Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seks. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

KOBIETA I MĘŻCZYZNA PODCZAS WAKACJI

TEKST  Z  DNIA  20.07.2013  ROKU
Jeśli facet zdaje egzamin (ale to rzadko zdarza się), kobieta stawia „poprzeczkę rozpalania zmysłów coraz wyżej”: dąży do teatralizacji scenerii seksualnej. Dla oszałamiających ją orgazmów potrzebuje teatru. Poszukujące intelektualistki mogą uwielbiać sceny  o turpistycznym kodzie kulturowym. Rekwizyt zacisza domowej sypialni jawi się im jako profanacja seksu. Andżelina z Czarnkowa może preferować sceny bardziej rustykalne: stogi siana, rowy melioracyjne lub poniemieckie bunkry ukryte w mrocznych lasach. Dla Carli Bruni, satysfakcjonującą ją scenerią przeżycia seksualnego   stanowić mogłyby przestronne, barokowe toalety Wersalu.
Na plaży podczas upalnych wakacji, leniwie nudząc się pod „słoneczną lampą”, często obserwujemy kobiety oraz mężczyzn. Niekiedy intencje tych obserwacji są grzeszne, a ich treścią  jest zwykle „zmysłowy obraz”. Na plażach cywilizowanej Europy, kobiety występują w strojach toples, prezentując nam – w sposób o wiele bardziej zdecydowany niż Agnieszka Radwańska - piękno swojego, opalonego ciała. Choć  każda przedstawicielka płci pięknej jest inna w swej indywidualności, to jednak można wyróżnić wiele ich typów. Dzisiaj opowiem Wam o kobiecie poszukującej.
Kobieta poszukująca - definicja
Poszukiwanie (przez duże „P”) jest aktywnością ludzką kierowaną ambicją realizacji osobliwej wartości, czyli takiej, której dotychczas nikt jeszcze nie osiągnął w naszym subiektywnym świecie życia. Wieńcząc nasze poszukiwania sukcesem, osiągamy społeczną satysfakcję: mam coś, czego wy nie macie.
Kobieta poszukująca próbuje się dowartościować społecznie poprzez zdobycie mężczyzny, który uosabia osobliwe wartości. W ten sposób odróżnia się od innych kobiet istniejących w jej subiektywnym świecie. Jeśli zakochuje się w poszukiwanym mężczyźnie, to nie dla niego samego, ale z uwagi na to, jakie wartości kochanek ucieleśnia w sobie. Oczywiście, to ona poprzez swoje czynności interpretacyjne wszczepia te osobliwe wartości w ciało i osobowość kochanka. Kobieta poszukująca jest więc „hermeneutyczna” – przeżywa intymną przestrzeń swojego świata poprzez intertekstualne odniesienia do osiągalnych dla niej światów w taki sposób, aby uczynić swoją intymność, wyznaczoną poprzez relacje płci,  wypełnioną osobliwymi, indywidualnymi, odrębnymi, niespotykanymi treściami. Kobieta poszukująca żywi się więc w swojej prywatności interpretacją  nastawioną na doświadczenie „niespotykanej osobliwości”. Odczucie, doznanie czy przeżycie tej wartości wyzwala w niej „furię szczęścia”. W seksie, czyli w sferze najbardziej intymnej, przejawia się to w „rozkosznym, trudnym do okiełznania  szaleństwie”, jak na obrazie Podkowińskiego.  Kobieta poszukująca kolekcjonuje „niesamowite orgazmy” często w osobliwych, niespotykanych, a nawet szokujących sceneriach.
Kobieta poszukująca na plaży
Niektóre kobiety wygrzewając się na gorącym, złocistym piasku lub miękkiej, zielonej, pachnącej trawie zachowują się nietypowo. Wyobraźcie sobie, leżącą na macie czterdziestolatkę, wzrostu 170 centymetrów, z głęboką talią eksponującą zaokrągloną jędrnością pupę,  wypełnionymi udami i wyrzeźbionymi łydkami, opaloną subtelnym brązem, z rozpierzchłymi blond włosami o platynowym odcieniu, z rozpiętym stanikiem czytającą Traktat logiczno-filozoficzny WittgensteinaOd czasu do czasu zamienia swoją pozycję leżenia na pozycję siedzącej obserwatorki w ciemnych okularach, nie zważając na to, że  swoim kocim ruchem odsłania swoje oliwkowe piersi. Przez chwilę lustruje otoczenie, aby po kilku minutach znowu zatopić się w lekturze Wittgensteina.
Na plaży kobieta poszukująca używa rekwizytów, które służą, jak magnes,  do zwrócenia na nią uwagi.  W zależności od typu osobliwych wartości, na których realizację jest nastawiona, rekwizyty zmieniają się. Dla Carli Bruni ( żony byłego prezydenta Francji Sarkozy’ego), Krytyka czystego rozumu Kanta  nie stanowiłaby rekwizytu; w swoich poszukiwaniach użyłaby na plaży szokującego kostiumu kąpielowego, uchylającego rąbek tajemnicy jej wydepilowanego łona i kształtnych sutków.  Dla poszukującej dziewczyny z  Czarnkowa, rekwizytem łowieckim mógłby być wypasiony skuter i subtelny tatuaż rozciągający się na jej ciele od pępka do „krainy rozkoszy zmysłowej”. Wyobraźcie sobie Andżelinę dosiadającą -  w stringach i toplesie (z czarnymi goglami na oczach obowiązkowo) - Harleya lśniącego w blasku słońca.
Kiedy kobieta poszukująca namierzy obiekt polowania, natarczywie dąży do spotkania wzrokowego z „interpretowanym kandydatem na kochanka”.  Próbuje go uzależnić od patrzenia i natarczywego zerkania na jej ciało. Gdy uzależnienie osiąga „wzrokowe apogeum” nie do wytrzymania, rozpoczyna się natarcie. Kobieta poszukująca wstaje z maty, ukazując swoje ciało, z którego jest dumna. Atak celujący w „przygwożdżenie  wyinterpretowanego kochanka”  może przyjąć rozmaite formy interakcji. Najlepsze i najbardziej skuteczne, bo testujące „męską ofiarę”, jest zapytanie o godzinę lub o ogień. Jeśli nie następuje dalsza  konwersacja inspirowana jej ustami, oznacza to, że proces interpretacji został przetestowany negatywnie: facet jest fatalny (choć wzrokowo „robił niezłe wrażenie”). W wypadku utrzymania się rozmowy około 5 minut, ona jest gotowa zaszokować swojego wybrańca. Szok ma spełniać funkcję katharsis; mężczyzna bowiem doszedł do stanu nieznośnego uzależnienia się od spoglądania na kobietę poszukującą. Szok ma go ośmielić w kontrakcji ujawniania siebie jako ucieleśnienia  osobliwej i niespotykanej wartości. Następuje faza burzy hermeneutycznej – umysły obu stron rozmaitymi technikami interpretacyjnymi tworzą sobie wizję drugiej osoby.
Romans z kobietą poszukującą
Kobieta poszukująca na ogół nie próżnuje w testowaniu swojego wybrańca. Mężczyzna musi przejść na początek test sprawności seksualnej. Ponieważ kobieta poszukująca oczekuje wiele, wybrany facet zwykle oblewa swój egzamin, po którym nie następuje poprawka. Kobieta znowu zaczyna swoje  poszukiwania. Jeśli facet zdaje egzamin (ale to rzadko zdarza się), kobieta stawia „poprzeczkę rozpalania zmysłów coraz wyżej”: dąży do teatralizacji scenerii seksualnej. Dla oszałamiających ją orgazmów potrzebuje teatru. Poszukujące intelektualistki mogą uwielbiać sceny  o turpistycznym kodzie kulturowym. Rekwizyt zacisza domowej sypialni jawi się im jako profanacja seksu. Andżelina z Czarnkowa może preferować sceny bardziej rustykalne: stogi siana, rowy melioracyjne lub poniemieckie bunkry ukryte w mrocznych lasach. Dla Carli Bruni, satysfakcjonującą ją scenerią przeżycia seksualnego   stanowić mogłyby przestronne, barokowe toalety Wersalu. Proces uzmienniania kulturowego kodu scenerii erotycznej trwa aż do fazy znudzenia, w której następuje rozpad związku pomiędzy kobietą poszukującą a jej partnerem.
Jak nie zanudzić kobiety poszukującej?
Rola mężczyzny w związku z kobietą poszukującą jest nadzwyczaj trudna. Musi permanentnie podtrzymywać jej zabiegi interpretacyjne, poprzez które jest ujmowany jako uosabiający niespotykane w jej świecie wartości oraz sprostać jej postawie kolekcjonowania oszałamiających orgazmów. Facet musi więc grać w dwóch przedstawieniach o przeciwstawnej dynamice scenariusza teatralnego. Z jednej strony musi podtrzymywać stabilność interpretacji siebie jako uosobienia, niemal boskiego, wartości, które kobieta poszukująca w nim widzi i z drugiej zaś strony musi nieustannie uzmienniać rekwizyty i scenografię „sztuki kochania”. Te dwa procesy odgrywania ról życiowych wywołują w nim napięcia. Zwykle mężczyźni tego nie wytrzymują; kobiety przeżywają rozczarowanie, które może nawet kulminować depresją zmieniającą ich typ osobowy.
Jeśli partnerem kobiety poszukującej jest tak zwany silny, kreatywny mężczyzna, to w fazie zwiastującej seksualne znudzenie podejmuje się misji zdominowania swojej kobiety. Następuje walka płci, którą kobieta zwykle przegrywa. Facet stając się samcem alfa, przekształca kobietę poszukującą w swoją niewolnicę. Ona nadal w nim widzi niespotykane wartości, przez co doświadcza spełnienia, zaś erotykę  traktuje jako misję, która prowadzić ma do rozkoszy jej „króla i pana”: oddaje się bez reszty, nawet najbardziej zwierzęcym,  wymaganiom seksualnym swojego mężczyzny.  W związkach damsko-męskich, które  odznaczają się dynamiką polegająca na zamianie ról, partnerzy doznają spełnienia życiowego.
Puenta
Sukces związku z kobietą poszukującą zależy wyłącznie od siły, kreatywności i inteligencji faceta. Musi umieć ją „bosko złamać” tak, aby nigdy się nie znudziła i zawsze miała „pęd do życia”. Depresyjnie „złamana kobieta poszukująca” żyje jedynie swoimi wspomnieniami, a w oknie codziennej teraźniejszości artykułuje wyłącznie swoje zgorzknienie. Facetów „łamiących bosko” swoje kobiety już prawie nie ma na świecie. Dlatego spotkanie mężczyzny z kobietą poszukującą powinno być chwilą – aby pozostawić w jego pamięci przeżycie niespotykanej niesamowitości jej ciała, głosu i myśli.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )

WOJNA Z CELLULITEM KOBIETY POSZUKUJĄCEJ - DIETA KRYSZTOFIAKA

TEKST  Z  DNIA  26.07.2013  ROKU
Kobieta poszukująca oddaje się każdego ranka godzinnym spotkaniom ze swoim odbiciem przed lustrem oraz obserwacjom swoich ud, pośladków, piersi i brzucha. Poluje na swojego wroga, którym jest cellulit. Przyzwolenie na cellulit jawi się więc z punktu widzenia historycznych kryteriów estetycznych jako akt bezwiednej akceptacji chrześcijańskiego sacrum. Wojna z cellulitem stanowi tym samym metafizyczny protest oraz  bunt wobec Boga; jest „szatańskim kontraktem” wyzwalającym od nudy tego świata; jest żądaniem „zmysłowego misterium z Szatanem”, symbolizowanym przez „niedookreślony ideał mężczyzny”, który w tym świecie nigdy się nie zrealizuje
Mężczyźni powiadają, że dopiero po czterdziestce kobiety stają się uzależniającym  narkotykiem, w poszukiwaniu którego są w stanie poświęcić swoje fortuny. Niektóre czterdziestoletnie kobiety, szczególnie te, które reprezentują typ kobiety poszukującejhttp://blogi.newsweek.pl/Tekst/naluzie/674826,kobieta-i-mezczyzna-podczas-wakacji.html
posiadają w sposób wyrazisty świadomość swojej zniewalającej mocy. W swojej odwadze i śmiałości są zdolne do wodzenia mężczyzn na fantastyczne pokuszenie zmysłową i intelektualną  przygodą rozgrywającą się w sceneriach łamiących tabu typowości. Ich śmiałość jest determinowana samoafirmacją cielesną.
Największym wrogiem kobiety nie jest wcale mizoginiczny mężczyzna typu Rydzyka czy Kaczyńskiego. Jest nim wstyd przed własnym ciałem  postrzeganym jako czarodziejski rekwizyt, dzięki któremu mogą przeżyć „furię zmysłowej rozkoszy”.  Dlatego kobieta poszukująca oddaje się każdego ranka godzinnym spotkaniom ze swoim odbiciem przed lustrem oraz obserwacjom swoich ud, pośladków, piersi i brzucha. Poluje na swojego wroga, którym jest cellulit. Jest on źródłem jej seksualnego wstydu. Kiedy staje po raz pierwszy – w wieku czterdziestu lat - naga przed  kolejnym wybrańcem, lęka się męskiej percepcji własnego ciała.  Wzrok mężczyzny skierowany na fałdy cellulitu na jej udach i pośladkach przeraża ją podczas pierwszego aktu, wyobrażanego jako misterium.
Czy cellulit wymyka się kryteriom estetycznym?
Kryteria piękna kobiecego ciała są zmienne historycznie. Zależą one od konwencji kulturowych ustanawianych przez „ekspertów od wartości”. Piękne kobiety czasów Rubensa różnią się fundamentalnie od współczesnych wzorców harmonii kobiecego ciała. http://www.magazynsztuki.pl/wp-content/uploads/2011/04/Rubens_Trzy-Gracje.jpg Cellulit  ukazuje  ekspansywnie swój patos na udach i pośladkach  każdej z Trzech  Gracji Rubensa.
Dla kontrastu, współczesne gwiazdy show-biznesu epatują    http://pinterest.com/pin/29836416252073428/ http://zmyslowepiekno.blogspot.com/2013/07/dreams-37-12-zdjec.html swoją kruchością, wiotkością oraz „ciałem zminimalizowanym”, inne zaś - mocą, siłą swoich sprężystych mięśni oraz erotyczną dynamiką http://wowy.pl/seksowna-i-piekna-85081, niekiedy symbolizującą imperializm dziejowy pierwiastka żeńskiego  http://wowy.pl/2-lesbijki-sexy-84890 . Żaden dominujący współcześnie wzorzec seksualności kobiety nie manifestuje cellulitu na jej ciele.
Rubensowska Gracja symbolizowała obfitość, wypełnienie i spełnienie w świecie stworzonym przez Boga. Barokowe kryteria estetyczne, gloryfikujące cellulit, spełniały funkcję dziękczynną –  „pełna i uśmiechnięta kobieta” o rozłożystych biodrach, spulchnionych udach stanowiła symbol radości z oddania się Bogu w akcie rodzenia książęcego lub królewskiego potomka. Apoteoza „ciała maksymalnego z cellulitem” w pewien sposób uzasadniała bizantyjski przepych Kościoła Katolickiego w Europie stanowiący metaforę „najlepszego ze wszystkich możliwych światów Leibniza”.  Współczesne „pomniki kobiecego piękna” symbolizując, wręcz opozycyjnie,  „ubóstwo”,  „niespełnienie” i „niecierpliwe żądanie orgiastycznego orgazmu”, przywołują odniesienie do rozczarowania naszym życiem. One się nigdy nie uśmiechają; ich ciała tkwią w permanentnym stanie „zalęknionego oczekiwania”. Ale właśnie to je podnieca – dążenie do tego, co nieoczekiwane, niespotykane, osobliwe i niewiadome; oczekiwanie z bojaźnią i drżeniem na Odyseję rozkoszy.
Przyzwolenie na cellulit jawi się więc z punktu widzenia historycznych kryteriów estetycznych jako akt bezwiednej akceptacji chrześcijańskiego sacrum. Wojna z cellulitem stanowi tym samym metafizyczny protest oraz  bunt wobec Boga; jest „szatańskim kontraktem” wyzwalającym od nudy tego świata; jest żądaniem „zmysłowego misterium z Szatanem”, symbolizowanym przez „niedookreślony ideał mężczyzny”, który w tym świecie (jako Platońskiej Jaskini) nigdy się nie zrealizuje.
Polityczno-religijny wymiar wojny z cellulitem
Wegetarianizm oraz weganizm stanowią  ideologie, które są ufundowane nie tylko na etyce troski o życie zwierząt, ale również na współczesnej estetyce  kobiecego ciała. Wegetariańskie i wegańskie recepty na odchudzenie, których celem jest wyrafinowanie kobiecych mięśni (ud i pośladków) z tłuszczu cellulitowego, stanowią  formę niezgody na fakt ich stworzenia przez Boga. Dieta beztłuszczowa jest protestem przeciwko przepychowi, napełnieniu oraz „geometrii rozłożystości” kobiecego ciała, których funkcja jest interpretowana jako spełnianie boskiej misji rodzenia człowieka – wykarmiona kobieta-chłopka o szerokich biodrach dobrze rodzi.
Współczesna kultura „fitnesu”  jest niestety tragiczna. Recepty na pozbycie się cellulitu są nieskuteczne. Kobieta poszukująca na kontrakcie z Demonem zmysłów przypomina Syzyfa. Buntując się przeciwko misji nadanej jej przez chrześcijański dyskurs, nie jest w stanie sprostać współczesnym kryteriom estetycznym. Kobieta poszukująca jest permanentnie znerwicowana – lęk obnażenia swoich cellulitowych zmarszczek na udach i pośladkach przed wymarzonym, męskim bohaterem w wyidealizowanym misterium rozkoszy zmysłowej paraliżuje ją; doprowadza ją albo do stanu bojaźni i drżenia albo do rozpaczy.
Rozpacz popycha kobietę poszukującą do symulacji gniewu i zemsty na Bogu – Marsz Szmat miał symbolizować taką ironiczną zemstę: Jeśli nas stworzyłeś Boże, to stworzyłeś Szmaty. Apel Szmat-kobiet poszukujących w tym akcie zemsty presuponował metafizyczne przesłanie: świat Boga jest szmaciany.
Jak ulżyć kobietom poszukującym w ich tragicznej wojnie z cellulitem?
Cellulitu można się pozbyć. Wystarczy konsekwentnie realizować anty-wegetariańską dietę bez węglowodanów. Należy spożywać mięso i mleko, nawet tłuszcz w postaci jajecznicy na  wędzonym boczku; należy jeść groch, bób i soczewicę (rośliny o dużej zawartości białka). W tej diecie, ważne jest wyeliminowanie spożywania produktów węglowodanowych – ziemniaków, mąki, ryżu, chleba, ciastek, słodyczy, cukru, itd. Drugim bardzo ważnym składnikiem procedury anty-cellulitowej jest kontrola spożywania wody. Jej nadmiar w organizmie jest wiązany przez tkankę tłuszczową – stąd wywodzi się otyłość, która jest również „pożywką dla cellulitu”. Na ogół przyjmuje się, że półtora litra wody dziennie stanowi wartość wystarczającą dla sprawnego funkcjonowania organizmu w typowych sytuacjach. Jeśli po wyczerpującym, kilkukilometrowym, wieczornym biegu wypijacie litr wody, to przegrywacie w waszej bitwie z cellulitem. Dlatego lepiej nie biegać, nie jeździć rowerem, nie chodzić na basen; nie uprawiać sportu – żadnego !!! Zamiast wysiłku sportowego, kilka razy dziennie uprawiajcie seks; ale nie pijcie wody po waszych uniesieniach zmysłowych; wystarczy zwilżyć nasycone usta.
Wojna z cellulitem poprzez konsekwentne realizowanie naszkicowanej Diety Krysztofiaka, aby pozyskać łup w postaci piękna kobiecego ciała, bez wątpienia wpisuje się w nurt klasycznego, tradycyjnego konsumpcjonizmu wyekstrahowanego z sakralnego dyskursu. Spożywanie mięsa (wraz z umiarkowanym „wodnym postem” i eliminacją żywności węglowodanowej) nie ma służyć Jahwe, Chrystusowi czy też Allachowi. Anty-wegetariański styl życia może równie dobrze być interpretowany jako cyrograf z Szatanem (ucieleśnionym we wzorcu męskości) dostarczającym kobiecie poszukującej spełniających ją bodźców.
Nadchodzące wybory polityczne w Polsce (za dwa lata) mogą wojnę kobiet z cellulitem całkowicie spacyfikować. Jeśli wygra PiS, to być może nastąpi rewolucja estetyczna w naszym kraju – zacznie obowiązywać Rubensowski ideał piękna kobiecego ciała jako dziękczynna apoteoza Boga katolików. Powrócimy do czasów Baroku – przekaz estetyczny skoncentruje się na ukazywaniu wielkości Boga i przepychu Boskiego Raju. Kobiety przestaną się lękać swojego cellulitu, gdyż stanowić on będzie, na przekór zlaicyzowanej kulturze Zachodu, symboliczny  rekwizyt spełnienia kobiety w najlepszym z możliwych światów, jaki Bóg wybrał dla nas – ludzi.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )

sobota, 4 listopada 2017

POLSKIE FEMINISTKI CHCĄ REGLAMENTOWAĆ MOWĘ SEKSU ZAMIAST WALCZYĆ Z BRUTALNIE DYSKRYMINUJĄCYM JE SYSTEMEM PODATKOWYM

Ogólnoświatowa kampania feministyczna „Ja też” przerodziła się w Polsce w polowania na facetów, którzy w przestrzeni publicznej używają słowa: „seks”, „bzykać” i „cycki”. Czołowe feministki dokonują dekonstrukcji pojęciowej kategorii molestowania seksualnego tak, aby do jednego worka wrzucać gwałty i męskie wypowiedzi na temat seksualności kobiet. Polska kampania „Ja też” zaczyna przekształcać się w krucjatę anty-seksualną, mającą na celu wprowadzenie obyczajowych norm reglamentujących mowę seksu.

Znalezione obrazy dla zapytania kobieta z dziecmi foto
Kobieta molestująca mężczyznę patrzącego z podtekstem erotycznym (źródło: wikipedia)

Reglamentowanie mowy seksu

Zjawisko reglamentacji mowy seksu polega na tym, iż w przestrzeni publicznej upowszechniane są normy penalizujące obyczajowo dyskurs seksualny. Przejawia się to w publicznym potępianiu wszelkich przekazów, zarówno słownych jak i artystycznych, na temat seksu. Publiczne mówienie o seksie staje się, na gruncie praktyk reglamentacyjnych, znakiem nieprzyzwoitości, przejawem obrażania drugiej płci, wyrazem chamstwa, objawem przemocy seksualnej czy w końcu manifestacją grzechu i aktem przeciwko Bogu.

W wielu państwach mowa seksu jest reglamentowana prawnie. Rządy ustanawiają zakazy pokazywania nagości w filmach i gazetach. Kobietom nakazuje się przyzwoite ubieranie się, zakrywające niemal doszczętnie ich ciało. Mężczyźni są karani mandatami za nieprzepisową długość slipek na plaży. Chodzenie młodych ludzi za rękę, całowanie się w miejscach publicznych grozi poważnymi konsekwencjami karnymi. Rządy ustanawiają specjalne instytucje, które mają zwalczać wszelkie próby łamania zasad reglamentujących mowę seksu. Za nieprzyzwoite dowcipy seksualne, za czytanie pisemek z „gołymi laskami” wyrzuca się ludzi z pracy, a w niektórych państwach nawet wsadza się niepokornych seksualnie obywateli do więzień.

Przykłady molestowania seksualnego według feministek

Według prof. Płatek, rozwieszanie kalendarzy i plakatów z aktami kobiecymi w miejscach publicznych  jest molestowaniem seksualnym. Według feministki „nagość przedstawiona w niestosownym miejscu obraża i uprzedmiotawia”. Nawet posługiwanie się seksualnymi skojarzeniami, wypowiadanie nieprzyzwoitych komentarzy i kierowanie seksualnych spojrzeń w miejscach publicznych jest przejawem molestowania seksualnego. Co więcej, przesyłanie wiadomości i postów (np. na FB) z treścią o podtekście erotycznym, ujawnia, według cytowanej feministki, fakt molestowania seksualnego.

Zaproponowane przez polskie feministki rozumienie kategorii molestowania seksualnego jest spektakularnie  aberracyjnym i toksycznym aktem przemocy lingwistycznej, celującym w upowszechnienie normy reglamentującej mowę (semiozę) seksu. Samo użycie słowa „seks” wywołuje w umysłach skojarzenia seksualne. Zatem według propozycji Moniki Płatek, nie wolno  używać tego słowa w publicznych sytuacjach komunikacyjnych, jeśli nie chcemy być posądzeni o molestowanie seksualne kobiet. Polskie feministki chcą zakazać publicznej ekspresji seksualnej. Czy tylko mężczyznom? Czy również kobietom?

Znalezione obrazy dla zapytania monika Płatek photo
Prof. Monika Płatek obwieszczająca swoją doktrynę feministyczną (źródło: Wikimedia.Commons)
Dlaczego temat seksu ma być objęty społecznym tabu?

Seks jest czynnikiem przyczyniającym się do przeżycia orgazmu. W tym sensie seks przyczynia się do społecznej maksymalizacji wartości hedonicznych. Objęcie mowy seksu społecznym tabu skutkuje więc narzuceniem ograniczeń na praktyki życiowe celujące w kultywowanie wartości hedonicznych. Dlaczego więc feministkom zależy na ograniczaniu takich praktyk kulturowych – w szczególności rozwiązłości seksualnej kobiet i mężczyzn?

W „Państwie” Platona jest wyrażona wizja społeczeństwa, w którym sfera seksualna jest poddana całkowitej reglamentacji. Seks jest tym czynnikiem, który blokuje proces wyzwolenia się duszy od ciała (materii). Ta Platońska wizja seksualności całkowicie pozbawia wartości konsumpcyjny wymiar ludzkiej egzystencji. Doszczętnie pacyfikuje witalne żądze człowieka. Jaki więc interes mają realizować feministyczne apele, których skutkiem ma być strach przed ujawnianiem witalnych żądz seksualnych?

Kobieta odarta ze swojego zmysłowego ciała w publicznej narracji jawi się w percepcji męskiego instynktu seksualnego jako nieprzyjemny, wybrakowany z wartości, artefakt aktywujący postawę eskapizmu, a nawet obrzydzenia. Z punktu widzenia filozofii ewolucyjnej Dawkinsa, feministyczne apele muszą więc osłabiać procesy replikacji genetycznej, prowadząc do zablokowania procesów przyrostu naturalnego. Być może feminizm jest memem ostrzegającym przed przeludnieniem naszej planety.

Z drugiej jednak strony, feminizm dominuje wyłącznie w kulturze zachodniej i częściowo chińskiej. W świecie islamu, w którym przyrost naturalny stanowi wręcz biologiczną aberrację, jest nieobecny. Z tego punktu widzenia, feminizm służy rozprzestrzenianiu się memów kultury islamskiej – memów Koranu. Nieco paradoksalnie, przyczyniając się do „iranizacji obyczajności”, polskie feministki, na czele z prof. Płatek, służą interesom ajatollahów i imamów. Oni również kontrolują spojrzenia obywateli o podtekście erotycznym. 

Polskie rozwódki z dziećmi na wychowaniu są dławione przez brutalny system podatkowy

Obywatele naszego kraju, którzy zarabiają miesięcznie 67% średniej krajowej i samotnie wychowują dzieci, są na ogół rozwódkami. W podatkowych statystykach OECD ta kategoria zarobkowa egzemplifikuje najbiedniejszą warstwę społeczeństwa. W Polsce tę grupę podatkową tworzą w głównej mierze rozwódki z dziećmi, pracujące w szkołach, sklepach i urzędach. Zarabiają one około 2700-3000 złotych brutto na miesiąc.

Polska jest państwem wśród krajów OECD, w którym rozwódki z dziećmi na wychowaniu są najwyżej opodatkowane w stosunku do samotnych obywateli zarabiających miesięcznie 167% średniej krajowej. Oto, ranking państw pod względem płaconych podatków w 2016 roku przez samotne osoby (rozwódki) zarabiające 67% średnich zarobków w danym kraju i posiadających dwójkę dzieci na utrzymaniu:


1. Irlandia -31.55
2. Kanada -28.68
3. Nowa Zelandia -13.02
4. Australia -7.10
5. Estonia -5.40
6. Izrael -5.07
7. Słowenia -4.04
8. Luksemburg -3.76
9.  Holandia -2.83
10. Wielka Brytania -2.44
11. Szwajcaria -2.14
12. Czechy -0.5
13. Francja 1.00
14. Włochy 1.43
15. Hiszpania 1.77
16. Portugalia 2.74
17. Meksyk 3.75
18. Węgry 3.97
19. USA 5.04
20. Słowacja 5.23
21. Austria 5.85
22. Chile. 6.10
23. Dania 6.63
24. Łotwa 7.87
25. Korea Południowa 8.41
26. Finlandia 10.73
27. Norwegia 11.83
28. Szwecja 12.70
29. Japonia 13.53
30. Grecja 14.69
31.  Belgia 15.75
32. Islandia 15.85
33. Niemcy 17.62
34. Polska 17.83
35. Turcja 22.39

Jedynie tureckie rozwódki z dziećmi zarabiające 67% średniej krajowej są wyżej opodatkowane od ich polskich odpowiedniczek. W dwunastu krajach OECD, rozwódkom samotnie wychowującym dwójkę dzieci państwo dopłaca do ich pensji, zamiast im zabierać podatek. Różnica stopy podatków pomiędzy polskimi, biednymi rozwódkami wychowującymi samotnie dzieci a polskimi singlami zarabiającymi 167% średniej krajowej stanowi aberrację na skalę światową. 

Dlaczego polskie feministki nie walczą o ulgi fiskalne dla polskich rozwódek z dziećmi na wychowaniu? Dlaczego Monika Płatek nie przejmuje się losem rozwiedzionych nauczycielek z dziećmi na wychowaniu płacących skandalicznie wysokie podatki, lamentując histerycznie nad męskimi spojrzeniami z podtekstem erotycznym? Czy polskie feministki zwariowały?   

500+ nie jest ulgą podatkową. Jest toksycznym narzędziem pogłębiającym nierówności finansowe

Argument, iż polskie rozwódki z dziećmi na wychowaniu, otrzymują benefity w ramach programu 500+, jest bezczelną manipulacją. Te same benefity otrzymują kobiety zarabiające 167% średniej krajowej i mające mężów zarabiających jeszcze więcej.

Rozwiedziona nauczycielka z dwójką dzieci, otrzymująca na każde ze swoich pociech 500+, musi je wychowywać, posiadając do dyspozycji około 1000 złotych miesięcznie na każde z nich. Żona katolickiego posła posiada do dyspozycji  dzięki 500+  co najmniej 2000 złotych miesięcznie na wychowanie swoich latorośli. Żadne dziecko, które wychowuje się za 1000 złotych miesięcznie, nie ma statystycznie żadnych szans na konkurowanie na rynku pracy w dorosłym wieku ze swoim rówieśnikiem wychowującym się za 2000 złotych miesięcznie.

Likwidowanie nierówności finansowych w wychowywaniu dzieci samotnych kobiet i żonatych feministek, rozpaczających z powodu erotycznych spojrzeń mężczyzn, polega na eliminowaniu różnic w nakładach finansowych na wychowywanie dzieci. Dlaczego Monika Płatek nie awanturuje się o likwidację podatków od dochodów kobiet samotnie wychowujących dzieci? We Francji płacą one podatek w wysokości 1%, zaś czeskie rozwódki z dwójką dzieci i zarabiające 67% średniej krajowej otrzymują od państwa za swój trud 50 groszy od każdej zarobionej stówki.  

 ***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International