Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 kwietnia 2018

NORD STREAM II W KONTEKŚCIE ROSYJSKIEJ MILITARYZACJI BAŁTYKU - ZAGROŻENIE DLA POLSKI I SKANDYNAWII


W ostatnich kilku tygodniach debata polityczna w Polsce koncentruje się na premiach ministerialnych, aborcji, sondażowych tąpnięciach preferencji wyborczych dla PiS oraz podziałach politycznych wśród zwolenników partii rządzącej, spowodowanych wetem prezydenta Dudy wobec ustawy degradacyjnej. Publicyści i najważniejsi politycy  w naszym kraju, zarówno opozycji jak i obozu rządzącego,  stracili z oczu najważniejszy problem, dotyczący bezpieczeństwa naszego kraju – zgody Niemiec na budowę Nord Stream II.

Czy gazociąg Nord Stream będzie patrolowany na Bałtyku przez kanonierki Putina?  


Czy wojna Rosji z Ukrainą niechybnie zbliża się?

Zbudowanie niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream II umożliwi Rosji zakręcenie kurków z gazem dla Ukrainy i częściowo dla Polski bez szkody dla jego eksportu w kierunku niemieckim. Inwestycja w Nord Stream II stanowi dla Putina element strategii rozpoczęcia wojny z Ukrainą. Warunkiem jej przeprowadzenia jest zabezpieczenie tranzytu gazu i ropy do państw Unii Europejskiej – przede wszystkim Niemiec.

Wojna rosyjsko-ukraińska jest korzystna dla światowego sektora wydobycia i przetwarzania ropy oraz gazu. Na niej skorzysta nie tylko Rosja, ale również USA i państwa wchodzące w skład kartelu OPEC. Kiedy czołgi Putina rozpoczną oblężenie Kijowa i Lwowa, ceny gazu i ropy na światowym rynku surowcowym mają szansę podskoczyć w granicach nawet do 100%.  
 
Putin wydaje rozkaz aneksji Bałtyku

Celem tej wojny nie będzie jednak jej rychłe zakończenie. Aby ceny gazu i ropy mogły utrzymywać się na wysokich pułapach, wojna Rosji z Ukrainą musi długo trwać, wywołując globalne napięcie militarne. Jego skutkiem ma być zwiększenie wydatków na zbrojenia przez bogate państwa europejskie. Im więcej bowiem wydajemy na produkcję militariów, tym więcej musimy zużyć ropy i gazu.

Znalezione obrazy dla zapytania rozbiór Ukrainy mapa
Mapa rozbioru Ukrainy opracowana przez Żyrinowskiego 
(źródło: Youtube)

Konflikt w Syrii i Iraku wyczerpał już swoją moc tworzenia popytu na ropę i gaz. Jego lokalna eskalacja jest w stanie podnieść cenę ropy co najwyżej o 5-10 dolarów za baryłkę oraz blokować eksploatację największych złóż gazu na Morzu Śródziemnym przy brzegach Izraela i Libanu. Rosji i USA nie wystarcza jednak samo blokowanie spadku cen gazu. Putin i Trump poszukują pomysłów na wzrost jego ceny.


Jak przemienić wojnę Rosji z Ukrainą w mechanizm napędzający zbrojenia w Europie?

Zawołania Trumpa do przywódców państw NATO, aby wydatki na zbrojenia wzrosły do wysokości co najmniej 2.5% ich PKB, nie skutkują. Niemcy wydają na obronność jedynie około 1.2% PKB. Militarne wydatki poniżej 1% dotyczą takich, na przykład, państw, jak: Kanada, Hiszpania, Belgia. Wzrost światowych wydatków na zbrojenia o około 0.5% nie jest w stanie wzmocnić popytu na gaz i ropę na tyle, żeby ceny tych surowców poszybowały do nieba.

Światowi eksporterzy gazu i ropy potrzebują wysokiej, wieloletniej dynamiki wzrostu militarnych wydatków najbogatszych państw świata. Taką dynamikę może zapewnić jedynie stabilny mechanizm w postaci długiej i eskalującej się wojny w Europie.

Rosyjsko-niemiecka infrastruktura Nord Stream może, w razie wojny Rosji z Ukrainą, służyć jako narzędzie militaryzacji Bałtyku. Wystarczy, że rosyjskie jednostki sił specjalnych kilka razy wysadzą w powietrze bałtycką rurę dla celu stworzenia narracji o konieczności militarnego zabezpieczenia gazociągu Nord Stream przez rosyjską marynarkę i lotnictwo. Oskarżając o akt terroru Ukraińców lub Polaków, Rosjanie znajdą uzasadnienie dla swojej stałej obecności militarnej na Bałtyku. Taka ewentualna operacja będzie odbierana przez skandynawską opinię publiczną jako zagrożenie dla  Szwecji, Danii, Norwegii i Finlandii. Obywatele tych bogatych państw dadzą więc przyzwolenie dla swoich rządów na znaczący wzrost wydatków na cele militarne.

Obecne rosyjskie manewry u wybrzeży Szwecji mają właśnie na celu przećwiczenie ewentualnej strategii zabezpieczania gazociągu Nord Stream. Rosjanie strzelają z Iskanderów oraz rakietami przeciwokrętowymi. Putin najzwyczajniej testuje reakcję rządów nadbałtyckich państw na wypadek militaryzacji Bałtyku. Jej brak będzie stanowił czynnik ośmielający Rosjan do zrealizowania strategii eskalacji i rozszerzania wojny z Ukrainą.


Prezydent Duda powinien zmobilizować Skandynawów do ostrej reakcji przeciwko Nord Stream II

Profesor Andrzej Zybertowicz, doradca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) przy Prezydencie RP, zapowiedzał utworzenie instytucji o nazwie „Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego (MaBeNa)”, której celem byłoby sygnalizowanie rozmaitych zagrożeń w europejskiej przestrzeni narracji politycznej.  Czy więc BBN opracował strategię odpowiedzi narracyjnej na rosyjską prowokację?

Znalezione obrazy dla zapytania Skandynawia Bałtyk photo
Mapa pokazuje bliskość rosyjskiego zagrożenia dla krajów skandynawskich 

Z punktu widzenia polskiego interesu geopolitycznego, należałoby wywrzeć na prezydencie Dudzie presję, aby zainicjował on wreszcie „polską politykę skandynawską”, której celem byłoby rozszerzenie projektu międzymorza o Skandynawię. Czasu jest mało na to, aby pokazać skandynawskiej opinii publicznej rosyjskie zagrożenie militaryzacji Bałtyku. Czy prezydent Duda zamierza więc spotkać się w najbliższym czasie z liderami państw skandynawskich? Spotkanie z Trumpem nie jest dzisiaj najważniejsze dla Polski. Należy przede wszystkim rozpocząć rozmowy z politykami skandynawskimi na temat wspólnych retorsji wobec awanturnictwa Putina.

O mechanizmach „trollowania” przez Rosjan polskiej przestrzeni narracji politycznej

Aby temat rosyjskiego zagrożenia militaryzacji Bałtyku nie stał się centralny w naszej rodzimej przestrzeni narracji politycznej, trzeba było wstrzyknąć do niej memetyczne wirusy, infekujące umysły polityków, publicystów i  publiki treściami, które wyparłyby koncept Nord Stream II z tej przestrzeni. Informacja na temat zgody Niemiec na budowę Nord Stream II została całkowicie „przykryta” tematami aborcji, ustawy degradacyjnej czy „polskich obozów śmierci”.

Aby polscy politycy nie zajmowali się rosyjsko-niemiecką rurą gazową na Bałtyku, w bardzo krótkim czasie zainscenizowano trzy konflikty ideologiczne na polskiej scenie politycznej. Temat aborcji oraz ustawy o IPN został „wrzucony” w przestrzeń narracyjną przez ośrodki kreacji polityki funkcjonujące wokół Episkopatu Polski.

Ordo Iuris jako katolicki think-tank, eskalujący w naszym kraju konflikt aborcyjny, jest instytucją wspieraną przez międzynarodową sieć prawników, skupionych wokół Alliance Defending Freedom, utworzonego w USA w 1994 roku. Pierwotna nazwa tej organizacji brzmiała: Alliance Defending Fund. ADF otrzymuje milionowe wsparcie od Richard and Helen DeVos Foundation. Fundacja ta z kolei współpracuje ściśle z Republican National Committee. Ostatnia z wymienionych instytucji jest odpowiedzialna za strategię wyborczą amerykańskich republikanów, zbieranie funduszy na rzecz Partii Republikańskiej oraz za organizację konwencji wyborczej. Republican National Committee rekomenduje kandydata na prezydenta USA. Richard DeVos jest współtwórcą międzynarodowej sieci sprzedaży bezpośredniej Amway, która działa również w Polsce i jest często porównywany z sektami religijnymi. Magazyn „Forbes” umieszcza DeVosa na 205 pozycji najbogatszych ludzi na świecie.


Amerykańska minister edukacji, Betsy DeVos jest siostrą Erica Prince’a, byłego doradcy Trumpa, oskarżanego o szpiegowskie kontakty z rosyjskimi służbami specjalnymi. Prince przyznał się do nawiązania kontaktu na Seszelach z przedstawicielami Kremla. Oznaczałoby to, że rosyjska agentura inwigiluje prawicowe środowiska polityczne w USA skupione wokół rozmaitych fundacji rodziny DeVos, z których niektóre z kolei współpracują z kościelnymi think-tankami działającymi w Polsce. 


Nie jest więc wykluczone, że konflikt aborcyjny w Polsce został wygenerowany na użytek przykrycia tematu Nord Stream II w przestrzeni publicznej. Oznaczałoby to, że aborcja stała się narzędziem „trollingu” dla innego, ważnego tematu – Nord Stream II.

W podobny sposób można spojrzeć na awanturę wokół ustawy o IPN, która  była inspirowana przez środowiska katolicko-narodowe. Przebieg awantury sugeruje, że została ona precyzyjnie zaprogramowana tak, aby wywołać w Polsce „wojnę lingwistyczną” pomiędzy antysemitami i filosemitami.

Puenta:  MaBeNa

Postulat prof. Zybertowicza, aby stworzyć Maszynę Bezpieczeństwa Narodowego, której celem byłoby identyfikowanie mechanizmów rosyjsko-niemieckiego „trollingu” w polskiej przestrzeni narracji politycznej, staje się nader ważny w obecnej sytuacji geopolitycznej w Europie. Prezydent Duda powinien powołać zespół wybitnych, polskich semantyków i kognitywistów narracji, aby opracowali oni projekt stworzenia MaBeNy w ramach BBN. Lepiej bowiem bić się na słowa z Rosjanami i Niemcami, niż zawsze przegrywać z nimi w wojnie z użyciem bagnetów,  czołgów i rakiet.

***

 Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechnizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  











smallseotools.com –  pagerank checker

wtorek, 6 marca 2018

USTAWA O IPN MOŻE BYĆ NARZĘDZIEM INTERNOWANIA POLITYKÓW OPOZYCJI. CZY KWESTIA ŻYDOWSKA JEST TYLKO „ZASŁONĄ DYMNĄ”?


Debatując nad ustawą o IPN, publicyści polityczni, zarówno w krajowych jak i zagranicznych mediach, zwracają jedynie uwagę na fakt, iż uchwalenie przez Sejm, Senat i prezydenta Dudę kontrowersyjnej ustawy doprowadziło do najpoważniejszego kryzysu dyplomatycznego, w jakim znalazł się polski rząd od 1989 roku. Uchwalając ustawę, politycy PiS uruchomili na Ukrainie nacjonalistycznego demona. W Izraelu obywatele coraz częściej zaczynają przeklinać Polaków. Amerykański rząd nie chce widzieć żadnego polskiego polityka w Białym Domu. Władze unijne w Brukseli również wywierają presję na Kaczyńskiego, Dudę i Morawieckiego, aby nasi politycy w końcu zaczęli szanować elementarne zasady demokratycznej praworządności. PiS jednak nie ustępuje. Dlaczego?

Co w kontrowersyjnym artykule w ustawie o IPN jest naprawdę niebezpieczne?

Artykuł, który wywołał polityczne tsunami w USA, Izraelu i na Ukrainie brzmi:

Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie /…/ lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Rząd Izraela skrytykował pierwszą część artykułu, gdyż penalizuje ona wszelkie wypowiedzi, w których wbrew faktom przypisuje się narodowi  lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie nazistów z czasów II Wojny Światowej. W Izraelu powszechne jest zaś przekonanie, że za Holokaust współodpowiedzialni są Polacy. Ustawa więc uderza w fundamenty izraelskiej państwowości. Izrael jako państwo powstał bowiem jako zadośćuczynienie Żydom za ich zagładę przez katolickich Europejczyków. Z żydowskiego punktu widzenia, fałszowanie wiedzy o Holokauście jest również jakimś rodzajem delegitymizacji ich państwowości. Nie może więc dziwić tak ostra reakcja Izraela na działania PiS.

Wczytawszy się dokładniej w kontrowersyjny artykuł, czytelnik dostrzeże, że w myśl uchwalonej ustawy wolno karać więzieniem tych, którzy publicznie i wbrew faktom przypisują narodowi polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi.

Czym więc są zbrodnie przeciwko pokojowi? Otóż, jest to przestępstwo polegające na planowaniu, przygotowywaniu, rozpętaniu lub prowadzeniu wojny napastniczej.


Zgodnie z prawem międzynarodowym, wojna napastnicza jest napaścią jednego lub kilku państw na inne. W myśl kontrowersyjnego artykułu w ustawie o IPN, każdy polityk, który będzie twierdził, iż państwo polskie pod rządami PiS przygotowuje się do napaści na inne państwo, może zostać ukarany więzieniem. Ustawa o IPN umożliwia więc prewencyjne zamykanie w więzieniach tych wszystkich polityków opozycji, którzy będą publicznie zarzucali Kaczyńskiemu, Morawieckiemu i Dudzie prowadzenie przygotowań do wojny napastniczej.

Potencjalny scenariusz napaści Rosji, Węgier i Polski na Ukrainę

Znalezione obrazy dla zapytania rozbiór Ukrainy mapa
Mapa rozbioru Ukrainy opracowana przez Żyrinowskiego
(źródło: Youtube)
Po Mundialu w 2018 roku, scenariusz napaści Rosji na Ukrainę jest wysoce prawdopodobny. Putin musi zablokować planowany tranzyt ropy i gazu poprzez Ukrainę z krajów Bliskiego Wschodu. Zredukowanie importu z Rosji kopalin energetycznych przez państwa tzw. międzymorza (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Czarnogóra Bułgaria, a w przyszłości Serbia, Mołdawia Bośnia i Hercegowina) oraz przez kraje nadbałtyckie doprowadziłoby gospodarkę największego państwa świata do ruiny. Brak dewiz spowodowany zmniejszeniem rosyjskiego eksportu ropy i gazu doprowadziłby do spadku stopy życiowej Rosjan i w konsekwencji do potężnej niestabilności, która mogłaby doprowadzić do podziału atomowego molocha na drewnianych nogach.

Otwarta wojna na Ukrainie spowodowałaby również wzrost cen ropy i gazu. W ten sposób zbrojny konflikt Rosjan z Ukraińcami stanowiłby pewien rodzaj działalności biznesowej Putina.

Anektując Krym, Rosjanie już rozpoczęli pełzające zawłaszczanie Ukrainy. Wjazd rosyjskich czołgów do Kijowa mógłby jednak wywołać nałożenie ostrych sankcji na państwo Putina ze strony USA i Unii Europejskiej. Wojenna gra na zwyżkę cen ropy i gazu mogłaby więc okazać się nieopłacalna. Dlatego Putin potrzebuje sojusznika  do najazdu na Kijów i Lwów, którego uczestnictwo w rozbiorze Ukrainy znacząco zmniejszyłoby prawdopodobieństwo nałożenia na Moskwę sankcji gospodarczych. Takim sojusznikiem, w oczach kremlowskich strategów, jest bez wątpienia Polska, w której posiadaniu znajdowała się przed II  Wojną Światową część zachodniej Ukrainy. W środowiskach pisowskich i kukizowych katolików, nostalgia za Lwowem jest podtrzymywana nieustannymi reminiscencjami rzezi wołyńskiej.

Podobny obraz
Rosyjscy najemnicyze Specnazu
(źródło: http://deadliestwarrior.wikia.com/wiki/Spetsnaz)

Rosjanie sygnalizowali już polskim politykom układ dotyczący podziału Ukrainy. W 2014 roku Rosyjska Duma, za pośrednictwem Wladimira Żyrinowskiego, polityka, który odgrywa w moskiewskim establishmencie ważną rolę, przesłała do polskiego MSZ notę dyplomatyczną, w której Rosjanie proponują rozbiór Ukrainy.   


Żyrinowski kilka razy powtórzył publicznie swoją propozycję, przy okazji grożąc Polsce „atomowym bombardowaniem”. Kiedy Unia Europejska wraz z USA nakładała sankcje na oligarchów i polityków służących Putinowi, Orban i jego węgierski rząd protestowali przeciwko karaniu Rosji.

Znalezione obrazy dla zapytania Żyrinowski photo
Żyrinowskiego apetyt jako symbol polityki Kremla
(źródło: rusfact.ru) 


W swoim orędziu na rok 2018 w Maneżu, rosyjski przywódca oznajmił światu, iż jego państwo dysponuje takimi rakietami atomowymi, których żaden system obrony nie jest w stanie zestrzelić. Przemówienie Putina zabrzmiało jak groźba.  


Rosjanie również zasygnalizowali światu, iż zakończyli prace techniczne nad możliwością odłączenia od Internetu ich państwa bez szkody dla ich gospodarki. Putin przestrzega świat przed tym, że jakakolwiek próba zakłócania rosyjskiej infrastruktury internetowej na wypadek wojny nie powiedzie się.

Scenariusz dla Polski

Choć pisowski rząd  w sferze werbalnej manifestuje swoją agresywną postawę w stosunku do Rosji, nie musi oznaczać to tego, iż Kaczyński z hierarchami Kościoła Katolickiego nie układają się z Putinem w sprawie Ukrainy. Ataki werbalne mogą w tym wypadku stanowić „zasłonę dymną”. Czy więc za zasłoną symulowanej, werbalnej wrogości  możliwy jest pakt „Putin – Kaczyński” w sprawie Ukrainy, analogiczny do paktu „Ribbentrop – Mołotow” z 1939 roku w sprawie Polski?

Podobny obraz
Ribbentrop i Mołotow podpisuja pakt rozbioru Polski w obecności Stalina
(źródło: thestar.com)
Po wkroczeniu wojsk Putina do Kijowa, pisowski rząd może chcieć „wziąć w opiekę ludność i ziemie zachodniej Ukrainy”, w ten sposób protestując  przeciwko Rosjanom oraz aby ustrzec się przed oskarżeniami zachodniego świata o współodpowiedzialność za zbrodnię przeciwko pokojowi. Przy takiej okazji, Orban może również „wziąć w opiekę”  ukraińskie ziemie zamieszkałe przez Węgrów zakarpackich. 
  
Nie jest wykluczone, że tworzone oddziały Wojsk Obrony Terytorialnej mają właśnie stanowić jednostki, które zostaną wykorzystane do opieki nad ludnością zachodniej Ukrainy. Z punktu widzenia strategii nowoczesnej wojny, WOT nie mają bowiem żadnego znaczenia. Jedynie w kontekście realizacji „strategii opiekuńczej”, WOT zaczynają nabierać strategicznej wartości jako jednostki „zaprowadzające opiekę we Lwowie”.

Jarosław Kaczyński może chcieć zapisać się do annałów historii jako polski polityk, który odzyskał Lwów utracony po II Wojnie Światowej na rzecz Związku Sowieckiego. Z kolei zyski Kościoła Katolickiego sprowadzałyby się do szerzenia ekumenizmu z ukraińskimi unitami  – rzecz jasna „ogniem i mieczem”.

Politycy opozycji w konfrontacji z realizacją wojennego scenariusza

Jeśli doszłoby do interwencji polskich wojsk na Ukrainie w kontekście wkroczenia czołgów Putina do Kijowa, politycy PO oraz Nowoczesnej z pewnością oskarżyliby PiS o przestępstwo przeciwko pokojowi.  Ewentualne ofiary młodych narodowców skoszarowanych w WOT  mogą, przy takim scenariuszu, wywoływać atmosferę oskarżeń obywateli, skierowanych do rządu, o zbrodnie przeciwko pokojowi.

Ustawa o IPN stanowi skuteczne narzędzie, aby spacyfikować ewentualne protesty polityczne przeciwko możliwym działaniom PiS w kontekście realizacji scenariusza rozbioru Ukrainy. PiS pod zasłoną celowo wygenerowanego konfliktu z Izraelem i USA chce najzwyczajniej przemycić w ustawie o IPN zapis prawny umożliwiający internowanie polityków opozycji w sytuacji, gdy będą oni przypisywali Kaczyńskiemu i jego akolitom „zbrodnię przeciwko pokojowi”.

Puenta

Prawdopodobieństwo, iż Putin zaatakuje Ukrainę samotnie, jest niskie. Rosyjscy stratedzy nie wiedzą, jak zareaguje Zachód. Ten stopień niepewności podniósł się znacząco po roztrzaskaniu rosyjskich oddziałów Wagnera w Syrii. Trump pokazał Putinowi, że potrafi wydać rozkaz zabicia setek rosyjskich najemników.


Jeśli jednak PiS próbuje dogadać się z Putinem w sprawie rozbioru Ukrainy, to tym samym ośmiela rosyjskiego dyktatora do zbrodni przeciwko pokojowi, doprowadzając do faktu postawienia naszego państwa na ławie oskarżonych.      
  





 Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechnizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  




smallseotools.com –  pagerank checker

wtorek, 20 lutego 2018

WOJNA NA UKRAINIE W INTERESIE BANKIERÓW: NA MARGINESIE SZCZYTU NATO. CZY OBAMA I PUTIN SĄ W ZMOWIE?

TEKST  Z  DNIA  07.09.2014  ROKU
Od jesieni 2013 roku, a więc od momentu rozpoczęcia się konfliktu ukraińskiego, kontrakty terminowe na ropę, miedź, aluminium oraz nikiel przestały spadać. Od 2014 roku  obserwujemy nawet 10% odbicie wielu cen surowców. Czy ta korelacja jest przypadkowa? Największymi graczami na międzynarodowych rynkach finansowych są grupy kapitałowe z USA, Rosji i Chin.  Wzrost cen aktywów surowcowych jest właśnie w interesie tych grup. Czy więc wywołanie globalnego lęku  wojną ukraińską jest efektem zmowy kluczowych, światowych bankierów i polityków, którzy rozdają karty?
Szczyt NATO zakończył się sprzecznymi logicznie ustaleniami. Dyskutowano nad konfliktem rosyjsko-ukraińskim oraz działaniami tak zwanego Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii. Według oficjalnych komunikatów, atak Rosji na Ukrainę nie jest realną wojną, podczas gdy obcinanie głów zachodnim dziennikarzom stanowi zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa. Europejska publiczność może poczuć szok z powodu takiego zdefiniowania zagrożeń dla świata. W końcu „obcięcie kilku głów” za pomocą maczet nie jest tym samym, co bombardowanie miast pociskami artyleryjskimi. Wyżynanie innowierców przy pomocy maczet jest bowiem znacznikiem rebelii, a nie wojny. Anonimowe zabijanie ludności cywilnej Doniecka i Ługańska przy pomocy pocisków wystrzeliwanych z czołgów i dział pancernych nie jest rebelią, lecz wojną. W duchu postmodernizmu, NATO zamieniło rebelię w wojnę, a wojnę w rebelię.
Kwestia Ukrainy
Na szczycie NATO ustalono, że Ukraina nie otrzyma wsparcia militarnego ze strony Paktu Północnoatlantyckiego.   Nie będzie więc żadnych dostaw sprzętu ani wojska dla walczących Ukraińców.   Prezydentowi Poroszence obiecano pomoc finansową w wysokości 15 milionów euro.  Taka kwota być może wystarczy na zakup 10 czołgów. Powiększenie siły ogniowej Ukrainy o sprzęt militarny wartości 15 milionów euro nie zmieni w żaden sposób oblicza tej wojny. Taką decyzję uzasadniano tym, że NATO – według słów Rasmussena -  nie może dostarczać Ukrainie uzbrojenia. Zarówno Merkel, Cameron jak i Obama kategorycznie odmówili realnej pomocy militarnej Ukrainie. W uzasadnieniu stwierdzono, że NATO  nie może  angażować się w militarną obronę państwa, które nie jest członkiem Sojuszu.
Ustalenia w sprawie Ukrainy kontrastują z powziętymi planami rozwiązania kryzysu w Iraku. Obama i Cameron wezwali przywódców państw natowskich do zbrojnej, międzynarodowej interwencji przeciwko dżihadystom z Państwa Islamskiego. NATO jest więc skłonne wysyłać swoje samoloty i czołgi oraz wojsko do Iraku i Syrii – poza swoimi granicami, zaś Ukraińcom obiecano jedynie pomoc w zakresie rehabilitacji kombatantów. Taka asymetria w postawie wobec obu konfliktów pokazuje to, że z punktu widzenia interesów Sojuszu realnym zagrożeniem jest to, co dzieje się obecnie w Iraku i Syrii, a nie to, co ma miejsce na wschodzie Ukrainy. W takiej perspektywie Putin jawi się jako mniejsze zagrożenie dla porządku światowego, niż al-Baghdadi, lider Państwa Islamskiego, lubujący się w obcinaniu głów innowiercom.
Tak zwana szpica blefem Obamy, Merkel i Camerona
Na szczycie NATO wymyślono koncepcję szpicy, czyli systemu wczesnego reagowania sił NATO na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa państw nadbałtyckich i Polski. Okazuje się, że system ten ma polegać na rozmieszczeniu „lekkiego sprzętu” w Polsce i w niektórych krajach dawnych republik radzieckich, będących członkami  Paktu.  Nie zostaną stworzone w tych krajach nowe bazy wojskowe. W skład szpicy ma wchodzić około 4000 żołnierzy stacjonujących w swoich, macierzystych krajach. Na wypadek zagrożenia, mają oni być natychmiast przerzuceni do zaatakowanego kraju.
Zaoferowana koncepcja ma wyraźnie charakter propagandowy. Żadne bowiem  „lekko uzbrojone” wojsko nie będzie w stanie przeciwstawić się realnej napaści przy pomocy czołgów i samolotów. Karabinami nie da się bowiem niszczyć wozów opancerzonych i rosyjskich tanków. Po co więc wymyślono „jakąś szpicę”?
Najwidoczniej nie istnieje zagrożenie bezpieczeństwa dla Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Jeśli tak, to co ma oznaczać wojna na Ukrainie? Czołgi rosyjskie przekroczyły granicę suwerennego, europejskiego państwa i fakt ten nie jest postrzegany przez światowych liderów jako zagrożenie dla bezpieczeństwa świata. Jak to wytłumaczyć?
Czy wojna na Ukrainie jest „umówioną ustawką” pomiędzy Obamą i Putinem?
Skoro zabijanie się żołnierzy ukraińskich i rosyjskich na Ukrainie nie stanowi istotnego zagrożenia dla bezpieczeństwa świata (w końcu zginęło ich nie więcej niż 3000 w okresie co najmniej półrocznym) , to znaczy, że konflikt ten jest pod całkowitą kontrolą. Oznaczałoby to, że można łatwo nim manipulować; w każdej chwili go przerwać i w razie potrzeby  go eskalować.  Jeśli tak jest, to jakiemu celowi ma on służyć? Po co go wymyślono? Na pewno, nie dla zabawy i testowania broni.
Z medialnego punktu widzenia, wojna na Ukrainie jest odbierana przez społeczność europejską jako najpoważniejsze zagrożenie bezpieczeństwa w Europie po zakończeniu II Wojny Światowej. Wzbudza globalny lęk, codziennie podgrzewany  prze doniesienia  prasowe. Totalne lęki społeczne wywołują wśród ludzi postawy „zabezpieczania się na wypadek kataklizmu”. Taki lęk przenosi się na zachowania podmiotów gospodarczych; w szczególności koncernów i grup kapitałowych: Skoro ma być wojna, to trzeba zabezpieczyć się w dobra, których cena wzrośnie w razie jej eskalacji.
Poważna nadzieja na wojnę wywołuje więc wzrost cen niektórych aktywów na rynkach międzynarodowych. Kiedy grupy kapitałowe obstawiają eskalację poważnej wojny, czyli to, że stać się może jeszcze „poważniejsza”, to wówczas wzrastają ceny surowców: ropy, gazu i metali. Czy więc wojna na Ukrainie nie została zaprojektowana celowo – aby podnieść kursy kontraktów i opcji surowcowych na największych giełdach świata?
Kursy aktywów surowcowych
W 2008 roku ceny kontraktów na surowce (ropa brent, miedź, aluminium, nikiel, srebro) osiągnęły swoje niebotyczne maksima. Wielki kryzys spowodował katastrofę na rynkach surowcowych. Spadki cen surowców, w przybliżeniu, obejmowały powyżej 50%. Ropa z poziomu  137$   dotknęła ceny 50$; miedź spadła z  7500$ za tonę do około 3000$; dla aluminium odpowiednie liczby wynosiły 3060 (max) i 1425 (min). Podobnie zachowywały się ceny kontraktów na nikiel: 40000$ (max) i 10000 (min).  Takie wahanie cen w tak krótkim okresie wywołało kataklizm finansowy. Niemal wszystkie kluczowe grupy kapitałowe, działające na globalnym rynku, znalazły się w stanie bankructwa. Oznaczało to brak sterowności  światowego systemu finansowego i w konsekwencji upadek potęgi USA. Politycy amerykańscy postanowili ratować system finansowy. Był to wspólny interes największych bankierów i kompleksu militarnego. Brak kasy w bankach skutkował bowiem brakiem kasy dla amerykańskiego sektora militarnego (jego roczny budżet wynosi średnio od czasów Reagana powyżej 1000 miliardów rocznie).
Od 2009 roku uruchomiono plany wpompowania w gospodarkę amerykańską kilku tysięcy miliardów dolarów tylko po to, aby podnieść ceny aktywów na rynkach finansowych. Plan został misternie obmyślony. „Pompa dolarowa” nie wywołała inflacji. Rządowe dolary Obamy nie pracowały na realnym rynku konsumpcji i produkcji, lecz jedynie na papierowym rynku instrumentów finansowych. Plan nie odniósł jednak absolutnego sukcesu w sektorze surowców; jedynie na rynku akcji przedsiębiorstw jego sukces jest wręcz spektakularny (Dow Jones bije rekordy wszechczasów). Ceny surowców wzrastały do około 2011/2012 roku, nie osiągając swoich maksimów z 2008 roku. Potem rozpoczął się ich kolejny, powolny zjazd. W 2013 roku cena ropy brent  wahała się wokół 100$  za baryłkę. Miedź z poziomu 10000 $ spadła do 7000$ (30%); aluminium z 2650$ do 1800$; nikiel z 20000$ do około 15000$.
W 2013 roku rynek surowcowy znajdował się w poważnym punkcie kryzysowym; dalszy spadek cen mógłby spowodować panikę i w konsekwencji niekontrolowany głęboki spadek cen surowców, którego efektem mogłoby być osiągnięcie poziomów wycen niższych niż w 2008 roku.  Taki scenariusz wieszczył kolejny finansowy krach, po którym obecny system bankowy nie przeżyłby.
Wraz z wojną na Ukrainie ceny surowców wzrastają
Od jesieni 2013 roku, a więc od momentu rozpoczęcia się konfliktu ukraińskiego, kontrakty terminowe na ropę, miedź, aluminium oraz nikiel przestały spadać. Od 2014 roku  obserwujemy nawet 10% odbicie wielu cen surowców. Czy ta korelacja jest przypadkowa?
Największymi graczami na międzynarodowych rynkach finansowych są grupy kapitałowe z USA, Rosji i Chin.  Wzrost cen aktywów surowcowych jest właśnie w interesie tych grup. Czy więc wywołanie globalnego lęku  wojną ukraińską jest efektem zmowy kluczowych, światowych bankierów i polityków, którzy rozdają karty?
Oczekiwania bankierów celują  wyraźne  na co najmniej 50% podniesienie cen kontraktów na surowce. Taki wzrost nie dokona się w przeciągu jednego miesiąca. Należy więc przypuszczać, że wojna na Ukrainie została zaplanowana, aby trwać długo – nawet kilka lat. Z punktu widzenia bankierów, kilkutysięczne ofiary ludzkie nie stanowią wysokich kosztów uniknięcia kolejnego kryzysu finansowego.
Stanowisko Polski w kontekście eliminacji Sikorskiego
Prezydent Komorowski po szczycie NATO wyraził opinię, iż nasz kraj nie będzie uczestniczył w dozbrajaniu Ukrainy. Skoro bowiem konflikt jest kontrolowany, to po co mamy płacić za niego, nie zyskując nic? W interesie USA i Rosji jest dozbrajanie Ukraińców. Skoro bowiem wojna ma trwać, to ludzie muszą mieć sprzęt, aby walczyć. W interesie Obamy i Putina nie jest poddanie się Ukrainy? Jeśli to nastąpi, ceny aktywów surowcowych znowu zaczną pikować w dół.  W konsekwencji, będziemy mieli kryzys finansowy.
Przygotowywane manewry NATO w krajach nadbałtyckich służyć, chyba, mają planowi B – na wypadek poddania się Ukrainy Rosjanom. Ostatnie prowokacje w postaci aresztowania przez FSB agenta estońskiego wywiadu  mają wywołać  następny, kontrolowany konflikt.
Anna Applebaum, żona naszego Ministra Spraw Zagranicznych, opublikowała felieton w Washington Post oraz Gazecie Wyborczej na temat groźby wybuchu atomowej III Wojny Światowej. Straszenie europejskiej publiki rosyjskimi nalotami atomowymi służy upowszechnianiu idei pacyfizmu. Nikt bowiem nie będzie się bił w Europie za Ukrainę, jeśli miałoby to skutkować wojna atomową. Tekst Applebaum nie był więc wojowniczy. Wprost przeciwnie, był apelem o spełnienie oczekiwań Putina, aby nie doszło do wojny atomowej. Przekładając ów apel na język geopolityki, Applebaum wezwała społeczność międznarodową do zakończenia konfliktu na Ukrainie. Naraziła się więc bankierom, gdyż zakończenie tej wojny nie jest w ich interesie.
Polska ma  w ramach planu odegrać ważną rolę. Nasze państwo ma stanowić narzędzie podsycania, eskalowania wojny Rosji z Ukrainą. Nie jest wykluczone to, że zadaniem nowego rządu będzie jego tajne  współdziałanie z Obamą na linii dostaw lekkiego sprzętu dla Ukraińców.  Obecność Sikorskiego w nowym rządzie jako rzecznika jak najszybszego poddania się Ukrainy będzie czynnikiem przeszkadzającym w eskalowaniu konfliktu. Dlatego trzeba go z rządu wyeliminować.
Tusk kontra Komorowski
Konflikt w obsadzie stanowiska premiera w nowym rządzie wydaje się dotyczyć kwestii naszego zaangażowania w dostawach broni dla Ukrainy. Komorowski jednak odmówił. Z jego punktu widzenia, nowym premierem musi być osoba, która również odmówi. Dlatego Prezydent promuje Siemoniaka na stanowisko szefa rządu. Kto wie czy jego słynna mina ze szczytu NATO nie ma stanowić manifestacji naszego braku zainteresowania w  rozgrywkach bankierów.
W świetle naszkicowanego tła politycznego, afera podsłuchowa miała służyć demontażowi rządu w celu zainstalowania nowego, który byłby silnikiem wspierającym „wojenkę” na Ukrainie oraz globalne lęki anty-putinowskie. Demontaż taki był  możliwy tylko wtedy, gdy Tusk zrezygnowałby z przewodzenia rządem w Polsce. Jego wybór na  szefa Rady Europejskiej, na stanowisko nie mające żadnego decyzyjnego znaczenia,  wydaje się być jedynie ruchem w globalnej grze. Trzeba było Tuskowi dać kasę, aby wyprowadził się do Brukseli, tylko po to, aby ustanowić nowy rząd przydatny w eskalowaniu wojny rosyjsko-ukraińskiej.  Czy plan wypali? Komorowski może popsuć szyki Obamie, Putinowi, Cameronowi, Merkel i bankierom. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691383,prezydent-komorowski-usiluje-stworzyc-%E2%80%9Estabilna-wiekszosc-parlamentarna%E2%80%9D-czy-nowy-premier-zaprosi-palikota-do-rzadu.html
Puenta
Politycy często myślą, że kontrolują wydarzenia globalne. Każda wojna może wydostać się spod logistycznej kontroli.  Putin może zmienić reguły gry rozgrywanego scenariusza. Obecnie, nie może się już wycofać z wojny, bo w atmosferze powszechnych postaw imperialnych Rosjan byłby okrzyknięty zdrajcą narodu. Prezydent Rosji jest zmuszony do eskalowania konfliktu. To zaś może doprowadzić do podjęcia planu najechania Kijowa.
Skoro NATO nie chce militarnie wspomagać Ukrainy, to wydaje się, że Obama ufa Putinowi, iż  w rozgrywanej grze nie zmieni jej reguł i nie wyprawi się na Kijów. Taka sytuacja niestety straciłaby swój atrybut bycia obliczalną i kontrolowaną. Niewiadomą  jest więc obliczalność Putina.
Szkoda tylko, że politycy bawią się wojennie w podnoszenie rynkowych wycen aktywów surowcowych kosztem życia zwykłych ludzi.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.