Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedagogika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedagogika. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

Co studiować na uniwersytecie? – strzeżcie się studiów pedagogicznych

TEKST  Z  DNIA  09.05.2013  ROKU
Zaprezentowany ranking pokazuje w sposób wyraźny, że maturzyści nie powinni wybierać pedagogiki, administracji publicznej, teologii oraz ekonomii z finansami jako kierunku swoich  studiów. Prawdopodobieństwo trafienia na kosmitę, lasującego mózgi studentów w wymienionych dyscyplinach, jest wyższe niż prawdopodobieństwo spotkania rzetelnego uczonego.  Jeśli więc nie chcecie, aby spod czaszki wypływał wam kisiel, to nie wybierajcie się na studia pedagogiczne, teologiczne, z zakresu administracji publicznej oraz ekonomii i finansów. Obciach studiować te kierunki w Polsce.
Matury w toku. Wielu maturzystów zadaje sobie pytanie: Co i gdzie studiować, aby po studiach nie „grzać ławki dla bezrobotnych” ? Ambicje najlepszych licealistów są jeszcze wyższe: Co i gdzie studiować, aby po studiach wyciągnąć  3 tysiące w pierwszej pracy?
Szkoły wyższe oferują wiele kierunków studiów. Przeglądając ich ofertę akademicką, nawet wysokiej klasy profesorowie dostają oczopląsu. Wiele z tych propozycji można określić jako edukacyjną ściemę, wymyśloną celem ochrony etatów niedouczonych humanistów i reprezentantów nauk społecznych. Maturzyści bądźcie więc ostrożni przy wyborze kierunku studiów. W bagno łatwo wpaść, ale gorzej z niego się wydostać.
Po co studiować?
Najpierw musisz zdać sobie sprawę z tego czy lubisz matematykę i fizykę. Jeśli nawet dobrze zdałeś maturę z matematyki, ale reagujesz alergicznie na liczenie i rozwiązywanie zadań z cyferkami, to daj sobie spokój z poszukiwaniem studiów inżynierskich w uniwersytetach technicznych (politechnikach). Jeśli  konstruowanie słupków i tabel matematycznych sprawia Ci choć odrobinę przyjemności, to wybieraj studia inżynierskie. Szanse na znalezienie pracy po studiach w charakterze elektryka lub budowlańca w naszym kraju będą jeszcze przez długie lata bardzo wysokie. To samo dotyczy elektroniki i informatyki oraz ich rozmaitych „miksów” w postaci mechatroniki czy automatyki. Światem rządzą komputery i systemy automatyczne, więc roboty w tej dziedzinie jest pod dostatkiem. Niemal każdy kierunek studiów politechnicznych uczący technik modelowania matematycznego zapewnia dobremu absolwentowi pracę. Na inżynierów górnictwa, materiałoznawstwa, geologów i geodetów zawsze będzie zapotrzebowanie.  Listę technicznych, zmatematyzowanych kierunków studiów, których dobre ukończenie stanowi gwarancję uzyskania pracy, można wydłużyć. Nie znaczy to, że w każdej szkole  dany  politechniczny   kierunek studiów jest równie dobry. Jeśli jakaś szkoła obiecuje wam, że nauczy was inżynierii czegokolwiek bez  uczenia całek, różniczek, analizy matematycznej, rachunku wektorowego czy teorii algebr, to pokażcie jej „fucka”. Inżynieria bez wyrafinowanej i trudnej  matematyki jest ściemą.
Niestety niemal wszystkie studia uniwersyteckie, w przeciwieństwie do politechnicznych,  nie zapewniają  pracy. Celem  kształcenia uniwersyteckiego nie jest bowiem sprzedaż „fachu”. Wybitny fizyk po Uniwersytecie Jagiellońskim nie musi umieć wkręcać żarówki – to robota dla „pana- złotej-rączki”. Kształcąc się w stylu uniwersyteckim, zdobywamy jedynie „lepsze rozumienie” doświadczanej rzeczywistości. I tylko zawsze w pewnym, wąsko wykrojonym aspekcie. Fizyk będzie rozumiał lepiej i głębiej zjawisko grawitacji i burz na Słońcu; matematyk i filozof będzie w stanie udowodnić to, dlaczego jeden razy jeden jest równe jeden, zaś psycholog po swoich studiach osiągnie poczucie rozumienia w kwestii   ksenofobii  lub zachowań agresywnych. Kończąc uniwersytet mamy, niestety, nadal dwie lewe ręce. Nie znaczy to jednak tego, że pięć lat pozyskiwania „rozumienia świata” jest stratą czasu. Okazuje się, że „kompetencja rozumienia  dlaczego świat wokół nas kręci się w taki a nie inny sposób” jest jednym z warunków radzenia sobie z trudami życia – mniej lub bardziej prozaicznymi. Po dobrze ukończonych studiach uniwersyteckich będziecie w stanie więcej zobaczyć i w związku z tym – staniecie się bardziej praktyczni życiowo w przeciwieństwie do waszych kolegów i koleżanek  inżynierów. Bankierami, politykami czy artystami bywają częściej absolwenci filozofii, historii czy też matematyki, niźli inżynierowie mostów i rur kanalizacyjnych.
Jeśli chcecie zdobyć fach, wybierajcie studia politechniczne z trudem uczenia się po nocach o tensorach i wektorach. Jeśli chcecie uzyskać poczucie lepszego rozumienia świata, wybierajcie uniwersyteckie kierunki studiów.  Na obu drogach natkniecie się na wyboje. Krajobraz modelowanych matematycznie rurek, kabelków, sieci, trakcji, silników i systemów automatycznych stępi w waszych umysłach wrażliwość na tekst i sens, na wielość punktów widzenia i zdolność do komunikowania się z innymi. Inżynier niemal zawsze przegrywa z filozofem na randce z dziewczyną, która nie stroni od czytania nieco dłuższych felietonów w gazetach. Z drugiej jednak strony,  nasze życie nie redukuje się do pasma nieustannych randek. Kasę na „papu” ktoś musi zarabiać. Historykowi sztuki czy też ekonomiście trudniej jest znaleźć pracę w porównaniu z inżynierem.
Co studiować na uniwersytecie?
Niewiele kierunków studiów w Polsce wzbogaci was intelektualnie. Jak więc odróżnić kierunek akademicki, który jest  wart waszego czasu i poświęcenia, od typowej ściemy uniwersyteckiej?   Na to pytanie odpowiedź jest prosta. Należy wybrać tę dyscyplinę studiów, w której zajmujemy wysokie pozycje w rankingach światowych. Jeśli nasi rodzimi naukowcy nie publikują swoich prac w wiodących czasopismach naukowych na świecie, to znaczy to, że nie wiadomo co w swoich publikacjach wypisują. Niski stopień naszej obecności na światowym rynku w danej dyscyplinie wskazuje bez wątpienia na fakt, iż to, co polscy przedstawiciele danej dyscypliny badawczej wymyślają, jest najzwyczajniej niewiele warte. Wysoki  stopień obecności z kolei wskazuje na to, że świat interesuje się naszymi  pomysłami naukowymi w obrębie danej dyscypliny. Stanowi to rękojmię tego, że nasi naukowcy nie wygadują bzdur na wykładach.
Jeśli więc chcecie być szanowani po studiach przez świat, to przede wszystkim unikajcie wyboru tych dyscyplin, w których wypadamy jak „kosmici”. Uczęszczając na wykłady i ćwiczenia z „profesorami-kosmitami”, wasze mózgi prędzej się zlasują, niż cokolwiek wasz umysł zrozumie z otaczającej rzeczywistości. Chroniąc własne szare komórki od przeistoczenia się w kisiel, zanim wybierzecie kierunek studiów przeszukajcie światowe rankingi uprawiania nauki. Jednym z najlepszych jest  SCImago Country Rank (http://www.scimagojr.com/countryrank.php ).
Można uporządkować poszczególne grupy dyscyplin naukowych, rozwijanych w Polsce, z uwagi na kryterium ilości publikacji na światowym rynku naukowym oraz wpływu ich na rozwój światowy danej dyscypliny. Oto ranking (pierwsza cyfra w nawiasie oznacza miejsce na świecie z uwagi na ilość wyprodukowanych tekstów, które ukazały się w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych, druga cyfra oznacza pozycję w rankingu wpływu tychże publikacji na resztę świata).
  1. Fizyka z astronomią (13, 14), 13.5
  2. Logika (11, 18), 14.5
  3. Konserwacja zabytków (20, 11), 15.5
  4. Chemia (13, 23), 18
  5. Matematyka (14, 22)  18
  6. Metalurgia (hutnictwo) (12, 25), 18.5
  7. Geologia (12, 28) 20
  8. Filozofia z logiką (19, 21) 20
  9. Medycyna (20, 21), 20.5
  10. Farmacja (17, 24), 20.5
  11. Weterynaria (9, 33), 21
  12. Nauki o środowisku (16, 31), 23.5
  13. Inżynieria (18, 30), 24
  14. Informatyka (computing science) (21, 28), 24. 5
  15. Filologia klasyczna (22, 28), 25
  16. Geografia (18, 32), 25
  17. Inżynieria geologiczna (górnictwo) (20, 31) 25.5
  18. Filozofia (28, 24), 26
  19. Archeologia (24, 28) 26
  20. Oceanografia (22, 32), 27
  21. Biologia (22, 33), 27.5
  22. Literaturoznawstwo (21, 35), 28
  23. Pielęgniarstwo (24, 33), 28.5
  24. Filologie obce i lingwistyka (26, 33), 29.5
  25. Sztuki wizualne i performatywne (26, 34) 30
  26. Muzyka (28, 33), 30.5
  27. Zarządzanie i biznes (26, 37), 31.5
  28. Psychologia (31, 34), 32.5
  29. Socjologia i nauki polityczne ( 31, 34), 32.5
  30. Nauki polityczne i stosunki międzynarodowe (28, 38), 33
  31. Historia (37, 29), 33
  32. Prawo (33, 34), 33.5
  33. Stomatologia (29, 42), 35.5
  34. Kulturoznawstwo (34, 43), 38.5
  35. Ekonomia i finanse (38, 42), 40
  36. Teologia z naukami religioznawczymi (34, 47), 40.5
  37. Administracja publiczna (38, 46), 42
  38. Pedagogika (46, 50), 48
Zaprezentowany ranking pokazuje w sposób wyraźny, że maturzyści nie powinni wybierać pedagogiki, administracji publicznej, teologii oraz ekonomii z finansami jako kierunku studiów. Prawdopodobieństwo trafienia na kosmitę, lasującego mózgi studentów w wymienionych dyscyplinach, jest wyższe niż prawdopodobieństwo spotkania rzetelnego uczonego.  Jeśli więc nie chcecie, aby spod czaszki wypływał wam kisiel, to nie wybierajcie się na studia pedagogiczne, teologiczne, z zakresu administracji publicznej oraz ekonomii i finansów. Obciach studiować te kierunki w Polsce.
Okazuje się, że w dziedzinie nauk społecznych oraz humanistyki, najlepsze osiągnięcia posiadamy w dziedzinie konserwacji zabytków oraz filozofii z logiką. Pierwszy kierunek daje „konkretny fach”, ale trzeba mieć talent plastyczny i zamiłowanie do sztuki, aby z sukcesem studiować „naprawianie zabytków”.  Jeśli maturzysto nie masz talentu w dziedzinie malunków, rysunków i rzeźbienia, to wybierz filozofię z logiką.
Powyższy ranking nie obejmuje takiej nowatorskiej dyscypliny, jak kognitywistyka, gdyż  ma ona charakter  interdyscyplinarny. Łączy filozofię, logikę, informatykę z medycyną i biologią). Tak rozumiana kognitywistyka występowałaby na pozycji 11 w rankingu powyżej. Obok więc konserwacji zabytków oraz  filozofii z logiką stanowi trzecią z dyscyplin humanistyczno-społecznych godnych studiowania. Studiowanie kognitywistyki niemal na całym zachodnim świecie jest w modzie.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

poniedziałek, 26 lutego 2018

„Elementarz” Lorek i Wollman zgodny z metafizyką jedynego, wyróżnionego świata

TEKST  Z  DNIA  20.04.2014  ROKU
Rząd Tuska jest nieporadny. W dziedzinie reformy systemu edukacji powszechnej realizuje wizję szkoły, która koduje, nie tylko rasistowskie i eugeniczne postawy w umysłach dzieci, ale również  postawę jednowymiarowości semantycznej generującej autyzm społeczny oraz postawy:  anty-tolerancji, dominacji i zniewalania. Mam nadzieję, że w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego, wyborcy wybiorą wielowymiarowość semantyczną, tym samym pokazując Tuskowi, Kaczyńskiemu i Millerowi  wielowymiarowego „fucka”  w proteście przeciwko niszczeniu postaw pluralizmu światopoglądowego wśród naszych dzieci. Czekam na czasy kiedy w Polsce premierami i ministrami będą logicy.
„Elementarz” Marii Lorek i Lidii Wollman jest podręcznikiem napisanym na gruncie założeń tak zwanej koncepcji zintegrowanego nauczania. Jest to koncepcja filozoficzna. Według niej, wiedza ludzka, funkcjonująca w obrębie każdego ludzkiego umysłu stanowi zunifikowany system informacji (wiedza,że)  oraz instrukcji operacyjnych (działań) (wiedza, jak) określonych na informacjach. Umysł zaopatrzony w tak rozumianą wiedzę, wytwarza swój obraz świata – obraz jedynego świata wyróżnionego, zwanego zwykle realnym. Dlatego też rządowy „Elementarz” obejmuje zarówno treści filologiczne, przyrodoznawcze jak i  matematyczne, które powinny zostać zintegrowane w pewną całość semantyczną tak, aby dziecko w wieku sześciu lat mogło sobie tworzyć obraz jednego, wyróżnionego świata. Według tak rozumianych celów edukacji wczesnoszkolnej, dziecko od samego początku swojej, szkolnej nauki ma być kształcone tak, aby wyrobić w jego umyśle mechanizm semantyczny wyróżniania jedynego świata realnego, jedynego obiektywnego punktu widzenia, jedynej właściwej perspektywy epistemicznej.
Metafizyczny koncept zintegrowanego nauczania jest anachroniczny
Do czasów Kanta (filozofa wszechczasów z Królewca), obowiązywał tak zwany realistyczny (w sensie epistemologicznym) paradygmat ujmowania naszego ludzkiego doświadczenia. Zgodnie z nim, oczywistym było to, że istnieje jeden obiektywny świat, niezależny od sposobów naszego myślenia o nim, w którym istnieją przedmioty, zachodzą rozmaite fakty; wszystko to, co istnieje w nim lub zachodzi w nim jest powiązane rozmaitymi relacjami, które w swojej funkcji wiązania istności wewnątrzświatowych są niezależne od naszego myślenia o nich. Umysł ludzki jest w stanie odwzorowywać te relacje, tworząc wiedzę i naukę, rozumiane jako obraz jedynego, wyróżnionego, obiektywnego świata. Taka wizja ludzkiego poznania, nazwana przez Stefana Amsterdamskiego koncepcją autonomicznego podmiotu poznającego, została najlepiej wyłożona w traktatach Kartezjusza. Nasz obraz świata wygląda jak drzewo; mamy podstawowy pień (wiedzy fundamentalnej), z którego biorą początek konary (dyscypliny szczegółowe), a od nich gałęzie i gałązki (między innymi - dyscypliny i subdyscypliny praktyczne).
Taki obraz jedynego wyróżnionego, obiektywnego świata był dopełniany wizją teologiczną. Świat został stworzony z nicości przez chrześcijańskiego Boga aktem jego dobrej woli jako najlepszy z możliwych do pomyślenia (dogmat Leibniza).  W europejskim dyskursie religijnym, koncept jedynego, wyróżnionego świata spełniał funkcję justyfikacyjną w stosunku do dogmatu o realnym istnieniu Boga. Obiektywny, realny świat był potrzebny kościołom chrześcijańskim po to, aby móc postawić pytanie o rację jego istnienia.  Na pytanie: dlaczego wyróżniony, obiektywny świat istnieje?, odpowiadano: ponieważ stworzył go Bóg. Koncept jedynego, wyróżnionego świata był więc potrzebny kapłanom chrzescijańskim po to, aby stworzyć hiper-koncept pary uporządkowanej: Bóg i obiektywny  świat. W takim kontekście, można było budować, w ramach instytucjonalnego dyskursu,  narrację o Bogu jako gwarancji sukcesu poznawczego gatunku ludzkiego (Bóg jako prawda) oraz jako gwarancji postępu moralnego i estetycznego ludzkości (Bóg jako dobro i miłość oraz jako piękno). Teologia św. Tomasza z Akwinu w wykonaniu Suareza (uznaje się go jako kontrreformacyjnego teologa polityki)  mogła więc obowiązywać na europejskich uniwersytetach jako dopełnienie naukowego obrazu świata wypracowanego przez wielkich naukowców nowożytności.
Kant był grabarzem takiego  realistycznego paradygmatu. W swoim najważniejszym dziele, Krytyce czystego rozumu, pokazał, że świat nie jest obiektywną, niezależną od podmiotu poznającego istnością. Nie można metodami naukowymi wykazać istnienia czegoś takiego, jak realny, obiektywny świat. Możemy co najwyżej wierzyć w jego istnienie. Ten świat, którego doświadczamy, jest wypełniony fenomenami, czyli czymś co, umysł syntetyzuje przy pomocy subiektywnych wrażeń i zakodowanych w głowie schematów (idei i form). Nawet coś takiego, jak wszechświat rozumiany jako całość, powstaje w wyniku włożenia wszystkich doświadczanych fenomenów przez ludzkość do metafizycznej formy (idei) wszechświata. Skoro świat jest prefabrykatem umysłu, to Bóg nie mógł go stworzyć. Kant całkowicie przedefiniował chrześcijańską misję Boga, na którą do dnia dzisiejszego nie zgadza się tak zwana katolicka nauka społeczna.
Oczywiście, sam Kantyzm  pozostawił miejsce na bożą misję w postaci uzasadnienia formalnych, apriorycznych mechanizmów „prefabrykowania świata”. Filozof z Królewca uważał, że ten całościowy mechanizm jest wrodzony, konieczny i jedyny. Dlatego nazwał go transcendentalnym. Bogu można było więc nadać status twórcy tego mechanizmu. Po Kancie, wiara w istnienie świata jako „gotowego wyrobu” jest określana jako katolicki anachronizm. Umysł stwarza rzeczy i fakty, wartości i anty-wartości według  apriorycznych, ponadczasowych, koniecznych form, które z kolei mogą być dziełem Boga.
Choć formy są stabilne, to jednak wrażenia i treści pojęciowe mają charakter zmienny, a nawet wirtualny. Świat będzie się zmieniał w zależności od tego, jakie treści pojęciowe włożymy w transcendentalne formy. W tym sensie umysł jest w stanie prefabrykować wielość różnych światów, ale o wspólnej formie (tej formy później poszukiwał Wittgenstein w swoim Traktacie). Ale wśród nich jest jeden wyróżniony „świat-prefabrykat”. W ten sposób, możemy wyodrębnić pośród tych prefabrykowanych światów gorsze światy i ten jeden, jedyny najlepszy świat. Kant nie odpowiedział na pytanie: jak go rozpoznać lub wyróżnić?
Z punktu widzenia kantyzmu, zintegrowane nauczanie mogłoby być rozumiane jako praktyka udrożniająca jednolite mechanizmy kompetencyjne, na mocy których umysły syntetyzują swoje obrazy świata wyróżnionego.
W XX wieku epistemologia Kanta została zmodyfikowana i poddana dekonstrukcji. Odkrycie w XIX wieku geometrii nieklasycznych, wykorzystanie w mechanice kwantowej arytmetyki liczb urojonych (których odkrycie w Renesansie przez Cardano było opisywane przez Gaussa jako wyraz zblazowania matematyków) oraz odkrycie logik nieklasycznych (wielowartościowych przez Łukasiewicza i Posta) oraz modalnych (przez Lewisa) podkopało wiarę w jednolity system kompetencyjny naszego umysłu. Skoro istnieje wiele logik, to nie ma powodu, aby być zasadnie przekonanym, że jedna z nich jest właściwym narzędziem przetwarzania informacji na temat światów syntetyzowanych przez nasze umysły.  Każda logika wyznacza inną formę logiczną świata; więc, tak naprawdę,  światów jest tyle, ile jest logik formalnych. Ponieważ logik formalnych jest nieprzeliczalnie wiele, to również  światów jest nieprzeliczalnie wiele.
Metamatematyka Tarskiego stworzona w latach 30-tych XX wieku może być zinterpretowana jako teoria opisująca formalny mechanizm wyróżniania świata z pośród wielości światów podobnych (o tej samej formie logicznej), rozumianych jako modele semantyczne teorii naukowych. Odkrycie teorii niekategorycznych, czyli takich, których modele semantyczne (światy, w których teorie są prawdziwe) nie są izomorficzne  (czyli nie posiadają wspólnej struktury), podważyło wiarę w to, że przy pomocy tego samego zasobu narzędzi kompetencyjnych (zakodowanych w umyśle)  umysł jest w stanie syntetyzować wyłącznie podobne światy. Okazuje się, że arytmetyka Peano (zwana arytmetyką tabliczki dodawania i mnożenia), którą powinny posługiwać się wszystkie dzieci w wieku ośmiu lat, jest teorią niekategoryczną (modele amerykańskiego filozofa matematyki,  Paula Benaceraffa pięknie egzemplifikują ten wniosek). Przy jej pomocy umysł może syntetyzować tak zwane niestandardowe światy matematyczne (modele niestandardowe). W tym świetle, mechanizm wyróżniania jedynego świata nie może być mechanizmem transcendentalnym (logicznym).
Anachronizm zintegrowanego nauczania przejawia się więc w tym, iż zwolennicy tej koncepcji wierzą w to, że można, poprzez implementację w procesy edukacyjne określonych programów dydaktycznych nastawić umysł ludzki na funkcjonowanie realistyczne, czyli w taki sposób, iż będzie on funkcjonował na gruncie przeświadczenia o istnieniu jedynego, obiektywnego świata. Recz jasna, można  wytresować umysł ludzki w taki sposób, iż zachowuje on postawę jednowymiarowości semantycznej (obrazy świata innych osób są albo błędne albo takie same jak mój obraz świata). Konsekwencje upowszechnienia się jednowymiarowości semantycznej  są katastrofalne społecznie. Jednowymiarowość semantyczna generuje autyzm społeczny (postawę niewrażliwości na to, że inni żyją w odmiennych, niż mój, światach),  postawę anty-tolerancji w stosunku do odmiennych światów życia codziennego (skoro mój obraz świata jest właściwy, to odmienne obrazy świata są fałszywe) oraz postawy dominacji i  zniewalania (skoro inne światy są fałszywe, to ludzi trzeba zmieniać tak, aby manifestowali światy podobne do mojego, obiektywnego świata). Jednowymiarowość semantyczna jest  warunkiem kształtowania się ideologii totalitarnych. Gdyby Niemcy nie byli jednowymiarowi semantycznie,  nikt nie słuchałby Hitlera.
Nauczanie zintegrowane jest sprzeczne z wynikami nauk kognitywnych
Na przełomie XX i XXI wieku można zaobserwować gwałtowny rozwój nowej dyscypliny naukowej: kognitywistyki, która bada mechanizmy funkcjonowania ludzkiego umysłu. Z tych mechanizmów zbudowane są rozmaite systemy kompetencyjne umysłu. To, że one w nas funkcjonują , przejawia się w tym, że możemy efektywnie nauczyć się wiedzy  różnego typu oraz w tym, że umiemy skutecznie wykonywać rozmaite czynności. Badacze wyróżniają rozmaite systemy kompetencyjne, nazywane np. psychologią ludową (folk psychology), socjologią ludową czy w końcu matematyką (arytmetyką) kognitywną. To, że ludzkość od dawien dawna umie liczyć,  nie jest warunkowane tym, że ludzkość od dawien dawna korzysta z teorii matematycznych. Umiejętność liczenia wyrasta właśnie z zakodowanego w naszych umysłach arytmetycznego systemu kompetencyjnego.  Nauczanie matematyki w systemie oświaty ma więc rozwijać tę naszą ludową kompetencję matematyczną tak, aby przekształciła się w kompetencję ekspercką przejawiającą się w zdolnościach do rozwiązywania zadań matematycznych – z wykorzystaniem aksjomatów, definicji, twierdzeń - o znaczącym stopniu trudności.
Problem, jaki każdy odpowiedzialny twórca podstawy programowej edukacji wczesnoszkolnej musi rozwiązać dotyczy więc tego, czy zintegrowane nauczanie przyczynia się skuteczniej do uruchomienia procesów mentalnych przekształcania się ludowej arytmetyki w arytmetykę ekspercką czy odwrotnie -  nauczanie izolowane jest bardziej właściwą metodą na kształtowanie w umysłach dzieci reprezentacji mentalnych matematyki eksperckiej?
Badania kognitywne pozwalają nam odpowiedzieć - oczywiście nie w sposób rozstrzygający -  na postawione wyżej pytanie. Okazuje się, że w naszym mózgu inne jego części są odpowiedzialne za czynności posługiwania się cyframi, a inne – za czynności posługiwania się liczebnikami werbalnymi. Myślenie cyfrowe ulokowane jest więc w innej części mózgu, niż mówienie w danym języku etnicznym. Zaobserwowano interesujące wypadki kliniczne osób, które sprawnie posługiwały się cyframi, a nie umiały posługiwać się liczebnikami w sensie werbalnym – co weryfikuje w pewnym stopniu hipotezę o niezależności procesów przetwarzania cyfr od procesów przetwarzania treści pojęciowych w umyśle. Wielu badaczy opowiadając się za modularną koncepcją umysłu, uważa, że nasza ludowa kompetencja arytmetyczna stanowi właśnie taki moduł. Badania w zakresie zoo-kognitywistyki (nad umiejętnościami liczenia u gołębi) pokazują, że ten moduł może być uznany za  nadzwyczaj starą filogenetycznie strukturę zakodowaną w naszym mózgu (umyśle), wcześniejszą niż moduł umożliwiający nam  generowanie kategorialnie złożonych wypowiedzi językowych. Jeśli więc ludowa kompetencja arytmetyczna może funkcjonować niezależnie od kompetencji filologicznych (wymagających użycia zasobów lingwistycznych umysłu), to rozwijanie tych pierwszych w procesach edukacyjnych w sposób zintegrowany lub wkomponowany w procesy rozwoju kompetencji filologicznych, jest praktyką zbędną z punktu widzenia celu uzyskania sukcesu dydaktycznego w postaci ukształtowania w umyśle eksperckich reprezentacji arytmetyki liczb naturalnych (arytmetyki Peano). W tym wypadku zachodzi nawet taka ewentualność, że praktyki nauczania zintegrowanego będą blokować procesy przekształcania się ludowych reprezentacji arytmetycznych w eksperckie reprezentacje arytmetyczne w umyśle dziecka. Oczywiście, trzeba by taką hipotezę zweryfikować empirycznie.
Koncepcja nauczania matematyki w edukacji wczesnoszkolnej, stojąca u podstaw opracowania „Elementarza” Marii lorek i Lidii Wollman nie uwzględnia więc najnowszych wyników badań nad umysłem ludzkim. Wyniki te raczej  sugerują przeciwstawny tryb edukacji matematycznej dzieci. Lekcje matematyki powinny być wyizolowane od lekcji nauczania języka etnicznego (lekcji pisania i czytania). Dziecko powinno korzystać z dwóch elementarzy: jeden do nauki czytania i pisania, zaś drugi – do nauki opanowywania  technik liczenia i zapisywania działań na liczebnikach (w szczególności: na liczebnikach cyfrowych).
Nauczanie zintegrowane jest sprzeczne z wynikami logiki matematycznej
To, co odróżnia myślenie matematyczne od myślenia niematematycznego, jest silna ekstensjonalność tego pierwszego. Oznacza to, że język, w którym artykułujemy nasze czynności przetwarzania struktur matematycznych, jest ekstensjonalny i co więcej – rozszerzenie takiego języka o terminy nieekstensjonalne prowadzi do tak zwanego „kolapsu logicznego Slingshot – odkrytego przez Kurta Godla). Nieco wulgaryzując, na użytek zrozumienia tej tezy przez profanów,  można powiedzieć tak: na gruncie dowolnej teorii matematycznej nie da się mówić o tym, o czym mówimy w języku potocznym; nie da się rozszerzyć takiej teorii o treści ze światów życia codziennego.
Od lat 80-tych logicy i ontologowie formalni (w Polsce Bogusław Wolniewicz – przyjaciel Rydzyka) rozwijają tak zwane ontologie sytuacji lub faktów (Barry Smith, Mulligan, Simons, Kit Fine i wielu innych). Tysiące logików, filozofów i informatyków na całym świecie pracuje w ramach tego paradygmatu badawczego. W Polsce jednak próbowano rozwijać  ontologiczną koncepcję sytuacji (w nawiązaniu do Wittgensteina) w sposób szczególny, mianowicie traktując sytuacje, fakty czy stany rzeczy jako obiekty ekstensjonalne. Narzędziem umożliwiającym rozwój takiej koncepcji miał być  niefregowski rachunek logiczny stworzony przez wybitnego, polskiego logika Romana Suszkę (zainspirował się dziełem Wittgensteina). Szkoła polskiej ontologii sytuacji rozwinęła się w sposób znakomity; w latach 90-tych obejmowała takie, między innymi, nazwiska, jak: Wolniewicz (UW), Omyła (UW), Koj (UMCS, wcześniej KUL),   Wójtowicz (UW, arcymistrzyni szachowa), Biłat (absolwent KUL) oraz Krysztofiak (absolwent KUL). Jeśli sytuacje są ekstensjonalnie złożone (zdania je oznaczające spełniają zasadę kompozycjonalności semantyczno-ontologicznej), to można wówczas w językach matematycznych mówić o czymś takim, jak fakty czy sytuacje matematyczne.  Gdyby projekt arytmetyki faktów (rozszerzenia arytmetyki o operatory syntezy faktów) był realizowalny, to wówczas można by mówić o rozmaitych sytuacjach matematycznych wypełnionych nie tylko operatorami matematycznymi, ale również operatorami intensjonalnymi, które są przedmiotem naszych wypowiedzi formułowanych w języku potocznym. Z tego punktu widzenia, koncept zintegrowanego nauczania matematyki w edukacji wczesnoszkolnej byłby w pełni uzasadniony.
Niestety, dotychczas nie udało się nikomu stworzyć arytmetyki liczb naturalnych rozszerzonej do postaci arytmetyki sytuacji. To nie byłoby jeszcze powodem do odrzucenia koncepcji nauczania matematyki w sposób zintegrowany. Niestety,  w latach 2011-2012, udowodniłem, że projekt arytmetyki ekstensjonalnych faktów i sytuacji jest logicznie niemożliwy, czyli, że matematyka jest silnie ekstensjonalna; że nie da się języka matematycznego rozszerzyć o operatory konceptualizujące doświadczenie potoczne. Tym samym pokazałem, że teorie matematyczne opisują – o ile dokonamy pewnego zabiegu parafrazy - królestwo bytów idealnych w sensie Poppera (twórcy koncepcji społeczeństwa otwartego) i Fregego.
Interesującym faktem jest to, że w polskich (polskojęzycznych) czasopismach naukowych nie chciano mi opublikować moich wyników; ukazał się jeden artykuł na ten temat w Filozofii Nauki. Zachodnie czasopisma, notowane na Liście Filadelfiskiej, History nad Philosophy of Logic (redagowane w Universitat Paderborn w Niemczech) http://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/01445340.2013.828517#.U1L_PlV_uII oraz Foundations of Science (redagowane w Free University of Brussels w Belgii) http://link.springer.com/article/10.1007/s10699-014-9350-6, bez oporów opublikowały moje wyniki.
Skoro nie ma żadnych ekstensjonalnych, obiektywnych faktów matematycznych w światach matematycznych (fakty te istnieją w naszych głowach), to tym samym nie ma żadnych niematematycznych faktów w tak zwanych światach wyróżnionych (są one zbędne teoriomodelowo, aby wyjaśniać prawdziwość lub fałsz naszych teorii matematycznych). Niszczy to całkowicie koncepcję wyróżniania jedynego świata (standardowego) danej teorii matematycznej czyniącego jej tezy prawdziwymi. Fakty - istniejąc w głowach - są jedynie narzędziami (obrazami) reprezentowania świata; ten sam fakt może wówczas reprezentować dwa różne, niepodobne do siebie, światy matematyczne (bo arytmetyka jest niekategoryczna). Katolicki paradygmat jedynego, obiektywnego świata stworzonego przez Boga chrześcijan zaczyna więc jawić się jako wyraz myślenia życzeniowego; nie ma bowiem żadnego takiego świata.  Może to był właśnie powód oporów przed publikacją moich artykułów w polskich czasopismach – podkopywałem uzasadnienie koncepcji jednowymiarowości semantycznej.
Puenta dla polityków
Wobec powyższego, rozwijanie edukacyjne eksperckich kompetencji matematycznych  musi dokonywać się autonomicznie; w sposób izolowany dydaktycznie. Oznacza to, że pierwszoklasista powinien mieć oddzielne lekcje nauki czytania i pisania oraz oddzielne lekcje nauki liczenia. Z tym wiąże się, rzecz jasna, rewolucja w organizacji wczesnoszkolnej edukacji: powinniśmy zatrudniać filologicznych specjalistów od nauczania wczesnoszkolnego oraz matematycznych specjalistów od nauczania matematyki. To zaś wymusza wprowadzenie do systemu edukacji akademickiej nowego kierunku studiów: nauczania wczesnoszkolnego matematyki.  To wymusiłoby rewolucję w organizacji instytutów pedagogicznych w polskich uniwersytetach. Musiałyby zostać zorganizowane katedry lub zakłady odpowiedzialne za prowadzenie takich studiów.  Akademickie programy nauczania na kierunku wczesnoszkolnej edukacji matematycznej wówczas obejmowałyby takie przedmioty, jak: logika matematyczna, kognitywistyka arytmetyki, psychologia poznawcza, rozwojowa oraz podstawy matematyki.  Instytuty pedagogiczne zostałyby zmuszone do zatrudniania profesjonalistów w zakresie logiki, matematyki oraz   kognitywistyki. Zważywszy na fakt, że poziom uprawiania dyscyplin pedagogicznych w Polsce plasuje nasz kraj na 48 miejscu na świecie; http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644373,pedagogika-polska-na-tle-afryki.html gorzej od wielu krajów afrykańskich, http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/671243,co-studiowac-na-uniwersytecie-%E2%80%93-strzezcie-sie-studiow-pedagogicznych.html, proponowana rewolucja w organizacji polskiej pedagogiki przyczyniłaby się do wzrostu poziomu naukowego tej dyscypliny. Opór przed taką rewolucją będzie silny, gdyż prowadzi ona do minoryzacji w strukturach instytucjonalnych pedagogów ideologicznych, którzy uważają, że misją szkoły jest wychowywanie dzieci według określonego systemu wartości (w Polsce według wartości katolickich).
Dlaczego więc Rząd Donalda Tuska zgodził się na tak nieprofesjonalne opracowanie podstawy programowej edukacji wczesnoszkolnej? Dlaczego nie przeprowadzono konsultacji w tym względzie z wybitnymi, polskimi ekspertami od edukacji matematycznej. Dlaczego zatrudniono do opracowania takiej podstawy programowej w zakresie kształcenia matematycznego osobę (Edytę Gruszczyk-Kolczyńską http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/669502,wybor-szkoly-podstawowej-dla-pierwszaka-jest-decyzja-polityczna.html nawołującą do wyeliminowania logiki z programów nauczania na kierunku studiów edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej), która nie posiada żadnych, znaczących sukcesów naukowych, które byłyby zweryfikowane na międzynarodowym rynku naukowym?  Dlaczego obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej jako recenzenta treści matematycznych „Elementarza” wybrało osobę – mgr Agatę Ludwę - o niezweryfikowanych kompetencjach profesjonalnych? Recenzentem nie powinna być osoba, która na życie zarabia publikowaniem książeczek edukacyjnych z matematyki dla dzieci. Recenzentem powinien być ekspert z dziedziny psychologii myślenia matematycznego lub kognitywistyki arytmetyki. Recenzent musi odpowiedzieć na pytanie: jaki program nauczania matematyki wymusza na nauczycielu „Elementarz” Lorek i Wollman? Ponadto, jak ten wymuszany program przyczyni się do efektywnego przekształcenia ludowych kompetencji matematycznych na eksperckie kompetencje matematyczne w umyśle dziecka? To, że ktoś umie wymyślać „fajne zadania z matematyki” nie oznacza, że jest w stanie opisać skuteczność praktyki rozwiązywania takich zadań w rozwojowym procesie nabywania przez dziecko eksperckiej kompetencji matematycznej. Agata Ludwa nie jest w stanie odpowiedzieć na nurtujące nas pytania. MEN ściemnia. Postawione pytania sa wyłącznie retoryczne, gdyż odpowiedź na nie jest znana; polska szkoła ma wychowywać dzieci według katolickiego modelu jednowymiarowego semantycznie człowieka.
Rząd Tuska jest nieporadny. W dziedzinie reformy systemu edukacji powszechnej realizuje wizję szkoły, która koduje, nie tylko rasistowskie i eugeniczne postawy w umysłach dzieci http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686562,%E2%80%9Eelementarz%E2%80%9D-lorek-i-wollman---rasistowskim-i-eugenicznym-skandalem-edukacyjnym.html, ale również  postawę jednowymiarowości semantycznej generującej autyzm społeczny oraz postawy:  anty-tolerancji, dominacji i zniewalania. Od lat 50-tych i 60-tych XX wieku, w których Kripke i Hintikka tworzyli semantyki możliwych światów, zaś Kalifornijska Szkoła fenomenologii analitycznej (Follesdala) pokazała, że w istocie nasza intencjonalność (czyli „mechanika naszego myślenia”) jest wielowymiarowa semantycznie, propozycja  zintegrowanego nauczania jawi się jako zamach na ludzki umysł.
Kształcenie  ma bowiem rozwijać nasze kompetencje do prefabrykowania rozmaitych światów możliwych i wiązania ich rozmaitymi relacjami interpretowalności. Należy więc rozwijać w pierwszym rzędzie autonomiczne moduły ludzkiego umysłu odpowiedzialne za nasze umiejętności wytwarzania światów: matematycznych, społecznych  czy fikcjonalnych. Zabiegi integrowania takich światów mogą dopiero dokonywać się z pułapu meta-kompetencji. Najpierw należy nauczyć dzieci „robienia takich światów”, a dopiero na końcu umiejętności wiązania ich w rozmaitych przestrzeniach mentalnych. Podstawa programowa polskiej szkoły odwraca ten naturalny porządek, co da w przyszłości efekt w postaci podatności umysłów na zarażenie się totalitaryzmem oraz fundamentalizmem ideologicznym (szczególnie:  religijnym).  Musimy więc rozstrzygnąć w jakim kraju chcemy żyć. Czy w takim, w którym każdy obywatel jest przekonany, że ma niepodważalną rację? Czy też w takim, w którym każdy obywatel jest przekonany, że konkurencyjnych racji jest wiele i zależą one od punktów widzenia, wśród których nie ma żadnego, jedynego wyróżnionego?
Mam nadzieję, że w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego, wyborcy wybiorą wielowymiarowość semantyczną, tym samym pokazując Tuskowi, Kaczyńskiemu i Millerowi  wielowymiarowego „fucka”  w proteście przeciwko niszczeniu postaw pluralizmu światopoglądowego wśród naszych dzieci. Czekam na czasy kiedy w Polsce premierami i ministrami będą logicy. Ten pomysł  został już zweryfikowany. Prezydentem Wrocławia jest bowiem Rafała Dutkiewicz – logik matematyczny, od którego podczas studiów pobierałem nauki z tejże dziedziny (otrzymałem nawet ocenę dobrą). Wrocławianie są zadowoleni, gdyż ich miasto nieustannie rozwija się.
***
Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch” (Nr 9 na liście)  w okręgu obejmującym województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Pedagogika polska na tle Afryki

Tekst z dnia 06.09.2012 roku.


31-sze miejsce zajmowane przez Polskę w afrykańskim rankingu osiągnięć naukowych szkół wyższych w dyscyplinach pedagogicznych jest ze względów oczywistych skandalem. Wynik ten zawdzięczamy rozdrobnieniu ilościowemu szkół wyższych w Polsce. Ale nawet redukcja połowy z tych szkół poprawiłaby naszą pozycję jedynie do 25-go miejsca w Afryce. Nadal bylibyśmy gorsi od Etiopii (kraju targanego suszami i głodem), Sierra Leone (jeden z najbiedniejszych krajów świata), Rwandy (potarganej nie tak dawno krwawą rzezią domową) czy pustynnej Namibii.

Ponieważ polska pedagogika jest w sytuacji katastrofalnej, warto dokonać porównania efektów pracy rodzimych szkół wyższych, w zakresie dyscyplin pedagogicznych,  z wynikami uzyskiwanymi przez szkoły wyższe w poszczególnych państwach afrykańskich.  Okazuje się, że Polska zajmuje na kontynencie afrykańskim 31 pozycję w rankingu  produkcji tekstów  w światowych, prestiżowych, pedagogicznych czasopismach przypadających na przeciętną szkołę wyższą danego państwa.  Pierwsza cyfra, w rankingu poniżej,  oznacza liczbę wytworzonych artykułów naukowych z zakresu pedagogiki przez typową szkołę wyższą w danym państwie w   15-letnim oknie czasowym. Kolejna cyfra  (pierwsza w nawiasie) wskazuje na globalną produkcję tekstów pedagogicznych danego państwa w przeciągu piętnastu lat (od 1996 do 2010 roku). Trzecia cyfra oznacza liczbę szkół wyższych w danym państwie. Oto ranking:

1.Botswana 21.00 (105, 5)

2. Lesotho 13.00 (13, 1)

3. Erytrea 7.00 (7, 1)

4. Afryka Południowa 4.00 (100, 25)

5. Malawi 3.86 (27, 7)

6. Suazi 4.50 (9, 2)

7. Namibia 3.50 (14, 4)

8. Kenia 2.91 (128, 44)

9. Nigeria 2.16 (281, 130)

10. Uganda 2.12 (53, 25)

11. Zimbabwe 2.09 (23, 11)

12. Gambia 2.00 (2, 1)

13. Niger 2.00 (2, 1)

14. Ghana 1.82 (62, 34)

15. Mauritius 1.67 (10, 6)

16. Zambia 1.55 (14, 9)

17. Rwanda 1.28 (9, 7)

18. Tanzania 1.21 (40, 33)

19. Mozambik 1.00 (9, 9)

20. Sierra Leone 1.00 ( 2, 2)

21. Wybrzeże Kości Słoniowej 1.00 (3, 3)

22. Republika Środkowej Afryki 1.00 (1, 1)

23. Egipt 0.84  (48, 57)

24. Etiopia 0.73 (24, 33)

25. Senegal 0.62  (5, 8 )

26. Togo 0.50 (1, 1)

27. Burkina Faso 0.50 (2, 4)

28. Kamerun 0.43 (6, 14)

29. Algeria 0.36, (26, 72)

30. Tunezja 0.34 (19, 55)

31. Polska 0.33 (146, 448)

32. Republika Zielonego Przylądka 0.33 (1, 3)

33. Madagaskar 0.22  (2, 9)

34. Burundi 0.20 (1, 5)

35. Sudan 0.17 (7, 42)

36. Demokratyczna Republika Kongo 0.15 (2, 13)

37. Maroko 0.04 (4, 93)

38. Somalia 0.00  (0, 27)

39. Libia 0.00 (0, 16)

40. Angola 0.00 (0, 16)

41. Benin 0.00 (0, 8 )

42. Mauretania 0.00 (0, 3)

43. Liberia 0.00  (0, 3)

44. Czad 0.00 (0, 2)

45. Mali 0.00 (0, 2)

46. Gabon 0.00 (0, 1)

47. Seszele 0.00 (0, 1)

48. Gwinea Równikowa 0.00 (0, 1)

49. Dżibutti 0.00 (0, 1)

Zaprezentowany ranking pokazuje to, że losowo wybrana polska szkoła wyższa jest gorsza pod względem wartości naukowej publikowanych tekstów naukowych  od losowo wybranych szkół  w 30 krajach Afryki. Oznacza to, że w typowej szkole wyższej, działającej w Botswanie (tu pedagogika jest rozwijana na jednym z najwyższych na świecie poziomów), Kenii, Ugandzie, Senegalu czy Kamerunie, pedagodzy osiągają lepsze rezultaty naukowe niż te, które są osiągane w losowo wybranej szkole wyższej naszego kraju.

31-sze miejsce zajmowane przez Polskę w afrykańskim rankingu osiągnięć naukowych szkół wyższych w dyscyplinach pedagogicznych jest ze względów oczywistych skandalem. Wynik ten zawdzięczamy rozdrobnieniu ilościowemu szkół wyższych w Polsce. Ale nawet redukcja połowy z tych szkół poprawiłaby naszą pozycję jedynie do 25-go miejsca w Afryce. Nadal bylibyśmy gorsi od Etiopii (kraju targanego suszami i głodem), Sierra Leone (jeden z najbiedniejszych krajów świata), Rwandy (potarganej nie tak dawno krwawą rzezią domową) czy pustynnej Namibii.

W przeliczeniu na milion mieszkańców nasza produkcja naukowa (czyli wydajność naukowa) na tle rezultatów afrykańskich państw nie wygląda jednak najgorzej.  Dla piętnastoletniego okna czasowego taki ranking wydajności naukowej w obszarze badań pedagogicznych przedstawia się następująco:
  1. Botswana 50.8
  2. Mauritius 7.67
  3. Lesotho 6.75
  4. Suazi 6.75
  5. Namibia 6.52
  6. Polska 3.79
W porównaniu z Afryką, milion polaków produkuje więcej tekstów pedagogicznych spełniających standardy naukowości niż milion obywateli większości państw „czarnego lądu”. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że w większości państw afrykańskich PKB per capita  jest wielokrotnie niższy niż w Polsce, to  ten nasz sukces w Afryce (siódme miejsce) staje się marny. W społeczeństwach tego kontynentu nie inwestuje się wymaganej ilości zasobów finansowych w rozwój nauki z racji biedy. Gdyby Afryka miała tyle pieniędzy, ile posiadają polscy przedstawiciele nauk pedagogicznych,  pobiłaby nas pod względem wydajności naukowej z kretesem.

Można  obliczyć wskaźnik lenistwa naukowego  pedagogów dla każdego państwa. Wyższy poziom zamożności danego społeczeństwa powinien skutkować wyższą wydajnością naukową. Znaczy to, że mając więcej pieniędzy, powinniśmy lepiej naukowo pracować. Okazuje się jednak, że wzrost zamożności społeczeństwa nie musi prowadzić do wzrostu jego wydajności naukowej. Mówiąc metaforycznie, czasami jest tak, że mając więcej pieniędzy, efektywniej nie pracujemy. Taką sytuację zwykle określamy jako lenistwo w pracy. Intuicyjnie mówiąc, wskaźnik lenistwa naukowego w danej dyscyplinie jest miarą bogactwa przypadającego na jednostkę wydajności naukowej w danej dyscyplinie.  Im niższy ów wskaźnik dla danego społeczeństwa w odniesieniu do określonej nauki, tym lenistwo naukowe jej reprezentantów jest niższe. Jeśli nie jesteśmy leniwi, to nie potrzebujemy wielkich bogactw, aby pracować wydajnie. Poziom bogactwa danego społeczeństwa mierzy się wartością PKB per capita. Zatem aby obliczyć wskaźnik lenistwa w danej dyscyplinie dla danego państwa, wystarczy podzielić wartość jego PKB per capita na wartość jego wydajności naukowej w tejże dyscyplinie. Tak otrzymana liczba dla dyscyplin pedagogicznych będzie wyrażała to,    jaki  jest  wymagany PKB per capita dla danego państwa wystarczający na to, aby milion obywateli w ciągu roku wyprodukowało jeden tekst naukowy z zakresu pedagogiki, który mógłby zostać opublikowany w którymś z ponad 500 prestiżowych czasopism naukowych. Oto obliczenia wskaźnika lenistwa naukowego pedagogów dla każdego państwa w Afryce:

1. Zimbabwe 3746

2. Lesotho 4355

3. Botswana 4729

4. Malawi 7818

5. Kenia 8730

6. Erytrea 9187

7. Niger 9637

8. Suazi 11782

9. Uganda 13170

10. Namibia 17123

11. Ghana 18135

12. Zambia 23014

13. Nigeria 23436

14. Tanzania 25250

15. Rwanda 26820

16. Gambia 27757

17. Mauritius 29321

18. Republika zielonego Przylądka 30361

19. Mozambik 36166

20. Sierra Leone 42450

21. Etiopia 54650

22. Senegal 62367

23. Republika Środkowej Afryki

24. Afryka Południowa 78121

25. Tunezja 78983

26. Polska 81336

27. Burundi 87857

28. Togo 89900

29. Kamerun 112850

30. Algeria 146660

31. Madagaskar 159000

32. Egipt 163500

33. Demokratyczna Republika Konga 174000

34. Burkina Faso 183250

35. Sudan 272600

36. Maroko 631500

Polscy pedagodzy są naukowo leniwi w stopniu porównywalnym z lenistwem naukowym pedagogów z Burundi, Togo i Tunezji. Uzyskana przez Polskę wartość parametru lenistwa naukowego w zakresie pedagogiki nie napawa optymizmem. Przy utrzymaniu obecnego poziomu życia w Polsce, osiągnięcie przyzwoitej wydajności naukowej w granicach 20 000 wymagałoby czterokrotnego (czyli o 400 %) poprawienia wydajności naukowej pedagogów. Z kolei wyniki dla państw afrykańskich są nadzwyczaj optymistyczne. Pomimo przejmującej biedy w tych krajach, afrykańscy pedagodzy pracują  efektywnie w stosunku do swojej zamożności, pracują relatywnie na podobnym poziomie jak większość ich europejskich kolegów.

Lenistwo naukowe jest powodowane czteroma czynnikami: lękiem przed publikacją wyników z uwagi na oczekiwaną stratę, brakiem kompetencji, brakiem narzędzi pracy oraz brakiem motywacji (brakiem oczekiwania na zysk). W wypadku pedagogiki, czynnik narzędziowy nie może być brany pod uwagę w Polsce, gdyż uprawianie tej dyscypliny naukowej wymaga kredy, tablicy i książek (na to nas stać). Polska nie jest krajem totalitarnym, więc publikowanie wyników naukowych w zachodnich czasopismach pedagogicznych nie skutkuje „kłopotami w pracy”.  Z drugiej strony ogrom „makulaturowego wytworu pedagogicznego” w Polsce jest zatrważający; więc nie można odmówić naszym pedagogom motywacji do pisania swoich dzieł naukowych. Pozostaje więc czynnik kompetencyjny – lenistwo polskich pedagogów jest powodowane  przez niski poziom ich kompetencji. Wydaje się, że o tym poziomie decyduje głównej mierze brak choćby biernej znajomości języków obcych, uniemożliwiający pedagogom obcowanie ze światowym dorobkiem naukowym, a w konsekwencji prowadzenie badań spełniających międzynarodowe standardy.

Przy wysokich wartościach wskaźnika lenistwa naukowego, świadczących o brakach kompetencyjnych w danej dyscyplinie, finansowe strategie sanacji (wzmacniające motywację w wytwarzaniu nauki) nie pomagają. W naszym wypadku wymagana jest likwidacja dotychczasowej  struktury administracyjnej polskiej pedagogiki. Następnie należy zorganizować strukturę umożliwiającą związanie badań kognitywistycznych (prowadzonych przez polskich logików i psychologów poznawczych) z pedagogicznymi.

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

http://www.facebook.com/pages/Fan-Klub-Krysztofiaka/397324376997122

Felietony związane tematycznie:

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644020,katastrofalna-kondycja-polskiej-pedagogiki.html

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/643672,czy-polskie-szkoly-sa-beznadziejne.html

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/643887,beznadzieja-szkol-skutkiem-ideologicznosci-polskiej-pedagogiki.html

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/639811,uniwersytety-polskie-naga-smutna-prawda.html

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/640735,lumpen-wyksztalcenie-w-polsce-na-tle-europy.html

Beznadzieja szkół skutkiem ideologiczności polskiej pedagogiki

Tekst z dnia 04.09.2012 roku.

Okazuje się, że polski profesor lub doktor pedagogiki jest w stanie napisać rocznie niespełna 70 słów tekstu naukowego w języku angielskim, który mógłby być przedmiotem oceny przez badaczy z innych krajów. 70 słów rocznie oznacza, że rodzimy „specjalista-naukowiec-pedagog” pisze tygodniowo około dwóch słów mających jakąś wartość naukową i pobiera średnią,   miesięczną pensję w wysokości 3500 złotych z jednej tylko szkoły.

W ostatnim tygodniu politycy wzywali społeczeństwo do zmiany systemu edukacji. PiS i SLD opowiadają się za likwidacją gimnazjów i powrotem do systemu z  ośmioletnią szkołą podstawową i czteroletnim liceum. Pomysł jest tak chory, jak chore są slogany wygłaszane przez obie partie polityczne. Rzecz jasna, nawoływania do likwidacji gimnazjów są podszyte chęcią kolejnego złupienia społeczeństwa. Każda bowiem reorganizacja systemu oświaty wymaga zatrudnienia ekspertów od programów nauczania, rozpisania konkursów,  napisania nowych podręczników i zlecenia pracy wydawcom. To zaś wymaga wydania kolejnych milionów z budżetu państwa dla pociotków księży (PiS) lub  dzieci i wnuków esbeków oraz peerelowskich generałów (SLD). Kryzys nadchodzi, więc trzeba znaleźć nowe źródło dochodów.

Bryndza edukacji powszechnej w naszym kraju nie jest powodowana systemem administracyjnym oświaty, lecz fatalnymi nauczycielami. Wróćmy więc do korzeni: dlaczego typowy maturzysta w naszym kraju nie umie liczyć oraz czytać ze zrozumieniem tekstów kultury? Odpowiedź:  nie nauczono go tych umiejętności w liceum. Dlaczego nauczyciele licealni nie są w stanie nauczyć młodego człowieka liczenia i czytania? Odpowiedź: bo „materiał”, który otrzymują z gimnazjów jest zdemoralizowany, ogłupiony i „autystyczny społecznie”. Efekt ten jest skutkiem stylu pracy nauczyciela z dzieckiem w szkole podstawowej. Bryndza edukacyjna jest więc ostatecznie powodowana fatalną kondycją nauczania wczesnoszkolnego. Wszystkiemu winni są więc nauczyciele klas I –III szkoły podstawowej, którzy nie są profesjonalnie przygotowani do pracy edukacyjnej  z dziećmi.

Aby móc pracować z dziećmi, nauczyciel musi posiadać dyplom ukończenia studiów w zakresie pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej (dawniej takie studia nazywano nauczaniem początkowym). Dzisiaj wystarczy posiadać licencjat, aby uzyskać pracę nauczycielki klas I -III w szkole podstawowej. Studia pedagogiczne są w Polsce kierunkiem obleganym; „produkujemy” w Europie najwięcej pedagogów w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Niemal każda szkoła wyższa, oferująca lumpen-wykształcenie, posiada w swojej ofercie jakiś  kierunek studiów pedagogicznych.

Przed Okrągłym Stołem w Polsce obowiązywała pedagogika marksistowska. Jej celem było stworzenie modelu socjalistycznego człowieka. Studenci pedagogiki musieli więc uczyć się marksizmu, psychologii marksistowskiej, dydaktyki marksistowskiej i innych dziwnych przedmiotów. Taki program studiów był  zaprojektowany w celu ukształtowania przyszłego nauczyciela jako wychowawcy wdrażającego w swojej pracy  wartości składające się na system etyki socjalistycznej, którego fundamentem aksjologicznym jest zasada kolektywizmu, wspólnotowości, anty-indywidualizmu, równości oraz skromności. Socjalistyczny uczeń musiał nauczyć się pracy w grupach, działania na rzecz interesu klasy, szkoły, ulicy i swojego miasta, nie wychodzenia przed przysłowiowy  szereg, traktowania wszystkich jako równych sobie i zapomnienia o swoim ego, swoich egoistycznych potrzebach oraz swojej prywatności. Kształtując socjalistyczne społeczeństwo, poprzez szkolne apele, czyny społeczne, skargi obywatelskie do władz, zbiórki harcerskie, uczestnictwo w pochodach i celebracjach składania wieńców pod pomnikami żołnierzy radzieckich oraz w zebraniach, a także poprzez ciche, spokojne, karne wykonywanie poleceń nauczyciela zarówno podczas lekcji jak i w domu, władza  komunistyczna prze ponad  czterdzieści lat formowała polską umysłowość, nazywaną w literaturze naukowej Homo Sovieticus. W takiej atmosferze nie mogła rozwijać się nowoczesna, pedagogiczna myśl naukowa. Nasi partyjni profesorowie, uczniowie Makarenki, Heliodora Muszyńskiego, B. Suchodolskiego czy W. Okonia, nie są do dnia dzisiejszego obecni na światowym rynku naukowym w dziedzinie pedagogiki. Nie publikują w prestiżowych, zachodnich czasopismach naukowych. W naukowym rankingu wytworzonych tekstów naukowych w latach 1996 - 2010, rodzimi specjaliści od edukacji napisali jedynie 146 tekstów opublikowanych w najważniejszych czasopismach pedagogicznych na świecie. Dla porównania, dane dla innych, wybranych krajów prezentują się następująco: Turcja (1886), Brazylia (1834), Grecja (712),  Malezja (386), Meksyk (354), Cypr (268), Kuba (242), Iran (178), Bułgaria (149).  W rankingu osiągnięć w zakresie dyscyplin pedagogicznych zajmujemy 44 pozycję na świecie; w przeliczeniu zaś na liczbę szkół wyższych jesteśmy w ogonie europejskiego rankingu. Skoro w naszym kraju jest  obecnie około 448 szkół wyższych, to w ciągu 15 lat każda szkoła wyższa działająca obecnie w naszym kraju osiągnęła wynik naukowy w postaci 0.3 dziesiątych artykułu z dziedziny pedagogiki, który nadaje się do pokazania światowej społeczności akademickiej. Jeszcze bardziej wstrząsające jest to, że polskie szkoły wyższe rocznie publikują średnio dwie setne (czyli 2%) tekstu pedagogicznego w ciągu roku (podziel 0.3 na 15 lat). Tragizm sytuacji jednak  ujawnia się dopiero wtedy, kiedy przeliczymy ostatni wynik na jednego pracownika naukowego w typowym instytucie pedagogiki jakiejkolwiek polskiej szkoły wyższej.  Okazuje się bowiem, że w standardowym instytucie pedagogiki jest zatrudnionych około 30 pracowników naukowych  (oszacowanie to nie obejmuje doktorantów; jest więc życzliwie zaniżone). Zwykle artykuł naukowy w dziedzinie pedagogiki, ukazujący się w poważnym czasopiśmie naukowym, zawiera około 10 tys. słów. Dysponując takimi danymi, można łatwo obliczyć to, ile rocznie, poważnych słów - nadających się do upowszechnienia na światowym rynku akademickim -  wytwarza typowy, polski naukowiec zajmujący się kwestiami edukacyjnymi. Wystarczy wykonać następujące obliczenie: 2% z 10000 podziel na 30. Okazuje się, że polski profesor lub doktor pedagogiki jest w stanie napisać rocznie niespełna 70 słów tekstu naukowego w języku angielskim, który mógłby być przedmiotem oceny przez badaczy z innych krajów. 70 słów rocznie oznacza, że rodzimy „specjalista-naukowiec-pedagog” pisze tygodniowo około dwóch słów mających jakąś wartość naukową i pobiera średnią, miesięczną pensję w wysokości 3500 złotych z jednej tylko szkoły.

Zaprezentowane dane ujawniają jeszcze głębszy tragizm beznadziei polskiej pedagogiki, gdy uświadomimy sobie wielkość „makulaturowej” produkcji wychowawców przyszłych nauczycieli. Otóż, „naukowcy-pedagodzy” należą do tych przedstawicieli branży akademickiej, którzy najwięcej publikują w rozmaitych materiałach pokonferencyjnych, skryptach, poradnikach i innych dziwnych wydawnictwach. Czego więc na studiach pedagogicznych może nauczyć się przyszły, polski nauczyciel, skoro jego tutor pisze tylko dwa wartościowe poznawczo słowa tygodniowo? Z pewnością absolwent studiów pedagogicznych dowie się „niezwykłej prawdy”, że start edukacyjny dziecka bezrobotnego jest gorszy od  startu dziecka dyrektora banku; że praca z dziećmi jest nadzwyczaj odpowiedzialna i do pracy nauczycielskiej trzeba mieć powołanie !!!

Czy istnieją jakieś szanse na poprawę kondycji polskiej pedagogiki? Nie, ponieważ po Okrągłym Stole  większość naszych profesorów pedagogiki zajmuje się „naukowo” aksjologicznymi, etycznymi i moralnymi aspektami wychowywania. Różnica między pedagogiką socjalistyczną a dzisiejszą polega na tym, że współcześnie nie wypada już cytować Marksa; trzeba zaś cytować Jana Pawła II-go i innych wybitnych przedstawicieli katolickiej nauki społecznej oraz katolickiej etyki.  W sytuacji, gdy światowa pedagogika jest uprawiana w kontekście psychologii poznawczej, logiki matematycznej oraz kognitywistyki i semiotyki, w Polsce preferuje się eschatologię pedagogiczną – modele wychowania ku śmierci, życiu wiecznemu i szczęściu na  tle  obrazka  Matki Boskiej Narodowej i jej dzieciątka. Ci pedagodzy, którzy nie uczęszczają do kościoła,  czują lęk przed tymi przemodlonymi; być może czytają po angielsku poważne artykuły naukowe. Czynią to jednak w zaciszu domowym, gdyż studentom tych lektur nie zadają do przestudiowania.

Byłbym pesymistą, gdybym nie zaprezentował jakiejś metody uzdrowienia sytuacji. Wymaga ona zastosowania techniki ostrego cięcia. Minister Edukacji we współpracy z Ministrem Nauki powinien zadekretować likwidację wszystkich, tradycyjnych instytutów pedagogiki w Polsce i nakazać ich przekształcenie w instytuty pedagogiki i kognitywistyki. Programy studiów pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej  powinny zostać obowiązkowo i rewolucyjnie zmodyfikowane. Przyszły nauczyciel klas I –III powinien uczyć się przede wszystkim psychologii poznawczej, logiki matematycznej, informatyki, kognitywistyki, epistemologii, semiotyki oraz umiejętności operowania artystycznymi gadżetami (pianino, baletki oraz pędzelek, nożyczki i farbki). Jeśli polska pedagogika nie zostanie przekształcona na pedagogikę poznawczą (kognitywną), to nasze dzieci będą jedynie nadawały się do mycia garów w pubach w Londynie, Barcelonie, a kto wie – może i w Ankarze.

Niech Kaczyński i Miller przestaną wtrącać się w poważne sprawy naszych pociech; zostawmy je wybitnym specjalistom od ludzkiego umysłu!

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

http://www.facebook.com/pages/Fan-Klub-Krysztofiaka/397324376997122