Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2018

CZY SĘDZIA IZBY DYSCYPLINARNEJ SĄDU NAJWYŻSZEGO, JAN MAJCHROWSKI POSIADA KWALIFIKACJE PRAWNICZE?


Wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, szef Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego z ramienia PiS, Jan Majchrowski zaatakował niezwykle brutalnie prof. Wojciecha Sadurskiego. Pisowski sędzia dopuścił się skandalicznego wpisu na planie studiów indywidualnych jednego ze studentów. Majchrowski napisał, iż prof. Wojciech Sadurski „nie odpowiada poziomowi”, który on uważa „za właściwy i odpowiedni dla profesora UW”. Władze uczelni zapowiedziały kroki dyscyplinarne względem pisowskiego wykładowcy i funkcjonariusza.

Znalezione obrazy dla zapytania UW photo
Na UW miernoty usiłują niszczyć wybitnych naukowców

Dorobek naukowy Jana Majchrowskiego

Zgodnie z duchem Gowinowskiej reformy szkolnictwa wyższego, pracownicy naukowi powinni publikować swoje teksty w międzynarodowych czasopismach, figurujących w renomowanych bazach czasopism naukowych, takich jak: Web of Science, Scopus, Springer czy Elsevier. Z punktu widzenia światowych kryteriów oceny pracy naukowej, każdy uniwersytecki profesor powinien być autorem co najmniej kilku artykułów w międzynarodowych czasopismach naukowych, uznawanych jako wartościowe przez światowe środowiska naukowe. Jeśli pracownik naukowy nie wykazuje się na tym polu rywalizacji w okresie kilku lat od uzyskania doktoratu, to pracownika takiego zwalnia się z pracy z powodu braku dorobku naukowego, umożliwiającego ocenę jego dokonań badawczych.

Okazuje się, że Jan Majchrowski w przeciągu całej swojej kariery naukowej nie napisał ani jednego artykułu naukowego, opublikowanego w naukowym czasopiśmie bazy Web of Science oraz Scopus. Z punktu widzenia międzynarodowych kryteriów ewaluacji naukowej, dorobek Majchrowskiego można więc uznać za dosłownie zerowy.

Pisowski prawnik publikuje głównie teksty w języku polskim, które są wydawane przez: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Fundację SPES, Wydawnictwo Wszechnicy Polskiej Szkoły WEyższej TWP, Świat Książki, Presspublika i inne nieznaczące na rynku naukowym oficyny wydawnicze. Tego rodzaju dorobek naukowy jest określany na gruncie bibliometrii (scjentometrii) jako „makulaturowy”.

Z punktu widzenia kryteriów ewaluacyjnych, proponowanych na gruncie reformy Gowina, Majchrowski nie powinien otrzymać habilitacji oraz nauczać w Uniwersytecie Warszawskim z powodu braku dorobku naukowego, zrecenzowanego na światowym rynku naukowym.

Dorobek naukowy prof. Wojciecha Sadurskiego

Profesor Wojciech Sadurski jest najwybitniejszym polskim teoretykiem prawa konstytucyjnego oraz jest jednym z najwybitniejszych w Polsce filozofów prawa. Opublikował on swoje artykuły w takich czasopismach, między innymi, jak: European Constitutional Law Review, Hague Journal on the Rule of Law, Journal of Law, Religion and State, Southeastern Europe, International Journal of Constitutional Law, Ratio Juris, Human Rights Law Review, Israel Law Review, European Law Journal, Oxford Journal of Legal Studies, Philosophical Investigations, Law and Philosophy, Australasian Journal of Philosophy, Political Theory.

Znalezione obrazy dla zapytania wojciech sadurski
prof. Wojciech Sadurski: najwybitniejszy polski naukowiec z dziedziny prawa konstytucyjnego

Wojciech Sadurski jest profesorem Uniwersytetu w Sydney w Australii, Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji oraz Uniwersytetu Warszawskiego.  Występuje w przestrzeni medialnej jako krytyk poczynań politycznych obecnej władzy.

Czy Majchrowski powinien zostać zwolniony z pracy akademickiej?

Dorobek naukowy Majchrowskiego stanowi podstawę do wszczęcia postępowania w kierunku oceny jego kompetencji akademickich. Nie wiadomo bowiem czy Majchrowski zna język angielski lub inny język kongresowy. Nie wiadomo czy jego prace naukowe posiadają jakąkolwiek wartość, skoro nie zostały opublikowane w poważnych, międzynarodowych czasopismach naukowych z dziedziny prawa.

Czy tzw. dorobek naukowy Majchrowskiego był recenzowany przez profesorów mogących pochwalić się  publikacjami figurującymi w uznanych, międzynarodowych bazach czasopism i książek naukowych? Jeśli nie, to czy nie doszło w przypadku tej osoby do nadużycia uzyskania stopnia naukowego za zasługi polityczne lub w oparciu o „najzwyklejsze znajomości”?


Incydent, którego dopuścił się Jan Majchrowski, brutalnie i bez uzasadnienia atakując prof. Sadurskiego, odsłania mizerię polskich nauk prawnych. Dokonania naukowe polskich prawników plasują bowiem nasz kraj w ogonie rankingów państw ze względu na efekty publikacyjne w dziedzinie nauk prawnych. Profesor Sadurski jest tym naukowcem, który sam jeden „wyrabia” ponad 50% dorobku naukowego polskich prawników na światowym rynku akademickich publikacji z dziedziny prawa. Udział Majchrowskiego na tym rynku wynosi 0%.

Wyrzucenie Majchrowskiego z pracy będzie testem reformy Gowina

Minister Gowin nieustannie podkreśla, że celem jego reformy jest  podniesienie poziomu badań naukowych w polskich szkołach wyższych tak, aby nasz wkład w światowy obieg naukowy był zauważalny. Efektywność reformy wymaga wdrożenia odpowiednich standardów akademickich. Jednym z nich jest zwyczaj publikowania artykułów naukowych w międzynarodowych, renomowanych czasopismach naukowych.

Jan Majchrowski spełnia wręcz anty-standard reformy Gowina. Pomimo braku miedzynarodowego dorobku naukowego, pisowski prawnik podniósł rękę na profesora, uznanego w międzynarodowych, akademickich środowiskach prawniczych. Parafrazując Józefa Cyrankiewicza, minister Gowin powinien „obciąć” tę rękę podniesioną na najwyższy w Polsce autorytet w dziedzinie prawa konstytucyjnego.


***
Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechanizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".     


  

czwartek, 22 marca 2018

KOŚCIÓŁ KATOLICKI OSKARŻA MORAWIECKICH O KORUPCJĘ. KAPŁANI WYSTRASZYLI SIĘ STRAJKU KOBIET!


Ksiądz Tomasz Jegierski, prezes jednej z katolickich fundacji, oskarżył Kornela i Mateusza Morawieckich o udział w korupcyjnym przekręcie. Kapłan pokazał mediom dowód na korupcję premiera i jego ojca. Fundacja Jegierskiego miała wypłacić kwotę 96 tysięcy złotych pod postacią pożyczki Kornelowi Morawieckiemu. W zamian za udzielenie pożyczki ojcowi premiera, bank WBK, którym zarządzał Mateusz Morawiecki, miał fundacji wypłacić 140 tysięcy złotych na realizację absurdalnego projektu „Kino w szkole”. Jegierski przedstawił mediom pokwitowanie odbioru pieniędzy przez Kornela Morawieckiego.  


                                     Znalezione obrazy dla zapytania Morawiecki photoZnalezione obrazy dla zapytania Morawiecki photo
                                                       Czy ojciec zatopi syna?

Czy Morawieccy okradli WBK?

Skoro fundacja księdza Jegierskiego wypłaciła Kornelowi Morawieckiemu 96 tysięcy złotych, to najwidoczniej otrzymała od WBK 140 tysięcy złotych. Oznacza to, że za zgodą Mateusza Morawieckiego bank WBK finansował działania polityczne ojca premiera polskiego rządu. Jeśli tak, to obecna sytuacja jest dowodem na to, że premier Morawiecki właściwie okradł bank, którym zarządzał, na kwotę 96 tysięcy złotych.

Czy Morawiecki finansował pieniędzmi WBK działania polityczne Kukiza i swojego ojca?

Podczas spotkania z mediami, ksiądz Jegierski oświadczył, iż ABW szukała dokumentu poświadczającego odbiór pieniędzy przez Kornela Morawieckiego w jego kościele oraz w domu jego krewnych. Fakt ten wskazuje na to, że  premier Morawiecki wiedział o przekręcie i świadomie w nim uczestniczył.

Czy prokuratura rozpocznie śledztwo w sprawie ujawnionego przez Kościół przekrętu finansowego? Czy premier Morawiecki zostanie aresztowany?  Czy Jarosław Kaczyński wyraził zgodę na odsunięcie z urzędu premiera swojego niedawnego pupila? Czy Mateusz Morawiecki poda się do dymisji w obliczu uzasadnionych mocnymi dowodami oskarżeń?  Jeśli dojdzie do dymisji Morawieckiego, to kto zostanie kolejnym premierem pisowskiego rządu? Czy Jarosław Gowin?


Czy za akcją Jegierskiego stoi Episkopat Polski?

Ujawniając fakt korupcji Morawieckich, ksiądz Jegierski pokazuje publice, iż Kościół Katolicki w Polsce posiada haki na pisowskich polityków. Czy ksiądz Jegierski podjął samodzielnie decyzję o oskarżeniu premiera Morawieckiego o „najzwyczajniejsze złodziejstwo”? Czy pytał on o zgodę swojego biskupa i innych, najwyższych dostojników kościelnych? Jakie siły polityczne w obrębie Kościoła stoją za akcją przeciwko Morawieckim?

Jeśli prokuratura wykaże, iż rzeczywiście doszło do faktu korupcji z udziałem premiera rządu i jego ojca, to ksiądz Jegierski również zostanie oskarżony o czynny udział w korupcyjnym akcie. Dlaczego więc Jegierski zgodził się na ewentualność oskarżenia go o udział w politycznej korupcji? Bohaterem on nie zostanie, gdyż zgodził się na wypłatę Kornelowi Morawieckiemu  96 tysięcy złotych.

Czy Episkopat chce przykryć aferą korupcyjną Morawieckich protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego?

Eksperci od  masowej narracji doradzili inicjatorom „Strajku Kobiet” organizację protestu pod hasłami kojarzącymi katolicki dyktat zaostrzenia prawa aborcyjnego z faktem pedofilii wśród kapłanów. W środę 21 marca „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst na temat najsłynniejszego pedofila watykańskiego, księdza Degollado. Na stronach społecznościowych Facebooka w czwartek 22 marca pojawiło się wiele postów wyrażających mem, iż księża-pedofile chcą nakazać kobietom rodzić upośledzone płody i dzieci.  Ten rodzaj zmasowanego protestu wywołuje wręcz trwogę wśród kleru, gdyż zamienia się on w „lingwistyczny lincz” na instytucji Kościoła. Przekaz wiążący pedofilię księży z ich dyktatem antyaborcyjnym jest naznaczony bardzo silnym ładunkiem emocjonalnym, przywołującym czasy Rewolucji Francuskiej, podczas której tłumy obcinały penisy kapłanom katolickim. 


Oskarżenie premiera Morawieckiego o okradanie WBK wraz z przedstawieniem twardego dowodu jest medialną bombą atomową. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wydarzenie to przykryje w mediach piątkowy „Czarny Protest”, skierowany przeciwko Kościołowi i PiS. Najwyraźniej hierarchom katolickim zależy na skanalizowaniu tego protestu wyłącznie w kierunku rządu i pisowskich polityków. W Morawieckiego uderzono dzień przed „Strajkiem Kobiet”, aby zakryć transparenty z hasłami na temat księży-pedofilów.

Uderzenie w Morawieckiego może być dziełem niemiecko-rosyjskiej agentury

Faktem jest, iż niemieckie służby wywiadowcze są głęboko infiltrowane przez rosyjską agenturę. Potrafiła ona wynieść na szczyt urzędu kanclerskiego Gerharda Schrodera, zaufanego człowieka Putina, który wraz z nim buduje dzisiaj Nord Stream II.

Czy agentura Putina stoi za ujawnieniem faktu korupcji Morawieckich?

Rząd Morawieckiego podjął ostre działania przeciwko niemiecko-rosyjskiemu projektowi gazowemu. W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami działań rządu uniezależniających nas od rosyjskich dostaw gazu. Obecnie trwają nawet rozmowy z rządem Izraela, dotyczące wejścia Polski w inicjatywę poprowadzenia gazociągu ze złóż na Morzu Śródziemnym do Europy, w których posiadaniu są Izrael i Cypr.

Rezygnacja Polski z importu rosyjskiego gazu byłaby ciosem dla przyszłej opłacalności  projektu Nord Stream II. Niemcy i Rosja nie życzą sobie tego, aby polski rząd i jego premier kontestowali niemiecko-rosyjski dyktat energetyczny dla Europy wschodniej. Posiadając haki na Morawieckiego, celowo je ujawniono w przeddzień wielkiego antypisowskiego protestu, aby wymusić na Kaczyńskim decyzję o zmianie na stanowisku premiera rządu. Niedawna wizyta Angeli Merkel w Polsce mogła mieć na celu wysondowanie możliwości dymisji Morawieckiego.

Nie jest wykluczone, że procedowanie brutalnie zaostrzającego prawa aborcyjnego przez Sejm było celowo zaprogramowane przez niemiecko-rosyjską agenturę ulokowaną w PiS i w Kościele Katolickim, aby móc podczas emocjonalnej wrzawy politycznej ogłosić fakt udziału Morawieckiego w korupcyjnym przekręcie. Nałożenie się obu wydarzeń może bowiem stanowić detonator olbrzymiej presji na  Kaczyńskim, aby ten wymienił premiera rządu.

Puenta

Z obecnej sytuacji skorzysta prezydent Duda. W sondażach zaufania właśnie Morawiecki deptał po piętach temu pierwszemu. Prezydent Duda nie posiada własnych funduszy na przeprowadzenie w 2019 roku niezależnej kampanii prezydenckiej. Co więcej, nie posiada on również własnego, partyjnego zaplecza organizacyjnego. Morawiecki jawił się jako potencjalny konkurent Dudy w walce o fotel prezydencki. Sukces rządów Morawieckiego stanowiłby dla Andrzeja Dudy koniec marzeń o przyszłej prezydenturze. Ujawnienie więc afery korupcyjnej z Morawieckimi w roli głównej powoduje to, że obecnemu prezydentowi w środowisku PiS  przestaje wzrastać konkurent w walce o prezydenturę w 2019 roku.

Prezydent Duda może czuć się zadowolonym z porażki Morawieckiego
 
O ewentualnym zagrożeniu dla Andrzeja Dudy ze strony Morawieckiego wiedzą specjaliści od „prezydenckiej narracji”. Nie jest więc wykluczone to, że ostateczną decyzję akceptującą uderzenie w Morawieckiego podjęli specjaliści w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Premier Morawiecki mógłby bowiem być obiektem bardzo niebezpiecznych operacji szantażu ze strony obcych wywiadów z uwagi na to, że uwikłał się w korupcyjną aferę z kościelnymi instytucjami. Czy więc BBN celowo zdetonował tę niebezpieczną bombę polityczną? Jeśli tak, to należy prezydenckim specom od narracji pogratulować.       
      
***
Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechnizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".  

https://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=412377&q=&page=2694&url=[grupaAktotworcyId=3            
  




smallseotools.com –  pagerank checker

niedziela, 25 lutego 2018

Podsłuchiwanie ministrów Tuska

TEKST  Z  DNIA  14.06.2014  ROKU

Czy ujawnienie podsłuchiwanych rozmów Sienkiewicza, Belki i Cytryckiego ma na celu wykolejenie rządu Tuska, gdyż „trzyma on z Merkel (Niemcami) i Putinem („Ruskimi”)”, a nie z Amerykanami i Obamą?  A może to Tusk nasłał swoich szpiclów z CBA  lub  ABW, aby zbierać haki na „kolesiów”? Tylko w jakim celu lub interesie? Komu opłaca się skompromitowanie ministra Sienkiewicza?
Media szaleją. Tygodnik „Wprost”  już opublikował i opublikuje stenogramy rozmów podsłuchiwanych ministrów Rządu Tuska. Mamy nową aferę – „podsłuchową”. W ostatnich dwóch latach afer rządowych było bez liku. Tak wiele ich miało miejsce, że  na różne sposoby można je klasyfikować.
Afery Tuska
Najpoważniejszą aferą, w którą był bezpośrednio i rodzinnie uwikłany Premier, jest przekręt Amber Gold. Syn Donalda Tuska był pracownikiem firmy inwestycyjnej, która okradła  dziesiątki tysięcy obywateli na milionowe kwoty. Następna dotyczy rzekomych sms-ów do córki Premiera, w których składane były groźby pod jej adresem. Premier ujawnił treść tych komunikatów  podczas konferencji prasowej, czyniąc z siebie ofiarę dwumiesięcznej, pisowskiej agresji.
Przecie nikt nie uwierzy w naszym kraju w bujdę, iż z córką Premiera Rządu RP  może kontaktować się przez dwa miesiące  dowolny zwolennik Jarosława Kaczyńskiego. Ludzie mają telefony komórkowe i wiedzą, jak zablokować niechciane wiadomości. Premier tego nie umiał? Córka Premiera tego nie umiała? BOR tego nie umiał? Jeśli tak, to musimy wyciągnąć wniosek, że iloraz inteligencji Tuska, jego rodziny i Biura Ochrony Rządu jest sumarycznie niższy od IQ Kaczyńskiego, gdyż ten ostatni sprawnie posługiwał się tabletem w Sejmie. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686490,tusk-nasladuje-kaczynskiego-zamiast-tabletu-komorka-platforma-tonie.html
Ostatnia z afer dotyczy niemieckich pieniędzy. Dawny kolega Tuska, Paweł Piskorski zarzucił liderowi Platformy Obywatelskiej to, że  Kongres Liberalno-Demokratyczny był finansowany za pieniądze pochodzące z niewiadomych, niemieckich źródeł.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686977,%E2%80%9Ewunderwaffe%E2%80%9D-piskorskiego-kontra-%E2%80%9Ewermacht%E2%80%9D-tuska.html Przewodniczący PO  przemilczał oskarżenie. Nie zwrócił się do Sądu, aby chronić swoje dobra osobiste.  Na dodatek, afera korupcyjna pod nazwą „Układ Warszawski”, w której bohaterem był Paweł Piskorski, została kilka dni temu zamieciona pod dywan wyrokiem sądu w Warszawie. Czy obie sprawy korelują się?  Czy nie jest tak, iż Piskorski nie będzie dalej sypał Tuska, zaś ten ostatni nie „wsadzi tego pierwszego do pudła”?
Afery Rządu
Najbardziej komiczną jest afera zegarkowa Nowaka. Do dnia dzisiejszego, pochodzenie Rolexa  byłego ministra w Rządzie Tuska jest owiane tajemnicą. Nieszczęsny Rolex okazał się powodem, dla którego Minister „stracił stołek”.  Afera budowlana sprzed dwóch lat doprowadziła do gigantycznych, niekiedy nawet ponad 90%-owych,  spadków akcji firm budowlanych na GPW.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/652521,lupki-smolensk-budowlanka-i-dymisja-tuska-na-tle-afery-trotylowej.html Do dzisiejszego dnia, rynek budowlany nie jest w stanie odbić się.
Najbardziej tajemniczą ze wszystkich hucp rządowych jest „afera Brunona K.”. Czy był planowany  zamach na Sejm RP czy takiego planu  nie było? – to iście szekspirowskie pytanie   stawiamy sobie jeszcze dzisiaj. Czy raczej chodziło o pokazanie – w kuriozalny sposób - sprawności służb specjalnych Rządu?  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/655024,o-jeden-zamach-za-daleko.html
Afery korupcyjne
Łapówki w sektorze informatycznym, które wręczano rozmaitym pracownikom  Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji są szacowane na naprawdę „grube dziesiątki milionów złotych”.  CBA posłało już za kratki wielu urzędników podejrzanych o branie kasy od zleceniobiorców. Nie udało się jednak powołać sejmowej komisji specjalnej w sprawie największej w historii afery korupcyjnej po 1989 roku.  Platforma Obywatelska zablokowała inicjatywę opozycji w tej sprawie. Czy komuś zależy na „wyizolowaniu” afery od publicznego osądu?  Intrygujące jest to, że to właśnie obecny bohater afery podsłuchowej, minister Sienkiewicz, wziął się ostro za platformerskich  magików finansowych.
Obecna afera podsłuchowa i jej kulisy
Z pewnością ktoś  jest bardzo mocno zainteresowany  destabilizacją sceny politycznej, ukonstytuowanej  w obrębie obecnego rozdania. Dotychczasowe hucpy  nie wykoleiły Rządu Tuska. Co więcej, Premier jest nawet w stanie wygrywać wybory, pomimo ostrzału „rozmaitymi aferami” – niemieckimi pieniędzmi, Brunonem K., Amber Goldem i synem, sposobami zakupów Kasi Tusk, aresztowaniami pracowników Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, itd. Kaczyński nie znalazł dotychczas sposobu na zwycięstwo nad Tuskiem.
Komu więc nie pasuje Tusk na czele polskiego rządu?  Odpowiedź na to pytanie wymaga jego skorelowania z inną sprawą polityczną z ostatnich dni – mianowicie ataku na Aleksandra Kwaśniewskiego. Zaatakowano równocześnie premiera i byłego  prezydenta. Co obie akcje polityczne łączy?
Kwaśniewski jest uwikłany w „kręcenie lodów” z amerykańsko-ukraińskim lobby energetycznym. Był pierwszym polskim politykiem, zaatakowanym przez Putina podczas proeuropejskiej rewolucji na Majdanie w Kijowie, która doprowadziła do obalenia pro-moskiewskiego rządu Janukowycza. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/681055,ukraina-co-zrobi-putin-co-powinien-zrobic-polski-establishment.html Tylko ślepiec nie widzi tego, że konflikt na Ukrainie  posiada drugie dno jako swoją przyczynę: udrożnienie szlaków tranzytowych gazy i ropy z Zatoki Perskiej przez Turcję, Morze Czarne, Ukrainę do Polski. Działania Kwaśniewskiego nie podobają się grupom kapitałowym związanym z Gazpromem i rurociągiem Nordstream.
Promując swój plan Unii Energetycznej, Tusk  sprzyja interesom Gazpromu. Wspólne zakupy gazu przez państwa Wspólnoty Europejskiej odbywałyby się właśnie w rosyjsko-niemieckich  hiper-marketach gazowo-naftowych. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/687504,unia-energetyczna-co-zakombinuje-tusk-z-merkel-czy-dziala-na-szkode-polskiej-gospodarki.html Bezpieczeństwo energetyczne Polski, jakie nasz Rząd proponuje, ma być oparte na  realizacji pomysłu monopolizacji handlu kopalinami przez jakiś mega-kartel europejski,  który z oczywistych względów będzie kierowany przez  niemiecko-rosyjskie grupy kapitałowe. Żaden rodzaj monopolizacji handlu nigdy w historii w żadnym kraju (z wyjątkiem Wenezueli) nie doprowadził do sytuacji, w której produkt – będący przedmiotem monopolistycznego obrotu handlowego  - jest tani.
Czy ujawnienie podsłuchiwanych rozmów Sienkiewicza, Belki i Cytryckiego ma na celu wykolejenie rządu Tuska, gdyż „trzyma on z Merkel (Niemcami) i Putinem („Ruskimi”)”, a nie z Amerykanami i Obamą?  A może to Tusk nasłał swoich szpiclów z CBA  lub  ABW, aby zbierać haki na „kolesiów”? Tylko w jakim celu lub interesie? Komu opłaca się skompromitowanie ministra Sienkiewicza?
Lobby „cyfrowe” w natarciu
Opozycja nieustannie domaga się powołania specjalnej komisji w sprawie przekrętów w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Niestety Sejm niewielką większością odrzucił jej wniosek.  W szczególności Premier  nawoływał głośno do zanegowania opozycyjnej propozycji.
Nie można zarzucić mataczenia ministrowi Sienkiewiczowi w „aferze cyfrowej”. Śledztwo rozwija się i obejmuje coraz większą liczbę podejrzanych. Być może,  w przekręty uwikłani są „frontowi” politycy PO lub ludzie zasłużeni dla partii rządzącej. Sienkiewicz nie daje rękojmi, że roztoczy nad ich głowami parasol ochronny.  Jeśli tak, to należy znaleźć powód do jego dymisji. Taśmy, na których wraz z prezesem NBP, prof. Markiem Belka klnie jak szewc, stanowią skuteczny „hak”. Jeśli Tusk „zetnie mu głowę”, to znaczy, że celem wszczęcia w mediach  „afery podsłuchowej” jest „zamiecenie pod dywan afery cyfrowej”, aby chronić zasłużonych partyzantów Platformy Obywatelskiej.
Puenta
Reakcje Tuska pokażą w najbliższym czasie „polityczną motywację” podsłuchiwania ministrów jego Rządu. Nie jest wykluczone, że oba czynniki jednocześnie nakładają się: potrzeba dołożenia Tuskowi oraz wyeliminowania Sienkiewicza z Rządu. Pojawia się wówczas pytanie: jakie siły polityczne stoją za wszczęcie „hucpy”? Czy Kwaśniewski? Czy Kaczyński? Czy wywiad obcego państwa, np. USA?
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

poniedziałek, 12 lutego 2018

SZWAJCARSKI NUMER, KNF, SKOKI I FRANKOWICZE

TEKST  Z 20.03.2015
Numer szwajcarski polega na tym, że kredyty frankowe nie są wcale kredytami. Zostały tylko tak nazwane przez banki, aby naiwnym  konsumentom wcisnąć  ów „genialny produkt finansowy”. Kredytobiorcy zostali oszukani. Tłumacząc to na bardziej ludzki język: Bank pożycza klientowi 300 tysięcy złotych po kursie 3PLN za 1 CHF, ale udzielenie pożyczki warunkuje tym, że klient musi wybudować lub kupić dom, który stanowi zastaw kredytu i ponadto musi zagrać na rynku na kwotę 300 tysięcy złotych na spadek kursu CHF. Ponieważ banki znalazły takich naiwnych klientów (frajerów) w liczbie około 500 tysięcy, łatwo można obliczyć w przybliżeniu stawkę tej gry.  Frankowicze obstawili spadki kursu CHF w całym systemie finansowym naszego kraju w kwocie 150 miliardów złotych. Zagrali na spadek CHF za 150 miliardów złotych !!!   Szwajcarski numer polega na tym, że każdego roku banki skubią swoich kredytobiorców frankowych na około 10-15 miliardów. Z roku na rok ta kwota powiększa się, gdyż kurs franka osiąga coraz wyższe wartości. Z pewnością „szwajcarski numer” jest aferą rozsadzającą system finansowy kraju. Bankierzy i ich polityczne lobby są w stanie na ulice wysłać czołgi i po zęby uzbrojonych policjantów, aby stłumić protest frankowy. W końcu walka toczy się o 50 miliardów złotych. Aby wygrać, frankowicze muszą zorganizować się w strukturę polityczną w celu wystartowania w wyborach do Sejmu w 2015 roku.
Mieliśmy w ostatnich latach kilka afer finansowych. Rozpoczęło się od Amber Gold. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/652521,lupki-smolensk-budowlanka-i-dymisja-tuska-na-tle-afery-trotylowej.html Oskubano tysiące ludzi z ich złota. Potem, likwidacja OFE – oskubano ludzi z ich udziałów w funduszach emerytalnych. Od roku tli się i nie może rozpalić się afera skokowa – z agentami służb specjalnych z Wołomina. Wreszcie, największa super-afera – „szwajcarski numer”.
Która z afer jest największa?
Debatę nad tym, która z afer finansowych  jest największa, rozpoczął Leszek Balcerowicz. Zdaniem byłego premiera, straty Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych sięgają 3 miliardy złotych. Ponieważ zostały one uzupełnione ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, afera straciła swój impet, aby zamienić się w coś na kształt lokalnej afery Madoffa.
Istotą afery jest wyprowadzenie ze „Skoków” kilku miliardów złotych przez fundację „Pro Civil” oraz inne prywatne podmioty, związane z senatorem PiS, Grzegorzem Biereckim. Wielu komentatorów oskarża Komisję Nadzoru Finansowego za umożliwienie tego rodzaju przekrętów. Ostatni głos Jacka Żakowskiego na łamach „Polityki”  najlepiej podsumowuje dotychczasową sytuację. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1613223,1,zakowski-czy-naduzyc-w-skok-ach-nie-da-sie-rozliczyc.read Znany publicysta pisze:
W kwestii KREDYTÓW frankowych banki kontynuowały swoją ryzykowną praktykę mimo licznych ostrzeżeń i wszelkich możliwości przewidzenia, jak to się skończy. Teraz historia SKOK-ów. Za każdym razem mówimy: tak bywa, trzeba z tym żyć. Być może należałoby z takim myśleniem wreszcie skończyć.
Tym, co jest najbardziej istotne  w jego felietonie, jest fakt skojarzenia afery frankowiczów z przekrętem „skoków”
Czy afera „skokowa” nie służy przykryciu afery frankowiczów?
Przekręt ze skokami wybuchł w sytuacji ujawnienia chyba największej afery finansowej w Europie, mianowicie „szwajcarskiego numeru”.  Po nieoczekiwanym, nadzwyczaj głębokim wzroście kursu franka szwajcarskiego na walutowych giełdach, polscy kredytobiorcy obudzili się i zaczęli domagać się przewalutowania swoich, frankowych kredytów hipotecznych.
Obywatele naszego kraju zaczęli liczyć. Szkoda, że tak późno. W wyniku swoich obliczeń dowiedzieli się, że nigdy nie spłacą – przy stałych miesięcznych ratach - swoich kredytów.  Nawet przez 100 lat.   Dla wielu z nich oznacza to, że każdego miesiąca muszą i będą musieli – przez co najmniej  sto lat - najzwyczajniej wnosić haracz do banku za karę: bo mieli marzenie posiadania swojego domu.
Media, nawet niektórzy politycy, podchwycili temat. Nawoływania do wsparcia frankowiczów były słyszane w KNF. Niektóre banki zadeklarowały, iż są w stanie zgodzić się na jakieś kosmetyczne, pozorowane pseudo-decyzje rzekomej pomocy „frankowiczom”.  Nikt jednak nie chce słyszeć o postulacie delegalizacji kredytów denominowanych lub indeksowanych w obcych walutach. Apel o ich delegalizację jest coraz częściej przez publikę powtarzany i akceptowany. Jego spełnienie musiałoby doprowadzić do uszczuplenia aktywów bankowych w całym systemie finansów w Polsce o około 40-50 miliardów złotych. Taką kasę banki najzwyczajniej  ukradły swoim kredytobiorcom frankowym.
Afera „skokowa” służy więc odwróceniu uwagi publiki od jeszcze większego przekrętu. W „Skokach” dokonano przekrętu na co najwyżej 5 miliardów złotych. Szwajcarski numer polega na tym, że każdego roku banki skubią swoich kredytobiorców frankowych na około 10-15 miliardów. Z roku na rok ta kwota powiększa się, gdyż kurs franka osiąga coraz wyższe wartości.
Na czym polega numer szwajcarski?
Numer szwajcarski polega na tym, że kredyty frankowe nie są wcale kredytami. Zostały tylko tak nazwane przez banki, aby naiwnym  konsumentom wcisnąć  ów „genialny produkt finansowy”. Kredytobiorcy zostali oszukani.  Jeśli kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych nie są kredytami w rozumieniu prawa bankowego, to czym one są?
Kredytobiorca biorąc kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej zyskuje, kiedy kurs waluty obcej osłabia się w stosunku do złotówki  lub traci, kiedy kurs waluty obcej wzmacnia się w stosunku do złotówki. W tym znaczeniu, kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych mają charakter pochodnych papierów wartościowych (derywatów) – nazywanych kontraktami terminowymi na kurs waluty („futures”). Perfidia tych „kredytów” polega na tym, że klient banku kupuje za pożyczone od niego pieniądze kontrakt „futures”  na pozycji krótkiej (gra na spadek kursu) i zabezpiecza (hipotecznie) pożyczkę swoim domem. Umowa kredytu denominowanego lub indeksowanego do waluty obcej jest więc de facto umową: (1) sprzedaży na kredyt złotówkowy zabezpieczony hipotecznie nieruchomością; (2) długoterminowego kontraktu terminowego na kurs waluty indeksującej lub denominującej w stosunku do złotego na pozycji krótkiej (czyli takiej, na której kupujący zyskuje, kiedy kurs waluty spada w stosunku do złotego, a traci kiedy wzrasta).
Tłumacząc to na bardziej ludzki język: Bank pożycza klientowi 300 tysięcy złotych po kursie 3PLN za 1 CHF, ale udzieleni  pożyczki warunkuje tym, że klient musi wybudować lub kupić dom, który stanowi zastaw kredytu i ponadto musi zagrać na rynku na kwotę 300 tysięcy złotych na spadek kursu CHF.
Ponieważ banki znalazły takich naiwnych klientów (frajerów) w liczbie około 500 tysięcy, łatwo można obliczyć w przybliżeniu stawkę tej gry.  Frankowicze obstawili spadki kursu CHF w całym systemie finansowym naszego kraju w kwocie 150 miliardów złotych. Zagrali na spadek CHF za 150 miliardów złotych !!!   (licząc, że przeciętnie kredyt wynosił 300 tysięcy złotych).
Jeśli znajdujemy frajera, który obstawia za 150 miliardów złotych wynik w ruletkę, to wszystko uczynimy, żeby nie padła w grze określona liczba. Najzwyczajniej banki zaczęły grać na wzrost kursu CHF. Dysponując możliwościami pożyczania kasy od banków centralnych w całej Europie, banki rozpoczęły proces skupu szwajcarskiej waluty – po to aby podnieść jej kurs i oskubać frankowych kredytobiorców.
Wystarczy, że kurs franka wzrósł z 3 zł do 3.90, banki są do przodu 30%. Frankowicze w Polsce, którzy przeciętnie brali kredyt frankowy po kursie 3 PLN za 1 CHF, muszą więc dopłacić do gry 50 miliardów złotych. Czy można znaleźć genialniejszy produkt finansowy, który przyniesie w sposób bezpieczny takie zyski? NIE !!! Finansista, który wymyślił go, jest geniuszem.
Perfidia „kredytów frankowych”
W standardowej grze na kontrakty „futures”, obie strony gry mogą szybko wycofać się, kiedy gra przynosi straty.   W żargonie graczy giełdowych, określa się to „obcinaniem strat” lub „zamykaniem pozycji”. Oferując szwajcarski produkt, banki zabezpieczyły się w tak bezczelny sposób, że zobligowały swoich klientów do gry do upadłego. Frankowicze nie mogą bowiem przewalutować swoich kredytów po kursie ich nabycia. Muszą nadal grać, aż się wykrwawią.
Gra, w jaką banki uwikłały swoich klientów, przejawia jeszcze inny wymiar perfidii: filozoficzno-egzystencjalny. Otóż,  kredytu szwajcarskiego nigdy nie będzie  można spłacić przy takich samych miesięcznych ratach spłaty.
Jeśli klient banku wziął 300 tysięcy złotych na 25 lat, to rata spłaty kapitału powinna wynosić 12000 zł. rocznie. Oznacza to, że klient powinien rocznie spłacić 4% kapitału przy założeniu, iż spłaca takie same raty każdego miesiąca. Jeśli jednak kurs franka szwajcarskiego wzrośnie powyżej 4%, to kapitał spłaty z 300 tysięcznego kredytu wzrośnie o  12000.
Na początku 2009 roku kurs franka wynosił około 2 złotych, w 2015 roku wynosi 3.90. Daje to średni, roczny wzrost kursu tej waluty o około 15%. Załóżmy optymistycznie, że frank wzrasta jedynie 10% rocznie. Efekt, jaki uzyskujemy, jest taki, że spłacając stałe raty miesięczne, obliczone w dniu wzięcia kredytu, wartość kapitału do spłaty wzrasta, zamiast spadać. A jak Putin zaatakuje frontalnie Ukrainę, to  o ile  poszybuje kurs franka? O 100%?  Wojna jest więc najwyraźniej w interesie bankierów. Czyż taka sytuacja nie może stanowić powodu do samobójstwa?  Pomimo spłaty, górka kredytowa rośnie, zamiast kurczyć się. Jest to paradoks egzystencjalny.
Działania frankowiczów
Na szczęście, frankowicze są hardymi ludźmi. Usiłują wziąć sprawy w swoje ręce. Został zorganizowany Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Przewalutowanie Kredytów Hipotecznych”, na czele którego stoi, między innymi,  Magdalena Kasznia ze Szczecina.
Zostałem poproszony o ekspertyzę  poczynań Komitetu w zakresie jego inicjatywy ustawodawczej.  Wnioskuję o przeprowadzenie ustawy „delegalizującej” produkt szwajcarski, co jest równoznaczne z przymusem przewalutowania wszystkich kredytów po kursie franka w dniu wzięcia kredytu. Podstawą takiego wniosku jest fakt, iż kredyty szwajcarskie nie są wcale kredytami w rozumieniu prawa, lecz są produktem wprowadzającym w błąd klienta; są oszustwem finansowym.
Politycy nie powinni mieć żadnych oporów z przegłosowaniem tego rodzaju ustawy. Bowiem nieprzegłosowanie jej będzie równoznaczne z tym, iż nie reprezentują interesu swoich wyborców, lecz - interesy banków zachodnich. To zaś byłoby podstawą do oskarżenia ich o działanie na szkodę państwa i jego bezpieczeństwa.
Z pewnością „szwajcarski numer” jest aferą rozsadzającą system finansowy kraju. Bankierzy i ich polityczne lobby są w stanie na ulice wysłać czołgi i po zęby uzbrojonych policjantów, aby stłumić protest frankowy. W końcu walka toczy się o 50 miliardów złotych. Aby wygrać, frankowicze muszą zorganizować się w strukturę polityczną w celu wystartowania w wyborach do Sejmu w 2015 roku.  Taką strategię działania zaproponowałem Magdalenie Kaszni.  Mamy spotkać się. Czy coś w tym względzie zaplanujemy? Nie wiem. http://ruch.racjonalny.org.pl/cele-szczeg%C3%B3%C5%82owe-ruchu-racjonalnego http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691412,powstaje-nowa-partia-poza-lewica-i-prawica-ruch-racjonalny.html
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKIdo Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International).

Ekspertyza dla Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej
„Przewalutowanie kredytów hipotecznych”

Niniejsza ekspertyza obejmuje dwa aspekty planowanej inicjatywy ustawodawczej w trybie referendalnym. Pierwszy aspekt dotyczy zasadności inicjatywy przewalutowania kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych, zaś drugi – treści proponowanej zmiany w ustawach (i) z dnia 29 sierpnia 1997 r. „Prawo bankowe” oraz (ii) z dnia 12 maja 2011 roku o kredycie konsumenckim.
1. Zasadność inicjatywy ustawodawczej przewalutowania kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych
W demokratycznych państwach prawa, ich parlamenty uchwalają ustawy regulujące rozmaitych rodzajów zachowania społeczne w interesie publicznym, czyli tak, aby regulowane zachowania nie przynosiły szkód społecznych.  Inicjatywa Komitetu „Przewalutowanie kredytów hipotecznych” ma na celu uregulowanie rynku kredytów hipotecznych denominowanych lub indeksowanych do walut obcych tak, aby zachowania podmiotów uczestniczących w tym rynku nie wyrządzały szkód społecznych. Szkodą w tym wypadku jest obciążenie ponad 500 tysięcy kredytobiorców nieuzasadnionymi kosztami spłaty kredytów, wynikłymi z gry spekulacyjnej podmiotów instytucjonalnych na międzynarodowym rynku finansowym.
1.1. Kredyty denominowane lub indeksowane w walutach obcych nie są kredytami na gruncie prawa
W polskim prawie (Ustawa z dnia 12 maja 2011 r.; Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r., Prawo bankowe) nie występują definicje kategorii: kredyt denominowany w walucie obcej oraz kredyt indeksowany do waluty obcej.  W polskim prawie występują jedynie definicje kategorii: umowy kredytu bankowego (umowy kredytowej) oraz kredytu konsumenckiego.
Zgodnie z art.69. 1 Ustawy „Prawo bankowe”: Przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.
Tym, co jest istotne dla umowy kredytowej, jest to, że bank oddaje do dyspozycji kredytobiorcy pewną wartość pieniędzy w danej walucie, zaś kredytobiorca jest zobowiązany względem kredytodawcy do jej zwrotu  wraz odsetkami i wartością prowizji. Zgodnie z art.69. umowa kredytowa polega więc zawsze na oddaniu w dyspozycję pewnej kwoty pieniędzy i jej zwrocie (wraz z odsetkami i prowizją) w tej samej walucie. Tym samym kredyt bankowy spełnia podstawową własność umowy pożyczkowej (pożyczki).
Zgodnie z art. 3.2 Ustawy o kredycie konsumenckim z dnia 12 maja 2011 roku, pożyczki oraz kredyt bankowy stanowią rodzaj kredytu konsumenckiego. Zgodnie z Kodeksem Cywilnym art. 720.1  Przez umowę pożyczki dający pożyczkę zobowiązuje się przenieść na własność biorącego określoną ilość pieniędzy albo rzeczy oznaczonych tylko co do gatunku, a biorący zobowiązuje się zwrócić tę samą ilość pieniędzy albo tę samą ilość rzeczy tego samego gatunku i tej samej jakości. Istotą pieniężnej umowy pożyczkowej jest akt przeniesienia na własność określonej kwoty pieniężnej i akt zobowiązania się pożyczkobiorcy do jej zwrotu w tej samej walucie.
Kredyty denominowane lub indeksowane w walutach obcych nie są więc ani pożyczkami, ani kredytami w rozumieniu prawa bankowego ani kredytami konsumenckimi – w szczególności tzw. kredyty hipoteczne denominowane lub indeksowane we frankach szwajcarskich. Oto uzasadnienie:
W oparciu o umowę kredytu denominowanego lub indeksowanego do waluty obcej, bank  oddaje do dyspozycji klienta środki pieniężne w walucie krajowej (czyli w złotówkach). W szczególności, w ramach umów o kredyt hipoteczny denominowany lub indeksowany do waluty obcej, banki stosują praktykę przelewania środków pieniężnych w walucie rodzimej (w złotówkach) na konto dewelopera lub sprzedającego nieruchomość. Zgodnie z definicją kredytu w rozumieniu prawa bankowego, kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kredytu wraz z odsetkami i/lub prowizją w tej samej walucie.
(A) - praktyka spłaty kredytu przez wpłacanie  przez kredytobiorcę rat kredytowych w walucie obcej kwestionuje zasadę, iż kredyt bankowy ma być spłacany w tej samej walucie, w jakiej został zaciągnięty. Jeśli taka praktyka jest akceptowana przez bank, to oznacza to, że tzw. kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej nie jest kredytem w rozumieniu prawa bankowego. Zgodnie z „antyspreadową” Ustawą  z dnia 29 lipca 2011 roku:
W przypadku umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska, kredytobiorca  może dokonywać spłaty rat kapitałowo-odsetkowych oraz dokonać przedterminowej spłaty pełnej lub częściowej kwoty kredytu bezpośrednio w tej walucie.
Tym samym Ustawa z dnia 29 lipca 2011 roku,  stojąc w literalnej sprzeczności logicznej z definicją kredytu w rozumieniu prawa bankowego (wykluczającej spłatę kredytu w walucie innej, niż waluta jego zaciągnięcia),  występującą w Ustawie  z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (art. 69), kwestionuje dotychczasową wykładnię, na mocy której kredyty denominowane lub indeksowane do waluty obcej są kredytami w rozumieniu prawa bankowego. Ustawa z dnia 29 lipca 2011 roku nie dokonuje zmiany w definicji kredytu w rozumieniu prawa bankowego. Wszystkie zmiany, które niniejsza ustawa wprowadza do Prawa bankowego, polegają na dodaniu dodatkowych paragrafów.
(B)  - praktyka spłaty kredytu przez wpłacanie przez kredytobiorcę rat kredytowych w walucie rodzimej (złotówkach) i następnie przeliczanie tej kwoty po kursie kupna – wyznaczonym przez bank - dla waluty, w której kredyt jest denominowany  lub do której jest indeksowany, również wskazuje na to, że kredytobiorca, spłacając kredyt, kupuje w banku środki pieniężne w walucie innej niż waluta kredytu celem jego spłaty.
(C)  – Aby kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych mogły być uznane za kredyty w rozumieniu Ustawy „Prawo bankowe”, powinny być spłacane w złotówkach bez uwzględniania spreadu walutowego. Raty spłaty kredytu powinny być wyznaczane  z uwagi na uniwersalny algorytm: rata w walucie denominującej lub indeksującej ´ kurs przeliczeniowy  jednostki waluty w złotówkach ustalany przez bank  na dzień spłaty kredytu (według zasad zawartych w umowie kredytowej). Ponieważ banki nie są w stanie w oparciu o taki algorytm przygotować harmonogramu spłat kredytu w złotówkach (kurs waluty jest zmienny),  domagają się od kredytobiorców zakupu waluty innej niż złoty w bankach (stąd stosuje się spread). Faktycznie więc kredytobiorca spłaca zaciągnięty kredyt w złotówkach  (denominowany lub indeksowany do waluty obcej) w walucie innej niż złoty.
1.2. Kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych są  niezamykalnymi  kontraktami „futures” na kurs danej waluty na pozycji krótkiej
Jeśli kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych nie są kredytami w rozumieniu prawa bankowego, to czym one są?
Kredytobiorca biorąc kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej zyskuje, kiedy kurs waluty obcej osłabia się w stosunku do złotówki  lub traci, kiedy kurs waluty obcej wzmacnia się w stosunku do złotówki. W tym znaczeniu, kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych mają charakter pochodnych papierów wartościowych (derywatów).
Umowa kredytu denominowanego lub indeksowanego do waluty obcej jest więc de facto umową: (1) sprzedaży na kredyt złotówkowy zabezpieczony hipotecznie nieruchomością; (2) długoterminowego kontraktu terminowego na kurs waluty indeksującej lub denominującej w stosunku do złotego na pozycji krótkiej (czyli takiej, na której kupujący zyskuje, kiedy kurs waluty spada w stosunku do złotego).
Niech następujący przykład stanowi egzemplifikację sposobu, jak pracuje tzw. kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej, na rynku finansowym:
(1)   Bank X pożycza na hipoteczny zakup mieszkania  klientowi Y 300 000 złotych denominowanych lub indeksowanych we franku szwajcarskim (CHF) po kursie 3ZŁ/1CHF. (2) Pożyczka 300 000 złotych zostaje zabezpieczona nieruchomością. Bank czuje się bezpiecznie. (3) Y biorąc pożyczkę denominowaną lub indeksowaną w CHF, kupuje kontrakt terminowy na spadek w stosunku do złotego wartości 100000 CHF. (4a) Jeśli kurs CHF spadnie do 2.8 ZŁ/1 CHF, to Y zyskuje 20 000 ZŁ (musi oddać bankowi X  280 000 ZŁ kapitału). (4b) Jeśli kurs CHF wzrośnie do 3.80 ZŁ/1 CHF, wówczas bank X zyskuje 80 000 złotych, zaś klient traci 80 000 złotych, będąc zmuszonym do spłaty bankowi 380 000 zł. kapitału.
Jeśli banki udzielając kredytów denominowanych lub indeksowanych w walutach obcych zabezpieczały się, kupując na rynku międzybankowym walutę, w której denominowano lub indeksowano kredyty, to wówczas banki przyjmowały rolę gracza ze swoimi klientami na pozycji długiej (czyli takiej, która przynosi bankowi zysk, jeśli kurs waluty wzrasta w stosunku do złotego).
(2)   Jeśli  bank X pożyczając klientowi Y, 3000 000 złotych denominowanych lub indeksowanych kursem CHF po 3 ZŁ/1 CHF, jednocześnie kupił od banku  Z  na rynku międzybankowym po tym samym kursie 100 000 CHF, to wówczas zajmował pozycję długą w stosunku do pozycji krótkiej klienta Y. (2)   Jeśli kurs CHF wzrośnie do 3.80 ZŁ/1 CHF, to bank X uzyskując spłatę kredytu, otrzymuje 380 000 złotych od swojego klienta. (3) Za tę kwotę – tj. 380 000 złotych bank kupuje 100 000 franków szwajcarskich po kursie 3.80 ZŁ/1CHF. (4)  Bank X oddaje bankowi Z wcześniej pożyczone 100 000 CHF. (5) W dyspozycji banku X znajduje się jeszcze 100 000 CHF tytułem zabezpieczenia pozycji długiej w stosunku do pozycji krótkiej klienta Y. Bank sprzedając owe 100 000 CHF na rynku po kursie  3.80 ZŁ/1 CHF, uzyskuje  380 000 złotych. (6) Ostatecznie więc jego bilans wzrasta o 80 000 złotych w stosunku do 300 000 złotych posiadanych przed rozpoczęciem gry z klientem.
To, czy banki grały na pozycji długiej ze swoimi kredytobiorcami frankowymi, można sprawdzić, badając ich aktywa denominowane  we frankach szwajcarskich. Jeśli tak, to w ich interesie finansowym byłaby gra na wzrost kursu franka szwajcarskiego w stosunku do złotówki, na której musieliby tracić ich klienci.
W porównaniu ze standardowymi kontraktami terminowymi, tzw. kredyty denominowane lub indeksowane w walucie obcej, mają wadę, która nie pozwala kredytobiorcy na wykonanie ruchu rynkowego zwanego „obcinaniem strat”, a polegającego na zamykaniu zajętej  pozycji poprzez zakup pozycji przeciwnej.  W wypadku tzw. kredytów denominowanych lub indeksowanych w walutach obcych, zamykanie pozycji polegałoby na operacji przewalutowania kredytu po kursie odniesieniowym z dnia podpisania umowy kredytu lub wypłaty środków kredytowych.
1.3. Kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych łamią zasady uczciwych praktyk rynkowych
Zgodnie z art. 76 Konstytucji RP:
Władze publiczne chronią konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Zakres tej ochrony określa ustawa.
Jeśli więc tzw. kredyty denominowane lub indeksowane w walutach obcych są przykładem nieuczciwych praktyk rynkowych, władze publiczne, na mocy Konstytucji RP, są zobowiązane do ochrony kredytobiorców tychże kredytów.
Czy więc kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych są przykładem nieuczciwych praktyk rynkowych?
Zgodnie z ustawą z dnia 23 sierpnia 2007 roku o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym:
Art. 3. Zakazane jest stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych.
Art. 4. 1. Praktyka rynkowa stosowana przez przedsiębiorców wobec konsumentów jest nieuczciwa, jeżeli jest sprzeczna z dobrymi obyczajami i w istotny sposób zniekształca lub może zniekształcić zachowanie rynkowe przeciętnego konsumenta przed zawarciem umowy dotyczącej produktu, w trakcie jej zawierania lub po jej zawarciu. 2. Za nieuczciwą praktykę rynkową uznaje się w szczególności praktykę rynkową wprowadzającą w błąd oraz agresywną praktykę rynkową, a także stosowanie sprzecznego z prawem kodeksu dobrych praktyk.
Art. 5. 1. Praktykę rynkową uznaje się za działanie wprowadzające w błąd, jeżeli działanie to w jakikolwiek sposób powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął.
Ponieważ tzw. kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych  są faktycznie kredytami pod zastaw hipoteczny nieruchomości na zakup kontraktu terminowego na kurs waluty obcej wyłącznie na pozycji krótkiej, bez możliwości zamknięcia tej pozycji w wyniku ponoszonych strat finansowych, stanowią  przykład nadzwyczaj agresywnej praktyki rynkowej niezgodnej z dobrymi obyczajami. Co więcej, banki nie informowały kredytobiorców o fakcie, iż w wypadku ponoszonych strat finansowych w wyniku wzrostu kursu waluty, w której kredyt jest denominowany lub indeksowany, kredytobiorca nie będzie mógł dokonać zamknięcia swojej pozycji w postaci przewalutowania kredytu.
Gdyby kredytobiorca wiedział o tym fakcie, że w razie nieustannego wzrostu kursu waluty obcej, w którym kredyt jest denominowany lub indeksowany, nie będzie w stanie dokonać przewalutowania kredytu oraz, że będzie zmuszony do spłaty kwoty kapitałowej nawet o 50% wyższej, a także że może zdarzyć się sytuacja, iż nigdy nie spłaci kredytu, gdyż roczne tempo wzrostu waluty denominującej lub indeksującej go, będzie wyższe niż  roczna stopa spłaty kapitału kredytu (w wypadku kredytów na 25 lat – gdy kredytobiorca spłaca około 4% kapitału - wystarczy, żeby kurs waluty wzrastał 5% rocznie), w takiej sytuacji przeciętny konsument nie zaryzykowałby wzięciem kredytu nominowanego lub indeksowanego do waluty obcej.
1.4. Kredyty denominowane lub indeksowane do walut obcych stanowią narzędzie destabilizacji politycznej państwa
Liczba „frankowych” kredytobiorców jest szacowana na około 500 tysięcy obywateli. Przyjmując przeciętnie, że każdy, typowy kredytobiorca jest uwikłany w stosunki rodzinne wynoszące średnio pięć osób (małżonek lub partner, dziecko, rodzice), liczba obywateli naszego państwa wmanewrowanych w produkt bankowy pt. „kredyt denominowany lub indeksowany szwajcarską walutą” wynosi około 2.5 miliona obywateli. Całościowa kwota kredytów we frankach szwajcarskich szacowana jest na 34 miliardy euro na 2015 rok, czyli na ponad 140 miliardów złotych. Ponieważ typowe kredyty hipoteczne opiewają na okres spłaty przeciętnie od 20 do 25 lat, należy zakładać, że nasi obywatele spłacają rocznie około 4-5% kapitału kredytowego. Jeśli więc kurs franka szwajcarskiego będzie wzrastał średnio-rocznie powyżej 5% w okresie najbliższych 20-25 lat, to nasi obywatele nigdy nie zmniejszą wielkości 140 miliardowego (w złotych) kredytu.
Na początku 2009 roku kurs franka wynosił około 2 złotych, w 2015 roku wynosi 3.90. Daje to średni wzrost kursu tej waluty o około 15%. Zachodzi więc ryzyko, iż obecna kwota 140 miliardów złotych  obciążeń w kredytach szwajcarskich będzie z roku na rok wzrastała o około 10% (bez powiększania się ilościowej puli w sztukach „kredytu szwajcarskiego”). W obecnej sytuacji geopolitycznej, np. wojny na Ukrainie, nie można wykluczać sytuacji, iż wzrost kursu waluty szwajcarskiej zwiększy swoją dynamikę do 15%. W ciągu 7 lat kwota 140 miliardów ma szansę wzrosnąć do kwoty 280 miliardów zadłużenia obywateli z tytułu kredytów denominowanych lub indeksowanych we frankach szwajcarskich. Grozi więc nam proces wysysania z kraju gigantycznych kwot aktywów pieniężnych  za pośrednictwem banków. Prowadzić to może do zapaści gospodarczej i do destabilizacji ekonomicznej oraz politycznej kraju.
Przewalutowanie kredytów denominowanych lub indeksowanych w walutach obcych jest więc postulatem nie tylko chroniącym obywateli przed agresywnymi praktykami bankowymi, ale również chroniącym bezpieczeństwo ekonomiczne i polityczne kraju.
2. Analiza treści proponowanej ustawy
W obu proponowanych sformułowaniach występuje  błąd logiczny, sprowadzający się do wieloznaczności użytego słowa „kredyt”.
We frazie „/…/ ma obowiązek przeliczyć kredyt na walutę polską /…/ w obu sformułowaniach nie jest wiadome czy przedmiotem przeliczenia ma być cała wartość kredytu czy też niespłacona dotychczas wartość kredytu. Trzeba to doprecyzować.
2.1. W wypadku frazy „/…/ ma obowiązek przeliczyć całość wartości kredytu na walutę polską /…/”
Z uwagi na wyżej przedstawione uzasadnienie inicjatywy ustawodawczej w trybie referendalnym, należy przyjąć, iż tzw.  kredyty denominowane lub indeksowane do waluty obcej są de facto, zabezpieczonymi hipotecznie kredytami sprzedaży kontraktów terminowych na kurs waluty obcej, na pozycji krótkiej, bez możliwości „obcinania ponoszonych strat”, a więc w konsekwencji agresywną praktyką rynkową wprowadzającą kredytobiorcę w błąd i wywołującą sytuację destabilizacji ekonomiczno-politycznej państwa. W związku z tym istnieją konstytucyjne podstawy, aby uznać te kredyty za nielegalne i zagrażające bezpieczeństwu obywateli i państwa. Przyjmując taki tryb argumentacji, należy przyjąć frazę „/…/ ma obowiązek przeliczyć całość wartości kredytu na walutę polską /…/”.
Jeśli kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej uzna się za nielegalny, to wówczas trzeba przyjąć zasadę, iż zabieg przewalutowania powinien być obligatoryjny (a nie -  zależny od wniosku kredytobiorcy). Uznanie nielegalności praktyki rynkowej niesie za sobą uznanie jej wyeliminowania z rynku.
Z drugiej jednak strony, na gruncie zasady liberalizmu, uczestnicy rynku mają prawo wikłać się w ryzykowne zachowania rynkowe, o ile akceptują ryzyko z nimi związane. Ponieważ kredyty denominowane lub indeksowane w walutach obcych są w istocie kontraktami terminowymi na kurs waluty obcej, gracze powinni mieć prawo zamknięcia swojej pozycji w dowolnym momencie wedle własnego uznania (tak, jak to ma miejsce na rynku standardowych kontraktów „futures”).  Banki jako symetryczni uczestnicy rynku obrotu derywatami powinny również ponosić symetryczne ryzyko strat, tak jak ponoszą je kredytobiorcy tychże „kredytów-kontraktów” na kurs waluty obcej.
2.2.  W wypadku frazy „/…/ ma obowiązek przeliczyć niespłaconą do dnia złożenia wniosku wartość kredytu na walutę polską /…/”
Użycie tej frazy niesie za sobą konsekwencję uznania legalności kredytu denominowanego lub indeksowanego walutą obcą. Oznacza to, że zysk kredytobiorcy w wyniku spadku kursu waluty jest legalny i dlatego kredytobiorca nie musi tego zysku oddawać bankowi. Takie stanowisko jest do obrony, ale tylko na bardzo wąskiej płaszczyźnie prawnej – mianowicie na gruncie zasad równych szans w grach giełdowych.
Banki mogą argumentować, że zasada równych szans w grze z bankiem nie może być stosowana, gdyż system bankowy kraju nie może upaść. W związku z tym, przyznając legalność kredytom denominowanym lub indeksowanym w walutach obcych, kredytobiorca podejmując grę z bankiem, musi narzucić na siebie zobowiązanie gry na warunkach ustalonych przez bank.
Drugie rozwiązanie z pewnością wywoła  w przestrzeni publicznej dyskusję, która może zakończyć się odrzuceniem przez Sejm projektu ustawy.
3. Podsumowanie
Inicjatywa ustawodawcza Komitetu  „Przewalutowanie kredytów hipotecznych” jest zasadna z powodu agresywnego rynkowo i wprowadzającego w błąd charakteru kredytów denominowanych lub indeksowanych w walutach obcych.
Łatwo jest bowiem wykazać, że nadmienione kredyty łamią prawo ustalone w ustawie z dnia 23 sierpnia 2007 roku o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Wprowadzają w błąd,  gdyż nie są kredytami w rozumieniu Ustawy „Prawo bankowe”, nie są pożyczkami w rozumieniu  Kodeksu Cywilnego oraz nie są kredytami  konsumenckimi w rozumieniu Ustawy o kredytach konsumenckich. Łatwo wykazać, iż kredyty denominowane lub indeksowane w walutach obcych są w istocie transakcjami sprzedaży pozycji krótkich na  kontrakty terminowe na kurs waluty obcej, w której denominowany lub indeksowany jest tzw. kredyt. Ponieważ  są to kontrakty, których kredytobiorca, będący ich posiadaczem, nie jest w stanie zamknąć na mocy operacji przewalutowania kredytu, ich rynkowe funkcjonowanie skutkuje szkodami w postaci strat finansowych wielkiej rzeszy konsumentów usług bankowych (około 500 tys. osób). Istnieje więc interes publiczny ich delegalizacji. Konstytucja RP nakazuje władzom państwowym ochronę obywateli przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi, a więc takimi, które przynoszą im szkody.  Uchwalenie przez Sejm proponowanej ustawy przez Komitet „Przewalutowanie kredytów hipotecznych” będzie aktem ochrony - przez władze publiczne - obywateli przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Do takiej ochrony Sejm jest konstytucyjnie zobligowany. Odmowa będzie równoznaczna złamaniu Konstytucji. W wypadku utraty immunitetu, poseł wetujący lub dokonujący obstrukcji procesu przeprowadzenia ustawy mającej na celu ochronę obywateli przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Wojciech Krysztofiak (dr hab.,  Uniwersytet Szczeciński, logik, autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKIdo Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International  wojciech.krysztofiak@gmail.com)