Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2018

PIS OKRADA PRACUJĄCYCH OBYWATELI Z ICH PKB: NAUCZYCIELI, POLICJANTÓW I PIELĘGNIARKI - RAPORT KRYSZTOFIAKA


Twarde dane ekonomiczne pokazują, że pisowski rząd jest jednym z najbardziej złodziejskich od 1989 roku. W dwuletnim okresie rządów PiS, od 2015 do 2017 roku, średnie wynagrodzenie netto, czyli na rękę, za pracę w Polsce, liczone w dolarach międzynarodowych według parytetu siły nabywczej,  wzrosło według danych OECD o 7.22%. W tym okresie realny PKB Polski wzrósł o 7.62%. Oznacza to, że obecny wzrost płac w Polsce nie nadąża za wzrostem PKB. Standardem ekonomicznym dla krajów wysoko rozwiniętych jest to, że wzrost wynagrodzeń w okresie dobrej koniunktury gospodarczej przekracza wzrost PKB. Rządy, które blokują naturalny mechanizm wzrostu wynagrodzeń ponad wzrost PKB, można określić jako złodziejskie. Okradają one bowiem swoich obywateli z ich PKB.

Czy PiS bardziej okrada polskiego pracownika w porównaniu z PO?

Jarosław Kaczyński jako likwidator Platformy Obywatelskiej

Według danych OECD, średnie wynagrodzenie netto etatowego pracownika wyniosło w Polsce w 2017 roku 20844 dolarów międzynarodowych. W 2015 roku, a więc w okresie przejmowania rządów przez PiS, średnie wynagrodzenie netto pracującego obywatela naszego państwa wynosiło 19441 dolarów międzynarodowych. Oznacza to, że wzrost płac w dwuletnim oknie czasowym, przypadającym na czas sprawowania władzy przez Kaczyńskiego, wyniósł 7.22%.


Aby rozstrzygnąć to, czy rządy PiS są bardziej złodziejskie niż rządy PO, należy wyliczyć średni, dwuletni wzrost wynagrodzeń netto dla okresu, w którym rządziła PO. W 2007 roku kiedy Tusk obejmował kierowanie rządem, średnie wynagrodzenie pracownicze wynosiło w Polsce  12564 dolarów międzynarodowych. W 2015 roku średnia płaca, po 8 latach platformerskich rządów, osiągnęła wartość 19441 dolarów międzynarodowych. Oznacza to wzrost o 54.74 %. Każdego więc roku średni wzrost średniej płacy w czasie rządów PO wynosił 6.84%. Daje to wynik średniego wzrostu płacy netto, podczas rządów PO, w dwuletnim oknie czasowym, w wysokości 13.68%.

W dwuletnim okresie, od 2013 do 2015 roku, poprzedzającym moment zmiany rządów, wzrost średniego wynagrodzenia wyniósł 9.3%. Twarde dane ekonomiczne pokazują więc bezdyskusyjnie, że podczas rządów PO wynagrodzenia pracownicze rosły szybciej, niż w dwuletnim okresie rządów PiS.

Różnica pomiędzy wzrostem średniego wynagrodzenia pracowniczego i wzrostem PKB dla danego okresu w danym państwie pokazuje to, czy rządy takiego państwa okradają pracujących obywateli z ich PKB. Jeśli ta różnica przyjmuje wartość ujemną, oznacza to, że rząd danego państwa okrada obywateli. Jeśli różnica przyjmuje wartość dodatnią, to może to oznaczać sprawiedliwą dystrybucję wzrostu PKB w przestrzeni płac, ale również może to oznaczać zjawisko generowania „wąskiej warstwy społecznej beneficjentów” wzrostu PKB.

W latach od 2015 do 2017 roku realny PKB wzrósł w Polsce o 7.62%. W tym czasie wzrost średniego wynagrodzenia wyniósł 7.22%. Pisowski rząd okradł więc pracujących obywateli Polski z ich PKB, od 2015 do 2017 roku, na około 0.4%. Polski realny PKB wyniósł w 2017 roku około 1112 miliardów dolarów międzynarodowych. W ciągu dwóch lat rządów PiS okradł więc pracujących obywateli w Polsce o około 4 miliardów i 448 milionów   dolarów międzynarodowych. W okresie od 2015 do 2017 roku średni kurs 1 dolara międzynarodowego wynosił 1.78 złotego. W ciągu dwóch lat swoich  rządów, PiS zabrał więc polskim pracownikom około 8 miliardów złotych. W latach od 2015 do 2017 roku, liczba zatrudnionych w Polsce wynosiła średnio około 16.5 miliona. Zakres pisowskiego złodziejstwa można więc szacować na około 480 złotych w przeliczeniu na pracownika w ciągu dwóch lat rządów.

Donald Tusk pompuje wzrost wynagrodzeń

Od  2009 do 2015 roku, a więc w czasach rządów PO, średni dwuletni wzrost realnego PKB wynosił około 6.16 %. Różnica średniego dwuletniego wzrostu płac i średniego dwuletniego wzrostu realnego PKB dla okresu rządów PO wynosi więc + 7.52%. Oznacza to, że rządy Tuska i Kopacz wręcz pompowały wzrost wynagrodzeń pracowniczych ponad wzrost realnego PKB, tworząc półtoramilionową grupę beneficjentów przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. 

Wartym odnotowania jest fakt, iż wskaźnik nierówności społecznych utrzymywał się na stałym poziomie około 30 punktów, wskazującym na relatywnie wysoką nierówność społeczną w porównaniu z bogatymi państwami Europy. Tuska można więc oskarżyć o prowadzenie polityki populizmu dla wąskiej grupy beneficjentów wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Ta hipoteza jest potwierdzona przez porównanie średniego, dwuletniego tempa wzrostu mediany wynagrodzeń z średnim dwuletnim, tempem wzrostu średnich zarobków. Mediana wzrastała w cyklu dwuletnim podczas rządów PO średnio o 8.22%, podczas gdy średnia wynagrodzeń o 13.68%.


W ostatnich dwóch latach rządów PO, proces pompowania wzrostu wynagrodzeń ponad wzrost realnego PKB nieco osłabł i wyniósł jedynie 2.18%.

Ranking państw OECD pod względem wielkości okradania pracowników za lata 2016 i 2017  

Wartości procentowe różnicy wzrostu wynagrodzeń i wzrostu realnego PKB za lata 2016 i 2017 pokazują to, w jakim stopniu wzrost wynagrodzeń nie nadąża za wzrostem PKB lub przekracza wzrost PKB. Ujemne wartości tego parametru wskazują na zjawisko „zniewolenia rynku pracy”. Na takim rynku pracownicy nie uzyskują wzrostu wynagrodzeń proporcjonalnego do wzrostu wydajności i nakładu ich pracy. Wysokie wartości dodatnie pokazują zaś, że rządy „populistycznie pompują wzrost wynagrodzeń”. 

Jeśli wskaźnik Giniego (nierówności społecznych) jest wysoki, to wysokie wartości analizowanego  parametru wskazują na zjawisko tworzenia się klasy społecznej mandarynów (klasy politycznie upoważnionej do wyższego udziału w dystrybucji wzrostu PKB niż lud). Jeśli wskaźnik Giniego jest niski i wzrost wynagrodzeń przekracza wzrost PKB, to oznacza to, że w danym państwie mamy do czynienia ze zjawiskiem względnie sprawiedliwej dystrybucji wzrostu PKB poprzez wzrost udziału wynagrodzeń pracowniczych w PKB i zmniejszenie udziału zysku pracodawcy w PKB (zmniejszenia wartości akumulacji kapitału). Oto ranking dla państw OECD:

         1.      Irlandia -7.07% (PKB – 12.94%, WW – 5.87%)
         2.      Meksyk -4.95% (PKB- 4.95, WW – 0%)
         3.      Słowenia -4.94% (PKB – 8.15%, WW – 3.21%)
         4.      Australia -4.88% (PKB – 4.88%, WW – 0%)
         5.      Hiszpania -4.05% (PKB – 6.32%, WW – 2.27%)
         6.      Nowa Zelandia -4.0% (PKB – 7.17%, WW – 3.17%)
         7.      Norwegia -3.26% (PKB – 3.01, WW - -0.25%)
         8.      Szwecja -3.22% (PKB – 5.66%, WW – 2.44%)
         9.      Holandia -3.12% (PKB – 5.44%, WW -2.32%)
        10.  Kanada -2.4% (PKB – 4.41, WW – 2.01%)
        11.  Dania – 2.05% (PKB – 4.20%, WW – 2.15%)
        12.  Szwajcaria -0.78% (PKB – 2.46%, WW – 1.68%)
        13.  Finlandia - 0.78% (PKB – 4.77%, WW - 3.99%)
        14.  Grecja - 0.43% (PKB – 1.04%, WW – 0.61%)
        15.  Polska -0.40% (PKB – 7.62%, WW – 7.22%)
        16.  USA -0.31% (PKB – 3.76%, WW – 3.45%)
        17.  Korea -0.11% (PKB – 5.99%, WW – 5.88%)
        18.  Belgia +0.39% (PKB – 3.14%, WW – 3.53%)
        19.  Niemcy +0.43% (PKB – 4.37%, WW – 4.8%)
        20.  Francja +0.79% (PKB – 3.43%, WW – 4.22%)
        21.  Izrael +0.99% (PKB – 7.22%, WW – 8.21%)
        22.  Słowacja +1.18% (PKB – 6.72%, WW – 7.9%)
        23.  Portugalia +1.32% (PKB – 4.29, WW – 5.61%)
        24.  Turcja +1.4% (PKB – 10.58%, WW – 11.98%)
        25.  Wielka Brytania +1.57% (PKB – 3.73%, WW – 5.3%)
        26.  Chile +2.32% (PKB – 2.83%, WW – 5.15%)
        27.  Włochy +2.35% ( PKB – 2.54%, WW – 4.89%)
        28.  Luksemburg +3.29% (PKB – 5.40%, WW – 7.69%)
        29.  Czechy +3.63 (PKB - 7.09%, WW - 10.72%)
        30.  Estonia +3.91 % (PKB – 6.96, WW - 10.87%)
        31.  Japonia 4.11% (PKB – 2.62%, WW – 6.73%)
        32.  Austria +4.40% (PKB – 4.60%, WW – 9%)
        33.  Węgry +4.81% (PKB – 6.20%, WW – 11.01%)
        34.  Łotwa +6.32% (PKB – 6.76%, WW – 13.08%)
        35.  Islandia +8.3% (PKB – 11.12%, WW – 19.42%)

Średni wzrost wynagrodzeń w latach 2016 i 2017 w państwach, które osiągnęły dwuletni wzrost PKB powyżej 6%, wyniósł 8.84%. Polski wzrost wynagrodzeń netto jest o ponad 1% niższy. We wszystkich krajach skandynawskich, z wyjątkiem Islandii, w której jedyną poważną mniejszością etniczną są Polacy, wzrost płac nie nadąża za wzrostem PKB. W Norwegii mamy do czynienia nawet ze spadkiem wynagrodzeń. W państwach tych można zaobserwować wzrost poparcia społecznego dla faszyzujących, rasistowskich i ksenofobicznych ruchów politycznych. Wysoki odsetek imigrantów wśród rzesz pracowniczych obniża presję płacową. Podobna sytuacja ma miejsce w Polsce – prawie dwumilionowa armia ukraińskich pracowników blokuje wzrost tempa podwyżek wynagrodzeń tak, że ich wzrost nie nadąża za wzrostem PKB.

Jeśli w Polsce w 2018 i 2019 roku wzrost płac nie przekroczy wzrostu realnego PKB, wówczas możemy spodziewać się napięć w przestrzeni społecznej pomiędzy obywatelami Polski i Ukraińcami. To wzmocni dotychczas rachityczne w Polsce ruchy neofaszystowskie, które w razie eskalacji militarnej konfliktu Rosji z Ukrainą, mogą destabilizować sytuację polityczną w Polsce z inspiracji rosyjskiej agentury wpływu, dopuszczając się aktów terroryzmu ulicznego.

Dlaczego PO przegrała w wyborach w 2015 roku?

Zaprezentowany raport wskazuje w sposób jednoznaczny na czynniki, które spowodowały odsunięcie PO od władzy w 2015 roku. Tym, co spowodowało upadek PO, nie był wcale zbyt wolny wzrost wynagrodzeń lub zbyt wolny spadek bezrobocia. Obywatele w naszym kraju bogacili się w szybszym tempie za rządów PO, niż obecnie – za rządów PiS. Fundamentalną determinantą przegranej PO w wyborach w 2015 roku była społeczna percepcja procesów tworzenia się półtoramilionowej warstwy społecznej mandarynów - uprzywilejowanej klasy obywateli mających znacząco wyższy udział w dystrybucji wzrostu PKB z racji przynależności do klasy rządzącej.  W gospodarce rynkowej wyższe tempo wzrostu wynagrodzeń pewnych grup zawodowych jest efektem procesów rynkowych. Oznacza to, że im lepiej i w  lepszej branży pracujesz, to tym szybciej rośnie twoja pensja. PO Tuska stworzyła inny, nierynkowy mechanizm  wzrostu udziału obywateli w procesie dystrybucji wzrostu PKB.

Mechanizm ten został obnażony na taśmach z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Twoje wynagrodzenie wzrasta w niewspółmiernie wysokim tempie, o ile jesteś naznaczony politycznie – „tkwisz w układzie, w powiązaniach towarzyskich i jesteś sympatykiem partii rządzącej”. Podczas rządów PO ten mechanizm funkcjonował w głębokiej strukturze społecznej. Jego przejawem matematycznym była głęboka różnica pomiędzy tempem wzrostu mediany wynagrodzeń a tempem wzrostu średniego wynagrodzenia pod rządami Tuska i Kopacz. Mediana dramatycznie wolniej wzrastała w porównaniu ze wzrostem średniej wynagrodzeń netto.

Prawie trzyletnie rządy PiS zasadniczo tej różnicy nie zmieniły. Mechanizm mandarynizacji społecznej nadal więc funkcjonuje. Zmienił się jedynie stygmat semantyczny tego mechanizmu. Dzisiaj trzeba być w układzie z proboszczem, lokalnym, pisowskim watażką, aby tempo wzrostu wynagrodzeń rosło szybciej, niż tempo ich wzrostu wśród przeciętnych pracowników.  

Pisowskie programy wypłat społecznych niestety nie dezaktywują tego mechanizmu. Co najwyżej stanowią czynnik osłabienia percepcji społecznej procesów mandarynizacji, - ale tylko wśród katolickich, wielodzietnych rodzin (tzw. rodzin "królicznych"). Procesy habituacji doprowadzą w okresie dwóch lat do całkowitego zaniku wpływu tych programów na  percepcję zjawiska tworzenia się klasy społecznej katolickich mandarynów. Ludzie  zaczną widzieć to, że "dobry układ z proboszczem" przyspiesza tempo wzrostu wynagrodzeń. 

 Czy w 2019 roku PiS ma szanse przegrać wybory?

Jeśli PiS nadal będzie okradał nauczycieli, policjantów, pielęgniarki, naukowców, urzędników (pracowników sfery budżetowej) z ich PKB, trzymając na krótkiej smyczy tempo wzrostu ich wynagrodzeń, to z racji olbrzymiej siły wpływu społecznego tych grup zawodowych, prędzej czy później powstanie partia polityczna reprezentująca ich interesy. 

Wymienione grupy społeczne – tworząc około półtoramilionowy elektorat wyborczy - czekają na podwyżki swoich wynagrodzeń w wysokości około 20%. Ich brak doprowadzi do ostrego buntu społecznego (buntu sfery budżetowej) w postaci zagłosowania na tę partię, która jasno i konkretnie obieca w 2019 roku podwyżki wynagrodzenia miesięcznego pracowników budżetowych w wysokości od 500 do 700 złotych. Takie partie wkrótce pojawią się, gdyż scena polityczna nie lubi próżni. Jeśli w życiu publicznym konstytuuje się pewien interes grupowy o szerokim zasięgu, to zawsze znajdzie się jego sprzedawca.

Znalezione obrazy dla zapytania biedroń photo
\Robert Biedroń jako twórca nowej partii politycznej
Platforma Obywatelska jako partia, która zainicjowała funkcjonowanie mechanizmu mandarynizacji życia społecznego (kopiując go w łagodnej wersji z Rosji – oligarchizacja życia społecznego jest karykaturalną wersją tego mechanizmu), nie ma najmniejszych szans w walce o władzę z PiS. 

Znalezione obrazy dla zapytania Petru ryszard photo
Ryszard Petru prezentuje plan naprawy państwa

Obecne brutalne ataki na Biedronia  i za chwilę na Petru (kiedy ten „wyjdzie” ze swoim konceptem organizacji nowej partii politycznej, która wizerunkowo będzie biła jednocześnie w PiS i PO) wskazują na popłoch w szeregach PO. Medialna promocja Nowackiej jako tzw. lewicowej gwiazdy Koalicji Obywatelskiej, jest interpretowana przez dotychczasowy jej elektorat jako zwykły  efekt geszeftu politycznego – „ty nas poprzesz, a my damy ci pierwsze miejsce na liście w wyborach do Parlamentu Europejskiego (w rywalizacji o łup w postaci ogromnej pensji – rzędu 50 tys. złotych miesięcznie)”. Na rynku pozostało już tylko trzech graczy: Kaczyński, Biedroń i Petru. To, czy dwóch ostatnich pokona lidera PiS, będzie zależało również od finezji ich  taktyki politycznej. 


***

Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechnizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  


  

wtorek, 27 lutego 2018

Kaczyński i Tusk reżyserują niebezpieczne spektakle

TEKST  Z  DNIA  23.11.2012  ROKU
Wykorzystanie mickiewiczowskiej metafory dla celów społecznej konceptualizacji katastrofy smoleńskiej wymagało posłużenia się niekonwencjonalnymi sposobami implementacji tej figury narracyjnej w społeczną świadomość. Ten szalony spektakl polityczny, nawiązujący do narodowej, mesjanistycznej, romantycznej makro-narracji zaczął przynosić polityczne sukcesy jego reżyserom. Jarosław Kaczyński rozpoczął, wczesną jesienią tego roku,  proces  powolnego przeobrażania się w Lecha Kaczyńskiego jako Chrystusa Narodów, uosabiającego zdradzoną Polskę. Aby ta metamorfoza mogła stać się autentyczną rezurekcją, potrzebny był dowód ukrzyżowania.
Nie tylko Jarosław Kaczyński sieje nienawiść. Donald Tusk nie pozostaje niestety mu dłużny. Obaj politycy powinni, jak przystało na poczciwych emerytów,  zająć się pieleniem działki, a nie polityką. W ostatnich dniach nieodpowiedzialność polityczna PO oraz PiS, trawestując Norwida, sięgnęła bruku. Nadszedł czas, aby tym panom podziękować.
Polityka jest,  między innymi, grą językową. Gracze używając rozmaitych słów, wzajemnie z siebie szydzą, obrażają się,  prześmiewają się czy też dowcipkują. Polityczne akty mowy służą autoafirmacji oraz dezawuowaniu przeciwnika w obecności politycznej widowni. Zwycięzcę wybiera elektorat podczas wyborów. Niestety w naszym kraju taki obraz politycznej gry jest fałszywy. Politycy zarówno z PiS jak i z PO przekraczają granicę klasycznego stylu w politycznym teatrze, którego istotą jest ustanowienie dystansu pomiędzy aktorem na scenie a widzem na widowni. Kaczyński i Tusk, podobnie jak Grotowski, próbują postmodernistycznie, czyli znosząc relację „widz-aktor”,  wciągnąć nas w spektakl w charakterze statystów, chóru i rekwizytów.  Gdyby sztuka polityczna była „lekką, erotyczną komedią”, nasza partycypacja w niej w charakterze aktorów przejawiałaby bez wątpienia wartości hedoniczne.   Niestety reżyserowany każdego dnia, przez PiS oraz PO, spektakl jest dramatycznym thrillerem, w którym wątek zabicia przeciwnika politycznego stał się pierwszoplanowy.
Awangardowo-mesjanistyczny spektakl Jarosława  Kaczyńskiego
Od co najmniej roku, Jarosław Kaczyński przekonywał publiczność polityczną do zamachu smoleńskiego na swojego brata, przeprowadzonego przez Rosję. Taki konstrukt pojęciowy służył PiS-owi, w charakterze narzędzia, obwinianiu Tuska za śmierć byłego prezydenta. PiS stworzył matrycę interpretacyjną typu:  gdyby Tusk nie był wredny, do zamachu nie doszłoby. Ta matryca potocznego myślenia wkrótce została przekształcona, poprzez symbolizację i sakralizację katastrofy smoleńskiej, w mesjanistyczny skrypt narodowej tragedii. Pochówek na Wawelu Prezydenta i jego małżonki, żałobne marsze z krzyżami przed siedzibą Bronisława Komorowskiego,  chrzczenie ulic i placów imieniem Lecha Kaczyńskiego, budowa największego pomnika Chrystusa w Świebodzinie, ornaty smoleńskie czy w końcu obchody rocznicy i miesięcznic katastrofy smoleńskiej ugruntowały w świadomości społecznej prefabrykat pojęciowy Lecha Kaczyńskiego, w którym ucieleśnia się Polska jako Chrystus Narodów. Lecha Kaczyńskiego w analogii do Chrystusa  zamordowali (ukrzyżowali) Rosjanie (Żydzi) tak, jak Polskę zamordowała podczas zaborów Rosja. Rolę Piłata odegrał Donald Tusk, który przyzwolił na to morderstwo, podobnie jak kraje Zachodu przyzwoliły na ukrzyżowanie Polski.
Wykorzystanie mickiewiczowskiej metafory dla celów społecznej konceptualizacji katastrofy smoleńskiej wymagało posłużenia się niekonwencjonalnymi sposobami implementacji tej figury narracyjnej w społeczną świadomość. Nie wystarczy bowiem wymyślić skrypt pojęciowy i podać go publice ex cathedra. Taka sposób jego implementacji w umysłach widowni nie gwarantował swojego sukcesu. Posłużono się techniką happeningu wciągającego widza w spektakl marszów i nabożeństw  ze świecami i krucyfiksami. Związano w jedność pojęciową  „mord na Lechu Kaczyńskim” z „mordem na Telewizji Trwam”.  Rodziny Radia Maryja zostały upodmiotowione na scenie politycznej poprzez danie im szansy udziału w krucjacie zmartwychwstania Lecha Kaczyńskiego jako "Polski - Chrystusa Narodów" w postaci wiktorii politycznej Jarosława Kaczyńskiego i jego PiS-u.
Ten szalony spektakl polityczny, nawiązujący do narodowej, mesjanistycznej, romantycznej makro-narracji zaczął przynosić polityczne sukcesy jego reżyserowi. Jarosław Kaczyński rozpoczął, wczesną jesienią tego roku,  proces  powolnego przeobrażania się w Lecha Kaczyńskiego jako Chrystusa Narodów, uosabiającego zdradzoną Polskę. Aby ta metamorfoza mogła stać się autentyczną rezurekcją, potrzebny był dowód ukrzyżowania. Sprefabrykowano prawdę o znalezieniu śladów materiałów wybuchowych we wraku samolotu (krzyża), w którym „zamordowano Lecha Kaczyńskiego”. Na konferencji prasowej lidera PiS obwieszczono prawdę istnienia dowodu na fakt mordu głowy państwa polskiego. Prokurator Seremet i dziennikarze Rzeczpospolitej przyjęli na siebie rolę apostołów zaświadczających o ukrzyżowaniu Lecha Kaczyńskiego.
Dekonstrukcjonistyczna reżyseria według Tuska
Niestety ten akt ujawnienia prawdy w rozgrywanej sztuce smoleńskiej miał dwóch reżyserów. Na jednej scenie starły się dwa wątki: tragiczny PiS-u i komiczny PO. Komedianci z prokuratury wojskowej odegrali „meta-sztukę”, pokazując widowni, iż apostołowie są tylko cyrkowymi iluzjonistami. W publicznym dyskursie  nastąpiła „pierwsza dekonstrukcja mesjanistycznego spektaklu”, odgrywanego od co najmniej roku przez Kaczyńskiego.
Według pierwotnego scenariusza, 11 listopada miał się rozegrać ostatni, finałowy akt sztuki przy udziale setek tysięcy statystów w prawicowym marszu niepodległości, zwożonych do Warszawy ze wszystkich zakątków Polski. Lech Kaczyński miał zmartwychwstać jako Jarosław. Tłumy wszechpolaków i katolików miały obwołać go Czterdzieści i Cztery.  Niestety, wcześniejsza dekonstrukcja atmosfery planowanego oratorium rozładowała emocje. Misterium rezurekcyjne Lecha Kaczyńskiego, symbolizującego Polskę  jako Chrystusa Narodów, nie mogło, poprzez wypuszczenie powietrza z balonu  emocji społecznych, doprowadzić do Objawienia. Jarosław nie wziął udziału w marszu. Spektakl polityczny został przynajmniej na chwilę przerwany. Zapowiedziano jego kontynuację  na 13 grudnia.
Ten  sceniczny plan został przez Tuska po raz drugi zdekonstruowany. ABW obwieściła na konferencji prasowej w dniu 20 listopada odkrycie spisku na premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego. Szaleniec-chemik przygotowywał się do wysadzenia w powietrze sejmowego gmachu podczas obecności w nim premiera, prezydenta  i posłów. Obwieszczono, że kierował się pobudkami nacjonalistycznymi i antysemickimi. Tusk odgrywający rolę Piłata w mesjanistycznej narracji Kaczyńskiego miał zostać skrytobójczo zamordowany  przez mściciela. Widzowie więc zaczęli pytać: kto w sztuce jest w końcu ofiarą?  Ofiara „Chrystusa Narodów-Lecha Kaczyńskiego”  przeistoczyła się w dyskursie publicznym, w ciągu kilku dni, w narzędzie mordu na „Tusko-Komorowskim-Piłacie”.  Scenariusz zatracił swoją liniową strukturę. Mamy nowy, nieoczekiwany wątek – zamachowiec-szaleniec z Krakowa zaczął symbolizować alchemika z „Fausta” Goethego, owładniętego podszeptami Mefistofelesa. Lech Kaczyński jako mesjanistyczny symbol Chrystusa Narodów przeistacza się w diabła mordu politycznego. Tusk-Piłat objawia jego istnienie społeczeństwu, występując na  dwóch konferencjach prasowych: bezpośrednio po doniesieniach krakowskiej prokuratury oraz przed wyjazdem na budżetowy szczyt UE w Brukseli. Premier ironicznie stwierdził, że Mefistofeles jako duch Lecha Kaczyńskiego  nie ma wątpliwości w kwestii zabicia Tuska, lecz jest targany rozterkami dotyczącymi sposobu wykonania tego aktu zemsty.
Reżyseria według Mefistofelesa
Sztuka polityczna początkowo autonomicznie reżyserowana przez PiS i Kościół Katolicki, a obecnie współ-reżyserowana z PO, również przeistoczyła się formalnie. Awangardowy dramat smoleński, wciągający na scenę widza w charakterze  co najmniej rekwizytu, stał się nagle dramatem klasycznym z jasno skrojoną relacją dystansu pomiędzy widzem a aktorami. Zmieniła się również scenografia. Tusk wywołał bowiem diabła. Jego obecność na scenie wprowadza numinotyczny nastrój. Pragnie on widza przerazić. Mefistofeles żywi się bowiem ideą morderstwa dla celów politycznych. To, jakie kolejne sceny pojawią się w politycznej sztuce, będzie w mniejszym stopniu już zależało od dotychczasowych reżyserów. Role zacznie rozdawać Mefistofeles.
Wprowadzenie do przestrzeni publicznej przez Tuska memu morderstwa politycznego jest czymś analogicznym do wypuszczenia dżina z butelki. Miejsce dżina w tym wypadku zajął chrześcijański Mefistofeles. Dzisiaj służbom specjalnym udało się powstrzymać diabła od realizacji jego politycznej misji. Diabeł jednak nigdy nie poddaje się. Kolejni psychopaci będą rywalizowali o palmę pierwszeństwa na służbie u demona. Naśladowców Brunona jest wielu. Mefistofeles owładnie ich dusze. Na kogo następnego będą próbowali zapolować? Na Palikota? Na Biedronia?
Generał Polko ostrzegł, iż uczynienie z próby zamachu na Tuska i Komorowskiego medialnego wydarzenia na konferencji prasowej krakowskich prokuratorów, było przejawem braku profesjonalizmu. Taka ocena jest nadzwyczaj łagodna. Wywołanie diabła  przez rząd Tuska  jest narracyjnym szaleństwem. Nie będzie bowiem łatwo demona uśpić.
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

Walka z bezrobociem w Polsce

TEKST  Z  DNIA  25.05.2013  ROKU
W sprawach walki z bezrobociem, Kaczyński pierdzi, Tusk „brandzluje się, żeby pokazać, że mu stoi (słupek poparcia)”. Miller milczy. Google nie pozycjonuje newsa. Gazety nie „wyczerwieniają”  informacji o przegranej PiS w debacie nad bezrobociem. Co się dzieje?
PiS skierował do pierwszego czytania w Sejmie swój projekt o Narodowym Programie Zatrudnienia. PO i PSL odrzuciły propozycję partii Kaczyńskiego . Premier Tusk po głosowaniu ujawnił  intencje  swojego sprzeciwu. Stwierdził, iż pomysł PiS-u „wiązał się raczej z ryzykiem i mógł oznaczać minus milion miejsc pracy, a nie plus milion miejsc pracy". W reakcji na wynik głosowania w Sejmie, Kaczyński wyzwał rząd od tych, którzy „kolejny raz oszukali Polaków” (cyt. za PAP). Wydawać mogłoby się, iż w dniu dzisiejszym ( 24.5.2013) doszło do awantury w Sejmie dotyczącej najważniejszego problemu społecznego w Polsce.
W Sejmie nie doszło do awantury
Przeglądając strony internetowe najważniejszych, polskich gazet,  czytelnik nie zauważy tytułów na czerwonym tle  kraczących „ o zdradzeniu polskich pracowników (retoryka PiS, PJN, o oszustach w rządzie żywiących się robotniczą krwią (retoryka: OPZZ)”.
Zachowanie Prezesa Kaczyńskiego w odniesieniu do Tuska można zinterpretować jako jedynie „pierdnięcie”. Taka postawa PiS-u dziwi skoro swój program nazwali przymiotnikiem „narodowy”. Na ogół, w sprawach narodowych PiS nie pierdzi, lecz „karczemnie awanturuje się”. Macierewicz zaś na zawołanie „naród, narodowy”  zawsze wytrzeszcza oczy, jak wyżeł z szopki Zaorskiego. Dzisiaj jednak milczał.  Tuska wypowiedzi również dziwią; zachował się jak lider partii posiadającej 50% poparcie na słupkach sondażowych. Niestety, każdy widzi, że Tuskowi słupek poparcia już nie stoi. Platforma Obywatelska doznała uwiądu starczego – niestety „prostata polityczna dopada każdego w  pewnym wieku (Tuska, Schetynę, Nowaka a nawet Pawłowicz, choć ona z PiS-u). Tusk ze swoimi kolegami i pannami odgrywa nader kiczowatą -  a la porno - rolę teatralną.  Próbuje  przekonać publiczność, że mu „stoi”. Miłość, o której tak przekonująco mówił podczas kampanii,  wypaliła się. Nie może więc Tuskowi „stać” (słupek poparcia), bo to wymaga miłości drugiej strony. W tym ten cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz (Boy-Żeleński). Być może, Donald Tusk „brandzluje się” – ale taki autoseksualizm polityczny źle się kończy. Na przykład, oskarżeniem o ortodoksyjny katolicyzm. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/633704,porno-w-sejmie.html
Dla resumpcji: W sprawach walki z bezrobociem, Kaczyński pierdzi, Tusk „brandzluje się, żeby pokazać, że mu stoi (słupek poparcia)”. Miller milczy. Google nie pozycjonuje newsa. Gazety nie „wyczerwieniają”  informacji o przegranej PiS w debacie nad bezrobociem. Co się dzieje?
Dlaczego w Sejmie nie doszło do awantury?
Ludzie kłócą się publicznie, kiedy mają w kłótni interes. Jest nim zjednanie sobie sympatyków. W wypadku awantur o miejsca pracy, łatwo jest znaleźć zarówno oponentów jak i proponentów swoich poglądów. Wybory za dwa lata, więc warto podgrzewać atmosferę. Niestety, politycy partii sejmowych, zachowują się tak, jakby wybory do sejmu miały odbyć się za 10 lat. Ten brak zainteresowania rynkiem pracy, walką z bezrobociem można wytłumaczyć nader prosto.
Polskiemu establishmentowi zależy wyłącznie na poszerzaniu obszaru nędznie płatnej pracy. Wszelkie dotychczasowe pomysły na walkę z bezrobociem sprowadzają się do dofinansowywania pracodawców tak, aby mogli oni dopłacać kilkaset złotych do pensji minimalnych zamiast zwalniać  ludzi z pracy. Nawet w programie PiS-u, który według jego autorów, ma przeciwdziałać emigracji zarobkowej obywateli, nie ma hasła podniesienia płacy minimalnej z obecnych 1600 złotych brutto do 2300 złotych brutto. Jedynie „baran” (w sensie Jana Hartmana) nie wie, że stopa emigracji nie jest zależna od stopy bezrobocia, lecz że jest funkcją stopy mediany zarobków (udziałem mediany zarobków w średniej zarobków).* Mężczyźni wyjeżdżają do Londynu na zmywaki, zaś kobiety do Berlina na taniec na rurach, nie dlatego, że w Polsce nie ma pracy, lecz dlatego, że w Polsce za 40 godzin tygodniowo otrzymuje się niewolniczą zapłatę. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/656262,polacy-sa-niewolnikami.html
Morał
Kaczyński woli pierdzieć na Tuska, ten drugi w samotności - po utracie miłości elektoratu - preferuje „brandzling”, gdyż rzetelne zajęcie się bolesnym, polskim problemem, jakim jest bezrobocie i niewolnictwo pracownicze, doprowadzi do buntu mas żądającego godziwej zapłaty za pracę. Podniesienie płacy minimalnej do 2300 złotych brutto oraz uszczelnienie systemu podatkowego wymusiłoby na pracodawcach podział zysków lub likwidację biznesu, którego jedyną racją istnienia jest niewolnictwo. Ile bud alkoholowych (nocnych) musiałoby wówczas zniknąć? Ile warsztatów rzemieślniczych musiałoby zostać zlikwidowanych, gdyby pracownicy otrzymywaliby 2500 złotych miesięcznie na rękę?
Jeśli polityk troszczy się o miejsca pracy, to wyłącznie troszczy się o miejsca pracy niewolniczej. Nie słuchajcie ich – oni są zatroskani o niewolników. Bo jak wszyscy wyjadą, to kto na nich będzie „tyrał”?
***
* Im niższa mediana, tym stopa mediany zarobków niższa. Jeśli stopa mediany jest bliska jedności, to wówczas wskaźnik nierówności płacowych (wskaźnik Giniego) pokazuje stan równowagi płacowej. Emigracja rośnie wraz ze wzrostem nierówności płacowych. Oznacza to, że ludzie częściej uciekają z kraju wtedy, gdy prawdopodobieństwo znalezienia pracy niewolniczej rośnie. Oczywiście, jeśli uwzględni się  zarobki w wysokości zero złotych w obliczaniu mediany, to wówczas trzeba mowić o wpływie bezrobocia na stopę emigracji. Model jednak dopuszcza sytuację taką, że bezrobocie jest zerowe, ale mimo to stopa mediany jest niska (tak było w Polsce za komuny; wszyscy mieli pracę, ale nisko płatną; a nieliczni zarabiali krocie - oczywiście, przy uwzględnieniu zarobków nielegalnych.
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )