Follow by Email

niedziela, 1 lutego 2015

PLATFORMA OBYWATELSKA WYSTRASZYŁA SIĘ FRANKOWICZÓW. BANKIERZY ZACZYNAJĄ „ROBIĆ W PORTKI”. SYRIZA STRASZY !!!


Zwycięstwo Syrizy w wyborach parlamentarnych  w Grecji stanowi pierwszy zwiastun protestu mieszkańców Europy przeciwko obecnemu systemowi bankowemu zachodniego świata. Grecy nie chcą spłacać kredytów swojego państwa, gdyż uważają, że nie są oni wyłącznie odpowiedzialni za jego wysokość. Symetryczną odpowiedzialność powinny ponosić banki, które skupowały greckie obligacje. Na wniosek rządu, Związek Banków Polskich zobowiązał krajowe banki do podjęcia procedur zmniejszających obciążenia ratalne frankowych kredytobiorców.  Reakcja rządu i bankowców jest nader szybka. Nie dziwi to, gdyż frankowi kredytobiorcy to prawie w 70% elektorat polityczny Platformy Obywatelskiej, obejmujący łącznie z rodzinami około  miliona głosujących na tę partię (czyli około jedna trzecia wyborców PO). Rozwiązania, jakie rząd oraz finansjera proponują, są wyłącznie kosmetyczne. Nie sprowadzają się one do oddłużenia kredytobiorców, lecz do wydłużenia okresu spłaty kredytów. System finansowy, który obowiązuje w całej Europie, jest pod względem ryzyka inwestycyjnego całkowicie anty-symetryczny. Banki nie ryzykują, udzielając kredytu. Ryzyko ponosi wyłącznie konsument. Skoro Europejski Bank Centralny zamierza w najbliższym roku drukować euro, to dlaczego nie użyć tej waluty do oddłużenia konsumentów w bankach? Można bowiem wdrożyć taki program, że  ta sama kasa oddłuża dwa razy: konsumenta i bank, w którym konsument ma dług. Cóż z tego, że banki zostaną dokapitalizowane, jak nie przybędzie – z powodu długów – chętnych na kredyt? Europą rządzą głupcy. Miejmy nadzieję, że w najbliższych wyborach w większości państw Unii Europejskiej, wyborcy  pokażą czerwoną kartkę tym politycznym głupcom. W Polsce powstaje, powoli i w bólach, nowa siła polityczna Ruch Racjonalny, której program ekonomiczny ogniskuje się na  postulacie uwolnienia obywateli od anty-wartości dodanej dławiącej ich konsumpcję.






Tydzień temu Europejski Bank Centralny ogłosił wdrożenie strategicznego projektu „ilościowego luzowania”. Zamierza w ciągu półtora roku wprowadzić do systemu bankowego Strefy Euro ponad 1000 miliardów euro. Kurs europejskiej waluty zareagował na rynkach finansowych kontrariańsko. Euro zamiast osłabiać  się w stosunku do dolara, zaczęło wzmacniać się. Co więcej, w stosunku do franka szwajcarskiego w ciągu ostatniego tygodnia kurs euro wzrósł o ponad 6%. Wygrana Syrizy w greckich wyborach, która kontestuje konieczność spłaty  długu tego państwa, również nie zachwiała kursem euro. Co się dzieje? Dlaczego giełdy walutowe zachowują się niezgodnie z podręcznikowymi zasadami ekonomii rynkowej?

Na świecie kurs franka spada w stosunku do euro i dolara

W Polsce od tygodnia, po skoku z 3.55 do 4.30 kurs franka spada. Obecnie wynosi około 4.00 - 4.05 złotych. Spadek o 30 groszy jest głównie efektem procesu osłabiania się szwajcarskiej waluty w stosunku do euro i pozostałych walut europejskich, choć w ostatnim tygodniu złotówka nabrała również wartości względem europejskiego pieniądza. Dlaczego  na całym globie dochodzi do wyprzedaży helweckiej waluty? Dlatego, że dolar amerykański wzmocnił się w ostatnim tygodniu w stosunku do franka o około 10%, silniej niż pozostałe waluty, a w szczególności euro. Co więcej, skala wzmocnienia się USD w stosunku do euro w okresie ostatniego tygodnia wynosi tylko 2%. Co to wszystko oznacza?


Frank był zawsze postrzegany jako najtwardsza waluta, czyli taka, która stanowiła „bezpieczną przystań” dla graczy finansowych. Fundusze lokowały na niej swoje nadwyżki finansowe na tak zwaną „czarną godzinę”. Po szoku związanym z uwolnieniem kursu tej waluty oraz po decyzji ECB, inwestorzy postanowili przewartościować swoje spojrzenie na franka. Twardą walutą w okresie najbliższego roku lub dwóch ma stać się dolar amerykański. Szefowa FED Janet Yellen oznajmiła, że stan amerykańskiej gospodarki poprawia się oraz że FED   małymi krokami wygasza swój program „ilościowego luzowania” – zmniejsza  swoją aktywność na rynku skupu aktywów do 45 miliardów dolarów miesięcznie. Tygodniowe osłabienie się franka w stosunku do większości walut światowych należy więc traktować jako efekt zmiany modelów inwestowania w grach giełdowych większości funduszy inwestycyjnych. Na rynkach  następuje proces częściowego „wychodzenia z inwestycji we franka” i przewalutowywanie inwestycji frankowych na dolarowe (przy jednoczesnym  procesie realizacji zysków z jednorazowego wystrzału kursu franka). Jak długo potrwa ten proces? Prawdopodobnie do połowy lutego; do momentu rozpoczęcia procesu skupu  aktywów bankowych w Europie  przez ECB. 

„Frankowicze” w Polsce

Na wniosek rządu, Związek Banków Polskich zobowiązał krajowe banki do podjęcia procedur zmniejszających obciążenia ratalne frankowych kredytobiorców.  Reakcja rządu i bankowców jest nader szybka. Nie dziwi to, gdyż frankowi kredytobiorcy to prawie w 70% elektorat polityczny Platformy Obywatelskiej, obejmujący łącznie z rodzinami około  miliona głosujących na tę partię (czyli około jedna trzecia wyborców PO). http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/czy-frank-osiagnie-wartosc-5-zotych-w.html 


Rozwiązania, jakie rząd oraz finansjera proponują, są wyłącznie kosmetyczne. Nie sprowadzają się one do oddłużenia kredytobiorców, lecz do wydłużenia okresu spłaty kredytów. Jedynym, zaproponowanym, pozytywnym rozwiązaniem jest możliwość bezprowizyjnego przewalutowania frankowych kredytów. Być może, kurs franka spadnie poniżej 4 złotych do poziomu 3.90. Nie jest wykluczone, że NBP „wspomoże” proces osłabiania się franka w stosunku do złotówki tak, aby „frankowicze” mieli okazję wyjścia ze swoich inwestycji z minimalnymi stratami. 
Równocześnie rząd rozpoczął za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów ataki na frankowych kredytobiorców. Wicepremier Siemoniak nawoływał, na łamach „Gazety Wyborczej”,  podobnie jak Słońce Karpat, Ceausescu, do „plucia krwią” przy spłacaniu swojego długu kilkaset tysięcy franków szwajcarskich. Chwalił się, że nie zamierza złorzeczyć na wzrost jego kursu.

Istota problemu „frankowiczów”


Nagły skok kursu franka szwajcarskiego odsłonił w Polsce niesprawiedliwy mechanizm funkcjonowania sektora bankowego w całej Europie. System  finansowy jest nastawiony wyłącznie na „łupienie” konsumentów kredytów, aby maksymalizować  zysk klasy społecznej bankierów.

W wyniku skokowego wzrostu kursu franka, wartości kredytów hipotecznych zaciągniętych  na budowę lub zakup domu zaczęły w wielu wypadkach przekraczać wartości kredytowanych nieruchomości. Z punktu widzenia prawa, nieruchomości obciążone hipoteką są  w pewnym sensie również własnością banku, który ma prawo ją zająć, jeśli kredyt nie jest spłacany terminowo. Mieszkanie lub dom jest współwłasnością banku do dnia ostatniej raty kredytu hipotecznego. Skoro więc w ciągu jednego dnia wartość kredytu hipotecznego podnosi się tak, że zaczyna przekraczać wartość kredytowanej nieruchomości, to dlaczego wyłącznie kredytobiorca jest odpowiedzialny za spłatę nagłego wzrostu wartości kredytu hipotecznego ponad wartość nieruchomości?

System finansowy, który obowiązuje w całej Europie, jest pod względem ryzyka inwestycyjnego całkowicie anty-symetryczny. Banki nie ryzykują, udzielając kredytu. Ryzyko ponosi wyłącznie konsument.


Konstytucja RP i kłopoty „frankowiczów”

Nasza obecna Konstytucja jest nader postępowa, gdyż  umożliwia kredytobiorcom zaskarżenie praktyk bankowych dotyczących kredytów hipotecznych w walucie szwajcarskiej. Art. 32, p.2 Konstytucji RP mówi: Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.   Artykuł ten narzuca na partnerów obrotu gospodarczego  zasadę równości wobec prawa. Z tego punktu widzenia, transakcje gospodarcze muszą być przeprowadzane zgodnie z zasadą równości stron. Art. 20 Konstytucji dookreśla to, jakie cechy powinien manifestować obrót gospodarczy w naszym państwie:

Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Ponadto, art. 76 narzuca na państwo obowiązek ochrony konsumentów przed praktykami zagrażającymi ich bezpieczeństwu,  w tym – ekonomicznemu:

Władze publiczne chronią konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Zakres tej ochrony określa ustawa.

Oznacza to, że praktyki gospodarcze, w szczególności obrót gospodarczy, nie może sprzeniewierzać się interesowi publicznemu czyli zagrażać bezpieczeństwu ekonomicznemu obywateli.   Łatwo można zaś wykazać, że umowy kredytowe we frankach szwajcarskich, zawierane przez banki z konsumentami, zagrażały bezpieczeństwu grupowemu konsumentów.  

Dlaczego bankierzy zaczęli „robić w  portki”?

W wypadku kredytów w walucie szwajcarskiej, całkowita cena produktu nie została ustalona przed zawarciem transakcji. Ceny kredytów są zmienne, gdyż takimi są stopy procentowe, a one nie dadzą się przewidzieć, gdyż banki centralne, ustanawiające rynkowe stopy procentowe, są autonomiczne na gruncie europejskiego prawa. W wypadku „szwajcarskich kredytów” zmienność ta jest jeszcze potęgowana ryzykiem kursowym. Umowy banków z konsumentami przerzucały całkowite ryzyko ceny kredytu na konsumenta. Dlatego też kredytobiorca mógł  zyskiwać na kredycie, kiedy złotówka się wzmacniała oraz tracić, kiedy złotówka osłabiała się w stosunku do franka. Frankowe kredyty miały więc charakter dwustronnych umów inwestycyjnych podejmowanych przez bank i jego klienta.  Ich konstrukcja zabezpieczała jednak w każdej z dwóch sytuacji zysk banku. Art. 20 naszej Konstytucji wprowadza jednak zasadę solidarności w przedsięwzięciach gospodarczych. Oznacza to, że obie strony transakcji inwestycyjnej są solidarne zarówno w zakresie uzyskiwanych zysków jak i ponoszonych strat.

Konstytucja RP nakazuje więc bankom partycypację w  stratach na kredytach frankowych, wynikłych z powodu nadzwyczajnego osłabienia się złotówki w stosunku do franka na rynku finansowym.  Bankierzy doskonale to rozumieją i boją się kredytobiorców, gdyż ich akcja może całkowicie „wywrócić do góry nogami” system finansowy Europy, który bankom nadaje dominującą pozycję w stosunku do konsumentów, klientów i indywidualnych uczestników rynku finansowego.

Jeśli Sąd przyzna rację „frankowiczom” w Polsce, to wówczas większość funduszy inwestycyjnych będzie musiało  również zmienić swoją „banksterską” kulturę funkcjonowania na rynku.  W razie strat z działalności w grze na rynkach finansowych, będą musiały solidarnie ze swoimi klientami je ponosić. Może to oznaczać przymus rezygnacji z prowizji z tytułu ponoszonych strat z gry rynkowej. W większości przypadków, fundusze inwestycyjne, niezależnie od tego czy generują zyski czy straty, pobierają od swoich klientów prowizję  ze sprzedaży jednostek uczestnictwa. Tak działają Otwarte Fundusze Emerytalne.

Syriza również straszy „banksterów”

Zwycięstwo Syrizy w wyborach parlamentarnych  w Grecji stanowi pierwszy zwiastun protestu mieszkańców Europy przeciwko  obecnemu systemowi bankowemu zachodniego świata. Grecy nie chcą spłacać kredytów swojego państwa, gdyż uważają, że nie są oni wyłącznie odpowiedzialni za jego wysokość. Symetryczną odpowiedzialność powinny ponosić banki, które skupowały greckie obligacje. Aby spłacać odsetki, rząd grecki musi sprzedawać swoje obligacje często  z rentownością powyżej 10%. Powoduje to nawet stuprocentowy wzrost zobowiązań odsetkowych Greków.

Syriza domaga się rewolucji w  światowych regulacjach rynku obligacji rządowych. Skoro rentowności obligacji wzrastają do 15%,  a pierwotne zobowiązania odsetkowe wynoszą 5%, to dlaczego rządy państw, aby wywiązać się z długu odsetkowego, muszą dwa razy drożej kupować na rynku   kredyt na spłatę wcześniejszego kredytu? Taki mechanizm zniszczy gospodarkę każdego kraju tak, jak obecna sytuacja na rynku franka niszczy gospodarstwa domowe kredytobiorców. To ta sama sytuacja, tylko że w innej skali finansowej.


Sprzedaż obligacji dowolnego podmiotu powinna być symetrycznie zabezpieczona. Jeśli rynkowe rentowności wzrastają powyżej 30%, to  kredytodawcy powinni  proporcjonalnie rezygnować z określonej części odsetek. Jeśli muszę oddać 5% ratę i aby to uczynić muszę kupić pieniądze po 10%, to mój kredytodawca powinien zrezygnować  z 70% raty odsetkowej. Skoro bank  sprzedaje kredyt, musi liczyć się z tym, że może na nim stracić. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/zwyciestwo-syrizy-w-greckich-wyborach.html    

Światowy system finansowy do generalnego remontu

Amerykanie wpompowali w swoją gospodarkę ponad dwa tysiące  miliardów dolarów. Skutki tego zabiegu są marne. Dlaczego? Bo zamiast oddłużać obywateli, oddłużono bankierów. W ostatecznym rozrachunku, wartość dodana miałaby być generowana przez konsumpcję. Niestety, jeśli obywatele są po uszy zadłużeni, to nie pójdą na piwo, nie kupią sobie nowych ciuchów, a dzieci nie wyślą na wakacje na Hawaje. Cóż z tego, że oddłużono w znacznym stopniu  banki, skoro w portfelach obywateli z Nowego Yorku jest nadal pusto.

Tysiące miliardów dolarów drukowanych przez FED prze ostatnie 5 lat, zostało przeznaczone na podniesienie kursów akcji na Wall Street. Zadłużony obywatel nie weźmie nowego kredytu, bo nie spłacił jescze starego.  Dlatego też banki przestały zarabiać na sprzedaży pieniądza. Ich zyski są generowane papierowo niemal wyłącznie  w wyniku handlu akcjami, derywatami, obligacjami pomiędzy sobą.  Kiedy FED zakończy proces „ilościowego luzowania” wielcy gracze giełdowi będą mieli problem z utrzymaniem obecnych wycen na wszystkich światowych giełdach. ECB drukując euro, z pewnością przedłuży ten okres agonii „chorego kapitalizmu”.

Współczesna teoria ekonomiczna  spoczywa na kardynalnym błędzie tkwiącym w paradygmacie wartości dodanej. Nadszedł czas, aby zmienić dominujący paradygmat rozumienia zjawisk ekonomicznych. Procesy gospodarcze generują nie tylko wartość dodaną, lecz również - anty-wartość dodaną, która głównie  przejawia się w długu. Potrzebujemy polityki gospodarczej, która będzie minimalizowała procesy powiększania się anty-wartości dodanej. Obok PKB gospodarka generuje jeszcze anty-PKB, który blokuje konsumpcję indywidualną.

Skoro Europejski Bank Centralny zamierza w najbliższym roku drukować euro, to dlaczego nie użyć tej waluty do oddłużenia konsumentów w bankach? Można bowiem wdrożyć taki program, że  ta sama kasa oddłuża dwa razy: konsumenta i bank, w którym konsument ma dług. Cóż z tego, że banki zostaną dokapitalizowane, jak nie przybędzie – z powodu długów – chętnych na kredyt?

Puenta

Europą rządzą głupcy. Miejmy nadzieję, że w najbliższych wyborach w większości państw Unii Europejskiej, wyborcy  pokażą czerwoną kartkę tym politycznym głupcom. W Polsce powstaje, powoli i w bólach, nowa siła polityczna Ruch Racjonalny, której program ekonomiczny ogniskuje się na  postulacie uwolnienia obywateli od anty-wartości dodanej dławiącej ich konsumpcję. https://www.facebook.com/groups/1531431233805463/  http://ruch.racjonalny.org.pl/cele-szczeg%C3%B3%C5%82owe-ruchu-racjonalnego

Profesorowie ekonomii powinni zaś w najbliższym czasie zająć się wypracowaniem nowych równań, lepiej opisujących mechanizmy gospodarcze. Nie tylko bowiem produkujemy dobra i usługi, ale również produkujemy anty-dobra i anty-usługi. Często wartość zużycia dóbr i usług w celu wytworzenia anty-dobra i anty-usługi jest wyższa od wartości zużycia dóbr i usług koniecznych do wyprodukowania innych dóbr i usług. Człowiek nie żyje samymi wartościami, lecz również anty-wartościami (np. długiem).  Aby w grze na kontraktach terminowych bank mógł wygrać, inni muszą przegrać. Zysk z inwestycji generuje anty-wartość (np. dług). Potrzebujemy takiej polityki banków centralnych, które eliminują anty-wartość dodaną. 

Zadanie domowe dla Balcerowicza i Belki

Na rynku danego systemu działa 10 banków: A1,…, A10 oraz konsument K. Bank A1 pożycza 10 złotych od NBP, zaś bank A2 tę samą kwotę od A1, bank A3 również pożycza  10 złotych, ale od A2, itd. tak, że bank A10 pożycza 10 złotych od A9. Bank A 10 następnie kredytuje kwotą 10 złotych konsumenta K, który ją przepija. Konsument nie jest w stanie oddać swojego długu. Jaką całkowitą stratę (anty-wartość dodaną) generuje rynek na mocy wprowadzenia – przez NBP -  do obrotu rynkowego 10 złotych? 

Wyobraźcie sobie, że ECB wprowadza do obrotu rynkowego 1000 miliardów dolarów. Załóżmy, że 5% tej kwoty „zostanie przepite”. Dodatkowo, załóżmy dla uproszczenia, że długość średniego łańcucha kredytowego wynosi trzy podmioty gospodarcze: bank – bank – konsument. Jaką stratę (anty-wartość dodaną) mierzoną wartością eurowaluty rynek odnotuje? Co się stanie jeśli średnia długość łańcucha transakcyjnego wzrośnie o 100%?
          
***


http://ruch.racjonalny.org.pl/

https://www.facebook.com/ruch.racjonalny

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2