Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 listopada 2021

RAPORT: NISKA SKUTECZNOŚĆ ANTYCOVIDOWYCH SZCZEPIONEK

 

Jedną z najbardziej „śmiercionośnych” chorób jest cholera.W przypadku, gdy ta choroba jest leczona, jedna na 100 osób zawsze umiera. Wskaźnik jej śmiertelności wynosi bowiem ok 1%. Pełne zaszczepienie antycovidowe redukuje prawdopodobieństwo zgonu osoby zakażonej i zaszczepionej w Polsce do prawdopodobieństwa śmierci osoby leczonej i zakażonej zarazkami cholery. Antycovidova szczepionka daje nam takie samo bezpieczeństwo zdrowotne w sytuacji zakażenia koronawirusem, jakie daje nam profesjonalne leczenie cholery, kiedy zakazimy się tą chorobą.

Ministerstwo Zdrowia co jakiś czas publikuje dokładne dane dotyczące liczby osób zakażonych koronawirusem i zaszczepionych podwójną dawką szczepionki wraz z podaniem liczby zgonów wśród zaszczepionych oraz niezaszczepionych obywateli naszego kraju. Na podstawie tych danych obliczyć można standardowe parametry śmiertelności zakażenia covidem - używane w celach oszacowywania niebezpieczeństw epidemiologicznych przez wszystkie, poważne instytucje badawcze - zarówno wśród zaszczepionych podwójną dawką szczepionki jak i niezaszczepionych obywateli. Co z tych danych wynika?



Dane z początków sierpnia 2021 roku

Na początku sierpnia liczba zakażeń covidem w Polsce, od początku szczepienia podwójną dawką szczepionki, wyniosła 1394 430 zakażeń. Wśród tych osób zmarło na covid 39 tysięcy 229 zakażonych. Z kolei liczba osób podwójnie zaszczepionych i zakażonych w tym okresie wyniosła 9211. 644 osoby wśród podwójnie zaszczepionych i zakażonych umarło na covid.

https://www.medonet.pl/porozmawiajmyoszczepionce/szczepionka-na-covid-19,ile-osob-zaszczepionych-zachorowalo-i-zmarlo-na-covid-19--nowe-dane,artykul,10752169.html

Dane z początków sierpnia były zatrważające, bowiem wskazywały na to, że szczepienia zwiększają prawdopodobieństwo zgonu. W świetle tych danych, wskaźnik śmiertelności wśród osób zakażonych i podwójnie zaszczepionych w Polsce wynosił 6.99% (liczbę 644 należy podzielić przez liczbę 9211 i wynik pomnożyć przez 100%). Z kolei wśród osób zakażonych i niezaszczepionych podwójną dawką, wskaźnik śmiertelności wyniósł na początku sierpnia 2020 roku tylko 2.78% (od łącznej liczby zgonów 39 229 należy odjąć liczbę zgonów osób podwójnie zaszczepionych, czyli 644; następnie uzyskany wynik należy podzielić przez liczbę osób zakażonych i niezaszczepionych; tę liczbę otrzymujemy w wyniku odjęcia  od liczby wszystkich osób zakażonych, czyli 1394 430, liczbę osób zakażonych i w pełni zaszczepionych, czyli 9211; po przemnożeniu wyniku dzielenia przez 100% uzyskujemy wskaźnik śmiertelności wśród zakażonych i niezaszczepionych).

Dane z przełomu października i  listopada 2021 roku

W pierwszym tygodniu listopada, Ministerstwo Zdrowia podało dane, zgodnie z którymi od początku szczepienia podwójną dawka szczepionki liczba zakażeń koronawirusem wyniosła 1 587 162, w tym liczba zgonów osiągnęła wartość 41495.  Ministerstwo również poinformowało, iż liczba osób zakażonych i podwójnie zaszczepionych od początku szczepienia podwójną dawką wyniosła 77 965. Wśród tych osób zmarło 1250.

https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art19081551-ilu-zaszczepionych-zakazilo-sie-koronawirusem-ministerstwo-przedstawia-dane

Porównując dane z początków sierpnia 2021 roku z danymi z przełomu października i listopada 2021 roku, można obliczyć podstawowe dane pandemiczne dla Polski, dotyczące okresu od początku sierpnia do przełomu października i listopada, a więc obejmujące trzy miesiące.

W tym okresie liczba zakażeń wyniosła 192 732 (od liczby 1 587 162 należy odjąć liczbę 1 394 430). Liczba wszystkich zgonów w tym okresie przyjęła wartość 2266 (od liczby 41 495 należy odjąć liczbę 39 229). Wskaźnik śmiertelności zakażenia covidem w tym okresie wyniósł więc 1.17 %. 

W tym samym okresie liczba osób zakażonych i podwójnie zaszczepionych wyniosła 68 754 (od liczby 77965 należy odjąć liczbę 9211). Z tej liczby zakażonych i podwójnie zaszczepionych zmarło 606 osób (od liczby 1250 należy odjąć liczbę 644).Wskaźnik śmiertelności wśród zakażonych covidem wśród osób podwójnie zaszczepionych wyniósł więc 0.88% w okresie od początku sierpnia do przełomu października i listopada 2021 roku.

W okresie od początków sierpnia do przełomu października i listopada  liczba osób zakażonych i niezaszczepionych podwójnie wyniosła 123 978 (od liczby 192 732 wszystkich zakażonych w tym okresie należy odjąć liczbę 68754  zakażonych  i zaszczepionych podwójnie). Liczba zgonów wśród tych osób wyniosła 1660 (od liczby 2266 wszystkich zgonów w tym okresie należy odjąć liczbę 606 zgonów osób podwójnie zaszczepionych w tym okresie). Wskaźnik śmiertelności wśród osób zakażonych covidem i niezaszczepionych podwójnie wyniósł  więc w badanym okresie 1.3%.

Porównując oba wskaźniki śmiertelności, dla zaszczepionych i niezaszczepionych, można wywnioskować, iż na każde 1000 osób zakażonych i w pełni zaszczepionych umierało w okresie od sierpnia do przełomu listopada i października 2021 roku prawie 9 osób. W stosunku do osób zakażonych i w pełni niezaszczepionych wskaźnik ten wyniósł 13 osób.  Skuteczność szczepień antycovidowych można więc opisać tak, iż zaszczepienie chroniło przed śmiercią 4 osoby w każdym tysiącu osób zakażonych.



Dane z połowy listopada

Zgodnie z danymi Ministerstwa Zdrowia z połowy listopada, liczba osób zakażonych covidem od początku szczepienia podwójną dawką wyniosła 1 813 690, w tym 156 238 osób w pełni zaszczepionych. Wśród zakażonych od początku szczepienia drugą dawką po upływie 14 dni zmarło 44 347 osób, w tym 1996 osób w pełni zaszczepionych.

https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8295874,szczepionki-covid-19-skutecznosc-ministerstwo-zdrowia.html

Można więc obliczyć, że w okresie ostatnich dwóch tygodni wzmożenia pandemii w Polsce, liczba zakażeń wyniosła 226 528 osób (od liczby 1 813 690 zakażonych w połowie listopada należy odjąć liczbę 1 587 162 zakażonych z przełomu października i listopada). W tym czasie zmarło na covid  2852 osoby (od liczby 44 347 osób zmarłych na covid do połowy listopada od początku szczepienia drugą dawką należy odjąć liczbę 41 495 osób zmarłych na covid w okresie do ukazania się przedostatniego raportu). Wskaźnik śmiertelności wśród zakażonych na covid w pierwszych dwóch tygodniach listopada 2021 roku wyniósł 1.3 %. W porównaniu z 1.17% z początków listopada, wskaźnik śmiertelności wzrósł o 0.13% w okresie dwóch tygodni.

W podobny sposób można obliczyć liczbę osób podwójnie zaszczepionych, które zmarły w ostatnim okresie dwóch tygodni. Wynosi ona 686 osób (od liczby 1996 należy odjąć liczbę 1250 osób w pełni zaszczepionych, które umarły od początku szczepienia podwójną dawką). W tym samym okresie ostatnich dwóch tygodni liczba osób zakażonych i podwójnie zaszczepionych wyniosła: 78 273 (od liczby 156238 osób zakażonych i w pełni zaszczepionych w okresie do połowy listopada należy odjąć liczbę 77965 osób w pełni zaszczepionych i zakażonych do przełomu października i listopada). Wskaźnik śmiertelności wśród osób w pełni zaszczepionych i zakażonych covidem wyniósł w okresie ostatnich dwóch tygodni wzmożenia pandemii 0.88 %. Od początku sierpnia wskaźnik ten utrzymuje się więc na stałym poziomie.

Z kolei wskaźnik śmiertelności wśród osób zakażonych i niezaszczepionych podwójną dawką wyniósł 1.5% w okresie ostatnich dwóch tygodni od początku listopada do połowy listopada. Wzrósł więc ten wskaźnik o 0.2%. Wraz z dynamicznym wzrostem  fali pandemicznej, wzrasta o 0.2% prawdopodobieństwo zgonu wśród osób zakażonych i niezaszczepionych w pełni. Skuteczność szczepienia w obecnej sytuacji wzmożenia pandemicznego można więc oszacować na liczbę 6 osób uratowanych przed śmiercią na każde 1000 osób zakażonych covidem.

Czy szczepienie jest skuteczne?

Bez wątpienia szczepienie antycovidowe jest skuteczne w jakimś stopniu. To, jak oszacujemy ten stopień, zależy od naszych oczekiwań co do jego skuteczności.

Z pewnością można stwierdzić, że nawet zaszczepienie całej populacji obywateli Polski w chwili obecnej na poziomie zbliżonym do 100% nie wyeliminowałoby śmiertelności covid. Wskaźnik ten pozostałby na poziomie 0.88%. Gdybyśmy byli dzisiaj zaszczepieni na poziomie zbliżonym do 100%, to bylibyśmy w sytuacji, w której znajdowała się Norwegia na początku lutego 2021 roku; wówczas  liczba wszystkich zgonów covidowych w tym kraju wynosiła 568 przy 63553 przypadkach wszystkich zakażeń (Norwegowie jeszcze nie rozpoczęli drugiej fazy szczepienia). Wówczas śmiertelność covida wynosiła w tym państwie 0.9 %, a więc tyle samo, co śmiertelność w Polsce wśród zakażonych i w pełni zaszczepionych. Co to oznacza?

Obywatel Polski, aby mieć tę samą szansę na przeżycie po zakażeniu się covidem, którą posiada Norweg, musi się podwójnie zaszczepić, podczas gdy Norweg nie musi tego robić. Oznacza to, że antycovidowe szczepienia w Polsce redukują wyłącznie nieporadność opieki medycznej nad obywatelami, którzy są zarażeni covidem. Te same efekty można by osiągnąć bez szczepienia, podnosząc poziom opieki zdrowotnej do poziomu skandynawskiego.  Presja szczepienna jest więc determinowana nie tym, że szczepienia realnie zwalczają covid, ale tym, że lekarze sobie nie radzą z leczeniem ludzi zakażonych covidem w takim stopniu, jak lekarze państw skandynawskich radzą sobie z nim. Funkcją szczepień jest więc, między innymi, przykrycie niskiego poziomu profesjonalizmu opieki medycznej w Polsce.  

Skuteczność antycovidowych szczepień w kontekście śmiertelności  malarii

Malaria jest chorobą na którą nie ma szczepionki; ją się leczy, ale nie istnieje praktyka lecznicza dająca blisko 100% pewność wyleczenia z tej choroby. Szacunkowe dane wskazują, że każdego roku   na malarię choruje od 300 do 500 milionów osób na świecie; roczna liczba zgonów jest estymowana w przedziale  od 1.5 do 2.7 milionów osób na świecie.

 https://www.gov.pl/web/gis/malaria

Śmiertelność malarii wynosi więc około 0.5%. Porównując tę wielkość do wielkości śmiertelności covida wśród osób w pełni zaszczepionych, należy wnioskować, iż zaszczepienie przeciwko covid nie obniża śmiertelności tego zakażenia do poziomu śmiertelności malarii. Z tego punktu widzenia, szczepienie antycovidowe w Polsce nie może być uznane za skuteczne w stopniu oczekiwanym, gdyż nie redukuje śmiertelności tego zakażenia do rzędu kilku przypadków na 10 tys.  zakażeń.    

Skuteczność antycovidowych szczepień w kontekście innych chorób zakaźnych

Jedną z najbardziej „śmiercionośnych” chorób jest cholera. Jeśli ta choroba nie jest leczona, to wskaźnik śmiertelności wynosi około 50%, co oznacza, że co druga nieleczona osoba zakażona zarazkami cholery umiera. W przypadku, gdy ta choroba jest leczona, jedna na 100 osób zawsze umiera. Wskaźnik jej śmiertelności wynosi bowiem ok 1%.

https://www.wikiwand.com/pl/Cholera

Pełne zaszczepienie antycovidowe redukuje więc prawdopodobieństwo zgonu osoby zakażonej i zaszczepionej w Polsce do prawdopodobieństwa śmierci osoby leczonej i zakażonej zarazkami cholery. Antycovidova szczepionka daje nam takie samo bezpieczeństwo zdrowotne w sytuacji zakażenia koronawirusem, jakie daje nam profesjonalne leczenie cholery, kiedy zakazimy się tą chorobą.

W ostatnich 10 latach umieralność na grypę w Polsce można szacować na wartości w przedziale od 0.004% do 0.008 %. Oznacza to, że na każde 10 tys. osób chorych na grypę umiera od 4 do 8 osób każdego roku. Z kolei na każde 10 tys. osób zakażonych i zaszczepionych w pełni na covid umiera 90 osób. W porównaniu z grypą,  covid wśród zaszczepionych jest co najmniej 10-20 razy bardziej „śmiercionośny” (w procentach: od 1 tys. do 2 tys. %).

http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/grypa/index.htm

Odnieście się do inflacji: jeśli umieralność na grypę porównamy z 1% inflacją, to umieralność na covid wśród zakażonych i zaszczepionych będzie wynosiła od 1000% do 2000% inflacji. Katastrofa? W przypadku braku szczepień, umieralność na covid wśród zakażonych i niezaszczepionych od ok. 2000% do 4000% inflacji. Czy można więc mówić o skutecznym zwalczaniu inflacji w sytuacji kiedy zamiast 4000 % uzyskujesz w wyniku praktyki uzdrawiającej 1500 % inflacji? Nie ma to żadnego znaczenia dla zdrowia gospodarczego. I podobnie zaszczepienie przeciwko covidowi nie redukuje powagi sytuacji pandemicznej w kraju – śmiercionośnego oddziaływania koronawirusa na masową skalę. Mimo, podwójnego szczepienia coronawirus jest nadal groźny, w takim samym stopniu jak leczona cholera. 




Puenta

Szczepionki są preparatami, które symulują naturalne zakażenie zarazkami (bakteriami lub wirusami) i wytwarzają w organizmach barierę immunologiczną (tak zwaną odporność), która pozwala organizmowi zwalczyć rzeczywiste zakażenie zarazkami. Antycovidowe szczepionki niestety nie pozwalają zwalczyć zakażenia covidem w takim stopniu, w jakim czynią to klasyczne szczepionki. Z tego względu stanowią one raczej wyrób „szczepionko-podobny” (analogicznie jak w czasach PRL – wyrób czekoladopodobny stanowił analogat i substytut czekolady). Co najwyżej można je nazwać szczepionkami o niskiej sile działania, skoro dają organizmowi taką ochronę, jaką daje leczenie w przypadku zakażenia cholerą. Nie można jednak powiedzieć, że są one preparatem homeopatycznym. Są więc czymś pośrednim pomiędzy "homeopatami" a „realnymi szczepionkami”.

Ponieważ szczepionki antycovidowe posiadają jednak jakąś skuteczność. Chronią życie 6 osób zakażonych na każde 1000 osób zakażonych, to z powodu braku badań naukowych nad ich długofalowymi skutkami poszczepiennymi (w okresie kilku lat), kwestia czy zaordynować w kraju przymus szczepienny, pozostaje otwarta. Nie wiemy bowiem, czy ratując dzisiaj 6 osób na każde tysiąc osób zakażonych, nie doprowadzimy za kilka lat do jakichś negatywnych skutków zdrowotnych dla całego społeczeństwa. Naukowcy nie zbadali ich długofalowych skutków działania dla organizmu.

Dotychczasowe dane epidemiologiczne, publikowane przez Ministerstwo Zdrowia, nie pozwalają również odróżnić śmiertelności covida wśród osób zakażonych i w gole niezaszczepionych od jego śmiertelności wśród osób zakażonych i zaszczepionych wyłącznie jedną dawką preparatu szczepionko-podobnego. 

Nadto, w porównaniu z osobami zaszczepionymi osoby niezaszczepione rzadziej się testują, więc z pewnością liczba osób zakażonych i niezaszczepionych jest kilkadziesiąt procent wyższa niż ta, którą pokazują dane Ministerstwa Zdrowia. W związku z tym wskaźnik śmiertelności wśród osób zakażonych i niezaszczepionych jest niższy. Jeśli tych osób jest więcej o 30%, to wówczas obecny wskaźnik śmiertelności covida dla tych osób wyniósłby 1.1%. Zatem szczepienie ratowałoby życie jedynie 2 osobom na każde 1000 osób zakażonych. Nie można więc wykluczyć sytuacji, że śmiertelność covida w grupie zakażonych i podwójnie zaszczepionych jest na statystycznie nieodróżnialnym poziomie, jak realna śmiertelność covida wśród osób zakażonych i w ogóle (nawet jedną dawką) niezaszczepionych. W takiej sytuacji status „antycovidowego preparatu szczepionko-podobnego” zrównywałby się ze statusem preparatu homeopatycznego. Potrzebujemy jeszcze więcej epidemiologicznych danych, aby móc podejmować racjonalne decyzje.

***

Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechanizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  

***
Wojciech Krysztofiak jest również współautorem apelu naukowców dotyczącego sposobów organizowania życia akademickiego podczas pandemii, reprezentujących uniwersytety z USA (Harvard, MIT, Providence), Kanady, Australii (Sydney), Singapuru, Hong Kongu, Niemiec, Holandii, Portugalii, Włoch, Hiszpanii, Szwajcarii, Serbii, Iranu, Indii, Ukrainy, Algierii i Filipin, który ukazał się na stronach Cambridge University Press.

 

 

    

 

 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Jak odbetonować scenę polityczną?

Tekst z 28.08.2012 roku

W normalnym, demokratycznym państwie takie afery, jak:  hazardowa, taśmowa, ojcowsko-synowska, Amber Gold, wywołują upadki rządów. W Polsce jest inaczej, gdyż nasi krajanie są  „z kosmosu”. Czy scenę polityczną da się „odbetonować”?  Najpierw musimy ponownie  nauczyć się czytania i pisania, a następnie zmienić swoją postawę wobec wariactwa. Wszystkim psychiatrom politycznym trzeba powiedzieć: dziękujemy. Na koniec, pozostaje praca u podstaw – zarażanie kosmitów wirusem czytania.

W normalnym, demokratycznym państwie takie afery, jak:  hazardowa, taśmowa, ojcowsko-synowska, Amber Gold, wywołują upadki rządów nawet wówczas, gdy sytuacja gospodarcza nie zwiastuje nadchodzących, czarnych chmur. W Polsce jest inaczej. Wyceny akcji na giełdzie w Warszawie pikują w dół; spółki budowlane bankrutują; niektóre fundusze inwestycyjne tracą płynność; fundusze emerytalne nie dają  satysfakcjonującego zwrotu z kapitału emerytalnego; ekonomiści „kasandrycznie przepowiadają”, iż nadchodzą ciężkie czasy; opozycja nawołuje Tuska do podania się do dymisji; kandydat na przyszłego premiera jest już wybrany (prof. Kleiber); media coraz częściej publikują wypowiedzi autorytetów (filozofów), którzy wyrażają zniechęcenie do rządów Platformy ( Agata Bielik-Robson, Jan Hartman) – na tym tle sondaże pokazują liczby wskazujące, że obecna partia rządząca wygrałaby wybory, mimo wylewanych na nią  kubłów brudnej wody.

Patrząc na nasz kraj z punktu widzenia rozmaitych socjologicznych i teorio-komunikacyjnych koncepcji, powinniśmy stwierdzić, że nasi krajanie są  „z kosmosu”; stanowią  naukową fluktuację.  Polacy nie są ludźmi, gdyż żaden reprezentant Homo Sapiens nie byłby w stanie tak profesjonalnie zabetonować sceny politycznej!!!   Wyjaśnienie tego fenomenu  musi więc być równie kosmiczne, jak kosmiczny jest elektorat kosmitów.

Każdy sondaż wyborczy stanowi symulację wyborów. Respondent zapytany o swoje preferencje polityczne, odpowiada udając, że wrzuca kartę do głosowania do urny. Wpływ na naszą decyzję wyborczą,  nawet na tę symulowaną,  mają następujące determinanty:  (a) akceptacja partii, jej programu oraz bohaterów politycznych; (b) lęk przed zwycięstwem partii nieznanej. Pierwszy czynnik motywuje nas do pozytywnego oraz konstruktywnego afirmowania wybieranej partii. Ten aspekt zjawiska wyborczego jest dla wygranych wyborców radosny i przyjemny, gdyż   niesie nadzieję  „na lepsze jutro”, na przykład -  na zakup szklarni (jak w starym skeczu Zenona Laskowika) lub na wzięcie legalnego, gejowskiego ślubu. Drugi czynnik działa inaczej. Straszy!!!! Głosujemy na daną partię   - choć jej nie lubimy, choć uważamy, że jest siedliskiem złodziei, lumpeninteligentów i kobiet „kręcących oraz <<robiących>>  lody” –  zgodnie ze starym,  politycznym powiedzeniem: lepsza kurew (jako polityka) znana, niż nieznana. Ten lękowy czynnik wyborczy przestrzega nas przed wybraniem nowości politycznej; nowa panienka na osiedlowym  dołku może zawsze wywołać „pandemię francy”. Dlatego wolimy podstarzałą, pomarszczoną, zniszczoną, z nadwagą, dobrze znaną nam Luśkę-Kosmitkę,  ćmę barową.

Posługując się metaforą zaczerpniętą z fizyki, można nasze decyzje wyborcze tłumaczyć tak oto: Są dwa wektory nastroju politycznego: jeden wektor wskazuje na konstruktywny optymizm (wówczas pragniemy zmian na lepsze), zaś drugi – na lękowy pesymizm (wówczas pragniemy utrzymania status quo). Decyzja wyborcza jest wypadkową tych dwóch wektorów nastroju politycznego: optymizmu względem przyszłości i lęku przed nowością. W normalnych, demokratycznych krajach obie siły nastrojów, które motywują nas do politycznego działania,   są zrównoważone, a nawet w niektórych wypadkach siła optymizmu przeważa nad siłą lękowego pesymizmu.  Oznacza to, że w takich standardowych, nie-kosmicznych sytuacjach wyborczych, elektorat wrzucając swoje  głosy do urn, kieruje się programami partii, ewaluacjami bohaterów politycznych (pod różnymi względami) czy w końcu oceną ich dotychczasowych wyników rządzenia. Jeśli partia nie sprawdza się, jej politycy wikłają się w afery (finansowe, seksualne czy kryminalne), elektorat mówi: Panom już dziękujemy i do stołu  zaprasza nową ekipę ministrów. Dominacja determinanty optymistycznej nad lękowo-pesymistyczną na scenie powoduje to, że gra polityczna jest labilna, kreatywna i  z niespodziankami. Aktorzy ze słabą dykcją otrzymują gwizdy; są wytupywani. Ci zaś, którzy jako tako są w stanie nauczyć się roli, muszą pomiędzy sobą konkurować o względy publiczności – w recytacjach, w fikołkach i szpagatach czy też w operowych ariach. Aplauz otrzymują ci, którzy trafiają w gusta i poczucie smaku audytorium politycznego. Dlatego też zawsze możliwe są niespodzianki, gdyż gust oraz smak są subiektywne i zmienne.

Gabinet Tuska nie nauczył się swojej roli w teatrze politycznym; ministrowie kaleczą wymowę, a ich wygibasy na scenie przypominają brzuchatych, „naprutych winem” satyrów (oczywiście nie tych, którzy według znanej artystki są autorami Biblii). Choć nasza publiczność nie bije im braw, to jednak spogląda na spektakl. Zasypia  natomiast wówczas,  kiedy jakiś inny aktor próbuje wystawić jakąś nową sztukę. Często gwiżdże, bojąc się nowej sztuki.  Krajową sceną polityczną rządzi pesymistyczno-lękowa determinanta decyzji wyborczych.

Dlaczego obywatele naszego kraju kierują się przy demokratycznym  wyborze swojego parlamentu czynnikiem wyboru mniejszego zła? Jest to poważne pytanie i udzielenie na nie odpowiedzi wymaga analizy rynku idei. Wektor optymistycznego  nastroju politycznego oddziałuje tylko wówczas, gdy rozwijane są tekstowe nośniki naszych myśli. Widz spoglądający na polityczny teatr, aby móc  przetwarzać polityczne idee w swojej głowie, musi w pierwszym rzędzie być nastawiony na odbiór politycznej narracji. Zastanawiamy się nad naszymi preferencjami wyborczymi pod warunkiem, że porównujemy programy  partii i wypowiedzi aktorów  politycznych. Wymaga to jednak umiejętności czytania i słuchania. W Polsce niestety wskaźnik funkcjonalnego analfabetyzmu jest porażający; większość elektoratu nie jest w stanie przeczytać nieco trudniejszego tekstu, na przykład,  na temat wolności i nepotyzmu. To zaś  prowadzi do uruchomienia „nadzwyczaj kosmicznych” mechanizmów selekcji i promocji politycznych aktorów w obrębie instytucji partyjnych. Skoro profesjonalni „producenci” tekstów politycznych (publicyści, intelektualiści, filozofowie, pisarze, mędrcy, itd.) są nieskuteczni (bo widzowie nie umieją czytać), to partiom potrzebni są na pierwszym planie sceny tacy politycy, którzy przede wszystkim „świetnie wypadają w radio i telewizji oraz na ambonach wiecowych w Częstochowie”,  którzy potrafią uścisnąć dłoń powodzianom, zatańczyć disco-polo czy  wziąć udział w zawodach strażackich. Są to aktorzy, którzy nie muszą wypowiadać żadnej trudnej językowo kwestii; oni w politykę grają inaczej - swoim językiem ciała i gadżetami (krucyfiksem, sztandarami, a nawet sztucznymi penisami). Liderami partii politycznych dlatego okazują się  ci politycy, którzy również, jak większość elektoratu,   nie umieją „płynnie przeczytać” ze zrozumieniem  trudniejszego tekstu. Wywołuje to kosmiczne efekty – w parlamencie głównie zasiadają kosmici.

Ponieważ nasze preferencje wyborcze są regulowane, przede wszystkim, przez zasadę mniejszego zła, elektorat wsłuchuje się w szczególny rodzaj mowy politycznej – w „diagnozy psychiatryczne”. Oczekujemy od mediów i innych polityków na wskazanie nam na szaleńców, opętanych, wariatów, klaunów, pajaców, „pedałów”, transwestytów i innych przykładów politycznej diagnozy psychiatrycznej. Przy czym każda nowa postać pojawiająca się na rynku politycznym jest niemal zawsze diagnozowana jako przypadek którejś z niebezpiecznych dewiacji  – Lepper (odchylenia seksualne) i Palikot (niedojrzały Stańczyk). W kościołach wskazuje się na takie odchylenia psychiczne, jak: liberalizm, ateizm, homoseksualizm.  W mediach lewicowych, za najpoważniejszą jednostkę patologiczną uważa się wyścig szczurów, zaś japiszon jest traktowany jako standardowy przykład odchylenia od normy społecznej. W Platformie mówi się o nacjonalistycznych, faszystowskich oszołomach ziejących nienawiścią do wolności słowa, a na  salonach racjonalistów – o  moherowej ciemnocie religijnej. Ksiądz Natanek wraz z Rydzykiem uprawiają zaś psychiatrię teologiczną. Efektem jest to, że wszyscy o wszystkich mówią: Wariat i zboczeniec.

Ponieważ wariaci rządzą wariatami, więc zanikająca potrzeba czytania i pisania traktatów polityczno-filozoficznych, kreuje polowania na wariatów. Kosmiczny elektorat przyzwyczaiwszy się familiarnie do znanych wariatów,  lękając się nieznanego wariactwa, sprawnie odstrzeliwuje - jak na Planecie Małp -  piszących i czytających ludzi.

Czy scenę polityczną da się „odbetonować”?  Najpierw musimy ponownie  nauczyć się czytania i pisania, a następnie zmienić swoją postawę wobec wariactwa. Wszystkim psychiatrom politycznym trzeba powiedzieć: dziękujemy. Następnie „pouczmy się”, poczytajmy najrozmaitsze traktaty i powieści pisane przez ludzi (Russell, Wittgenstein, Tarski, Woleński, Dawkins, Eco, Makuszyński, Gombrowicz, Miłosz, Twain) i na tym tle próbujmy ocenić mowę naszych rodzimych kosmitów. Na koniec, pozostaje praca u podstaw – zarażanie kosmitów wirusem czytania.  Będzie to jednak pewien rodzaj zoofilii, ale w dobrej wierze. „Odbetonowanie” sceny politycznej wymaga bowiem uczłowieczenia kosmitów.

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

http://www.facebook.com/pages/Fan-Klub-Krysztofiaka/397324376997122