Follow by Email

poniedziałek, 18 września 2017

NARODOWY KONGRES NAUKI POCZĄTKIEM PISOWSKIEGO ZAMACHU NA AUTONOMIĘ UNIWERSYTETÓW. CZY POWSTANIE AKADEMICKI KOMITET STRAJKOWY?

Prof. Tadeusz Gadacz, kierownik Katedry Filozofii w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, na swojej stronie na Facebooku ujawnił polityczne intencje projektowanej, pisowskiej reformy systemu szkolnictwa wyższego. Napisał:

Jak się obawiałem, ustawa likwiduje autonomię uczelni. O uczelni będzie decydował już nie rektor i senat, lecz rada uczelni. Ma na nią składać się 7 lub 9 członków plus przewodniczący samorządu studenckiego. Ponad 50% składu rady mają stanowić osoby spoza uczelni. Przewodniczącym rady ma także zostać osoba spoza uczelni. Do zadań rady ma należeć: uchwalanie statutu uczelni, jej strategii, nadzór nad gospodarką finansową i zarządzaniem uczelnią, wskazywanie kandydatów na rektora. Wskazany przez radę rektor będzie podlegał w zasadzie decyzjom rady, natomiast rola senatu będzie głównie opiniująca. Co prawda to rolą senatu ma być powoływanie i odwoływanie członków rady uczelni. Na tym jednak akcie autonomii kończy się autonomia uczelni i wybranego przez nią senatu. Senat w sposób autonomiczny aktem wyboru rady pozbawi się autonomii. Wszystko zależeć będzie od tego jakich członków rady senat wybierze i w oparciu o jakie przepisy będzie ich mógł odwołać. Zapis w ustawie o radzie jest w moim przekonaniu koniem trojańskim, który możne zostać wykorzystany do manipulowania składem rady, tym bardziej, gdy to właśnie rada będzie proponowała rektora. Sama zaś będzie pozbawiona kontroli. Istotne jest nie tylko samo prawne narzędzie, ale także w czyich ono jest rękach. 

Kto będzie kontrolował rady uczelniane?

Reforma Gowina celuje w stworzenie nowej „czapy biurokratycznej” nad polskimi uniwersytetami, mianowicie - rady uczelniane. W zamierzeniach twórców reformy mają one sprawować nadzór nad zarządzaniem uczelniami. Najistotniejszym składnikiem akademickiego zarządzania uniwersytetem jest zatrudnianie i zwalnianie pracowników naukowych. Funkcją takich zewnętrznych rad uczelnianych będzie więc nadzór nad polityką kadrową rektorów. Rady będą mogły rozliczać rektorów z ich decyzji o zwolnieniach i zatrudnieniu nowych pracowników.  Ich funkcją będzie wymuszanie „czystek personalnych” w polskich uczelniach. Będą mogły one również blokować zatrudnianie w uniwersytetach anty-systemowych intelektualistów.

W 50% rady uczelniane mają składać się z osób nie mających niczego wspólnego z uprawianiem nauki. Dotychczas niezbyt wiele mówi się o procedurze desygnowania kandydatów na członków rad uczelnianych. Można jednak założyć, że kandydatów będą wskazywać organizacje społeczne, a więc, np. kościoły, stowarzyszenia religijne, przybudówki partyjne, organizacje ze świata biznesu i inne tego typu podmioty. Rady uczelniane będą więc instytucjami politycznymi i ich nadzór nad zarządzaniem uniwersytetem będzie sprowadzał się do reprezentowania w środowisku akademickim dominującej w danym okresie „linii politycznej”. W Polsce tą obowiązującą linią polityczną jest  obecnie katolicka nauka społeczna, szczególnie w wersji Jana Pawła II. Czy więc centra kontroli rad uczelnianych będą zlokalizowane w kuriach biskupich?

Czy tak będą wyglądały centra kontroli pisowskich rad uczelnianych?


W zakresie nauk ścisłych i przyrodoznawstwa, polskie szkolnictwo prezentuje poziom światowy

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego pisowskiego rządu kreuje - od momentu zdobycia władzy przez PiS - wizerunek upadku polskiego systemu akademickiego. Ta kampania stanowi manipulację polityczną, której celem jest uzasadnienie wprowadzenia nowych regulacji prawnych, umożliwiających rządowi przeprowadzenie czystek  w uniwersytetach.

We wszystkich poważnych rankingach scjentometrycznych, nasze dokonania naukowe w zakresie nauk ścisłych i przyrodoznawstwa  plasują nas w światowej czołówce. Na ogół zajmujemy w rankingach w wymienionych dyscyplinach miejsca od 10-tego do 15-go. Należymy do światowej czołówki w dziedzinie dyscyplin matematyczno-logicznych, w astronomii, chemii, weterynarii. Bijemy się o miejsce w pierwszej dziesiątce w zakresie dyscyplin informatycznych i fizykalnych. Polscy matematycy, logicy, chemicy, fizycy i weterynarze nie potrzebują żadnej reformy, lecz jedynie gotówki do kieszeni w charakterze wynagrodzenia za osiągane wyniki. Ale tego reforma Gowina niestety nie przewiduje.

W dziedzinie humanistyki i nauk społecznych, polskie szkolnictwo wyższe prezentuje żałosny poziom

Z wyjątkiem filozofii, lingwistyki, literaturoznawstwa oraz psychologii poznawczej, polska humanistyka i nauki społeczne funkcjonują na obrzeżach światowego rynku naukowego. Poziom uprawiania pedagogiki i nauk prawnych sytuuje nas w rankingach na pozycjach razem z takimi, państwami, jak: Botswana, Jamajka, Mauritius czy Vanuatu oraz Fidżi.

Koncepcja reformy systemu akademickiego Gowina w żaden sposób nie poprawi naszej pozycji w światowych rankingach w dziedzinie humanistyki i nauk społecznych. Żadne rady uczelniane nie wpłyną na profesorów pedagogiki czy nauk prawnych, aby zaczęli po trzydziestu latach swojej pracy uniwersyteckiej publikować artykuły naukowe w czasopismach z najważniejszych, światowych baz naukowych: Web of Knowledge oraz Scopus. Po prostu nie są w stanie z racji swoich niskich kompetencji naukotwórczych przy ogromnej konkurencji rynkowej.

Jak więc zreformować polską humanistykę i nauki społeczne?

Uprawianie humanistyki oraz nauk społecznych nie wymaga zasadniczo milionowych nakładów na aparaturę badawczą. Humaniści i przedstawiciele nauk społecznych potrzebują jedynie weny twórczej, aby pisać artykuły naukowe na najwyższym, światowym poziomie. Wena - jak wiadomo -  przychodzi do inteligentnego człowieka wraz z przyrostem zawartości jego portfela. Im więcej naukowiec otrzymuje kasy, tym bardziej mu się chce. Nie potrzeba żadnych badań naukowych, aby potwierdzić tę prostą, życiową maksymę.

Przypisanie pracownikom naukowym rankingu publikacyjnego (na racjonalnych zasadach) i uzależnienie ich wynagrodzenia od tego, w której lidze pracownik występuje, w bardzo szybkim czasie przyniesie zauważalne efekty publikacyjne. Innymi słowy, trzeba zablokować proces produkcji makulatury humanistycznej i zacząć kreować „arystokrację naukową”, solidnie wynagradzaną (lepiej niż posłowie i ministrowie) we wszystkich dziedzinach wiedzy.

Osobista puenta

U progu swojej kariery naukowej, jeszcze jako magister filozofii, opublikowałem dwa artykuły naukowe w renomowanych czasopismach Listy Filadelfijskiej: Husserl Studies oraz Synthese. Teksty te (z wczesnych lat 90-tych XX wieku) są do dnia dzisiejszego cytowane  (nawet w tzw. handbookach czy encyklopediach). Poza przyjemnością statusu „wschodzącej gwiazdy filozofii polskiej”, żadnych profitów finansowych nie otrzymałem. Zająłem się więc biznesem (trenowaniem agentów ubezpieczeniowych, marketingiem prasowym, hurtową sprzedażą płyt kartonowo-gipsowych i materiałów budowlanych, opracowywaniem strategii reklamowych i polityką), aby mieć kasę na edukację w najlepszych szkołach w Polsce moich dwóch córek. To się opłaciło, gdyż dzisiaj są wymieniane w książkach, wydawanych przez PWN, jako kobiety globalne, które osiągnęły sukces zawodowy w Dolinie Krzemowej.

Przez ponad 7 lat nie zajmowałem się nauką, choć publikowałem teksty, które napisałem wcześniej. Wszystkie tytuły naukowe realizowałem jednak w ustawowych terminach. Powróciłem do czynnego zajmowania się humanistyką dopiero wtedy, gdy prof. Jan Woleński z Uniwersytetu Jagiellońskiego (najbardziej znany na świecie, współczesny, polski filozof) zaprosił mnie do udziału w wydarzeniu w Paryżu z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. 

Obecnie pracuję naukowo na „pół gwizdka”. Wolę uprawiać hobby blogerskie (napisałem od 2013 roku ponad 1000 tekstów blogerskich), gdyż otrzymuję od swoich czytelników przyjemne wyrazy uznania, a od adwersarzy bawiącą mnie krytykę i ogólnopolski hejt na niemal wszystkich najważniejszych prawicowych portalach w Internecie.

Zamiast zabawy na rynku medialnym mógłbym jednak poświęcić się „bez reszty” uprawianiu nauki. Ale po co? Nie skutkuje to bowiem oczekiwanymi profitami finansowymi. Gdybym wiedział, że opublikowanie artykułu naukowego w renomowanym czasopiśmie podnosi moją pensję akademicką o 200 zł. miesięcznie do końca życia, to z pewnością opublikowałbym ich dzisiaj około 50-ciu. Ale tak niestety nie jest. Takich artykułów mam około 20-tu (żeby kato-prawica nie zarzucała mi lenistwa), podczas gdy większość belwederskich profesorów-humanistów nie ma ani jednego.

Co jest przyjemniejsze: napisać w pół godziny tekst blogerski dla 40 tysięcy czytelników, czy artykuł filozoficzny dla 20 ważnych na świecie filozofów, pisząc go rok? Oczywiście, w obu wypadkach nie ma żadnych profitów finansowych.

Morał

Reforma Gowina, jeśli ma rzeczywiście naprawiać polską humanistykę, powinna stwarzać warunki motywacyjne dla humanistów, aby im finansowo opłacało się publikowanie swoich tekstów w przestrzeni międzynarodowej. 

Poważna praca naukowa, nawet w dziedzinach humanistycznych, wymaga talentu, inwencji i czasu na lekturę. Trzeba być naprawdę cholernie dobrym i bystrym naukowcem, aby ulokować swój tekst w czasopiśmie międzynarodowym, w którym na 100 nadesłanych tekstów z całego świata jedynie 5 redaktorzy przyjmują do publikacji. Reguły konkurencji w światowej humanistyce wycinają słabych. Musisz być lepszy od co najmniej 90 humanistów pochodzących z całego świata (w swoich krajach najlepszych), aby zaistnieć międzynarodowo. Tylko nieliczni wariaci podejmują takie wyzwanie konkurencyjne za darmo. Ja się do nich umiarkowanie zaliczam, ale w miarę upływu lat stawiam sobie pytanie: po ciul (w rzeczywistości używam normalnego, męskiego słowa w tym kontekście) mi te punkty?
Jak zamienić punkty na walutę?


Czy więc Gowin zamieni moje punkty na dolary w wyniku reformy? Jak na razie, robi ze mnie idiotę i każe mi tyrać na punkty zamiast na walutę. Naukowcy są osobami inteligentnymi i zawsze są w stanie rozpoznać to, czy politycy robią z nich idiotów. Reforma Gowina może zmusić ich do zorganizowania Akademickiego Komitetu Strajkowego. Strajki profesorów na uczelniach mogą doprowadzić do upadku pisowskiego rządu. 
    
***    

Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International

sobota, 16 września 2017

NIEMCY ZNOWU ZABIJAJĄ, ŁAMIĄC UKŁAD Z SCHENGEN

W Lebus nad Odrą, blisko Frankfurtu nad Odrą, niemieckie służby bezpieczeństwa publicznego wydały rozkaz zastrzelenia polskiego żubra. Zwierzę przekroczyło polsko-niemiecką granicę, odważnie pokonując Odrę. Bohaterski żubr zwiedzał pobliskie okolice. Uznano go jako persona non grata. W związku z tym niemieckie służby bezpieczeństwa publicznego zamordowały polskiego żubra. Zdarzenie przywołuje historyczne reminiscencje, dotyczące działań Gestapo z okresu sprzed napaści Niemiec na Polskę. Czy więc doszło do prowokacji politycznej, przypominającą wydarzenia gliwickie?

Znalezione obrazy dla zapytania żubr foto
Żubr jest symbolem polskiej niepodległości

Żubr miał prawo przekroczyć granicę niemiecko-polską na mocy układu z Schengen

Na mocy porozumienia z Schengen, obywatele państw, które sygnowały układ, mają prawo bez paszportu do swobodnego przekraczania granic pomiędzy państwami-sygnatariuszami umowy. Niemcy i Polska podpisały to porozumienie. Polski żubr miał więc prawo do swobodnego przekroczenia polskiej granicy z Niemcami i podziwiania zaodrzańskich krajobrazów.

Niestety niemieckie służby bezpieczeństwa w brutalny sposób zamordowały go, odmawiając mu jego prawa do swobodnego kultywowania turystycznych praktyk. Żubr nie zdążył nasycić się niemiecką trawą. Został okrutnie zabity. Czy zbrodnia na polskim żubrze została zaplanowana jako akt symboliczny?

Czy Polska otrzyma reparacje za zabicie żubra?

Polski rząd dotychczas nie wystosował noty dyplomatycznej, w której zażądałby reparacji od gabinetu Angeli Merkel za nieuzasadnioną śmierć żubra. Nie jest wykluczone to, że odpowiednie służby sejmowe dopiero obliczają polskie straty spowodowane zabiciem dumnego zwierzęcia.

Czy Angeli Merkel wstyd za mord na polskim żubrze?

Choć lider PiS nie zabrał jeszcze głosu w sprawie niemieckiego morderstwa na polskim żubrze, to nie oznacza to, że w milczeniu nie podjął już decyzji o odpowiednich retorsjach. W każdym razie afera ma charakter rozwojowy.

W aferę zabicia żubra uwikłani są polscy kapłani

Kilka dni temu „Newsweek” doniósł, iż kapelan leśników (przyjaciel ministra Szyszki), ks. Duszkiewicz udusił „gołymi rękami” rannego rysia z Puszczy Białowieskiej. Czy zabijając żubra, niemieckie służby bezpieczeństwa wzięły więc przykład z katolickiego mordercy rysia?

Warto w tym kontekście przypomnieć, iż Puszcza Białowieska była ulubionym miejscem polowań niemieckiego nazisty, Hermanna Gӧringa. Być może ks. Duszkiewicz miał dziadka w Wermahcie. To tłumaczyłoby jego sadystyczne upodobania.

Znalezione obrazy dla zapytania Ryś foto
Katolicki ksiądz udusił rannego rysia
Niemiecki rząd ukrywa płeć zabitego żubra

Ani polskie ani niemieckie media nie podały informacji o płci zamordowanego żubra. Nie jest więc wykluczone, że zastrzelono żubrzycę. W dniach 9-10 września w Poznaniu swoje doroczne spotkanie miał Kongres Kobiet. To tłumaczyłoby fakt ukrywania płci zamordowanego żubra.

Znalezione obrazy dla zapytania czarny protest foto
Czarny protest
Jeśli okazałoby się, że zastrzelono żubrzycę, to Kaczyński musiałby zgodzić się na fakt uwikłania „czarnych parasolek” w sprawę obrony polskiego interesu przed niemieckimi zbrodniarzami zwierząt. Merkel zaś milczy w sprawie płci żubra, gdyż boi się strat wyborczych przed zbliżającymi się wyborami do Bundestagu.
.
Jak interpretować niemiecką zbrodnię na polskim żubrze?

Wyborcy PiS mogliby ze zrozumieniem przyjąć fakt zastrzelenia lwa czy tygrysa. W końcu zwierzęta te nie symbolizują polskiej racji stanu. W Europie można te gatunki zwierzęce traktować jako „imigranckie”; są  obce chrześcijaństwu, szczególnie w wersji katolickiej. Tym bardziej, że lwy rozrywały na strzępy pierwszych chrześcijan w Koloseum w czasach Cesarstwa Rzymskiego. 

Znalezione obrazy dla zapytania refugees photo
Syryjscy uchodźcy
Gdyby niemieckie służby bezpieczeństwa oddały strzały w kierunku lwa czy tygrysa, wyborcy PiS mogliby taki gest odebrać jako symbol pojednania niemiecko-polskiego w myśl dogmatów polityki historycznej partii rządzącej. Niestety Niemcy zabili symbol polskiej, dumnej niepodległości.

***    

Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International

  


czwartek, 14 września 2017

PROKURATURA ZIOBRY W OBRONIE KAPŁANA-PEDOFILA. CZY NA TYM MA POLEGAĆ PISOWSKA REFORMA SĄDOWNICTWA?

„Gazeta Wyborcza” z Katowic donosi, iż prokuratura rejonowa w Zawierciu wystąpiła z aktem oskarżenia przeciwko Zbigniewowi Stonodze w sprawie rozpowszechniania wizerunku osoby w trakcie wykonywania czynności seksu oralnego. Osobą tą był proboszcz parafii Maksymiliana Kolbego z Zawiercia.  Kapłan miał zmuszać czternastoletniego chłopca do uprawiania seksu oralnego. Scenę nagrała ofiara. Zdarzenie miało miejsce w 2016 roku.

Starożytna rzeźba przedstawiająca seks oralny


Zbigniew Ziobro w akcji

Według Kodeksu karnego, upowszechnianie scen uprawiania seksu z wizerunkiem aktorów bez ich zgody jest przestępstwem. Z drugiej jednak strony, upowszechnianie nagrań sytuacji, w których dokonano przestępstwa jest czymś, co służy walce z kryminalizacją życia publicznego. Zbigniew Stonoga upowszechnił wizerunek przestępcy, łapiąc go na „gorącym uczynku”. Znany skandalista dopuścił się więc przestępstwa, działając jednocześnie pro publico bono (dla dobra publicznego).

Sąd może odrzucić oskarżenie prokuratury z Zawiercia, posiłkując się w swoim uzasadnieniu instytucją kontratypu prawniczego, czyli wyłączenia winy oskarżonego, pomimo znamion czynu zabronionego.

Decyzja o postawieniu Stonogi w stan oskarżenia była najprawdopodobniej konsultowana z ministrem Ziobrą. Dlaczego więc pisowski dygnitarz zdecydował się na tę akcję obrony księdza-pedofila? Publiczność łatwo bowiem skojarzy ten fakt z postulatami reformy sądownictwa i postawi następujące pytanie: czy celem reformy sądownictwa nie jest ochrona Kościoła katolickiego przed uzasadnionymi zarzutami karnymi wikłania się księży w przestępstwa seksualne oraz finansowe?

Akcja Ziobry ma charakter mrożący

Jeśli sąd będzie bezstronny, to najprawdopodobniej oddali oskarżenie prokuratury z powodu intencji oskarżonego: działania w interesie publicznym. Ujawnianie faktów pedofilii jest bowiem ze wszech miar zjawiskiem pozytywnym społecznie. Ziobro jest tego świadom. Dlaczego więc wszczyna hucpę w gorącym okresie przygotowywania przez prezydenta Dudę ustaw reformujących sądownictwo?

Przeciwstawienie się prezydenta Dudy pisowskim propozycjom zmiany ustroju polskiego sądownictwa było konsultowane z najwyższymi władzami kościelnymi w Polsce. Kościół poparł Dudę, a nie – Kaczyńskiego i Ziobrę. Prezydenckie weto nie rozwiązało jednak sporu. Ten dopiero zacznie się, kiedy prezydent Duda przedłoży Sejmowi swoje propozycje ustaw.

Stawiając Stonogę w stan oskarżenia w kontekście ujawnienia pedofilii jednego z kapłanów, Ziobro chce pokazać Episkopatowi, że jest w stanie za wszelką cenę ukrywać przestępstwa popełniane przez polskich księży, nie powstrzymując się od stosowania techniki „mrożenia” antyklerykałów. Taka praktyka zdobywania poparcia u kościelnych hierarchów nosi jednak również znamiona szantażu.

Jan Paweł II z największym zbrodniarzem seksualnym Kościoła - Marciallem Degollado


Akcja Ziobry odsłania pisowskie intencje

Przed wakacjami Zbigniew Stonoga upowszechnił w Internecie wywiad z Patrykiem Jackowskim, w którym pada oskarżenie wobec Kaczyńskiego i Bartłomieja Misiewicza (znanego pisowskiego skandalisty, wypromowanego przez Macierewicza) o to, że parają się oni sutenerstwem homoseksualnym. Prokuratura nie wszczęła w tej sprawie postępowania (albo Jackowski kłamie i dopuszcza się przestępstwa albo Kaczyński i Misiewicz są przestępcami), gdyż musiałaby przesłuchać lidera PiS i postawić mu pytanie domagające się jego ustosunkowania się w kwestii wysuwanych zarzutów o sutenerstwo homoseksualne.

Postawienie Stonodze zarzutów w kwestii upowszechnienia sceny seksualnej księdza z czternastoletnim chłopcem uruchamia w umysłach odbiorców przypomnienie o tym, że Stonoga również upowszechnił wywiad, w którym Kaczyński jest oskarżany o sutenerstwo homoseksualne. Czy celem akcji Ziobry jest więc pośrednie niszczenie wizerunku lidera PiS? Trudno zrozumieć jego przyzwolenie na oskarżenie Stonogi w tej kwestii, a milczenie w sprawie jego ewentualnych pomówień o paranie się kupowaniem usług seksualnych przez Kaczyńskiego.

Puenta

W kontekście wojny o reformę sądów, uruchomienie przez prokuraturę, którą zawiaduje Ziobro, pedofilskiej hucpy ze Stonogą w roli głównej, jest trudno zrozumiałe w kategoriach realizowania skutecznej strategii politycznej.

Nie jest oczywiście wykluczone to, że mamy do czynienia z samowolką prokuratury w Zawierciu – celowo zaprogramowaną akcją wmontowania tematu pedofilii księży katolickich w Polsce w debatę nad reformą sądów. W jakim celu? Aby rozmyć ją, aby wprowadzić szum informacyjny, osłabiając uwagę publiczności od istotnych dla życia publicznego propozycji prezydenta Dudy. Bo sądy powinny zostać zreformowane – to jest postulat, który akceptuje również rozsądna opozycja. Komuś  więc zależy na zablokowaniu propozycji Dudy. Czy Ziobrze? Czy służbom specjalnym? 

***    

Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International




wtorek, 12 września 2017

KOŚCIÓŁ KATOLICKI W POLSCE IDZIE NA WOJNĘ Z ISLAMISTAMI


7 października 2017 roku, w dniu Matki Bożej Różańcowej, Kościół katolicki w Polsce organizuje happening religijny wzdłuż wszystkich granic naszego kraju. W „Strefach modlitwy” w liczbie 4 tysięcy, katolicy mają się w tym samym czasie modlić w intencji nawrócenia Polaków, jedności narodowej i pokoju dla świata. Organizatorzy planują, iż impreza zgromadzi ponad milion katolików.

Znalezione obrazy dla zapytania bitwa pod lepanto foto
Obraz przedstawiający bitwę pod Lepanto

Katolicka impreza ma uczcić zwycięstwo chrześcijan w bitwie pod Lepanto

7 października 1571 roku, ponad 100 lat po upadku Konstantynopola,  rozegrała się jedna z największych bitew morskich w dziejach świata pomiędzy Turkami a Ligą Świętą. Operacja chrześcijan, zorganizowana przez papieża Piusa V, miała na celu zahamowanie procesu podboju Europy przez tureckich muzułmanów. Chrześcijanie zwyciężyli w tej bitwie. Aby uhonorować to zwycięstwo, Kościół ogłosił dzień 7 października świętem Matki Boskiej Zwycięskiej, później przemienionym na święto Matki Boskiej Różańcowej.

Episkopat Polski, który patronuje happeningowi, zaprasza więc Polaków do masowej modlitwy, której intencją jest zatrzymanie migracji muzułmanów do Europy. Impreza będzie więc miała charakter czysto polityczny. W aspekcie  symbolicznym ma mobilizować katolików polskich przeciwko muzułmanom mieszkającym w Europie.

Czczenie zwycięstw w wojnach religijnych jest mową nienawiści

Każda wojna jest złem. Czczenie zwycięstwa w wojnie jest aktem upokorzenia adwersarza. Organizując swój happening, Kościół katolicki chce więc w sposób  zmasowany upokorzyć wyznawców konkurencyjnej religii. Co więcej, czyni to, używając w tym celu modlitwy w intencji pokoju dla świata. Dla polskich hierarchów pokój dla świata oznacza więc wojenny akt wyrzucenia muzułmanów z Europy. Kapłani i ich wierni chcą prosić modlitwą Matkę Boską Różańcową, aby ta skazała wyznawców Allaha w Europie na banicję.

Happening modlitewny polskich katolików przypomina pierwsze apele niemieckich nazistów, jeszcze przed ich dojściem do władzy, o wypędzenie wszystkich Żydów z Niemiec. Kościół katolicki w Polsce chce więc wskrzesić średniowieczny dyskurs banicyjny. Miejsce Żyda ma zająć muzułmanin.

List biskupów o relacjach polsko-niemieckich jest cyniczną „zagrywką pokerową”

Biskupi z Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec napisali list, w którym czytamy:

Pojednanie to słowo, które od ponad ćwierćwiecza określa relacje polsko-niemieckie. To wielka wartość, którą udało się osiągnąć i którą podtrzymujemy dzięki wysiłkowi nie tylko polityków, ale licznych ludzi dobrej woli po obu stronach granicy. Mamy jednak świadomość, że łatwo można ją utracić przez nieprzemyślane decyzje, a nawet przez zbyt pochopnie wypowiadane słowa.

Dokument sygnowany przez ważnych hierarchów kościelnych został zaadresowany pośrednio do niemieckiego rządu. W kontekście pisowskiego żądania reparacji za zniszczenia wojenne na ziemiach polskich oraz za niemiecki mord na Polakach, list biskupów należy odczytywać jako próbę wymiany handlowej kwestii relokacji migrantów za milczenie polityków PiS w sprawie bilionowego odszkodowania reparacyjnego.

Biskupi sugerują, iż są w stanie uciszyć PiS w sprawie reparacji wojennych, ale pod jednym warunkiem: Angela Merkel przyjmie rolę Matki Boskiej Różańcowej i podejmie próbę wypędzenia muzułmanów z Europy tak, jak kiedyś pod Lepanto taki wysiłek (okazało się, że nieskuteczny) podjęła Matka Chrystusa za pośrednictwem  Ligi Świętej pod przywództwem papieża Piusa V.

Konsekwencje katolickiego happeningu dla bezpieczeństwa państwa

Impreza gromadząca ponad milion osób, na której katolicy będą modlili się (oczywiście w symbolicznym podtekście) w intencji wypędzenia z Europy wyznawców Allaha zostanie odnotowana przez główne media islamskie na Bliskim Wschodzie. Polska, w której dotychczas Al-Kaida i Państwo Islamskie nie przeprowadzały swoich operacji terrorystycznych, zacznie być postrzegana  w środowiskach dżihadystycznych jako główny bastion wrogości wobec islamu. Czy więc biskupi celowo chcą uczynić z naszego kraju mesjasza narodów w walce z islamem?

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2017/08/terroryzm-islamski-i-kwestia-imigracji.html

Biskupi i kardynałowie z papieżem Franciszkiem


Przeprowadzenie przez islamistów skutecznego zamachu terrorystycznego przed samorządową kampanią wyborczą w 2018 roku z pewnością przyczyni się do zdecydowanego wygrania PiS w wyborach. Czy więc szczucie obywateli naszego państwa na muzułmanów podczas zbliżającego się happeningu modlitewnego nie ma również na celu stworzenia prowokacji terrorystycznej dla celów wyborczych? Podobną technikę stosował Putin u progu swojej kariery. 

Krwawy zamach terrorystyczny w Polsce wzmocni postawy eurosceptyczne

Podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej Kaczyński zasugerował, że Polska może pozostać sama w Europie. Przekaz lidera PiS należy rozumieć jako wrzutkę tematu Polexitu w przestrzeń dyskursu publicznego.

Większość obywateli naszego kraju opowiada się za członkostwem Polski w Unii Europejskiej. Kaczyński ma świadomość tego, że sugerowanie przez PiS Polexitu uruchomi proces sondażowego spadku poparcia wśród wyborców dla partii rządzącej. Każda próba przeprowadzenia Polexitu na modłę brytyjską musiałaby skończyć się obaleniem pisowskiego rządu w wyniku ostrych zamieszek. Trudno bowiem sobie wyobrazić sytuację, w której siły policyjne i wojskowe strzelają ostrymi nabojami do demonstrantów.

Kaczyński potrzebuje więc spektakularnych zamachów terrorystycznych, których krwawe żniwo wzmocniłoby postawy eurosceptyczne w społeczeństwie. Wielka, katolicka modlitwa wzdłuż granic Polski, która odbędzie się 7 października, jawi się jako zaproszenie islamistów do przeprowadzania krwawych zamachów terrorystycznych w naszym kraju.



W czyim interesie jest Polexit?

Wystąpienie Polski z Unii Europejskiej jest bez wątpienia w interesie Rosji. Proces demontażu Wspólnoty Europejskiej uczyni bowiem z Rosji europejską potęgę, zdolną do prowadzenia polityki dyktatu względem większości państw naszego kontynentu.

Nie jest również wykluczone to, że wyjście Polski z Unii ma dać wolną rękę Kaczyńskiemu i Macierewiczowi w ewentualnej aneksji zachodniej Ukrainy w wypadku wkroczenia do Kijowa wojsk Putina w 2019 roku (po zakończeniu Mundialu).

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2017/08/prezydent-duda-skarci-macierewicza-i.html (Tu czytelnik znajdzie opis scenariusza ewentualnej, wspólnej aneksji Ukrainy przez Polskę i Rosję) 

Uruchomienie tematu reparacji wojennych przyczyniło się do zainicjowania w niemieckich mediach tematu rewizji powojennych granic. Nie jest wykluczone to, że medialne podsycanie kwestii oddania polskich ziem zachodnich Niemcom, jest efektem działań agentury rosyjskiej w Niemczach. 

Puenta

PiS wypuszcza w eter temat bilionowych reparacji wojennych od Niemiec. W rewanżu, Niemcy zaczynają mówić o rewizji granicy z Polską. Przy okazji Kościół przeprowadza prowokacyjną akcję modlitewną w stosunku do islamistów. Eskalacja pyskówki o kasę i granicę pomiędzy Polską a Niemcami, przy jednoczesnych krwawych zamachach terrorystycznych przeprowadzanych przez dżihadystów w naszym kraju w zemście za antyislamskie modły w dniu 7 października 2017 roku, wzmacniają postawy eurosceptyczne. Dochodzi do referendum w sprawie Polexitu. Wybucha kryzys (również na rynkach finansowych), bo Polacy chcą wyjścia z Unii. Putin wysyła wojska do Kijowa, a Macierewicz – do Lwowa. Rozpoczyna się konflikt zbrojny, którego finał jest trudno przewidywalny. Rzecz jasna za wszystkimi akcjami, ruchami, itd. stoi rosyjska agentura. Wydaje się, iż właśnie taki scenariusz realizuje się.