Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marketing polityczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marketing polityczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2018

PO I NOWOCZESNA MAJĄ NIEWIELKIE SZANSE NA SKUTECZNY ATAK NA PARTIĘ KACZYŃSKIEGO PODCZAS KAMPANII. CZY PIS ZMASAKRUJE OPOZYCJĘ PODCZAS NAJBLIŻSZYCH WYBORÓW?


Wybory samorządowe w 2018 roku stanowią najważniejsze manewry dla partii politycznych przed główną batalią podczas wyborów parlamentarnych w 2019 roku. W  wyborach samorządowych łupem dla PiS jest uzyskanie ogólnopolskiego wyniku na poziomie 45 % w elekcji do sejmików oraz zwycięstwo w bitwie o prezydenturę Warszawy. Realizacja takiego celu przez partię rządzącą będzie skutkowała rozsypaniem się struktur partyjnych PO i Nowoczesnej. W świetle takiego scenariusza, wybory parlamentarne w 2019 roku mogą przynieść partii Kaczyńskiego wynik rzędu 50%.

Prawdopodobieństwo sromotnej porażki opozycji w Warszawie jest bliskie 100%

Podstawowym błędem PO jest wypromowanie Rafała Trzaskowskiego na jej reprezentanta w wyborach na prezydenta Warszawy. Sztab marketerów politycznych Jakiego niewiele musi napracować się, aby obmyślić profesjonalną strategię wyborczą.

Trzaskowski jest przez wyborców z całej Polski kojarzony z Hanną Gronkiewicz-Waltz jako były asystent obecnej, skompromitowanej prezydent Warszawy. W odbiorze publicznym,  Gronkiewicz-Waltz jest określana jako „złodziejka, kombinatorka, chciwa baba, odpowiedzialna za krzywdę biednych warszawiaków”. Media pisowskie kodowały taki wizerunek obecnej prezydent Warszawy w umysłach obywateli od momentu zdobycia władzy w 2015 roku. PO niestety nie zablokowała tej akcji poprzez wyrzucenie Gronkiewicz-Waltz „na zbity pysk” ze swoich szeregów.

Znalezione obrazy dla zapytania Trzaskowski gronkiewicz-waltz foto
Rafał trzaskowski asystuje Hannie Gronkiewicz-Waltz (źródło: TVP Info)

Od początków wakacji, TV PiS Kurskiego, w głównych wydaniach wiadomości, nieustannie „drukuje” w umysłach wyborców mechanizm identyfikowania (doskonale rozpracowany w kognitywistycznej teorii przestrzeni mentalnych) Trzaskowskiego z postacią Gronkiewicz-Waltz. W ten sposób wyborcy w swoich głowach przenoszą wizerunek obecnej prezydent Warszawy na platformerskiego kandydata w wyborach na prezydenta Warszawy. Trzaskowski jawi im się jako „asystent złodziejki, kombinatorki, chciwej baby, odpowiedzialnej za krzywdę biednych warszawiaków”. Mechanizm tego mentalnego transferu jest wzmacniany schematem poznawczym, wyrażanym  w takich metaforach, jak: „jaki rodzic, takie dziecko”, „jak matka, taki syn”, „jaki ojciec, taki syn”, „jabłko nie spada daleko od jabłoni”, itd..

Wystarczy więc, że trzy tygodnie przed wyborami TV PiS w swoich wiadomościach będzie nieustannie powtarzała frazę „Rafał  Trzaskowski były asystent Hanny Gronkiewicz Waltz”, aby znakomita grupa wyborców powstrzymała się od oddania głosu w wyborach na kandydata PO.

Realizacja takiej operacji medialnej przyniesie Jakiemu korzyść w postaci powstrzymywania się  od personalnych ataków na Trzaskowskiego. Na scenie wyborczej ataki personalne nie tylko niszczą atakowanego, ale również atakującego.  W bitwie prowadzonej za pomocą tej taktyki \wygrywa ten, który „da się zniszczyć w mniejszym stopniu”. Trzaskowski nie będzie mógł więc skutecznie zaatakować personalnie Jakiego, gdyż jego ciosy będą odbierane jako niewiarygodne. Co więcej, mogą nawet okazać się korzystne dla kandydata PiS, wytwarzając w głowach wyborców przekonanie, iż „były asystent złodziejki, kombinatorki, chciwej baby, krzywdzącej biednych warszawiaków, odpowiedzialnej za zabójstwo Brzeskiej brutalnie atakuje Jakiego”.  

Antyrządowe media sprzedają wyborcom przekonanie, iż Warszawa jest nazbyt nowoczesnym i europejskim miastem na to, aby rządził nią pisowski „chłopek-roztropek”, który nie zna języka angielskiego, a na europejskich salonach biznesowych będzie zachowywał się jak „przysłowiowy burak”. Niestety media zapominają o fakcie, iż Warszawą rządził już przedstawiciel PiS – Lech Kaczyński, którego publiczny wizerunek jest raczej pozytywny. Efekt strachu przed PiS nie funkcjonuje w Warszawie. 

Znalezione obrazy dla zapytania Jaki foto
Patryk Jaki jako "chłopek-roztropek" (źródło: wieści24.pl)

Bitwa bilboardowa

Znalezione obrazy dla zapytania Pis wziÄ…Å‚ miliony plakat
(źródło: wprost.pl)
Platforma Obywatelska zaatakowała PiS kampanią bilboardową, której główne hasło brzmi: „PiS wziął  miliony”. Plakaty z podobizną Kaczyńskiego i innych, wiodących polityków PiS wraz z hasłami: „PiS wziął miliony i chce być bezkarny”, „PiS wziął miliony a wszystko drożeje”, „PiS wziął miliony a prąd drogi jak nigdy”, są literacko zmyślne, ale pod względem swojej skuteczności wręcz szkodzą PO.

Znalezione obrazy dla zapytania Pis wziÄ…Å‚ miliony plakat
(źródlo: wiedzocholik.pl)

Hasła platformerskiej kampanii kreują planszę gry wyborczej, w której zwycięża ten, kogo publika okrzyknie mniejszym złodziejem. Ten rodzaj gry ta partia polityczna może zwycięsko zainicjować podczas kampanii wyborczej, która jest społecznie postrzegana jako uczciwa. Platforma Obywatelska poprzez uwikłanie się w dziesiątki rozmaitych afer, zarówno globalnych jak i lokalnych, nie posiada jednak wizerunku uczciwej siły politycznej. Inicjując grę w to, kto jest większym lub mniejszym złodziejem, PO właściwie poprosiła Kaczyńskiego o porażkę wyborczą.

Znalezione obrazy dla zapytania Pis wziÄ…Å‚ miliony plakat
Plakat licytujący to, kto jest mniejszym złodziejem (źródło: thefad.pl)
Efektem gry wyborczej w to, która partia jest mniej lub bardziej złodziejska, będzie obniżenie frekwencji wyborczej. W takiej sytuacji wygra ta partia, która posiada większy „twardy elektorat”. Czy twardy elektorat PO jest więc większy od twardego elektoratu Kaczyńskiego i Rydzyka?

Marketing polityczny w obecnej kampanii

Zachowania wyborcze obywateli nie są determinowane w głównej mierze przez ich przekonania polityczne. Najważniejszymi ich determinantami są: wpływ autorytetów, naśladownictwo oraz interes. Ludzie wybierają do władzy tych polityków, których wskażą im ich środowiskowe autorytety. Obywatele w swoim zachowaniu wyborczym naśladują swoich sąsiadów z ulicy, pracy i innych miejsc usytuowanych w ich prywatnych niszach życiowych. Głosując w wyborach, wyborcy również kierują się własnym interesem finansowym.

Wiele postaci naszego życia politycznego (Mazowiecki, Geremek, Kuroń), które funkcjonowały jako polityczne autorytety, zmarło. Tych, którzy mogliby nadal funkcjonować w charakterze autorytetu, PiS systematycznie niszczy. IPN przypisał Wałęsie wizerunek TW Bolka. Balcerowicz nosi wizerunek sługusa „obcego kapitału”, zaś Tusk poprzez dziadka z Wermachtu jest „lokajem Angeli Merkel”.  Kaczyński nawet nie oszczędził Janusza  Palikota, aby przestrzec antyklerykałów przed głosowaniem na PO, nasyłając na niego policję skarbową.

Media opozycyjne nie wykreowały nowych autorytetów, które mogłyby wyborcom wskazać antypisowski kierunek preferencji politycznych. Od 2015 roku TVN nieustannie w swoich programach publicystycznych pokazuje „polityczne trupy” (Bugaja, Cimoszewicza, Millera, Dorna, Nałęcza i innych pomniejszych, byłych polityków). Opozycyjna prasa z kolei posiłkuje się tak zwanymi ekspertami, których intelektualne osiągnięcia są co najwyżej dostrzegane przez redaktorów opozycyjnych gazet. Prawie żaden z ekspertów „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka” czy portalu internetowego TVN nie posiada osiągnięć naukowych opublikowanych w czasopismach naukowych, prznależnych do prestiżowych list: Web of Knowledge oraz Scopus.

W przeciwieństwie do opozycji, PiS systematycznie buduje autorytet Jarosława Kaczyńskiego. Głównym narzędziem realizacyjnym tej strategii jest telenowela „Korona królów”, w której Kazimierz Wielki ma być identyfikatorem Kaczyńskiego.  Tak, jak Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, tak Kaczyński zastał Polskę w ruinie, a zostawi katolicką, prawą, sprawiedliwą, nowoczesną i wielką (od morza do morza). Ta linia tematyczna kreacji wizerunku Kaczyńskiego jest wzmacniana konceptami międzymorskiej Polski, ratującej prawdziwy katolicyzm od grzechu lewactwa, liberalizmu i gender, broniącej się przed napaścią Rosji Putina oraz  zepsutej moralnie Brukseli Macrona, Junckera, Tuska i Merkel. Niestety prześmiewcze filmiki na temat Dudy i innych pisowskich polityków, publikowane na Youtubie, nie posiadają tej siły oddziaływania narracyjnego, którą posiada narracja PiS, prefabrykowana w „technologii blockchain” (w sposób rozproszony).

Jarosław Kaczyński jako autorytet polskich katolików

Nie tylko Kaczyński funkcjonuje jako autorytet w elektoracie PiS. Partia Kaczyńskiego posiada armię lokalnych autorytetów politycznych,  porozrzucanych po niemal wszystkich parafiach w Polsce. Są nimi księża katoliccy. Od co najmniej 15 lat obserwujemy w Polsce proces rozpadu więzi politycznej pomiędzy PO i Kościołem Katolickim. Wraz ze wzrostem znaczenia PiS na rodzimej scenie politycznej w XXI wieku, Episkopat uruchomił procesy rywalizacji pomiędzy partiami politycznymi o względy Kościoła. Lokalni „księża-watażkowie” przez lata inicjowali w swoich środowiskach polityczne aukcje oraz licytacje dotyczące tego, która partia wyda więcej społecznych zasobów na kultywowanie wartości katolickich. Zwyciężając w nich, PiS przekształcił się w polityczne ramię Kościoła Katolickiego w Polsce.

Realizując programy społeczne z plusem, PiS pokazał elektoratowi interes finansowy przekonujący wyborców do oddawania głosów na przedstawicieli tej partii. Dynamiczny wzrost średnich dochodów w rodzinach, spadek wskaźnika nierówności społecznej, spadek bezrobocia oraz wzrost konsumpcji stanowią czynniki wpływające na procesy prefabrykacji narracji politycznej, ukazującej partię Kaczyńskiego jako realizującą interes finansowy „mas ludowych”. Okres wcześniejszych rządów Platformy Obywatelskiej jest w tej narracji prezentowany jako czas „bogacenia się resortowych dzieci i wnuków” oraz przeróżnej maści kombinatorów z afer: reprywatyzacyjnej, Amber Gold lub  GetBack.

Dotychczas opozycja nie uruchomiła przekazu wskazującego na interes finansowy „mas ludowych”, uzasadniającego oddanie głosu na partię Schetyny. Nacisk na kreację narracji sądowniczej w przestrzeni medialnej w żaden sposób nie prowadzi do jej zazębienia się z narracją na temat  interesów finansowych „ludu Polski powiatowej”. W odbiorze publicznym, opozycja jest postrzegana jako inicjator dyskursu na temat tego, jak zabezpieczyć dochody sędziów, zaś PiS – jako inicjator dyskursu na temat tego, jak ludziom dać jakieś „pieniądze plus”. Tego typu architektonika przestrzeni dyskursu publicznego niestety plasuje PO i Nowoczesną na przegranej pozycji.

W jaką grę narracyjną grać, aby osłabić PiS?

Do wyborów pozostało półtora miesiąca. Jest to za krótki okres na realizację kampanii, która doprowadziłaby do przegranej Kaczyńskiego. Nie mniej jednak można w tym krótkim czasie przemodelować dyskurs wyborczy w taki sposób, aby przynajmniej  osłabić PiS. Przy obecnej konstelacji rozmaitych czynników społeczno-politycznych można wypatrzyć możliwość stworzenia takiej planszy gry narracyjnej, na której PiS sromotnie przegrywa i która zaangażuje „masy ludowe” w charakterze widzów.

Najważniejszym obecnie globalnym tematem medialnym jest pedofilia w Kościele Katolickim w Pensylwanii w USA. Niektórzy kardynałowie wzywają papieża Franciszka do abdykacji. W wielu mediach katolickich pisze się o tym, iż Franciszek wiedział o faktach masowej pedofilii wśród amerykańskich kapłanów. Z punktu widzenia raportu, opracowanego przez sędziów z Pensylwanii, na temat katolickiej pedofilii, Kościół jawi się jako przestępcza organizacja w przestrzeni seksu i pornografii dziecięcej. Skoro PiS jest postrzegany jako polityczny obrońca Kościoła Katolickiego, to łatwo można zakodować w umysłach odbiorców wizerunek partii Kaczyńskiego jako promotora pedofilii wśród księży katolickich.

Jan Paweł II błogosławi
 katolickiego pedofila wszech czasów - Marciala Maciela Degollado założyciela Legionów Chrystusa

Uruchomienie gry narracyjnej w „PiS i promowanie katolickiej pedofilii” wymagałoby realizacji gęstej akcji bilboardowej, szczególnie w Polsce powiatowej. Hasło na plakacie wyborczym o postaci „Głosując na PiS, promujesz pedofilię wśród księży katolickich” wraz z wizerunkami ważnych dygnitarzy partii rządzącej, wywołałoby w odbiorze publicznym  dyskusję o potężnym ładunku emocjonalnym. Modele prognostyczne skutków komunikacyjnych takiej potencjalnej akcji marketingowej wskazują na osłabienie autorytetu Kościoła Katolickiego i jego biskupów. Ciągła i systematyczna realizacja takiej akcji, aż do wyborów w 2019 roku, skutkowałaby rozpadem więzi politycznej pomiędzy Kościołem a partią Kaczyńskiego. W interesie Episkopatu byłoby wyciszenie tematu pedofilii. To zaś wymusiłoby na biskupach akcję separacyjną w stosunku do PiS (nie mieszania się w sprawy świeckie i publiczne) za cenę powstrzymania się opozycji od ataku na Kościół w grze narracyjnej pt. „PiS i promocja katolickiej pedofilii”. W tej grze każdy ruch Kaczyńskiego byłby nieskuteczny.

Puenta

W interesie większości obywateli jest utrzymywanie się na scenie równowagi politycznej pomiędzy zwalczającymi się partiami. Wzrost politycznej siły PiS będzie skutkował dynamicznym przyspieszeniem procesów klerykalizacji życia publicznego w naszym kraju. Blokada tego procesu wymaga osłabienia PiS, czego warunkiem jest  zagranie przez opozycję w ekstremalną grę narracyjną po tzw. „bandzie”. Jeśli opozycja nie zagra w grę pt. „PiS i promocja katolickiej pedofilii”, to przegra sromotnie najbliższe wybory, uruchamiając tym samym dynamiczny, na niespotykaną skalę, proces klerykalizacji życia publicznego w kraju. Jeśli Schetyna chce stać się bohaterem politycznym, musi więc pokazać, że „ma potężne jaja, a nie orzeszki i kredkę”.

***

Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechnizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  





           

poniedziałek, 12 lutego 2018

CZY OGÓREK ZACZNIE REKLAMOWAĆ SZAMPON, ZAŚ KUKIZ PŁYN PRZECIWKO ŁUPIEŻOWI?

TEKST Z 01.05.2015
Celem kampanii dla Ogórek i Kukiza nie jest osiągnięcie tak zwanego dobrego wyniku politycznego, aby na jego bazie budować jakieś rusztowanie pod przyszłą budowlę polityczną (partię, elektorat czy grupę wsparcia biznesowego). Celem jest wyprodukowanie gadżetu reklamowego. Kukiz i Ogórek startują, aby wypromować swoje twarze jako gadżety, przy pomocy których można by reklamować rozmaite produkty w spotach, na bilboardach czy w reklamach gazetowych. Oba wypadki są jednak odmienne. Kukiz jest przygasłą gwiazdą biznesu muzyczno-filmowego, którego piosenek już dzisiaj nikt prawie nie zna i nie słucha. Ogórek zaś aspiruje do roli  postaci o łatwo identyfikowalnej masowo twarzy i figurze. Kukiz walczy o przetrwanie w przestrzeni kultury masowej, zaś Ogórek zmaga się z otwarciem do niej bram. Oboje aspirują do stania się czołowymi bohaterami kolorowych magazynów dla ludu utożsamiającego się z gwiazdami Plotka.pl http://www.plotek.pl/plotek/0,0.html,  Pudelka.pl http://www.pudelek.pl/ czy Pomponika.pl http://www.pomponik.pl/.  Ogórek i Kukiz, każdy z osobna, uzyska dostęp do 136 minut darmowej reklamy w obu programach polskiej, państwowej telewizji. Gdyby Kukiz lub Ogórek mieli wydać własne pieniądze na emisję spotów reklamujących ich twarze, musieliby z własnej kieszeni wydać około 3 milionów złotych. Ani Ogórek ani przygasła i leciwa gwiazda estrady, Kukiz, nigdy nie zostaliby zaproszeni do żadnego programu telewizyjnego, gdyby nie to, że startują w wyborach. Startując w nich, Magdalena Ogórek buduje więc swoją rozpoznawalność na masową skalę tak, aby mogła w przyszłości zostać użyta jako gadżet reklamowy; na przykład - instrument kojarzenia nazwy szamponu ogórkowo-aloesowego z jej nazwiskiem. Kukiz również mógłby zostać użyty w celach reklamowania samochodów dla twardzieli. Byłby tańszy od Hołowczyca. Płyn przeciwko łupieżowi mógłby również skutecznie reklamować. Pokazując się mediom w kusych sukienkach, Ogórek usiłuje zaprezentować swoje nogi, ciało i zgrabną  figurę. Można nawet pokusić się o wniosek, że rzuciła wyzwanie Rubik (najsłynniejszej polskiej modelce). Ta faza reklamy jest skierowana do dyktatorów rynku reklamowego, rządzących jego trendami. Ogórek chce ich przekonać do faktu, iż będzie równie dobra jak Rubik, Campbell czy Claudia Schiffer. Ogórek rzuca również wyzwanie Szapołowskiej oraz Cieleckiej, dwóm polskim aktorkom odważnie rozbierającym się na ekranie kinowym dla mas. Ogórek miewała epizody w rozmaitych telenowelach. Ostatnia jej akcja reklamowa, jakiej doświadczyliśmy, była uwikłana w symbolikę kusej halki, odsyłającej do rozbieranych scen filmowych. Niezależnie od efektów kampanii, w miarę „poważny” film z Ogórek, pierwszoplanowo odgrywającą  rolę w ostrych scenach seksualnych przebijających wszystkie seks-akty Cieleckiej, przy jednoczesnym kojarzeniu jej z polityką i aspiracjami prezydenckimi, przyciągnie do kin rzesze widzów zarówno w Warszawie jak i w Moskwie. Kukiz w swojej kampanii niby reklamuje idee polityczne; ale de facto mówi o sobie jako o twardzielu. Kukiz ma doświadczenie zarówno filmowe jak i reklamowe. Występuje na stronach Pudelka.pl Reklamował Pepsi; odgrywał rolę księdza w filmie. Nawet zapraszano go do zagrania ról w teatrze Telewizji Polskiej. Nie przypomina jednak Banderasa z „Desperado”. Choć Kukiz nie jest dopasowany do  dzikiej, ognistej  Meksykanki, to jednak całkiem nieźle wypadłby w brutalnej scenie seksualnej z Magdaleną Ogórek. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy jeszcze w tym roku ujrzeli Kukiza i Ogórek w filmie dla dorosłych. Samo spotkanie ich na wspólnym planie filmowym stanowiłoby, w kontekście ich wspólnych aspiracji prezydenckich, niezwykłą atrakcję dla kinomanów. A jeśli spotkanie takie pokazywałoby ich wspólny, rosyjski seks - a więc brutalny, pełen masochistycznego bólu - to bez wątpienia byłoby to wydarzenie wysokiej rangi w światowej kinematografii.
Komentatorzy wyborów prezydenckich narzekają, iż są one raczej nudne i mało interesujące. Taka ocena jest zależna od punktu widzenia. Jeśli oczekujemy poważnej debaty politycznej o podstawowych kierunkach zmian w Polsce w najbliższych 10 latach, to rzeczywiście żaden z polityków w tej materii nie ma nic do powiedzenia (z wyjątkiem Palikota i Komorowskiego). Ponieważ dwaj główni konkurenci reprezentują swoje partie polityczne, mniej więcej wiadomo co mają do zaoferowania wyborcom. To samo dotyczy Palikota. Jego partia posiada jasno zdefiniowany program wyborczy. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/697048,palikot-jak-rejtan-i-stanczyk-w-jednej-osobie-analiza-kampanii-wyborczej.html Pozostali kandydaci coś mówią, lecz nie wiadomo, co mówią. Ale może w tych wyborach nie  chodzi o to, aby konkurenci coś mówili. Może chodzi o to, aby występowali.
Dlaczego kampania prezydencka jest interesująca?
Z pewnego punktu widzenia, obecna kampania jest nader interesująca. Stanowi przełom historyczny w zastosowaniu techniki wykorzystania przestrzeni dyskursu politycznego dla celów technologii marketingowo-reklamowej. W tym wypadku, celem kampanii dla Ogórek i Kukiza nie jest osiągnięcie tak zwanego dobrego wyniku politycznego, aby na jego bazie budować jakieś rusztowanie pod przyszłą budowlę polityczną (partię, elektorat czy grupę wsparcia biznesowego). Celem jest wyprodukowanie gadżetu reklamowego. Kukiz i Ogórek startują, aby wypromować swoje twarze jako gadżety, przy pomocy których można by reklamować rozmaite produkty w spotach, na bilboardach czy w reklamach gazetowych.
Oba wypadki są jednak odmienne. Kukiz jest przygasłą gwiazdą biznesu muzyczno-filmowego, którego piosenek już dzisiaj nikt prawie nie zna i nie słucha. Ogórek zaś aspiruje do roli  postaci o łatwo identyfikowalnej masowo twarzy i figurze. Kukiz walczy o przetrwanie w przestrzeni kultury masowej, zaś Ogórek zmaga się z otwarciem do niej bram. Oboje aspirują do stania się czołowymi bohaterami kolorowych magazynów dla ludu, utożsamiającego się z gwiazdami Plotka.pl, Pudelka.pl czy Pomponika.pl. Pojawianie się w nich decyduje o tym, na ile „bohater- gadżet” jest wyceniany na rynku reklamy i promocji. Niektóre gwiazdy wołają  kilkadziesiąt tysięcy złotych za wypicie drinka na przyjęciu biznesowym z prezesem spółki (najczęściej Skarbu Państwa) podczas obchodów święta firmy.
Na czym polega przekręt?
Podczas kampanii każdy kandydat ma prawo do emisji własnych spotów reklamowych. Pojedyncza emisja spotu reklamowego kosztuje w TVP w granicach  od 30 tysięcy  nawet do 100 tysięcy złotych. Na kampanię obejmującą bezpłatne bloki wyborcze w telewizji publicznej zarezerwowano 25 godzin. Oznacza to, że Ogórek i Kukiz, każdy z osobna, uzyska dostęp do 136 minut darmowej reklamy w obu programach polskiej, państwowej telewizji. Daje to około 60 emisji spotów reklamujących twarze wymienionych postaci.
Gdyby Kukiz lub Ogórek mieli wydać własne pieniądze na emisję spotów reklamujących ich twarze, musieliby z własnej kieszeni wydać około 3 milionów złotych. Radiowa reklama jest tańsza. Można ją szacować na około miliona po cenach rynkowych za emisje bezpłatnych „reklamówek”. Nasi bohaterowie zyskują więc z grubsza około 4 milionów złotych. Ale to nie cały zysk. Przy okazji kampanii, są zapraszani do rozmaitych programów publicystycznych również przez prywatne stacje telewizyjne.
Ani Ogórek ani przygasła i leciwa gwiazda estrady, Kukiz, nigdy nie zostaliby zaproszeni do żadnego programu telewizyjnego, gdyby nie to, że startują w wyborach. Ten oboczny zysk zwykle można szacować na jednokrotność tego, co zyskuje się z gwarantowanej bezpłatnej kampanii w mediach państwowych. Zarówno Ogórek jak i Kukiz zarabiają za start w kampanii w granicach 8 milionów złotych. Rzecz jasna, zarobkiem nie jest wypłata gotówki, ale jej oszczędność, gdyby każdy z nich musiałby wyłożyć na swoją promocje z własnej kieszeni.
Po co się reklamować?
Produktów danego typu na rynku jest wiele.  Konsumenci  mają wybór. Producenci szukają więc sposobów, aby zakodować w umysłach konsumentów długo zapamiętywane reprezentacje nazw lub brandów swoich produktów. Jedną z najskuteczniejszych metod zapamiętywania nazwy lub marki produktu jest jego skojarzenie z masowo rozpoznawalnym idolem lub bohaterem. Mogą nimi być postaci fikcyjne (np. Harry Poter lub Lollita Nabokova) albo realne (Justyna Kowalczyk, Adam Małysz czy Janusz Gajos od kawy „Pedros”).
Startując w wyborach prezydenckich, Magdalena Ogórek buduje więc swoją rozpoznawalność na masową skalę tak, aby mogła w przyszłości zostać użyta jako gadżet reklamowy; na przykład - instrument kojarzenia nazwy szamponu ogórkowo-aloesowego z jej nazwiskiem. Z użyciem jej twarzy, można by upowszechnić użycie wśród kobiet ogórkowych maseczek na twarz.
Kukiz również mógłby zostać użyty w celach reklamowania samochodów dla twardzieli. Byłby tańszy od Hołowczyca. Płyn przeciwko łupieżowi mógłby również skutecznie reklamować.
Kampania Ogórek
Kampania Ogórek jest wyraźnie  prowadzona w celu prefabrykacji jej jako gadżetu reklamowego. Sam jej start uruchomił skojarzenie z Barbie. W mediach aż roi się od tego typu porównań. Zawodowcy pracujący w agencjach reklamowych już postrzegają ją w charakterze narzędzia, które może okazać się skuteczne na rynku promocji produktów użycia przez płeć piękną.
Rozpoczynając swoją kampanię, Ogórek podkreślała, że jest katoliczką. W pierwszej fazie, tematem numer jeden był jej doktorat dotyczący żeńskich zakonów katolickich w średniowieczu. W ten sposób uruchomiono w umysłach wyborców skojarzenie jej postaci z klimatem przyjaznym względem  chrześcijan. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/694826,doktorat-magdaleny-ogorek-sciema.html Dlaczego?
Z punktu widzenia politycznego, taki efekt był jednak szkodliwy. Wiadomo bowiem, że nawet jako katoliczka nie byłaby w stanie uszczknąć głosów Dudzie. Duda jest bowiem kojarzony jako ten „prawdziwy, polski katolik”. Natomiast dla tak zwanego, lewicowego elektoratu, publiczna ekspresja przez Ogórek przyjaznego stosunku do Kościoła katolickiego musiała zostać odebrana jako nie do zaakceptowania.  Jeśli jednak na ten „ruch w grze” spojrzymy okiem speca od reklamy, to okazuje się, że  akcja Ogórek - budująca skojarzenie z jej przyjaznym stosunkiem wobec chrześcijaństwa  - była ze wszech miar profesjonalna.
Jeśli dana postać posiada wyrazisty wizerunek ideologiczny - na przykład: antyklerykał lub ateista - to skojarzenie takiej osoby o takim wizerunku z dowolnym produktem  wywołuje wśród osób negatywnie usposobionych do danej ideologii odruch ucieczki od produktu. Gdyby więc Ogórek prezentowała siebie jako osobę jawnie protestującą przeciwko praktykom Kościoła katolickiego w Polsce, to w przyszłości nie mogłaby, na przykład, promować szamponu, gdyż katoliczki nie kupowałyby go właśnie z powodów ideologicznych.  Wyobraźcie sobie użycie twarzy Palikota na opakowaniu wody po goleniu. Żaden producent na tego rodzaju kampanię nie zgodziłby się, gdyż bałby się spadku  sprzedaży swojego produktu. „Prawdziwy katolik” nie będzie przecież używał wody Palikota. Ogórek więc celowo zaprogramowała swoją promocję jako osoby przyjaznej katolikom, aby w przyszłości zablokować ewentualne skojarzenia z ateizmem, świeckością czy antyklerykalizmem.
Obecna faza jej kampanii jest ukierunkowana na prezentację podstawowych wartości estetycznych kandydatki na Prezydenta RP. Pokazując się mediom w kusych sukienkach, usiłuje zaprezentować swoje nogi, ciało i zgrabną  figurę. Można nawet pokusić się o wniosek, że rzuciła wyzwanie Rubik (najsłynniejszej polskiej modelce). Ta faza reklamy jest skierowana do dyktatorów rynku reklamowego, rządzących jego trendami. Ogórek chce ich przekonać do faktu, iż będzie równie dobra jak Rubik, Campbell czy Claudia Schiffer.
Ubiór naszej kandydatki nie jest typowy, konwencjonalny; epatuje seksualnością. Nakierowuje odbiorcę na seksualno-erotyczne treści znaczeniowe. Jej akcja w dniu rocznicy smoleńskiej, ukazania swoich ud w ujęciu spod sukienki, udokumentowana na niemal wszystkich stronach internetowych oraz komentowana przez większość topowych stylistek, służyła celowi zaprezentowania Ogórek jako odważnej i skandalizującej celebrytki.  W jakim celu?
Być może jest to sygnał dla producentów i reżyserów filmowych: Wykorzystajcie mnie w odważnych scenach seksualnych w filmie. Wydaje się, iż Ogórek rzuca wyzwanie Szapołowskiej oraz Cieleckiej, dwóm polskim aktorkom odważnie  rozbierającym się na ekranie kinowym dla mas. Ogórek miewała epizody w rozmaitych telenowelach. Ale nigdy ostro rozbieranych.
Ostatnia jej akcja reklamowa, jakiej doświadczyliśmy, była uwikłana w symbolikę kusej halki, odsyłającej do rozbieranych scen filmowych. Komentarze prasowe celowo wzmacniały erotyczny odbiór jej osoby wśród widzów: Oto mamy kandydatkę na Prezydenta RP, która jest w stanie zdecydowanie odsłonić swoje ramiona, dekolt i uda. Na forach często pojawiały się pytania: czy pod halką Ogórek jest całkiem naga? Na pokazie ostatniej kolekcji jednej z prowincjonalnych, polskich „dyktatorek mody”, Ogórek nie odziała się w rajstopy, choć siąpiło i było zimno.
Dobierając takie chwyty nie zdobywa się punktów politycznych; wręcz przeciwnie – anty-punkty wyborcze. Ale w tym całym ambarasie nie o to chodzi. Celem jest zdobycie punktów, być może, w wyścigu do ról aktorskich w odważnych filmach.
Rosyjska współczesna kinematografia skierowana do mas Moskwy i Petersburgu charakteryzuje się ostrym „pornografizującym” klimatem znaczeniowym. Rosyjskie filmy są zapchane przemocą i brutalnym seksem.  W zasadzie przekracza się w nich kryteria dobrego smaku.  Ogórek mogłaby zagrać w takim filmie. Streszczając felieton z blogu „Newsweeka”,  Rosyjskie media podchwyciły jej porównanie z Madame Walewską Putina http://russian.rt.com/inotv/2015-02-16/Kandidata-na-post-prezidenta-Polshi http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/695574,czy-magdalene-ogorek-wspieraja-rosyjskie-sluzby-specjalne.html W mediach pojawił się „rzekomy” przeciek, że przygotowywane jest spotkanie Ogórek z samym Carem. Wątek telefonu do niego w początkowej fazie kampanii był wieloznaczny. Ujednoznaczniono go, pokazując kandydatkę w halce. Czy z intencją wysłania sygnału Putinowi?
Niezależnie od efektów kampanii, w miarę „poważny” film z Ogórek, pierwszoplanowo odgrywającą  rolę w ostrych scenach seksualnych przebijających wszystkie seks-akty Cieleckiej, przy jednoczesnym kojarzeniu jej z polityką i aspiracjami prezydenckimi, przyciągnie do kin rzesze widzów zarówno w Warszawie jak i w Moskwie. Finansowy sukces takiej ewentualnej produkcji został już zapewniony. Taka rola byłaby doskonałą odskocznią do kariery w reklamowaniu kosmetyków, bielizny czy też szybkich samochodów w kolorze „czerwonej szminki”.
Kampania Kukiza
Kukiz w swojej kampanii „niby reklamuje” idee polityczne; ale de facto mówi o sobie jako o twardzielu. Jawi się jako mocny człowiek z ludu. Nie przypomina jednak Banderasa z „Desperado”. Brakuje mu latynoskiej subtelności i manualnej finezji. Trudno byłoby go sobie wyobrazić w zmysłowej scenie z Selmą Hayek. Jest nazbyt toporny w swoich dłoniach i brak mu żaru – typowego latynoskiej naturze kochanka.  Choć Kukiz nie jest dopasowany do  dzikiej, ognistej  Meksykanki, to jednak całkiem nieźle wypadłby w brutalnej scenie seksualnej z Magdaleną Ogórek. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy jeszcze w tym roku ujrzeli Kukiza i Ogórek w filmie dla dorosłych. Samo spotkanie ich na wspólnym planie filmowym stanowiłoby, w kontekście ich wspólnych aspiracji prezydenckich, niezwykłą atrakcję dla kinomanów. A jeśli spotkanie takie pokazywałoby ich wspólny rosyjski seks - a więc brutalny, pełen masochistycznego bólu - to bez wątpienia byłoby to wydarzenie wysokiej rangi w światowej kinematografii. A jeśli do tego, jakiś oscarowy, rosyjski reżyser byłby twórcą takiego filmu, to mógłby on nawet mieć, przez krótki czas, całkiem niezłą widownię w całym zachodnim świecie. A gdyby film okrasić jeszcze jakąś sceną seksu grupowego – takiego rosyjskiego, bolesnego, z egzystencjalistycznym „noir” -  z dodatkiem Durczoka, to sukces takiego wydarzenia byłby niemal stuprocentowy.
Kukiz ma doświadczenie zarówno filmowe jak i reklamowe. Występuje na stronach Pudelka.pl http://www.pudelek.tv/video/Kukiz-PRZERYWA-WYWIAD-z-TVN24-Trudno-mi-sie-rozmawia-kiedy-PANI-MNIE-NIE-SLUCHA-8681/ Reklamował Pepsi; odgrywał rolę księdza w filmie. Nawet zapraszano go do zagrania ról w teatrze Telewizji Polskiej. W ostatnich czasach jednak z trudem można go spotkać  na ekranie telewizora. Jest przykładem wyblakłej gwiazdy z traumą nieistnienia.
Taki scenariusz intencji Kukiza nie jest oczywisty. Być może, jeśli odniesie sukces w wyborach prezydenckich, to postanowi zorganizować jakąś partię polityczną. Musiałby jednak, z powodu braku działaczy kadrowych, poprosić Korwin-Mikkego o wsparcie. Obaj kandydaci nie atakują siebie nawzajem w kampanii. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/697070,kukiz-jest-niebezpiecznym-kandydatem-na-polityka.html
Farsa z SLD
Magdalena Ogórek dostała ponad milion złotych od Millera na kampanię z funduszu partyjnego, wypłacanego z  budżetu państwa. Za publiczne pieniądze buduje więc ona swoją karierę przyszłej, topowej modelki i odważnej aktorki, zdolnej do odgrywania najbardziej bolesnych „seks-scen noir” w klimacie rosyjskiego cierpienia. Zamiast promować  partię, która ją oddelegowała na linię frontu politycznego, uprawia skuteczną autoreklamę własnej osoby w „rozbieranym wizerunku”.
Postawić można pytanie: czy Miller podpisał umowę z Ogórek na procent z przyszłych zysków z jej udziału w rozmaitych kampaniach reklamujących kosmetyki, bieliznę czy haleczki atłasowe? Znany jest dowcip o Rosjance, która wyprawiła się do kościoła w koszuli nocnej, myśląc, że to ekskluzywna suknia dla dam dobrze urodzonych. Skojarzenie SLD z takimi klimatami znaczeniowymi musi wzbudzać „śmiech na sali”: Miller, który wie jak kończy prawdziwy mężczyzna, staje się specem od damskich fatałaszków: majteczek, haleczek i stringów. W pewnym wieku mężczyzn zadawala taki substytut. Miller ma już swoje lata.
Nie jest jednak wykluczone to, że wyprodukowanie  gadżetu reklamowego w postaci Magdaleny Ogórek, to celowy zabieg eselowskich baronów. Z takiego punktu widzenia, Sojusz Lewicy Demokratycznej jawiłby się jako agencja promocji i reklamy, działająca w segmencie dyskursu politycznego. Taki pomysł należałoby ocenić jako wręcz finezyjny.
Puenta
Żyjemy w wolnym kraju. Każda osoba ma więc niezbywalne prawo – rzecz jasna, za swoje prywatne pieniądze -  do własnej autoreklamy, do budowania swojej kariery zawodowej, do imitacji nawet Madame Walewskiej. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/695450,magdalena-ogorek-aspiruje-do-stanowiska-%E2%80%9Emetresy-putina%E2%80%9D-czy-okaze-sie-lepsza-od-maddame-walewskiej.html Niestety kampania prezydencka  pokazuje, że można wypromować siebie jako aktora i aktorkę za publiczną kasę. Dlatego też obecne wybory prezydenckie są precedensowe pod tym względem. Za zasłoną prawa i szczytnych ideałów demokracji,  niektórzy kandydaci – Ogórek i Kukiz – usiłują wylansować siebie na rynku  reklamy i  biznesu filmowego.
Ordynacja wyborcza powinna więc zawierać takie paragrafy, które uniemożliwiałyby stosowanie takich praktyk. Każdy kandydat ubiegający się o funkcje: prezydenta, posła, senatora czy radnego, powinien podpisać cyrograf zakazujący mu udziału w kampaniach reklamowych dowolnych produktów, przynajmniej w okresie trzech lat od momentu wystartowania w wyborach. Czy gdyby Ogórek i Kukiz musieli podpisać takie zobowiązanie, to czy wystartowaliby w obecnych wyborach prezydenckich?  Jestem przekonany, że NIE.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International).

środa, 28 września 2016

PiS - TAKTYKA WALKI

Oto linki do tekstów na temat PiS.


http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/09/czy-macierewicz-kreuje-nowy-watek-w-polityczno-szpiegowskim-thrillerze-pt-smolensk-001130135.html

Czy w thrillerze smoleńskim dojdzie do zwrotu akcji?

Jeśli w powieści występują dłużyzny, prawdopodobieństwo, iż czytelnicy porzucą jej lekturę, wzrasta. Aby zablokować efekt znużenia, autorzy epickich powieści (szczególnie kryminalnych) stosują technikę zwrotu akcji. Macierewicz chyba zmierza w tym kierunku, gdyż od pewnego czasu już nie powtarza swoich zaklęć o zamachu na Lecha Kaczyńskiego, dokonanym przez Rosjan.
Skoro Rosjanie chcą współpracować z komisją Macierewicza przy wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej, to być może zamachu dokonał zupełnie ktoś inny. Kogo więc wybrać do spełnienia roli zamachowca w opowieści tak, aby jej lektura wśród obywateli przekładała się na świetny wynik wyborczy za trzy lata?

Kto mógłby dokonać zamachu smoleńskiego?

Wywiad chiński lub terroryści islamscy nie wchodzą w grę, gdyż opowieść smoleńska straciłaby swój martyrologiczny nastrój. Stałaby się thrillerem typu „Wejście smoka” czy opowieścią z serii „James Bond”. Dobrym kandydatem na nowego zamachowca byłaby grupa spiskowców, ulokowana w polskich siłach specjalnych, pracująca dla niemieckiej grupy interesu. Co mogłoby być motywem zamachu? 


Trudno jednak uwierzyć, że nowa gwiazda PiS tak maskowała się, aby nie ujawnić przed Jarosławem Kaczyńskim swojej radykalnej niechęci wobec kleru. Brudziński bowiem nie był błyskotliwą osobą. Nie był w stanie ukryć swoich emocji i strachu przed politycznym mentorem. W latach 90-tych #antyklerykalizm naszego bohatera był znacznie radykalniejszy niż moja ówczesna postawa w stosunku do społecznej roli Kościoła w Polsce. Być może jest to hak na Brudzińskiego w rękach szefa PiS.


Wodzowie promują konformistycznych klakierów w niebezpiecznych dla społeczeństwa celach. Klakierzy są ludźmi przeznaczonymi do wykonywania specjalnych zadań. CzyBrudziński jako wiceprezes PiS oraz wicemarszałek Sejmu ma być osobą, któraprzygotuje w 2017 roku akcję rozwiązania Sejmu? Czy Brudziński będzie koordynował realizację planu czystek personalnych w instytucjach publicznych naszego państwa?

Tradycja użycia dzieci w polityce sięga czasów starożytnych. We wspólczesnych kampaniach politycznych w Polsce dzieci nierzadko stanowiły narzędzie manipulowania tłumem. W wyborach prezydenckich w 1990 roku Stan Tymińskiwystępował podczas kampanii nader często w towarzystwie dzieci. Ostatnio narodowcy opublikowali w Internecie film, w którym dziecko nazywa Adama Michnika „zakłamaną świnią#Andrzej Duda wpisuje się również w taki styl uprawiania polityki, który dopuszcza manipulowanie elektoratem przy pomocy maleńkich dzieci.
Dzieci używa się  w polityce w celu ocieplenia własnego wizerunku, a także wtedy, gdy chce się zatuszować przed opinią publiczną jakieś niewygodne fakty, ktore mogłyby odcisnąć się w pamięci wyborców na wiele lat. Prezydent Duda nie przesłał naKongres Sędziów Polskich żadnego listu, mimo iż był on zapraszany do wzięcia udziału w nim. Sędziowie zarzucili Dudzie łamanie Konstytucji. Milczenie #PiS w kwestii bezprecedensowego zjazdu ponad tysiąca polskich sędziów, na którym padły poważne oskarżenia pod adresem obecnej władzy, odbiło się w mediach szerokim echem. PiS stworzył więc natychmiast happening pod tytułem „Tosia wraz z prezydentem Dudą szukają jej misia”, aby publika przestała zajmować się Kongresem Polskich Sędziów, a zaczęła rozmyślać o misiu Tosi.