Pokazywanie postów oznaczonych etykietą służby specjalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą służby specjalne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2021

Śmierć ks. Dymera: czy był on powiązany z rosyjską agenturą działającą w Szczecinie?

Czy Dymer współpracował z osobami wywodzącymi się z wojskowych służb specjalnych z czasów PRL? W jaki sposób umożliwiono Dymerowi otwarcie przewodu doktorskiego na wydziale Humanistycznym US? Czy Dymer spotykał się z honorowym konsulem Federacji Rosyjskiej w Szczecinie, osobą mającą wpływy zarówno w Urzędzie Miejskim  jak i placówkach akademickich Szczecina? Czy dochodziło do kontaktów pomiędzy gen. Samolem i abp. Dzięgą? Czy obaj dygnitarze wchodzili w interakcję z honorowym konsulem Federacji Rosyjskiej, rezydującym w Szczecinie pod oknem koszar NATO?

Prokuratura w Szczecinie wszczęła śledztwo w celu wyjaśnienia nagłej śmierci ks. Dymera, oskarżanego o pedofilię. Śledztwo jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Organa ścigania sugerują więc, że Dymerowi ktoś pomógł w odejściu na tamten świat. Analogia ze śmiercią innego katolickiego pedofila, abp. Wesołowskiego jest  uderzająca. Nuncjusz apostolski w Dominikanie zmarł w trakcie prowadzenia śledztwa przeciwko niemu. Nie przeprowadzono sekcji zwłok. Niektórzy publicyści zauważyli to, że nie jest wykluczone, iż abp Wesołowski został zabity, gdyż za dużo wiedział o sieci pedofilskiej działającej na najwyższych szczeblach hierarchii Kościoła katolickiego. Czy również ks. Dymer został zabity, bo obawiano się, że ujawni nazwiska pedofilów i handlarzy narządami, których aktywność realizuje się w przestrzeni instytucjonalnej Kościoła?

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kontrowersje-wokol-smierci-abp-jozefa-wesolowskiego/s6hpckp

Co obecnie wiemy w sprawie Dymera?

W latach 90-tych XX wieku ks. Andrzej Dymer rozpoczął działalność w przestrzeni edukacyjnej Szczecina. Założył pierwszą katolicką szkołę podstawową. Swój sukces organizacyjny zawdzięcza ówczesnemu kuratorowi oświaty w Szczecinie, Czesławowi Plewce, wywodzącemu się z SLD. Ten ostatni odszedł ze stanowiska kuratora w atmosferze skandalu. Zarzucano mu niewłaściwe praktyki prywatyzacyjne w szkolnictwie. Plewka był osobą dobrze ustosunkowaną na Uniwersytecie Szczecińskim.  Udało mu się nawet uzyskać stopień doktora. Podobna drogę kariery „naukowej” wybrał Dymer, który otworzył przewód doktorski na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Bohater katolickiej afery pedofilskiej był więc promowany w Uniwersytecie Szczeciński przez pewne środowiska zintegrowane z Kurią Arcybiskupią.


 

Źródło: wies.pl (Andzrej Dymer z abp. Dzięgą)

Nie ma wątpliwości, że Dymer spotykał się z  władzami dziekańskimi i rektorskimi Uniwersytetu Szczecińskiego podczas tzw. „obiadów”, na które rządcy Kościoła katolickiego w Szczecinie zapraszali ważne osobistości życia akademickiego stolicy Pomorza Zachodniego. Uzyskanie przez niego doktoratu miało służyć jako przykrywka dla jego działalności na rynku seksualnym. Pomimo oskarżeń, w początkowych latach XXI wieku Dymerowi, podobnie jak Czesławowi Plewce, ułatwiano uniwersytecką karierę. Media jednak milczą w tej sprawie. Nie wiemy, kto w Uniwersytecie Szczecińskim wspierał „karierę pedofila”? Miejmy nadzieję, ze organa prokuratorskie skutecznie zidentyfikują nazwiska najważniejszych kreatorów „kariery naukowej” Dymera.

https://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2018/02/oskarzany-o-pedofilie-ks-dymer-nadal-w.html

Dymer również współpracował z Urzędem Miejskim w Szczecinie w ramach DPS oraz Ośrodka Brata Alberta dla trudnej młodzieży. Był również dyrektorem Liceum Katolickiego w Szczecinie, a także stał na czele Centrum Edukacyjnego Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Do końca życia Dymer pozostawał głównym zarządcą Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie, placówki finansowanej ze środków publicznych. W Głuszy pod Koszalinem zorganizował „swój pałac” – rezydencję położoną na kilku hektarach ziemi nad jeziorem, która latem służyła Kościołowi jako miejsce kolonii dla dzieci ze szkół podstawowych z całej Polski.

https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,34939,15772091,Grzech_szczecinskiego_Kosciola_ponownie_odkryty__ROZMOWA_.html?disableRedirects=true#LokSznTxt

Czego nie wiemy o Dymerze?

Czy Dymer współpracował z osobami wywodzącymi się z wojskowych służb specjalnych z czasów PRL? Okazuje się bowiem, że w salach gimnastycznych Seminarium Duchownego w Szczecinie odbywały się treningi szkoły sztuk walki. Istnieją poszlaki wskazujące na to, że niektórzy wychowankowie Dymera uczestniczyli w tych zajęciach w ramach tzw. socjoterapii. Czy organizatorzy tego „biznesu militarystycznego” są powiązani z obecnie funkcjonującymi agendami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi Polski?

Czy organizowane przez Dymera kolonie w Głuszy pod Koszalinem dla dzieci w wieku 12-14 lat stanowiły element ich rekrutacji do domów publicznych w Europie zachodniej? W ostatnim filmie Vegi pt. „Oczy diabła” narrator stwierdza, iż w Polsce funkcjonuje sieć mafijna, której celem jest dostarczanie dzieci do burdeli w Europie oraz dla pozyskiwania narządów na przeszczepy.

https://www.youtube.com/watch?v=nZEJ2HTtQlc

DPS-y mogą stanowić bardzo skuteczne narzędzie prania pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami, organami ludzkimi i ludźmi. Czy Domy Pomocy Społecznej, którymi zarządzał Dymer, stanowiły jakiś element w procederze czyszczenia kasy pochodzącej z najokrutniejszych przestępstw kryminalnych? Dymerowskie DPS-y są bowiem okazałymi budynkami. Wymagają potężnej kasy dla swojego utrzymania.  Na stronach internetowych Instytutu Medycznego Jana Pawła II widnieje nota informacyjna tylko o jednym grancie uzyskanym z funduszy europejskich na realizację celów statutowych. Kwota tego grantu nie jest wysoka i nie pokrywa w znaczącym procencie kosztów funkcjonowania Instytutu.

Czy z kolei pieniądze pozyskiwane z Urzędu Miejskiego w Szczecinie stanowią wystarczające środki na pokrycie kosztów funkcjonowania ośrodków, którymi zawiadywał Dymer? Czy w pomoc  instytucjom Dymera są uwikłane fundacje niemieckie, które z kolei pozyskują środki ze źródeł post-radzieckich? Kto lobbuje wśród lokalnych polityków Szczecina – szczególnie w obrębie SLD - na rzecz uruchamiania przepływów finansowych z kont publicznych na konta instytucji zarządzanych przez Dymera i Archidiecezję? Kiedyś promotorem kariery Dymera był Czesław Plewka z SLD.

W jaki sposób umożliwiono Dymerowi otwarcie przewodu doktorskiego na wydziale Humanistycznym US? Czy osoby lobbujące na rzecz interesu naukowego Dymera na Wydziale Humanistycznym US były tymi samymi osobami, które lobbowały na rzecz interesu Mateusza Piskorskiego z Wydziału Humanistycznego US, który był, ostatnim, uwięzionym przez służby, szpiegiem rosyjskim? To pytanie inspiruje do postawienia innego: czy Dymer spotykał się z honorowym konsulem Federacji Rosyjskiej w Szczecinie, osobą mającą wpływy zarówno w Urzędzie Miejskim  jak i placówkach akademickich Szczecina?

Jaki wyłania się obraz działalności Dymera?

Analityczne rekonstruowanie potencjalnych scenariuszy działalności danej osoby na podstawie szczątkowych informacji wymaga przede wszystkim opracowania jej sieci personalnych powiązań. To podstawowe zadanie, które trzeba zrealizować na początku każdego śledztwa.

Dymer przede wszystkim był powiązany z abp. pułkownikiem Dzięgą, który przez lata ukrywał przed opinią publiczną pedofilskie zarzuty kierowane pod adresem naszego bohatera. W okresie sprawowania swojej misji w ordynariacie Wojska Polskiego, Dzięga nawet otrzymał medal „Za zasługi dla obronności kraju” na początku lat 90-tych XX wieku. W tym samym czasie prezydent Lech Wałęsa był inwigilowany przez pedofila ks. Cybulę (prywatny spowiednik Wałęsy). Obecnie, Dzięga jest przedstawiany przez media jako lobbysta Radia Maryja. W grudniu 2020 r. reporterzy uchwycili na zdjęciach Rydzyka i Dięgę razem na marszu pro-life w Toruniu. Można zadać pytanie czy tematem rozmowy pomiędzy „duszpasterzami” była zbliżająca się niechybnie afera Dymera?




Źródło: youtube.com


W czasie kiedy zamiatano pod dywan oskarżenia przeciwko Dymerowi, w 2012 roku szefostwo nad korpusem NATO w Szczecinie objął gen. Samol, absolwent Akademii Wojsk Pancernych w Moskwie oraz zaufany żołnierz Antoniego Macierewicza. Pełniąc swoją służbę dał się poznać jako prowokator polityczny, który usiłował zorganizować w czasie najazdu Putina na Ukrainę, konferencję na temat współpracy NATO i Rosji. Samol chciał wciągnąć do patronatu nad konferencją świeżo upieczonego prezydenta Dudę.

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22659771,general-bliski-macierewiczowi-zapraszal-rosjan-i-chcial-patronatu.html

W 2017 r. została w Sejmie sformułowana interpelacja do Ministerstwa Obrony Narodowej dotycząca ryzyka utrzymywania na wysokich stanowiskach gen. Samola w strukturach wojskowości z uwagi na kwestie bezpieczeństwa państwa.

http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=4F479BFD

Pojawia się ważna kwestia: czy dochodziło do kontaktów pomiędzy gen. Samolem i abp. Dzięgą? Czy obaj dygnitarze wchodzili w interakcję z honorowym konsulem Federacji Rosyjskiej, rezydującym w Szczecinie pod oknem koszar NATO?

Dzisiaj gen. Samol jest oskarżany o spisek przeciwko gen. Andrzejczakowi, szefowi sztabu generalnego WP za spowodowanie klęski militarnej z Rosją w manewrach wirtualnych Zima-20.

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26748091,rosjanie-mieli-dotrzec-do-warszawy-w-cztery-dni-i-nie-to-jest.html

Puenta

Powiązania Dymera z abp. pułkownikiem Dzięgą, który od co najmniej 2008 roku do chwili obecnej chronił tego pierwszego, wraz z uwikłaniem Dzięgi w relacje z Rydzykiem oraz strukturami polskiej wojskowości, mogą sugerować zatrważający, potencjalny scenariusz afery.

Szczecin jest z pewnością miejscem penetracji przez służby specjalne Putina. W tym mieście  kanał nielegalnego przerzutu paliwa z Rosji do Niemiec styka się z akcjami monitorowania przez Rosjan pracy korpusu NATO. Z doniesień medialnych, wiemy, iż przez Szczecin również przechodzą trasy handlu ludźmi dla celów prostytucji w Europie zachodniej. Jeśli do tego dodamy takie strategicznie istotne pozycje, jak terminal LNG w Świnoujściu oraz przebieg gazociągu Nord Stream II 30 kilometrów od Szczecina, ważne ze strategicznego punktu widzenia zarówno dla Rosji jak i Polski, to motywem ewentualnego zabicia Dymera może być jego uwikłanie w kontekst działalności różnej maści mafijno-agenturalnych służb.

Miejmy nadzieję, że Prokuratura szybko odpowie na postawione pytania i publiczność dowie się, czy śmierć ks. Dymera została spowodowana „nieumyślnie”. Dla Kościoła w Polsce obecna sytuacja jest kolejnym gwoździem do jego trumny. Skojarzenia Dymera z handlem ludźmi, działalnością pułkownika  Dzięgi, ewentualnością wpływu agenturalnego Rosji na kurię archidiecezjalną - nawet jeśli prokuratura nie wykaże takich związków - pozostaną na długo w pamięci publiczności. Sprawa Dymera jest po prostu świetnym materiałem na ostry thriller szpiegowsko-kryminalny.

***

Jeśli chcecie, abym pisał bezkompromisowe felietony pokazujące rozmaite możliwe scenariusze przebiegu wydarzeń, to możecie mnie wspierać. Pisanie jest bowiem kosztowne. Kiedy nadepniesz służbom na ich stopy, one zwykle podejmują zemstę.

Adres zrzutki na pomoc W. Krysztofiakowi  w walce z sądami polskimi. 

https://pomagam.pl/wolnykraj

 

"/.../ w 2016 roku Sąd Okręgowy w Łodzi wydał wyrok i nakazał mi oraz jeszcze trzem innym pozwanym, którzy przedrukowali mój tekst, wypłacenie 40 tysięcy złotych zadośćuczynienia wraz z ustawowymi odsetkami od marca 2013 roku. O wyroku nie zostałem powiadomiony. Dowiedziałem się o nim dopiero półtora roku później. Wniosłem o przywrócenie terminu do złożenia apelacji.  Sąd odrzucił moją prośbę, tym samym zamknął mi drogę do dalszej obrony. /.../  Dlatego organizuję tę zrzutkę, aby móc nadal mówić i nie zadawalać się niemym milczeniem, kiedy "system" łamie wolność słowa, wolność marzeń i prawo do dyskusji; kiedy czujesz symboliczne kajdany na swoich dłoniach. 72 tysiące złotych to dla wielu z nas ogromna suma. Ale tyle potrzebuję, aby zdjąć ze swoich dłoni kajdany, założone mi przez ludzi, którzy chyba nie rozumieli konsekwencji swoich prawniczych decyzji. Każdemu, kto wesprze moją walkę z "systemem, będę wdzięczny i postaram się odwzajemnić równie "energicznymi tekstami" jak dotychczas. Pisałem dla czytelników; nie dla siebie. Chciałbym móc wykrzyczeć radośnie, że zawsze warto pisać o wartościach."

 

Obecnie złożyłem skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. 

***

 

Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechanizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  

    

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 26 lutego 2018

OBYWATELE POLSCY INWIGILOWANI PRZEZ SŁUŻBY SPECJALNE NAJCZĘŚĆIEJ W EUROPIE

TEKST  Z  DNIA  02.04.2014  ROKU
Grupą docelową inwigilacji są społeczności najbardziej aktywne zawodowo i społecznie. 10%  populacji najbardziej aktywnych zawodowo, społecznie i politycznie obywateli naszego kraju jest monitorowanych przez służby specjalne. Oznacza to, że co dziesiąty pracownik dowolnego uniwersytetu lub urzędu miejskiego czy w końcu co dziesiąty  nauczyciel  przynajmniej jeden raz został podsłuchany lub podglądany przez  agenta jakiejś spec-służby. Mamy Premiera dla którego fakt, iż co dziesiąty aktywny, dorosły obywatel naszego  kraju jest podglądany przez jakiegoś agenta jakiejś spec-służby, jest normą.
Trybunał Konstytucyjny rozpoczął trzydniowe obrady nad zjawiskiem zmasowanej inwigilacji przez służby specjalne naszych rozmów telefonicznych, sms-ów, e-maili, wpisów na facebook’u  oraz na innych portalach społecznościowych. Dane są przerażające. Na 100 mieszkańców prawie trzem osobom (2.7) spec-służby sprawdziły bilingi rozmów telefonicznych. Jeśli do bilingów dodamy liczby monitorujące kontakty internetowe przez e-mailing  oraz wiadomości przesyłane Facebookiem, to nie będzie przesadą stwierdzenie, iż 5% obywateli w Polsce jest podglądanych przez służby specjalne.
Dla kogo pracują służby specjalne?
Na pewno służby nie podglądają dzieci. Nadto, nie ma żadnego interesu w monitorowaniu rozmów telefonicznych osób, które nie posiadają telefonów ani komputerów. Szacuje się, że odsetek takich osób wykluczonych wynosi około 7%. Ponieważ liczba dorosłych mieszkańców Polski wynosi około 30 milionów, to liczba potencjalnie podsłuchiwanych mieszkańców naszego kraju wynosi około  28 milionów. Łatwo wyliczyć, że zakres inwigilacji wynosi w wersji optymistycznej około 8% populacji dorosłych obywateli naszego kraju żyjących powyżej minimum egzystencji.
Wiadomo, że nie ma sensu za bardzo podsłuchiwać spokojnych ludzi, którzy żyją na wsi lub w małym miasteczku. W gminno-wiejskiej Polsce bowiem nie wiele dzieje się. Grupą docelową inwigilacji są społeczności najbardziej aktywne zawodowo i społecznie. Trudno wyobrazić sobie sens w systematycznym i masowym monitorowaniu bilingów osób powyżej 80 roku życia. Jeśli przyjmiemy, że 60%  populacji dorosłych mieszkańców Polski stanowią ci, których warto podsłuchiwać, to otrzymujemy katastrofalny wniosek: 10%  populacji najbardziej aktywnych zawodowo, społecznie i politycznie obywateli naszego kraju jest monitorowanych przez służby specjalne. Oznacza to, że co dziesiąty pracownik dowolnego uniwersytetu lub urzędu miejskiego czy w końcu co dziesiąty  nauczyciel  przynajmniej jeden raz został podsłuchany lub podglądany przez  agenta jakiejś spec-służby.
Z pewnością nie jest tak, że co dziesiąty lub nawet co dwudziesty z  nas jest przestępcą. Jak więc wyjaśnić fakt tak zmasowanej inwigilacji obywateli naszego kraju przez służby specjalne?
Służby specjalne pracują dla politycznego establishmentu
Podsłuchy, monitorowanie bilingów, treści korespondencji mailowej oraz aktywności na portalach społecznościowych służą zbieraniu danych na temat społecznej aktywności obywateli. Na ich podstawie można śledzić kształtowanie się rozmaitych sieci interakcji w społeczeństwie oraz z uwagi na polityczny interes – można przeciwdziałać w ich rozwijaniu się. Nadto, śledząc treści przesyłanych komunikatów w sieci internetowej, służby specjalne są w stanie opracowywać strategie manipulacji medialnych tak, aby blokować lub dynamizować procesy cyrkulacji pewnych tematów w publicznym dyskursie.
Tak gigantyczna skala podsłuchów umożliwia służbom specjalnym monitorowanie procesów wyborczych. Dysponując danymi, służby specjalne są w stanie posługiwać się technikami prowokacji, aby „wyciąć”  niewygodnych kandydatów na posłów lub ministrów. W wypadkach, kiedy nie da się zebrać „haków”,  służby uprawiają internetowy hejting  lub poprzez aktywność swoich tajnych współpracowników (tzw. TW) są w stanie „izolować”  w lokalnych społecznościach niewygodnego delikwenta o ambicjach politycznych.
Reakcja Tuska
Premier  Donald Tusk stwierdził  w swoim komentarzu do sprawy:
Ja nie mam szczególnych uwag do tych zapisów. Nie uważam, żeby praktyka odbiegała od normy. Nie jest przecież tak, że ktoś ma kaprys i zakłada komuś podsłuch

Nie odniósł się w swojej wypowiedzi do mrożących liczb. To, że 10 % najbardziej aktywnych zawodowo i społecznie obywateli naszego kraju co najmniej raz było podglądanych w ostatnim roku, nie jest dla Donalda Tuska kaprysem, lecz praktyką, która nie odbiega od normy. Mamy Premiera dla którego fakt, iż co dziesiąty aktywny, dorosły obywatel naszego  kraju jest podglądany przez jakiegoś agenta jakiejś spec-służby, jest normą.
W swojej szczerości Tusk pokazuje, że jest najzwyczajniej niebezpiecznym, politycznym watażką. Zwolennik demokracji nie może  myśleć o zmasowanym podsłuchiwaniu obywateli jako, „sorry”, czymś normalnym. Tym, co jest zaskakujące w tej wypowiedzi, jest brak krętactwa – szczere wyznanie swoich myśli. Czy oznacza to, że na podstawie zebranych danych spec-służby poinformowały Premiera Tuska o tym, że wzięcie ich w obronę nie spowoduje uszczerbku na jego politycznym wizerunku?   Czy to oznacza, że obywatele naszego kraju  dają przyzwolenie władzy państwowej na praktyki totalnej inwigilacji? Czy zatem już żyjemy w „zwierzęcym folwarku?
W kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, w spotach wyborczych, Tusk sieje strach przed Rosją, Putinem i wojną – spoty  z nim mają charakter faszystowski. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/685679,walka-na-eurowyborcze-spoty-tusk-kontra-palikot.html Realny strach wśród obywateli, który próbuje się wywołać, wpływa na nas tak, że poszukujemy obrońcy, któremu całkowicie podporządkowujemy się. Dane ujawnione przez Trybunał Konstytucyjny, reakcja Tuska na fakt masowej inwigilacji mieszkańców naszego kraju oraz faszyzujący klimat euro-kampanii wyborczej w spotach reklamowych partii rządzącej stanowią alarmowy sygnał dla liberalnego, demokratycznego społeczeństwa. Tuska i Platformę Obywatelską trzeba jak najszybciej pozbawić władzy w naszym kraju. Przemieniamy się bowiem w orwellowski folwark zwierzęcy. Palikot miał rację używając metafory „knurów i prosiaków” w swoim klipie wyborczym – stanęły one bowiem na dwie nogi.
Casus Krysztofiaka
Od miesiąca jestem kandydatem do Parlamentu Europejskiego z listy „Europa Plus Twój Ruch”. Miesiąc mojej politycznej działalności może stanowić świetny przykład na to, jak służby specjalne w naszym kraju wpływają na skuteczność procesów wyborczych.
Od początku marca, rozpocząłem aktywną działalność internetową, której celem jest prezentacja moich poglądów i projektów politycznych. Przy czym, w swojej kampanii chcę pokazać, startując z pozycji nr 9, że bez wydania złotówki można skutecznie zajmować się polityką. Warunkiem tej skuteczności jest bowiem mówienie do ludzi z sensem. Moją ambicją jest dostanie się do Parlamentu Europejskiego po kosztach zerowych. Mam świadomość, że byłby to „cud polityczny”.  Ale gdyby plan zrealizował się, to ustanowiony precedens  całkowicie zmieniłby naszą scenę polityczną. Wystarczy, że wyobrazicie sobie fakt, iż Krysztofiak bez wyłożenia złotówki dostał się w tak „morderczej konkurencji” do Parlamentu Europejskiego.  Media oszaleją !!! Taki scenariusz wypadków jest możliwy, choć mało prawdopodobny (bądźmy realistami).
Służby specjalne snują również swoje scenariusze wypadków politycznych. Muszą oszacować straty i zyski na wypadek ziszczenia się takiego faktu. Bez wątpienia, służby specjalne odniosłyby najbardziej dotkliwe straty w postaci zawalenia się ich „makro-programów operacyjnych”. Facet spoza układów, nie będący celebrytą, lecz jedynie „jakimś tam naukowcem z lokalnego uniwersytetu”, który pojawił się „właściwie znikąd” na scenie politycznej kilka miesięcy temu,   wygrywa wybory. Według scenariuszy politycznych, w kraju monitorowanym, kontrolowanym i podsłuchiwanym przez spec-służby nie może zdarzyć się coś takiego. Na wypadek jednak takiej możliwości, należy podjąć kilka akcji prewencyjnych.
W połowie marca Facebook zablokował mi funkcję zapraszania osób do grona znajomych. Po kilku dniach, również tenże komunikator zablokował mi funkcję zapraszania na imprezy. Kilka dni temu okazało się, że funkcja wysyłania wiadomości również nie pracuje na moich stronach. W chwili obecnej jedynie posty i odpowiedzi pod postami mogę wklejać na moich stronach na Facebooku. Skuteczność moich działań internetowych została zredukowana do minimum. Kilka dni temu również Google zablokował  mi funkcje wysyłania informacji do więcej niż 5 osób jednocześnie. Nie mogę więc przesłać jednocześnie informacji politycznej, prezentującej moje poglądy,  na przykład, do 100 adresatów.
Dwa tygodnie temu została podjęta próba przez „niejakiego Krzysztonia” wyrzucenia mnie z blogerii „Newsweeka”. Administrator nawet sugerował, że na ten temat odbędą się w redakcji szacownego tygodnika rozmowy. Bez wątpienia, „ktoś tu coś prowokował”. Sprawa się jednak „rypła”, bo „Newsweek” nazajutrz opublikował na swojej głównej stronie internetowej tekst na temat mojego wystąpienia przeciwko rządowemu „Elementarzowi”. Redakcja Tygodnika pokazała więc „paluszka” spec-służbom.
W marcu również  w Uniwersytecie Szczecińskim wszczęto wobec mnie postępowanie  wyjaśniające  (w ramach procedury postępowania dyscyplinarnego) z zarzutu łamania dydaktycznych i pedagogicznych zasad na zajęciach z logiki, chyba (domyślam się), na kierunku zaocznych studiów (z policjantami i spec-wojskowymi): bezpieczeństwo narodowe (nie formułując konkretnych zarzutów). W międzyczasie odmówiono mi wzięcia udziału w uniwersyteckiej debacie europarlamentarnej, w której uczestniczyli kandydaci z konkurencyjnych komitetów wyborczych, a na którą oddelegowała mnie moja partia.
Podsumowując, w ciągu czterech tygodni przydarzyło mi się: podwójna blokada Facebooka, częściowa blokada Google’a, nieskuteczna próba blokady bloga, blokada politycznego wystąpienia w Uniwersytecie Szczecińskim, wszczęcie postępowania wyjaśniającego w Uniwersytecie Szczecińskim (z kontekstem z zeszłego roku). Moim zdaniem, to nie jest zbieg okoliczności – za dużo tych blokad.
Puenta
Służby specjalne w naszym kraju ciężko pracują, podsłuchując, monitorując, inwigilując i blokując obywateli.  Przy czym są to piekielnie mściwe mizoginicznie służby – z odłogami niezużytego testosteronu. Czas najwyższy, aby Trybunał Konstytucyjny przyjrzał się im z bliska, skoro Tusk nie dopuścił do powołania specjalnej komisji sejmowej ds. służb specjalnych. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683208,sejmowa-komisja-ds-wojskowych-sluzb-informacyjnych-co-ukrywa-kaczynski-czy-tusk-sie-przestraszy.html http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683396,miller-usiluje-pograzyc-kwasniewskiego-czas-na-komisje-sledcza-w-sprawie-wsi-i-%E2%80%9Eafery-millera-i-cia%E2%80%9D.html
***
Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch” (Nr 9 na liście)  w okręgu obejmującym województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

niedziela, 25 lutego 2018

WSPARCIE UKRAIŃSKICH SEPARATYSTÓW PRZEZ LEGIĘ CUDZOZIEMSKĄ PUTINA: AGENTURA ROSYJSKA W POLSCE

TEKST  Z  DNIA  16.08.2014  ROKU
Rozmaite media donoszą, że najemnicy Putina, walczący w Ługańsku i Doniecku przeciwko Ukraińcom, pochodzą z rozmaitych państw, w szczególności, wielu z nich jest obywatelami państw Europy wschodniej i południowej: Polski, Węgier, Słowacji, Czech, Serbii. Skoro agentura Putina nie ma kłopotów z rekrutowaniem polskich najemników do swojej legii cudzoziemskiej, to należy wnioskować, że inwigilacja rosyjska przestrzeni publicznej w naszym kraju przyjmuje niebezpieczne natężenie. Gdzie więc są nasze służby specjalne, których jednym z celów powinno być blokowanie takiego procederu? Czy w legii cudzoziemskiej Putina służą Brytyjczycy, Niemcy lub Francuzi?  Dlaczego media w naszym kraju milczą na temat opisywanego zjawiska?
Zacharczenko, lider separatystów na Ukrainie, oświadczył, iż jego oddziały otrzymały od Rządu Putina wsparcie w postaci 30 czołgów, 120 transporterów opancerzonych i 1200 bojowników. Oznacza to, że oddziały rosyjskich najemników nie zamierzają negocjować pokoju. Putin prze do wojny. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/690744,iii-wojna-swiatowa-wedlug-zyrinowskiego-rosja-gra-coraz-ostrzej.html
Legia cudzoziemska Putina
Rozmaite media donoszą, że najemnicy Putina, walczący w Ługańsku i Doniecku przeciwko Ukraińcom, pochodzą z rozmaitych państw, w szczególności, wielu z nich jest obywatelami państw Europy wschodniej i południowej: Polski, Węgier, Słowacji, Czech, Serbii. Szkoleni są oni w specjalnych obozach treningowych w Rosji. Za swoją pracę watażków otrzymują wynagrodzenie.
Wyszkolenie najemnika do walki w międzynarodowych korpusach bojowych trwa kilka miesięcy. Oznacza to, że  putinowska agentura  dokonuje ich rekrutacji od co najmniej roku. Dziennikarze donoszą, że najemnicy, walczący dla Putina, wywodzą się ze środowisk skrajnej, nacjonalistycznej prawicy, działającej w państwach należących do dawnego Układu Warszawskiego. Czy wobec tego Ruch Narodowy oraz Nowa Prawica JKM czy w końcu PiS stanowią przybudówki rosyjskiej agentury w Polsce?
Gdzie są szkoleni najemnicy Putina?
Nie jest możliwe wyszkolenie absolwenta liceum do bicia się na Ukrainie w ciągu nawet jednego roku. Nauka strzelania,  obsługi dział bojowych oraz nowoczesnych wyrzutni, a także nabycie tężyzny fizycznej przez „młokosa”, wymagają co najmniej roku intensywnych szkoleń, ćwiczeń i diety. Najemnicy muszą więc, zanim zostaną przyjęci do legii cudzoziemskiej Putina,  być poddani przeszkoleniu w swoich, rodzimych krajach.
Miejscem  szkoleń, przyszłych bojowników zasilających rozmaite armie najemników, są w Polsce rozmaite szkoły walki. Tam młodzi mężczyźni poznają rozmaite sztuki wojowania; nabywają kompetencje do stania się zabójcami. W Polsce takie szkoły  są zakładane przez emerytowanych oficerów lub żołnierzy rozmaitych jednostek specjalnych. Wiele z nich działa w obrębie parafii lub ośrodków edukacji religijnej http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686302,oskarzany-o-pedofilie-ks-dymer-nadal-w-kosciele-upowszechniajacym-idee-militaryzmu.html Niektórzy z  „wyćwiczonych, młodych osiłków” zasilają później szeregi rozmaitych faszystowskich szwadronów działających w naszym kraju. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/682932,antyislamskie-szwadrony-plo-czy-za-nimi-stoi-pis-i-putin.html Po ideologicznym „przepraniu mózgu” stają się łatwym „kąskiem” dla  agentów Putina poszukujących rekrutów do rosyjskiej legii cudzoziemskiej. Zwerbowanie najemnika nie jest sprawą łatwą. Najczęściej trenerzy w szkołach sztuk walki, obserwując swoich „uczniów-młodzików”, wskazują agentom potencjalnych rekrutów.
Agentura Putina w Polsce
Skoro agentura Putina nie ma kłopotów z rekrutowaniem polskich najemników do swojej legii cudzoziemskiej, to należy wnioskować, że inwigilacja rosyjska przestrzeni publicznej w naszym kraju przyjmuje niebezpieczne natężenie. Gdzie więc są nasze służby specjalne, których jednym z celów powinno być blokowanie takiego procederu? Czy w legii cudzoziemskiej Putina służą Brytyjczycy, Niemcy lub Francuzi?  Dlaczego media w naszym kraju milczą na temat opisywanego zjawiska?
Aktywność rosyjskiej agentury przejawia się nie tylko w procederze poszukiwania rekrutów do zabijania Ukraińców w Ługańsku i Doniecku. Putin posiada w Polsce armię internetowych hejterów, których celem jest oddziaływanie na rynek przekonań politycznych i w konsekwencji na wyniki w wyborach każdego szczebla. Czy polskie służby specjalne określiły zasięg finansowania  firm internetowych w Polsce  za kasę pochodząca z Gazpromu czy Łukoilu? Dlaczego dotychczas żaden poseł nie zwrócił się do szefa MSW z interpelacją o zasięg wpływów rosyjskiej agentury w Polsce?
W polskich szkołach wyższych aż roi się od „pseudo-profesorów” pochodzących z Rosji. Nie mając żadnych osiągnięć naukowych, bywają nawet szefami zakładów naukowych w obszarze dyscyplin humanistycznych. „Pseudo-naukowi Rosjanie” są promowani przez polskich naukowców, którzy często wydają swoje prace w Rosji i bywali stypendystami „egzotycznych” szkół wyższych w kraju Putina. Czy nie jest absurdem zatrudnianie rosyjskich „pseudo-naukowców” i tym samym blokowanie miejsc pracy dla młodych, wybitnych absolwentów polskich uniwersytetów?
Agentura Putina w partiach politycznych
Lider PiS, Jarosław Kaczyński, jeszcze nie tak dawno chciał budować „Budapeszt w Warszawie”.  Premiera Węgier, Orbana  traktował jako wzór do naśladowania. Okazuje się, że Orban wraz z Fico są największymi poplecznikami Putina w strukturach NATO. Kontestują sankcje nałożone przez zachodnie państwa na Rosję. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/690863,wegry-i-slowacja-sojusznikiem-putina-orban-i-fico-kontestuja-sankcje.html
Upowszechnianie jako wzorca do naśladowania polityki Orbana ewidentnie służy wzmacnianiu w Polsce postaw pro-putinowskich. Swoją wizją polskiej polityki zagranicznej, Kaczyński przez co najmniej dwa lata wspierał rosyjski imperializm.  Ktoś w Prawie i Sprawiedliwości wypracował koncept ideologiczny „Budapesztu w Warszawie”; ktoś Prezesowi „podpowiedział” pomysł popierania Orbana. Oznacza to, że w partii Jarosława Kaczyńskiego ulokowany jest w strukturach decyzyjnych „putinowski kret”. Czy dojdzie do polowania na rosyjskich agentów w PiS?
Jeśli Kaczyński chce zdobyć władzę, to musi przedsięwziąć praktyki „antyrosyjskiego maccartyzmu”. W kampanii wyborczej w 2015 roku zostanie mu przypomniane, iż promował Orbana, sojusznika Putina, którego polityka zagraża bezpieczeństwu Polski. Kaczyński jest więc zmuszony do znalezienia „kreta” lub „kozła ofiarnego”. Jeśli nie podejmie próby „upolowania  szpiega w swoich strukturach”, to zawsze mu będzie można wypomnieć to, że nie oczyścił swojej partii z rosyjskiej agentury. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/677687,pis-i-rosyjska-agentura.html
Puenta
Najbardziej jednak niebezpieczne zachowanie polityczne przejawia w obecnym kontekście polski Kościół.  Otóż, w sytuacji wkraczania najemników Putina na Ukrainę, biskupi wszczynają kolejną burdę – tym razem antyaborcyjną. Głódź i Hoser w swoich wypowiedziach w ostatnich dniach  zaatakowali zwolenników rozdziału religii od państwa. Hoser skarcił  publicznie tych wszystkich, którzy domagają się referendum aborcyjnego, zaś Głódź apelował o stworzenie "odpowiednich narzędzi, by powstrzymać inwazję środowisk laickich i postawić tamę szkodom, jakie czynią w tkance życia społecznego". http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/675940,rydzyk-kowalczyk-michalik-hoser-%E2%80%93-kim-oni-sa.html Takie wypowiedzi w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej, w dniu Święta Wojska Polskiego, upamiętniającego zwycięstwo Polaków nad rosyjskimi bolszewikami, są obliczone na wywołanie kolejnego konfliktu ideologicznego w naszym kraju.  Zamiast interesować się sytuacją za miedzą, społeczeństwu podrzuca się powód do kłótni  o aborcję - temat bezczelności biskupa oskarżanego o rozpijanie kleryków. Fakt milczenia przez Kościół i jego najważniejsze instytucje w sprawie ukraińskiej pozwala na zadanie pytania: ilu biskupów jest agentami wpływu lub szpiegami Putina?
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.