdym demokratycznym państwie wyborcy akceptują praktyki degradowania polityków ze swoich stanowisk. Z uwagi na tzw. efekt świeżości, poparcie dla rządu po dowolnej, w miarę zauważalnej rekonstrukcji zwykle wzrasta w jakimś stopniu. Taki efekt również pojawił się po wymianie Szydło na Morawieckiego.

PiS chce wywołać efekt Morawieckiego?

Publikacja wyników sondażowych Kantar Public w formule niestandardowej, w której PiS uzyskuje 50% poparcia wśród wyłącznie zdecydowanych wyborców, zostało zamówiona przez służby marketingowe partii rządzącej. Pisowscy marketerzy chcą wywołać zjawisko „samospełniającego się proroctwa”, odkrytego przez socjologa Thomasa Mertona.

Zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że taka operacja zakończy się sukcesem, gdyż w opozycyjnych mediach nie pojawiają się teksty pokazujące manipulację socjotechniczną wynikami sondażu Kantar Public.

Wraz z informacją, iż Morawieckiemu jako pierwszemu premierowi udało się choć „troszkę” zredukować polski dług, news, iż PiS jest popierany przez połowę wyborców, może wywołać jakiś stan politycznej euforii – szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia. Zauważając większą ilość gotówki w swoich kieszeniach na prezenty choinkowe, lud polityczny może ten fakt skojarzyć z pisowskim dobrodziejstwem: Choinkowe upominki mamy dzięki Morawieckiemu.

Puenta

Nasi opozycyjni dziennikarze oraz politycy stanowią niestety „zbiorowisko” przygłupów. Nie trzeba być wybitnym graczem politycznym, aby wygrać w „chińczyka” (gra dla przygłupów) z przysłowiowym głupkiem dzielnicowym. Nie można więc dziwić się, że prezes PiS rozgrywa posłów PO i Nowoczesnej oraz sędziów SN i TK.

Znalezione obrazy dla zapytania Jaś fasola photo
Czy Rowan Atkinson zostanie liderem polskiej opozycji?

Partia, której politycy nie radzili sobie z matematyką w szkole średniej, a na studiach z logiką, nie jest w stanie wygrać z ugrupowaniem zatrudniającym najlepszych ekspertów. 
      

 ***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International         



smallseotools.com –  pagerank checker

niedziela, 10 grudnia 2017

CZY MORAWIECKI ZOSTANIE ZDYMISJONOWANY? PREMIER NIE POTRAFI ROZLICZYĆ SIĘ Z 20 MILIONÓW ZŁOTYCH!

Według portalu Money.pl premier Mateusz Morawiecki w ciągu 11 lat zarobił, jako członek zarządu WBK, aż 33 miliony złotych. Według zeznania majątkowego naszego bohatera, jego bogactwo można szacować na około 10 mln - 13 mln złotych. Składają się na nie następujące pozycje: gotówka w wysokości około 3 milionów złotych, akcje banku WBK warte około 4 milionów złotych oraz nieruchomości: dwa domy, mieszkanie w szeregowcu oraz mieszkanie na kredyt, których łączną wartość rynkową można szacować na maksimum 5 milionów złotych. 

Czy mamy do czynienia z aferą Morawieckiego?

Jako minister w rządzie Beaty Szydło, Morawiecki nie złożył w 2015 r. oświadczenia majątkowego. Tłumaczył się, iż nie musi, gdyż nie jest parlamentarzystą. Takie zeznanie Morawiecki dopiero sporządził wiosną 2017 r.

Jeśli Morawiecki przez 11 lat zarobił 33 miliony złotych, a jego majątek opiewa na 13 milionów, to oznacza to, że nowy premier przez 11 lat wydał na bieżące wydatki 20 milionów złotych. Oznacza to, że jego roczny koszt życia wynosił średnio 2 miliony złotych. 
 
Dolary często sprowadzają nieszczęścia na ludzi
Publiczność ma prawo dysponować wiedzą dotyczącą tego, na co premier państwa wydawał 2 miliony złotych rocznie przez 11 lat swojej pracy w WBK. Morawiecki nie jeździł Rolls Roycem. Nie posiadał prywatnego samolotu. Koszt ośmiorniczek w bardzo dobrej, warszawskiej restauracji dla wieloosobowej rodziny kształtuje się w granicach 1500 złotych. Gdyby premier jadł je codziennie, wydałby jedynie około pół miliona złotych rocznie. Na co więc wydawał półtora miliona złotych rocznie?

Czy Morawiecki był darczyńcą, czy też opłacał się „banksterskiej mafii”?

Dwudziestomilionowy deficyt w sejfie Morawieckiego można by wyjaśnić tym, że nowy premier był hojnym darczyńcą. W takiej sytuacji jednak obdarowane instytucje powinny odprowadzić podatki od darowizn. Czy Mateusz Morawiecki przedstawi społeczeństwu pełną listę instytucji wraz z kwotami, którymi je obdarował?

Służby skarbowe powinny rzecz jasna sprawdzić to, czy obdarowane osoby lub instytucje przez Morawieckiego uiściły podatek. Jeśli nie, to mamy do czynienia z nadużyciem skarbowym.

W świecie finansów znane jest zjawisko opłacania się wpływowym osobom przez menedżerów osiągających milionowe zarobki. Mechanizm jest z grubsza taki: Szef rady nadzorczej banku lub funduszu giełdowego czyni osobę X prezesem z zarobkami kilku milionów złotych  miesięcznie. W zamian za intratną posadę, prezes odpala każdego miesiąca 50% swoich zarobków wpływowemu szefowi rady nadzorczej.

Skoro premier Morawiecki dotychczas nie wyspowiadał się na co wydał 20 milionów złotych przez 11 lat swojej prezesury w WBK, to zachodzi uzasadnione domniemanie, że opłacał się członkom rady nadzorczej WBK.

Media donoszą, że Liam Horgan  wypromował Morawieckiego -jeszcze jako trzydziestoparoletniego chłopca - w WBK na stanowisko prezesa. O Irlandczyku mówi się, iż jest szarą eminencją w światowej bankowości.  Morawiecki otrzymał stanowisko prezesa WBK po tym, jak pakiet kontrolny nad nim uzyskał irlandzki bank AIB, w którego władzach zasiada, według światowych mediów, wielu członków Opus Dei.

W 2011 roku AIB udzielił  Kościołowi Katolickiemu pożyczki w wysokości 400 milionów dolarów na wypłatę odszkodowań dla amerykańskich ofiar księży-pedofilów. Po tym fakcie, doszło do sprzedaży udziałów AIB w WBK jednemu z największych banków w Europie, mianowicie Santanderowi. Na czele włoskiej filii tego banku stał przez kilka lat Gotti Tedeschi, oskarżany o pranie pieniędzy włoskiej mafii (pochodzących z handlu narkotykami) przez bank watykański (Instytut Dzieł Religijnych). Morawieckiego dochody w bankowości radykalnie wzrosły właśnie po tym, jak AIB sprzedał udziały w WBK hiszpańskiemu bankowi.


JP II z najsłynniejszym pedofilem XX wieku, Marcialem Macielem Degollado, założycielem Legionów Chrystusa 

Czarne chmury nad nowym premierem

Morawiecki musi wyspowiadać się publicznie na co wydał przez 11 lat około 20 milionów złotych. Obywatele mają prawo znać instytucje lub osoby, które nowy premier hojnie obdarowywał. Co więcej, służby specjalne powinny dokładnie prześwietlić relacje finansowe Morawieckiego z obdarowywanymi przez niego osobami lub instytucjami.

Nie jest wykluczone, że 20 milionów Morawieckiego mogło służyć opłacaniu ofiar katolickiej pedofilii, aby przestępstwa irlandzkich księży pedofilów nigdy nie ujrzały światła dziennego. W takiej sytuacji, premier może stać się obiektem szantażu politycznego rozmaitych środowisk kryminalnych – nie tylko tych działających pod osłoną obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

Pod osłoną obrazu Matki Boskiej mogą rozgrywać się najgorsze bezeceństwa
W obecnej chwili, najbardziej palącym zadaniem służb specjalnych, z uwagi na bezpieczeństwo kraju ,jest zlustrowanie finansowych uwikłań nowego premiera. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby dokonanie przez samego Morawieckiego „finansowego rachunku sumienia”.  

Puenta

Choć media prześwietliły zarobki i stan bogactwa Morawieckiego, to jednak żadna z wiodących gazet nie postawiła publicznie tych oto fundamentalnych pytań: co premier Polski zrobił z 20 milionami złotych przez okres 11 lat? Kogo Morawiecki finansował lub obdarowywał? Miejmy nadzieję, że media pytania takie postawią jeszcze przed końcem roku.


Jeśli okaże się, że po 20 milionach złotych Morawieckiego nie ma śladu w kwitach darowizn w urzędach skarbowych, to mamy do czynienia z poważną aferą kryminalną. W takiej sytuacji, okaże się bowiem, że premier obdarowywał osoby lub instytucje uwikłane w proceder przestępstw skarbowych na milionowe kwoty.  Nowemu premierowi może więc po Nowym Roku grozić dymisja.

***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International        




smallseotools.com –  pagerank checker

sobota, 9 grudnia 2017

MACIEREWICZ PRÓBUJE ZACHOWAĆ STANOWISKO: CZY SZEF MON OSKARŻA DONALDA TUSKA O SZPIEGOSTWO NA RZECZ ROSJI?

Antoni Macierewicz powiedział w TVP Info, iż generałowie: Piotr Pytel i Janusz Nosek usłyszeli zarzuty „najgorszej zdrady, jakiej może dopuścić się Polak”. Obaj oficerowie byli szefami polskich służb kontrwywiadowczych za rządów Tuska. Szef MON powiedział publicznie:


/…/ chodzi o w pełni świadomą współpracę ludzi na szczeblu szefów kontrwywiadu wojskowego - czyli z punktu widzenia bezpieczeństwa militarnego Polski najważniejszej służby mającej gwarantować Polakom bezpieczeństwo - o nielegalną współpracę ze szpiegami rosyjskimi /…/

Oskarżenia wobec Noska i Pytla w kontekście wypowiedzi Tuska

Donald Tusk wypowiedział się na Twitterze, iż obaj oskarżani generałowie byli „wzorem odpowiedzialności, patriotyzmu i honoru”. Słowa prezydenta Rady Europejskiej, Macierewicz skomentował dosyć brutalnie: 

jasno powiedział, że polskość to nienormalność, więc z tego punktu widzenia być może patriotyzm jest zdradą

Co więc chciał osiągnąć szef MON wiążąc nazwisko Donalda Tuska z oskarżeniem generałów o szpiegostwo na rzecz Rosji?

Wypowiedź Macierewicza padła w środę, a więc dzień przed decyzją Kaczyńskiego o degradacji Beaty Szydło i wymianie jej  na Morawieckiego. W ten sposób obecny szef MON sygnalizuje nowemu premierowi to, iż jest w stanie przygotować strategię ataku na Tuska przy pomocy „politycznych dział najcięższego kalibru” – oskarżenia o zdradę stanu.

Znalezione obrazy dla zapytania Tusk photo
Donald Tusk z Obamą (źródło: commons.wikimedia)
Czy Morawiecki pozostawi Macierewicza na stanowisku?

To, czy nowy premier powierzy Macierewiczowi sprawowanie władzy w resorcie obrony, zależy od decyzji prezydenta Dudy. Brak zgody będzie oznaczał to, że władze kościelne w Polsce nie życzą sobie awantur z Brukselą. Prezydent Duda podejmuje bowiem swoje decyzje w oparciu o głos doradców, ulokowanych w Episkopacie.


Konsekwencją utraty stanowiska przez Macierewicza może być jednak wpuszczenie w obieg medialny informacji, iż nowy rząd Morawieckiego chce „zamieść aferę Noska, Pytla i Tuska pod dywan”. Z pewnością wpłynie to bardzo negatywnie na notowania sondażowe dla PiS. Twardy elektorat smoleński domaga się bowiem głowy Tuska. Morawiecki był doradcą Tuska. Po utracie stanowiska, Macierewicz więc będzie zawsze mógł powiedzieć, iż rekonstrukcja rządu dokonała się przy pomocy "rosyjskich łap", aby ochronić najważniejszego agenta Putina w Polsce.

Jeśli Macierewicz pozostanie w nowym rządzie, to będzie oznaczało to zaostrzenie kursu politycznego PiS w kierunku ścigania polityków PO. Pytel i Nosek zostaną postawieni przed  sądem wojskowym. W trakcie śledztwa „wałkowana będzie rola Tuska”. Taka akcja będzie służyła zablokowaniu powrotu Donalda Tuska do Polski po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej.

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2017/12/czy-w-turzy-wielkiej-na-mazurach-suzby.html  [Fragment:Nie jest więc wykluczone to, że happening z latającymi nożami w domu w Turzy Wielkiej, ma na celu zbadanie sposobów masowego reagowania ludzi na szok semantyczny /.../ Macierewicz zapowiedział, że wiosną 2018 r. (przed wyborami samorządowymi) jego komisja dojdzie w końcu do prawdy. Można wyobrazić sobie taki oto scenariusz realnych wydarzeń: (i) w mediach Rydzyka pojawia się na wiosnę szokująca informacja, iż ważny polityk PO zlecił służbom specjalnym zabicie prezydenta Lecha Kaczyńskiego; (ii) następnie znajduje się tzw. wiarygodnych świadków wydarzenia wśród zmarłych ( np. w archiwum Leppera) i żywych; (iii) w mediach przez cały okres wakacji  temat jest „grzany”. Jesienią dochodzi do wyborów samorządowych.] 

Rechrystianizacja Europy w kontekście polowania na Tuska

Jeśli Macierewicz  w nowym rządzie będzie nadal sprawował funkcję szefa MON, to w kontekście wypowiedzi Morawieckiego o rechrystianizacji Europy, należy wyprowadzić oczywisty wniosek: Episkopat i Kościół domagają się całkowitego unicestwienia antyklerykalnego dyskursu.

Katolickie przykręcanie śruby społeczeństwu z praktykami ścigania opozycji politycznej może skutkować wzrostem oporu obywateli przed poczynaniami partii rządzącej. Atmosfera napięcia może doprowadzić do aktów przemocy fizycznej po obu stronach barykady. Jej następstwem może być nawet zawieszenie przez PiS praw obywatelskich.

Znalezione obrazy dla zapytania zamieszki photo
Zamieszki w Warszawie (źródło: se.pl)
Zachodzi coraz większe prawdopodobieństwo tego, że nasze życie publiczne stacza się w otchłań nie dających się prognozować wydarzeń politycznych. Skuteczne uprawianie polityki, podobnie jak skuteczne działanie biznesowe, wymaga redukcji czynnika niepewności. Nie da się podejmować rozsądnych decyzji w sytuacji, gdy nie wiadomo co zdarzy się jutro. Czynnikiem pogłębiającym niepewność polityczną w Polsce jest właśnie Antoni Macierewicz.

Puenta

Duda i Morawiecki mają szansę na dokonanie „nowego otwarcia”. Muszą jednak wyrzucić z rządu Macierewicza. Czy na taki akt pozwolą Rydzyk i Kościół? Pozostawanie Macierewicza u steru w MON grozi implementacją w naszym państwie katolickiej wersji maccartyzmu
.
 ***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International        








smallseotools.com –  pagerank checker

piątek, 8 grudnia 2017

KACZYŃSKI WYSŁAŁ MORAWIECKIEGO DO RYDZYKA. PREMIER ZŁOŻYŁ POKŁON REDEMPTORYŚCIE I ZAPOWIEDZIAŁ ZAGANIANIE OBYWATELI DO KOŚCIOŁÓW

Mateusz Morawiecki otrzymał nominację z rąk prezydenta Dudy na stanowisko premiera rządu. W wydarzeniu uczestniczył Jarosław Kaczyński. Obecność lidera PiS na uroczystości nominowania Morawieckiego na stanowisko szefa rządu miała charakter głęboko symboliczny – pokazywała obywatelom, iż to on jest reżyserem polskiej polityki. Duda i Morawiecki zostali potraktowani jako pacynki w pisowskim teatrze politycznym. Po uroczystości Morawiecki udzielił pierwszego wywiadu dla Radia Maryja i TV Trwam. W ten sposób nowy premier złożył hołd poddańczy Rydzykowi i jego wyznawcom.



Morawiecki apeluje o rechrystianizację Europy w kontekście „dyskursu na temat energetyki i klimatu”

Komentując wywiad Morawieckiego dla mediów Rydzyka, opozycyjni komentatorzy wyrażają zdziwienie wypowiedzią nowego premiera o rechrystianizacji Europy:

Chcemy przekształcać Europę, ją z powrotem, takie moje marzenie, rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea. To wielki smutek


Chrystus w Świebodzinie jako symbol chrystianizacji Polski
Nowemu premierowi brakuje śpiewu kolęd w kościołach. Morawiecki smuci się tym, że ludzie nie chadzają na msze do kościołów. Jeśli wypowiedź premiera jest poważna, to jesteśmy świadkami najbardziej radykalnego wystąpienia pisowskiego polityka z realną władzą od momentu zwycięstwa partii Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych. Morawiecki najzwyczajniej zapowiada „zaganianie obywateli do kościołów”, aby tam śpiewali kolędy i wypełniali sobą kościelną pustkę.

Nowy premier wyartykułował swoją wypowiedź podczas strumienia słów na temat klimatu, dwutlenku węgla i energetyki węglowej. Wyrobiony intelektualnie słuchacz wypowiedzi Morawieckiego mógł odczuć, iż premierowi pochrzaniła się kolejność kwestii, których nauczył się wcześniej na pamięć. Co rechrystainizacja, kolędy i smutek na skutek odczucia pustki w kościołach mają wspólnego  z emisją CO2 czy polityką energetyczną naszego państwa czy w końcu z tym, że stąpamy po „cienkiej tatrzańskiej Orlej Perci” w kwestii produkcji energii? Być może, nowy premier zagalopował się za bardzo w swoim strumieniu mowy z emfazą dezyderatu, iż musimy liczyć się z Brukselą.  

Jeśli premierowi rzeczywiście pochrzaniła się kolejność wcześniej przygotowanych kwestii, to oznacza to, że jego wizyta w TV Trwam stanowiła akt polityczny utwierdzenia twardego elektoratu PiS, iż jako premier ma zamiar zaostrzyć dotychczasowa politykę religijną państwa. W mediach Rydzyka, Morawiecki złożył twardemu elektoratowi PiS obietnicę, iż jego rząd będzie zaganiał obywateli do kościołów, w ramach polityki rechrystianizacji. Czy nowy premier dotrzyma tej obietnicy?

Wypowiedź Morawieckiego w swoich skutkach jest bardzo niebezpieczna, gdyż stanowi dla twardego elektoratu PiS wezwanie do działań rechrystianizacyjnych. W swoim pierwszym, publicznym wystąpieniu, nowy premier nawołuje wręcz do rewolucji religijnej, która ma przyjąć kształt krucjaty chrystianizacyjnej.  

W jaki sposób Morawiecki będzie chrystianizował ateistów?


Najważniejszym celem gospodarczym Morawieckiego jest obniżenie długu Polski

W rozmowie z TV Trwam Morawiecki stwierdził, iż jego najważniejszym sukcesem jest to, że w ciągu dwóch lat zadłużył państwo na nieporównywalnie mniejsze kwoty, niż jego poprzednicy zarządzający finansami.  Nowy premier powiedział: nasz przyrost długu będzie najniższy w III Rzeczpospolitej.

Istnieją sposoby redukcji polskiego długu nawet o 20% w ciągu trzech lat bez konieczności zaciskania pasa i plucia krwią. Niestety, rząd ich nie zna. Opracowanie skutecznej strategii redukcji długu jakiegokolwiek nowoczesnego państwa jest zadaniem prostym, ale wymagającym intelektualnej błyskotliwości. Morawiecki nie jest pod tym względem bystry. Chyba, że zapłaci. Taki model został opracowany przez kilku logików w Polsce i mieści się w ramach modelowania związanego z dziedziną fintech. Jego wartość można oszacować na około 100 milionów dolarów. Wokół tej kwoty trwają negocjacje z zagranicznymi „think-tankami” i twórcą modelu.

Model opiera się na założeniu, zgodnie z którym rząd jest w stanie pozyskiwać każdego roku z rynku kapitałowego kwotę 100 miliardów złotych bez oprocentowania. Za pomocą połowy tej kwoty można całkowicie obsłużyć odsetki z dotychczasowego polskiego zadłużenia, zaś druga połowę przeznaczyć na spłaty papierów dłużnych. Taki plan jest do zrealizowania. Ale Morawiecki musi zapłacić.

Według Morawieckiego, Polska ma stać się zagłębiem nowych technologii

Morawiecki często powtarza, iż Polska ma wielkie szanse na stanie się europejskim zagłębiem nowych technologii – przemysłu „startupowego w obszarze „high-tech”. Ten pomysł jest kopią z wystąpienia Wojciecha Krysztofiaka z kampanii do Parlamentu Europejskiego, w którym taki cel dla Polski został jasno określony.

Cyfryzacja dowolnego kraju wymaga cyfryzacji mentalności jego obywateli. Tego nie da się jednak dokonać bez rewolucji cyfrowej w polskich szkołach podstawowych i licealnych. Wprowadzenie do systemu edukacji powszechnej obowiązkowego nauczania z logiki formalnej i matematycznej oraz technologii cyfrowych stanowi podstawowy warunek stworzenia mentalności cyfrowej.

„Dygitalizacja naszej mentalności” niestety wymaga jej dechrystianizacji. W szkolnej atmosferze modlitwy i śpiewu kolęd nie da się niestety wspomagać kompetencji logicznych i cyfrowych. Im więcej logiki i programowania cyfrowego zagnieździ się w programach polskiej szkoły, tym więcej pojawi się awersji w świadomości uczniów do katechezy, modlitwy i idei historycznych. Wydaje się, że Morawiecki nie rozumie tego fundamentalnego faktu. 

Puenta

Jeśli wypowiedź nowego premiera o rechrystianizacji Europy (a więc Polski również) została wyartykułowana na serio, to nadchodzą ciężkie czasy religijnej opresji. Jeśli Morawiecki tylko sobie tak chlapnął ku chwale Rydzyka, to oznacza to, że jest „nierozgarniętym politykiem”, który może obudzić katolickiego demona w naszym społeczeństwie. Kaczyński wzbudził nacjonalistyczny, antysemicki i ksenofobiczny amok w świadomości dosyć licznej grupy społecznej. Morawiecki próbuje wzbudzać stan amoku rechrystianizacji. Zlanie się w jedno obu trendów stworzy potwora.


 ***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International        

***
Autor niniejszego tekstu jest współtwórcą modelu oddłużenia państw przy pomocy nieoprocentowanego zadłużania się.


smallseotools.com –  pagerank checker

środa, 6 grudnia 2017

BITCOIN MOŻE OKAZAĆ SIĘ „WALUTĄ” NIEPODATNĄ NA KRACH. CZY W 2018 ROKU 1 BTC OSIĄGNIE CENĘ 200 000 USD?

Od kilku miesięcy Internet żyje newsami na temat bitcoina. W Polsce zainteresowanie nim przewyższa znacząco poziom uwagi kierowanej na sprawy polityczne. Ta kryptowaluta osiąga niemal każdego dnia rekordowe wyceny. Na początku grudnia notowania bitcoina na amerykańskich giełdach kryptowalut przebiły kosmiczną cenę 10 000 dolarów. Kilka dni później, po pokonaniu tego psychologicznego „oporu”, bitcoin osiągnął wartość 13 000 dolarów. Siedem lat temu za jednego bitcoina nie płaciliśmy nawet jednego dolara. Jaką więc wartość osiągnie BTC w 2018 roku?

Znalezione obrazy dla zapytania bitcoin photo wikipedia
Symbol bitcoina (źródło: Wikimedia.Commons)
Bitcoin nie jest oszustwem

Bitcoin nie jest jeszcze walutą choćby z tego powodu, że nie można za niego kupić marchewki w warzywniaku pod naszym domem. Ale ponieważ ludzie kupują i sprzedają go w gigantycznych ilościach, to jest on czymś co posiada wszystkie właściwości papierów wartościowych. Nie jest to jednak ani akcja, ani obligacja, ani opcja czy jakiś kontrakt terminowy. Bitcoin posiada również kilka cech waluty. Przy pomocy BTC można już gdzieniegdzie dokonywać transakcji handlowych na świecie. Bitcoin przypomina więc bardziej złoto niż dolara, euro czy akcje najlepszych firm, którymi inwestorzy handlują na największych giełdach w Ameryce , Europie i Azji.

Bitcoin można zdefiniować jako dobro logiczno-matematyczne, któremu konsumenci chcą nadać funkcję tezauryzacyjną, czyli funkcję przechowywania wartości. Bitcoinem są ciągi zapisów cyfrowych, sformatowanych w technologii blockchain i stanowiących zdygitalizowane dowody w sensie logicznym skomplikowanych rozwiązań równań matematycznych.  Każdy bitcoin jest więc ostatecznie ciągiem obliczeń rekurencyjnych. Jego wytworzenie wymaga od maszyny liczącej względnie dużej mocy obliczeniowej. Każdy bitcoin jest niepowtarzalny (z tej racji nie da się go sfałszować, podrobić czy zdublować). Co więcej, można ich wytworzyć tylko 21 milionów (obecnie wytworzono ich około 15 milionów).  Ponadto, wraz z wytwarzaniem kolejnych bitcoinów, wzrasta trudność ich produkcji (w sensie obliczeniowym).

Bitcoin podlega jednak zniszczeniu, podobnie jak banknoty czy monety dolarowe. Bitcoiny sa zapisami elektronicznymi na nośnikach w pamięci komputerowej. Bitcoiny możemy magazynować na dyskach, dyskietkach czy pendrive’ach. Zniszczenie tych urządzeń powoduje również zniszczenie bitcoinów zapisanych na nich. Innym powodem „znikania bitcoinów z rynku” jest utrata hasła dostępu do bitcoina (choć bitcoin jest nadal zapisany na dysku, to jednak nie można nic z nim zrobić bez znajomości hasła do własnego portfela bitcoinów).

Obecny stan rynku bitcoina    

Każdego dnia na wszystkich platformach handlu bitcoinami, obrót tą kryptowalutą wynosi średnio około 150 tysięcy bitcoinów. Oznacza to, że przez dolarowy rynek bitcoina każdego dnia przepływa około   około 2 miliardy dolarów. Przy czym  rynek ten stanowi około 30% globalnego rynku tej kryptowaluty. Głównym segmentem gry bitcoinem są rynki japońskie (około 40% udziału). Polski rynek bitcoina jest szacowany na około 150 milionów złotych dziennie. W skali światowej zajmujemy 8  miejsce. Gorzej od nas, bitcoinem handlują Brytyjczycy, Kanadyjczycy czy Australijczycy.  

Rynek bitcoina w skali światowej jest ponad 6 razy większy niż rynek polskich akcji na GPW (średnia, dzienna wartość obrotów akcjami na GPW wynosi około miliarda złotych).  Dzienna liczba transakcji na rynku bitcoina jest szacowana obecnie na około 250-300 tysięcy. Na GPW dziennie liczba transakcji handlu akcjami wynosi około 100 tysięcy. Jeśli uznamy, że płynność handlu akcjami na GPW, dotycząca największych spółek, jest wystarczająca, to handel bitcoinami również należy uznać za płynny. Oznacza to, że wejście na ten rynek umożliwia również płynne wyjście z tego rynku. Koszty transakcyjne handlu bitcoinami są jednak stosunkowo wysokie.

Czy bitcoin jest bezpieczny?

Zgodnie z fundamentalnym i oczywistym prawem ekonomii, jeśli popyt rośnie na dany walor i jego podaż jest stała, to cena waloru rośnie. Podaż bitcoina jest stała i wynosi 21 milionów sztuk. Co więcej, podaż ta będzie po pewnym czasie malała z uwagi na zniszczenia bitcoinów. Jedynym warunkiem ciągłego wzrostu ceny bitcoina jest więc zapewnienie wzrostu popytu na niego. Czy da się to osiągnąć?

Wzrost popytu na produkt można napędzać, o ile istnieje finansowy interes tego wzrostu. Taki interes istnieje, gdyż gdyby nie istniał, to banki centralne USA i Japonii domagałyby się delegalizacji tej kryptowaluty.  Ostatnie zapowiedzi, iż na poważnych, światowych giełdach zostaną uruchomione kontrakty terminowe na bitcoina, pokazują to, iż banki centralne obu wymienionych mocarstw finansowych są żywotnie zainteresowane  funkcjonowaniem jego rynku. Jaki więc interes ma realizować bitcoin?

Znalezione obrazy dla zapytania Wall Street photo
Wall Street (źródło: wikimedia.commons)

Niemal wszystkie największe banki centralne świata (FED, BOJ, BOE, ECB) od 2009 roku prowadzą tzw. politykę ilościowego luzowania. Oznacza ona skupywanie od prywatnych banków  obligacji skarbu państwa, akcji i innych, toksycznych papierów wartościowych pozostających w ich posiadaniu. Sumę globalnego luzowania można szacować na około 8000 miliardów dolarów (8 bilionów dolarów). Proces ten wywołuje nadpłynność na rynkach finansowych, przejawiającą się w gwałtownych wzrostach cen papierów wartościowych (banki posiadając gotówkę łatwiej udzielają kredytu, który stanowi źródło finansowania inwestycji w papiery wartościowe). Cyrkulowanie bitcoina na rynku zmniejsza presję nadpłynności, szczególnie na giełdach amerykańskich, japońskich i europejskich.

Jeśli na rynku liczba aktywnych bitcoinów wynosi około 10 milionów, to jeśli bitcoin osiągnie kurs 150 tysięcy dolarów, to wówczas rynek tej kryptowaluty zredukuje globalną nadpłynność walutową na około 1.5 biliona dolarów, czyli o około 20%. Dlatego też w interesie wszystkich banków centralnych jest wywołanie „efektu ssania” na bitcoina, aby jego kurs osiągnął zawrotną wartość pomiędzy 150 tysięcy a 200 tysięcy dolarów.

Mechanizmy ssania są proste w uruchomieniu

Podstawowym mechanizmem wywołania ssania na bitcoiny jest uczynienie go środkiem płatniczym w transakcjach międzybankowych. W ten sposób ta kryptowaluta uzyska uwiarygodnienie wśród niebankowych instytucji finansowych uczestniczących w grach giełdowych.

Pierwszy proces wymusi detalizację bitcoina. Oznacza to, że bitcoin stanie się środkiem płatniczym na rynku. Firmy będą coraz częściej akceptowały płatności dokonywane w tej kryptowalucie, wiedząc, że poszukują jej banki.

Trzecim mechanizmem wywołującym ssanie na bitcoina będą transakcje dokonywane pomiędzy rządami. Łatwo można sobie przykładowo wyobrazić sytuację, iż koncerny amerykańskie domagają się płatności za uzbrojenie sprzedawane Arabii Saudyjskiej częściowo w bitcoinach.

Możliwość krachu na bitcoinie

Nie wiemy kto wyprodukował pierwsze bitcoiny w milionowych ilościach. Najbardziej uzasadnioną hipotezą wydaje się być ta, która podpowiada, że FED oraz Bank of Japan, a być może także ECB, są pierwszymi producentami bitcoinów. Jeśli tak, to te trzy największe na świecie instytucje finansowe mogą być odpowiedzialne w przyszłości za główne strumienie dostaw bitcoinów na platformy rynkowe ich wymiany na dolary, jeny i euro. W ten sposób te trzy najważniejsze banki centralne mogłyby przeprowadzić operację odwrotną do luzowania ilościowego, zmniejszając tym samym nadpłynność  na rynkach i wywoływaną przez nią presję inflacyjną.

Znalezione obrazy dla zapytania wall street krach photo
Wall Street podczas Wielkiego Krachu w 1929 r. (źródło: SmartAge)
Taki scenariusz wymusza zgranie operacji wprowadzania bitcoinów przez banki centralne na rynek przy kursie około 150 tys. dolarów z uruchomieniem mechanizmu uczynienia bitcoinów międzybankowym środkiem płatniczym. Jeśli taka operacja zostanie przeprowadzona efektywnie, wówczas krach na bitcoinie nie nastąpi. Podtrzymywanie mechanizmu ssania będzie prowadziło sukcesywnie do nadania bitcoinom funkcji tezauryzacji wartości – staną się czymś podobnym do złota. W konsekwencji nie będą podatne na żaden krach.

Rzecz jasna – spadki kursów bitcoinów będą się zdarzały, ale będą one miewały charakter klasycznych korekt technicznych. Zgodnie z zaprezentowanym spojrzeniem, kwestia kursu bitcoina do dolara w najbliższych pięciu latach pozostaje otwarta.

Puenta

Czy kurs bitcoina osiągnie w 2025 roku wartość miliona dolarów? Zakładając, że w obiegu pozostanie około 15 milionów bitcoinów, wartość tego rynku wynosiłaby przy siedmiocyfrowym kursie około 15 bilionów dolarów. Czy to dużo? Wartość złota w światowych rezerwach banków centralnych wynosi około 7000 miliardów (7 bilionów). Rynek bitcoina, przy jego kursie: milion dolarów za 1 BTC, byłby jedynie dwa razy większy od rynku złota. Nie będzie więc niespodzianką, jeśli za 7-10 lat bitcoin będzie kosztował astronomiczną sumę jednego miliona dolarów.   

Jeśli jednak pierwszymi emitentami bitcoinów nie są żadne banki (ani centralne ani prywatne), to zaprezentowany scenariusz nie musi ziścić się z powodu braku interesu globalnego systemu finansowego, jaki rynkowa gra w bitcoina miałaby realizować.Wówczas będziemy mieli do czynienia z klasycznym przekrętem finansowym w skali globalnej, nad którym banki centralne będą jednak musiały zapanować, aby nie doprowadzić całego świata do krawędzi bankructwa – finansowego Armagedonu. Nawet i w takiej perspektywie krótkoterminowe inwestowanie w bitcoin jawi się jako aktywność względnie bezpieczna z „możliwością zawirowań”.


 ***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International        



smallseotools.com –  pagerank checker