Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory samorządowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory samorządowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

MIEJSKA KOMISJA WYBORCZA W SZCZECINIE PODEJRZEWA FAŁSZOWANIE LIST WYBORCZYCH TWOJEGO RUCHU

TEKST  Z  DNIA  08.10.2014
Fałszowanie list wyborczych w jakichkolwiek wyborach jest jednym z najbardziej szkodzących porządkowi demokratycznemu przestępstwem. Do zdarzeń takich dochodziło w przeszłości. Obecne podejrzenia powinny zostać  pieczołowicie sprawdzone. Jeśli sytuacja  fałszowania list wyborczych miała miejsce, sprawcy powinni zostać osądzeni. Apeluję do prokuratury, aby przyjrzała się również listom poparcia z wyborów wcześniejszych:  listom Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, SLD i PSL.  Czas najwyższy globalnie zweryfikować jakość polskiej demokracji.
„Głos Szczeciński” donosi, iż Grzegorz Kasicki, przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej w Szczecinie  złożył zawiadomienie o podejrzeniu sfałszowania list poparcia z podpisami wyborczymi dla kandydatów Twojego Ruchu startujących w wyborach samorządowych. Ponieważ byłem wciągnięty na listę  w wyborach do Sejmiku Zachodniopomorskiego,  składam następujące oświadczenie.
Oświadczenie
Fałszowanie list wyborczych w jakichkolwiek wyborach jest jednym z najbardziej szkodzących porządkowi demokratycznemu przestępstwem. Do zdarzeń takich dochodziło w przeszłości. Politycy Samoobrony byli oskarżani o tego rodzaju przestępstwo. Śledztwa wykazały, iż podejrzenia były uzasadnione.
Obecne podejrzenia powinny zostać  pieczołowicie sprawdzone. Jeśli sytuacja  fałszowania list wyborczych miała miejsce, sprawcy powinni zostać osądzeni. Ze swojej strony, chciałbym wyrazić ubolewanie, iż mogło dojść do takiej sytuacji. W procesie zbierania podpisów nie uczestniczyłem. Osoby odpowiedzialne z ramienia Twojego Ruchu za zbieranie podpisów, powinny jak najszybciej sformułować odpowiednie oświadczenie i pomóc prokuraturze w dochodzeniu  stanu faktycznego.
Swoich sympatyków za zaistniałą sytuację przepraszam. Pokazuje ona jednak jakość polskiej polityki. Tym samym wskazuje na potrzebę zorganizowania nowych partii politycznych w Polsce, które odsunęłyby  w dążeniach do uzyskania władzy ludzi nieuczciwych, przypadkowych, nierozumnych i niebezpiecznych dla demokracji.
Apel do prokuratury
Podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego zbierałem podpisy. W ciągu trzech tygodni udało mi się zebrać około 250.  Zebranie 10 000 podpisów poparcia stanowiło wysiłek dla każdego komitetu wyborczego. Organizowaliśmy wyjazdy do rozmaitych miejscowości; zbieraliśmy te podpisy grupowo. Praca była niezmiernie ciężka. Wiem, że zbieranie podpisów poparcia politycznego w Polsce jest trudne. Niektóre komitety wyborcze partii konkurencyjnych potrafiły jednak zebrać 20 tysięcy podpisów. Do dnia dzisiejszego zastanawiam się: jak oni to zrobili?
Moja refleksja dotyczy wszystkich wyborów; szczególnie tych do Sejmu. Od dziesięciu lat nie widywałem na ulicach mojego miasta stojących sympatyków partii politycznych, proszących o podpisanie listy. Podczas rejestracji okazywało się, że jednak kandydaci establishmentowych partii otrzymywali wystarczające poparcie dla swoich list, aby kandydować w wyborach.
Apeluję do prokuratury, aby przyjrzała się również listom poparcia z wyborów wcześniejszych:  listom Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, SLD i PSL.  Czas najwyższy globalnie zweryfikować jakość polskiej demokracji.
Morał
Nadal popieram większość idei  Twojego Ruchu: walkę o społeczeństwo otwarte, o stabilność demokratyczną naszego państwa. Niestety życie pokazało, że  idee polityczne TR  poddawane są praktykom kompromitującym je. Obecna sytuacja pokazuje jak łatwo jest „rozpracować” każdą  niekontrolowalną przez służby specjalne partię. Wystarczy wprowadzić do niej „zielonych ludzików”, którzy wygenerują aferę.
Jestem oburzony tym, że użyto mojego nazwiska w hucpie związanej z „szemranym” przygotowaniem list poparcia w wyborach do Sejmiku Zachodniopomorskiego. Miałem być „dwójką” i popierać Małgorzatę Prokop-Paczkowską. Zgodziłem się, gdyż akceptuję większość jej feministycznych projektów, poglądów i koncepcji. Komuś zależało, aby te idee skompromitować. Mam nadzieję, że prokuratura wyjaśni tę prowokację  dla dobra polskiej demokracji.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

FAŁSZERSTWA W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH. PODEJRZANI: SLD, PIS, TR. PĘD DO WŁADZY ODBIERA LUDZIOM ROZUM !!!

TEKST  Z  DNIA  09.10.2014
Worek z  podejrzeniami o fałszowanie list poparcia w wyborach samorządowych zaczyna się rozsypywać. Komisje wyborcze wzięły się za pracę. Sprawdzają autentyczność podpisów na listach wyborczych. W interesie polityków największych partii politycznych nie jest dokonywanie zmian w sposobach pracy Państwowej Komisji Wyborczej. Obecne podejrzenia o fałszerstwa wyborcze wskazują jednak na to, że PKW powinna móc zatrudniać w czasie kampanii osoby odpowiedzialne za fizyczną weryfikację list poparcia. Nie trudno jest bowiem, dysponując numerem pesel  i  adresem  osoby podpisującej, znaleźć jej numer telefonu i zadzwonić z pytaniem o to, czy listę poparcia własnoręcznie podpisała.
Worek z  podejrzeniami o fałszowanie list poparcia w wyborach samorządowych zaczyna się rozsypywać. Komisje wyborcze wzięły się za pracę. Sprawdzają autentyczność podpisów na listach wyborczych. Miejmy nadzieję, że praktyki weryfikacyjne obejmą nie tylko sprawdzanie numerów pesel, ale także konkretnych osób czy nie podrobiono ich podpisów.
Podejrzenia o fałszerstwa SLD, PiS oraz TR
Przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej w Opolu złożył doniesienie do prokuratury w sprawie podejrzenia o sfałszowanie list poparcia jednej lub wielu partii politycznych. Media donoszą, że o fałszerstwo jest oskarżany Sojusz Lewicy Demokratycznej. Do podobnej sytuacji miało dojść w Zgierzu. Media informują, że partią podejrzaną o fałszowanie podpisów poparcia jest PiS. http://pikio.pl/falszowani-list-poparcia-na-porzadku-dziennym-alarmujace-dane-ze-szczecina-i-zgierza/ Miejska Komisja Wyborcza w Olsztynie również zamierza złożyć doniesienie do prokuratury o fałszowanie podpisów poparcia na listach jednego ze startujących, lokalnych ugrupowań politycznych.   O podejrzeniu oszustwa politycznego w Szczecinie media najwcześniej poinformowały. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/692220,miejska-komisja-wyborcza-w-szczecinie-podejrzewa-falszowanie-list-wyborczych-twojego-ruchu.html
Praktyki weryfikacyjne list poparcia powinny obejmować również tak zwane metody fizycznego sprawdzania podpisów, czyli bezpośredniego zapytania osoby podpisującej listę czy rzeczywiście udzieliła jej poparcia. Partie polityczne, zbierając podpisy podczas wcześniejszych wyborów nawet sprzed dziesięciu lat, swoje listy kopiują. Na rynku politycznym takie listy są następnie partiom sprzedawane. Prym w handlu tymi danymi wiodą dawni działacze Samoobrony. Odpowiednie agendy powinny, za zgodą prokuratury, sprawdzić szafy gabinetów partyjnych, czy nie są w nich magazynowane kserokopie takich list z poprzednich wyborów
Nastał więc czas najwyższy na to, aby sprawdzić fizycznie podpisy udzielane listom poparcia partii startujących w ostatnich  wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kandydat PO, Dariusz Rosati, przed wyborami organizował spotkania z wyborcami, na które przychodziło zero wyborców. Podczas kampanii jego listy poparcia obejmowały kilkanaście tysięcy podpisów.  Dlaczego odpowiednie służby, odpowiedzialne za kontrolowanie tego, czy procedury demokratyczne w wyborach są szanowane, nie sprawdzają podpisów poparcia najważniejszych partii politycznych choćby w takiej sytuacji?
Z punktu widzenia ochrony porządku demokratycznego, najbardziej przetrzebioną partią przy realizacji procedury sprawdzania list poparcia, powinna być zawsze partia rządząca. Tak nie jest.
Paradoks  list poparcia
W wyborach do Parlamentu Europejskiego w niektórych okręgach wyborczych uczestniczyło niekiedy nawet   dziesięć  komitetów wyborczych. Okazuje się, że większość z nich zebrała po kilkanaście tysięcy podpisów w regionie; niektóre komitety chwaliły się zbiorem dwudziestotysięcznym. W tych „mega-żniwach wyborczych” przodowały PO i PiS. Należy więc przypuszczać, że w każdym regionie  od około 150 do 200  tysięcy obywateli udzieliło wstępnego poparcia partiom politycznym, ubiegającym się o intratne stanowiska w Brukseli dla swoich polityków. W okręgu wyborczym obejmującym województwa: Lubuskie i Zachodniopomorskie, w eurowyborach wzięło udział około 420 tysięcy wyborców. Oznaczałoby to, że  40% wyborców podpisało się na listach poparcia startujących partii. Czy uwierzycie w taką sytuację? Jest to statystycznie niemożliwe.
Skoro w wyborach samorządowych  o „pietruszkę” obywatele niechętnie udzielają poparcia politykom, to tym bardziej w eurowyborach - o „kasyno” - takiego poparcia nie powinni być skłonni udzielać im. Wiele partii w obecnych wyborach nie było w stanie zebrać nawet 300 podpisów. Jak to jest możliwe, że tak łatwo partiom poszły „żniwa podpisów” w eurowyborach; tym bardziej, że liczba zbieraczy „plonu podpisów” wynosiła wówczas nie więcej niż 30% obecnej liczby zbierających poparcie w wyborach samorządowych?
Apel do polityków
W interesie polityków największych partii politycznych nie jest dokonywanie zmian w sposobach pracy Państwowej Komisji Wyborczej. Obecne podejrzenia o fałszerstwa wyborcze wskazują jednak na to, że PKW powinna móc zatrudniać w czasie kampanii osoby odpowiedzialne za fizyczną weryfikację list poparcia. Nie trudno jest bowiem, dysponując numerem pesel  i  adresem  osoby podpisującej, znaleźć jej numer telefonu i zadzwonić z pytaniem o to, czy listę poparcia własnoręcznie podpisała. Wystarczy wybrać losowo od 2% do 3% osób z puli popierających daną partię czy listę kandydatów. Czy politycy obecnego Sejmu będą w stanie wypracować ustawę, która pozwoliłaby na bardziej efektywne ściganie oszustów politycznych?
Czas na kampanię przeciwko politykom
Komisje wyborcze po zarejestrowaniu list mogą nadal pracować, sprawdzając ich rzetelność. Nadszedł czas na kampanię prawdy odsłaniającą oszustwa wyborcze. Rolą publiczną komisji wyborczych jest stanie na straży demokracji. Niech sędziowie w nich pracujący wykażą się swoją niezależnością.  Jako wyborcy domagajmy się tego !!! Nie można dopuścić, aby oszuści nami rządzili. Jeśli będziemy godzili się z takim stanem faktycznym, to nie miejmy potem pretensji, że w Polsce dochodzi do afer typu: Kopacz-Wasiak http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691991,zawiadomienie-prokuratora-generalnego-o-domniemanym-przestepstwie-premier-kopacz-i-minister-wasiak-czy-czeka-je-trybunal-stanu.html czy przekrętów w służbach specjalnych i ministerstwach http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683396,miller-usiluje-pograzyc-kwasniewskiego-czas-na-komisje-sledcza-w-sprawie-wsi-i-%E2%80%9Eafery-millera-i-cia%E2%80%9D.html.
Obecne fałszerstwa pokazują, że rządza władzy w Polsce jest przeogromna. Ludzie tracą rozum. Dotyczy to wszystkich partii politycznych. W ostatnich pięciu latach przeżyliśmy tyle afer. Żadna z nich nie została wyjaśniona. Postępowania, w które uwikłani są politycy lub krewni polityków, są umarzane przez prokuratury. Establishment kpi sobie ze społeczeństwa. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/692207,wszystkie-rzady-w-polsce-nienawidzily-biednych-najbardziej-kaczynski-i-pis-potem-tusk.html Potrzebujemy nowych partii politycznych, które odsuną dotychczasowe ugrupowania od poselskich ław.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

niedziela, 3 grudnia 2017

CZY W TURZY WIELKIEJ NA MAZURACH SŁUŻBY MACIEREWICZA STRASZĄ BIEDNYCH LUDZI?

Media obiegła informacja, iż w jednym z domów w Turzy Wielkiej na Mazurach (blisko Działdowa) straszy. Mieszkańcy budynku schronili się z przerażenia w domu Caritasu. Nie pomógł ani proboszcz ani wójt. Wielodzietna rodzina nie ma się gdzie podziać. Zima nadchodzi.

Znalezione obrazy dla zapytania Turza Wielka photo
Kościół w Turzy Wielkiej (źródlo: Polska niezwykła)
Co się dzieje w Turzy Wielkiej?

Mieszkańcy strasznego domu mówią, iż po zakupie używanej wersalki zaczęło dochodzić w ich ścianach do niewyjaśnionych zdarzeń. Najpierw usłyszeli pukanie do drzwi, za którymi nikogo nie było. Potem z parapetu w ich stronę leciały klocki, monety, łyżki i noże.  Nawet z sufitu czasami woda kapie, a nad mieszkańcami nikt nie mieszka.  

Rodzina z małymi dziećmi wystraszyła się i wezwała proboszcza, aby modlitwami wypędził ducha, który ich nawiedza. Niestety modły niczego nie zmieniły. Wójt również nie umie wytłumaczyć dziwnych zdarzeń. Rodzina zwróciła się więc do egzorcysty. Czy pomoże?

Znalezione obrazy dla zapytania Turza Wielka photo
Straszny sklep w Turzy Wielkiej (źródło: eHoliday)
Czy Caritas ogłosi zbiórkę pieniędzy na nowy dom dla wystraszonej rodziny w Turzy Wielkiej?

W ostatnich tygodniach, Polacy okazują się bardzo hojną nacją. Wsparli finansowo byłego lidera KOD, Mateusza Kijowskiego kwotą ponad 20 tys. złotych. Okazuje się, że Kijowski nie ma za co żyć. W podobnej sytuacji jest znany aktor Zamachowski. On również trwoży się o to, czy pod koniec miesiąca będzie miał na chleb dla swoich dzieci. Niestety, w obu sytuacjach wszystkiemu winne są alimenty i chuć. Gdyby obaj celebryci nie musieli ich płacić, nie mieliby takich kłopotów.

Rodzina w Turzy Wielkiej jest jednak do głębi katolicka. Ich kłopot nie jest wynikiem nierządnego prowadzenia się. W ich domu nie było „Sodomy i Gomory”. Pan Jezus nie ma więc żadnych podstaw do ukarania ich. Jeśli więc w nawiedzonym domu w Turzy Wielkiej dzieją się paranormalne rzeczy, to z pewnością nie są one dziełem diabła, lecz być może Archanioła Gabriela.

Anioł apeluje do Polaków tak:  Dajecie pieniądze grzesznikowi Kijowskiemu, oddajcie więc swoje srebra i swoje złoto dla biednych ludzi z Turzy Wielkiej, aby mogli sobie kupić nowe mieszkanie lub nowy dom. Oddajcie swoje bogactwa pasterzom w Domu Pana Waszego – Kościołowi, jego kapłanom i świeckim rycerzom (Macierewiczowi, Szydło i Ziobrze).

Znalezione obrazy dla zapytania Turza Wielka photo
Rzeźba do sprzedania w Turzy Wielkiej (źródło: sprzedajemy.pl)

Możliwe wyjaśnienie tajemnicy

W czasach komunizmu przeprowadzano eksperymenty psycho-behawioralne na prostych ludziach. Ich celem było zbadanie reakcji zwykłych ludzi w sytuacji szoku kulturowego. Na ogół takie eksperymenty polegały na tym, iż na polu jakiegoś biednego chłopa lądowała maszyna przypominająca statek kosmiczny. Badanego delikwenta zabierano do „statku kosmitów” i podłączano go do maszyny rejestrującej reakcje jego układu nerwowego. Takie badania organizowano nie tylko w Związku Radzieckim, ale również w Polsce i innych krajach bloku sowieckiego.

Znalezione obrazy dla zapytania kosmici photo
Fotografia kosmity (źródło: Wikimedia.Commons) 
Jeśli więc w domu w Turzy Wielkiej rzeczywiście dochodzi do niewytłumaczalnych, paranormalnych zjawisk, to z pewnością są one inscenizowane w ramach jakiegoś eksperymentu. Jego organizatorem mogą być służby wywiadowcze, nad którymi ma nadzór Antoni Macierewicz (przyjaciel Tadeusza Rydzyka).

Procedury przeprowadzania eksperymentów wywołujących szok kulturowy zostały dawno temu świetnie opracowane w ramach badań sowieckich służb specjalnych. Nie jest więc wykluczone, iż tajne służby w MON, dowodzone przez Macierewicza, przeprowadzają podobny naukowy happening dzisiaj. Jeśli tak, to w  jakim celu?

Jak przekonać ludzi do „zamachu smoleńskiego”?

Jeśli da się ludzi przekonać do tego, iż w XXI wieku złe duchy straszą w domach, rzucając w mieszkańców nożami, to również da się przekonać ich w to, że w Smoleńsku doszło do zamachu bombowego w prezydenckim Tupolewie. Problemem jest jednak znalezienie skutecznej techniki narracyjnej.

Dotychczasowa strategia przekonywania publiki w zamach smoleński wykorzystywała metody quasi-racjonalnego argumentowania. Komisja Macierewicza zatrudniała naukowców, którzy w drodze tzw. „eksperymentów” i przy pomocy wzorów matematycznych mieli wykazać, że jednak doszło do zamachu. Niestety metoda quasi-racjonalnej perswazji nie przyniosła oczekiwanych skutków.

Być może służby Macierewicza poszukują jakichś innych technik modelowania narracji publicznej – np. z wykorzystaniem mechanizmów szoku semantycznego. Eksperymenty tego typu polegają na zrealizowaniu następujących celów: (i) najpierw w przestrzeni narracyjnej (publicznej) dochodzi do ekspozycji jakiejś szokującej, niewiarygodnej treści (np. demoniczne zjawiska w domu w Turzy Wielkiej); (ii) następnie prezentuje się w miarę wiarygodnych świadków szokującego zjawiska (wcześniej wyeksponowanego w upublicznionej treści) w postaci zwykłych  ludzi, autorytetów ludowych (kapłanów, wójtów, a nawet naukowców) czy dziennikarzy prasowych i telewizyjnych (relacja w programie telewizyjnym, tekst w poważnej gazecie opiniotwórczej); (iii) w końcu bada się masowe reakcje na tak zaprojektowany happening.

Antonii Macierewicz odkrywa "kosmiczną prawdę"

Macierewicz zapowiedział, że wiosną 2018 r. (przed wyborami samorządowymi) jego komisja dojdzie w końcu do prawdy. Można wyobrazić sobie taki oto scenariusz realnych wydarzeń: (i) w mediach Rydzyka pojawia się na wiosnę szokująca informacja, iż ważny polityk PO zlecił służbom specjalnym zabicie prezydenta Lecha Kaczyńskiego; (ii) następnie znajduje się tzw. wiarygodnych świadków wydarzenia wśród zmarłych ( np. w archiwum Leppera) i żywych; (iii) w mediach przez cały okres wakacji  temat jest „grzany”. Jesienią dochodzi do wyborów samorządowych. 

Niewiadomą w tym wypadku jest reakcja elektoratu. Aby stworzyć model polityczno-behawioralny takich masowych reakcji na szokujący news polityczny, potrzebne jest przeprowadzenie badań eksperymentalnych. Nie jest więc wykluczone to, że happening z latającymi nożami w domu w Turzy Wielkiej, ma na celu zbadanie sposobów masowego reagowania ludzi na szok semantyczny (np. ruch na stronach przedstawiających szokujące treści w sieci Internetowej, poziom masowego zaangażowania publiki w akcje będące masową odpowiedzią na recepcję szokujących treści; stopień łatwości zorganizowania masowych odpowiedzi w reakcji na szokujące treści, itd.).

Puenta

Jeśli uda się wśród sympatyków Rydzyka zorganizować masowe modły w kościołach odpędzające Szatana z domu w Turzy Wielkiej, to będzie to oznaczało, że twardy elektorat PiS będzie można również łatwo zorganizować w masowe, wspólnotowe reakcje polityczne na wieść o „zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego”.  
   
Tadeusz Rydzyk z mężczyzną w ciemnych okularach. Kim on jest?
Jeśli okaże się, że szokująca informacja o demonach w Turzy Wielkiej będzie wywoływała długotrwały ruch w sieci internetowej na stronach stanowiących jej ekspozycję, to wiadomo będzie, że news o „zabiciu Lecha Kaczyńskiego” będzie również długo utrzymywał się w sieci jako element generujący ruch.

Z punktu widzenia technologii profilowania przestrzeni mentalnych, można o wiele więcej podać przykładów na to, jak realizowany happening w Turzy Wielkiej może być wykorzystany w opracowaniu skutecznej kampanii wyborczej.   

***
Autor niniejszego tekstu zajmuje się naukowo mentalnymi mechanizmami profilowania przestrzeni mentalnych. Jego badania są finansowane przez Narodowe Centrum Nauki. Autor felietonu deklaruje, iż nie ma nic wspólnego z próbą przeprowadzenia eksperymentu w Turzy Wielkiej. Niniejszy felieton należy jednak odczytywać jako "żartobliwe ostrzeżenie" przed mozliwymi skutkami politycznymi takiego eksperymentu.

 ***    
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International
      
   

           



wtorek, 28 listopada 2017

PIS CHCE ZMIENIĆ ORDYNACJĘ WYBORCZĄ. PKW PROTESTUJE. KTO MA RACJĘ?

Państwowa Komisja Wyborcza ostrzega publikę przed zmianami, jakie chce wprowadzić PiS do ordynacji wyborczej przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi w 2018 roku. W swoim komunikacie, opublikowanym na własnej stronie internetowej, PKW wyszczególniła listę podstawowych zastrzeżeń wobec pisowskiego projektu zmian prawa wyborczego.


Wybory do sejmików w 2018 r. stanowić będą najważniejszy test siły dla większości partii politycznych w wyborach parlamentarnych w 2019 r. Wynik partii Kaczyńskiego poniżej 35%, przy oczekiwaniach uzyskania ponad 40% głosów, stanowić będzie test słabości. Uzyskując w wyborach do sejmików mniej niż 35%, PiS będzie mógł pożegnać się z marzeniem uzyskania większości sejmowej w wyborach w 2019 r. Dla PO, wybory do sejmików zadecydują o tym, czy partię tę czeka los SLD – powolne umieranie i znikanie ze sceny politycznej. Wynik tej formacji poniżej 15% zwiastował będzie początek agonii. Utrzymanie przez PO obecnego poparcia sondażowego w granicach 20% (przy gorszych oczekiwaniach) będzie sukcesem tej partii. SLD, PSL, Nowoczesna oraz Kukiz’15 również muszą się martwić o wynik, który zasugeruje za rok wyborcom, czy udzielić tym partiom poparcia, czy też skazać je na pochówek na cmentarzu polityki.  Dla Partii Razem, wybory do sejmików mogą otworzyć w końcu bramy do przekroczenia progu wyborczego 5% w wyborach parlamentarnych w 2019 r.  

Pretekstem do zmian jest niewyjaśniona aberracja w wyborach z 2014 r.

W wyborach do sejmików w 2014 r., oddano niewyobrażalną ilość głosów nieważnych. W poszczególnych województwach, odsetek takich głosów wynosił od 23% do 15%. Rekord został pobity w województwie wielkopolskim, gdzie oddano jedynie 77 % ważnych głosów w wyborach do sejmików. Ta aberracja wyborcza wyzwoliła wśród wyborców oskarżenia, kierowane pod adresem PKW, o fałszerstwo wyborcze. Wynik PSL z poparciem około 20% w skali ogólnopolskiej (w Świętokrzyskim PSL uzyskało nawet 46% głosów) wywołał niedowierzanie interpretowane jako „cud nad urną”.


Z logicznego i matematycznego punktu widzenia, w 2014 r. doszło do systematycznego fałszerstwa wyborczego. Oznacza to, że w każdym województwie działała grupa przestępcza, dokonująca wypaczenia wyników wyborczych. Nigdy nie wyjaśniono faktu fluktuacji wyborczej z wyborów samorządowych w 2014 r.
Znalezione obrazy dla zapytania karta wyborcza photo
Źródło: wikipedia
PKW miała ponad trzy lata, aby odpowiedzieć wyborcom na pytania typu: dlaczego np. w województwie wielkopolskim w 2010 r. w wyborach samorządowych odsetek głosów nieważnych wynosił 15%, zaś w 2014 r. aż 23%, czyli o 8% więcej? Dlaczego w województwie mazowieckim w 2010 r. i w 2014 r oddano, odpowiednio, głosów nieważnych 15.5% i 14% (różnica statystycznie nie wskazująca na matactwa przy urnie)?

Rok później, w 2015 r., wybory do Sejmu pokazały, iż poparcie dla PSL w skali kraju wynosi nieco ponad 5%. Jak to możliwe, że w ciągu roku spada poparcie dla partii współrządzącej o ponad 15%?

PKW  protestuje przed proponowanym sposobem zaznaczania głosu

Według starego sposobu zliczania głosów wyborczych, za głos ważny należy uznać każde skreślenie tzw. „krzyżykiem” w kwadracie obok nazwiska kandydata. PiS wprowadza do ordynacji wyborczej kryterium, iż za głos ważny zostaną uznane przekreślenia mające postać „co najmniej dwóch linii przecinających się”. PKW ostrzega, że zgodnie z takim zapisem, za głos ważny będzie można uznać kratki, gwiazdki czy plusy. 
  
Ponadto, proponowane przez PiS rozwiązania pozwolą na uznanie za ważny głos, kartę do glosowania, która będzie zamazana na jednej ze stron, zaś na innej będą występowały krzyżyki lub gwiazdki lub plusy czy inne znaki, w których dwie linie przekreślają się. Według PKW, takie rozwiązania mogą przyczynić się do łatwego fałszowania wyborów.

Kto ma więc rację w sporze o krzyżyk wyborczy? PiS czy PKW? Tego sporu nie da się rozwiązać jednoznacznie. Nie mniej jednak, warto zauważyć, że w tym wypadku PiS ma „więcej racji”. W wypadku starego sposobu zaznaczania głosu, oszust zawsze może na karcie do głosowania dopisać jakąś trzecią linię do krzyżyka i spowodować nieważność głosu. W wypadku pisowskiego sposobu zaznaczania głosu, głos nieważny zawsze można  uczynić ważnym, przez dopisanie na innej stronie krzyżyka. Zawsze jest jednak tak, że głosów ważnych jest ponad pięciokrotnie więcej, niż głosów nieważnych. Dlatego łatwiej jest dokonać oszustwa wyborczego przy starym sposobie zaznaczania głosów, niż przy sposobie proponowanym przez partie rządzącą. Stary sposób ułatwia fałszowanie głosów ważnych, których jest więcej. Nowy sposób ułatwia fałszowanie głosów nieważnych, których jest mniej.

Spór o komisarzy wyborczych: PiS znowu ma rację

PiS chce zwiększyć liczbę komisarzy wyborczych do 400. Dotychczasowa ich liczba wynosi 51. Obecnie komisarzami mogą zostać wyłącznie sędziowie. PiS chce, aby mogli wypełniać tę funkcje osoby posiadające wykształcenie prawnicze. PiS chce, aby PKW miała tylko 60 dni na rekrutację komisarzy wyborczych.

Z punktu widzenia logicznych kryteriów minimalizacji ewentualnego oszustwa wyborczego, PiS ma „więcej racji” niż PKW.  Podstawową rolą komisarza wyborczego jest pilnowanie poprawności przeprowadzania wyborów w jego okręgu.  Według propozycji PiS, okręgi wyborcze, którymi ma zawiadywać 400 komisarzy będą mniejsze, niż w sytuacji, kiedy okręgami zawiaduje 51 komisarzy. Stąd, ryzyko „niedopilnowania” rzetelności procesu wyborczego zasadniczo spada z racji niemal pięciokrotnego zmniejszenia obszaru, którym komisarz ma zawiadywać podczas wyborów.

Krótki czas na wyłonienie komisarzy wyborczych z kolei minimalizuje ryzyko politycznego wpływania na nich. Aby przekonać komisarza do niezauważania „oszustw wyborczych” potrzeba dłuższego czasu. Co więcej, przekonanie choćby 5 komisarzy z 51, aby nie dostrzegali oszustw wyborczych, daje oszustom szansę na kontrolę 10% okręgów wyborczych. Natomiast  w wypadku 400 komisarzy, „skaptowanie” 5 komisarzy pozwala jedynie na kontrolę wyborów w nieco ponad 1% okręgów.

Spór o jednomandatowe okręgi wyborcze

Istotą jednomandatowych okręgów wyborczych jest zasada, zgodnie z którą „najlepszy zgarnia cała pulę”. Jeśli więc w takim okręgu najlepszy ma 25% poparcia, to 75% wyborców przestaje być reprezentowanych. W wyborach samorządowych takie, jednomandatowe okręgi służą więc procesowi „spawania lokalnych klik w strukturach władczych”. Likwidacja jednomandatowych okręgów służy więc celowi „odspawania” mafii politycznych, zadomowionych w wielu strukturach samorządowych Polski.

Przeciwnicy propozycji wielomandatowych okręgów wyborczych argumentują w sposób niejasny, iż zmiana taka zmniejsza prawdopodobieństwo sukcesu wyborczego małych, lokalnych ugrupowań  politycznych, na przykład: ruchów miejskich. Taki tok myślenia jest jednak antydemokratyczny. Jeśli lokalne ugrupowanie nie posiada większości, to nie powinno samodzielnie rządzić. Okręgi jednomandatowe dopuszczają taką sytuację, że mniejszość może samodzielnie rządzić większością. Istotą demokracji jest mechanizm negocjowania interesów pomiędzy rozmaitymi podmiotami politycznymi. Z tej racji wielomandatowość wyborcza efektywniej realizuje  ideał demokracji.

Puenta

W sporze o ordynację wyborczą PiS nie ma racji tylko w jednym punkcie, mianowicie, że zmienia reguły gry wyborczej rok przed wyborami. Atak na pozostałe, pisowskie propozycje zmian w ordynacji wyborczej świadczy o nierozumieniu istoty demokracji i próbie utrzymania starej ordynacji, która ułatwia oszustwa wyborcze.

PiS zagraża świeckiemu charakterowi naszego państwa. Procesy klerykalizacji życia publicznego pogłębiają się. Walka z partią Kaczyńskiego staje się obowiązkiem każdego liberała. Niestety trzeba ją prowadzić w sposób mądry, a nie – idiotyczny. Atakując pisowskie projekty zmian prawa wyborczego, PKW wpisuje się w „jałowy strumień ataków na PiS”. To zaś publice pokazuje, iż opozycja nie ma racji. W związku z tym PiS sondażowo zyskuje, ale tylko kosztem odwracania się obywateli od opozycyjnych partii. Z głupcami nikt bowiem nie chce występować w jednym szeregu.

 ***    
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International



czwartek, 2 listopada 2017

CZY STREŻYŃSKA ROZJEDZIE TRZASKOWSKIEGO W WYBORACH NA PREZYDENTA WARSZAWY?

Platforma Obywatelska ogłosiła, iż Trzaskowski będzie jej kandydatem na prezydenta Warszawy w wyborach samorządowych w 2018 roku. Opozycyjne media sugerują, iż platformerski kandydat będzie bił się o prezydenturę miasta stołecznego z Patrykiem Jakim, szefem sejmowej komisji reprywatyzacyjnej. W tej potyczce Trzaskowski ma szansę pokonać Jakiego. Czy Kaczyński, polityczny wyga starej daty, wystawi Jakiego na ring polityczny do walki o laur Warszawy? Szanse na to są nikłe.

Znalezione obrazy dla zapytania photo boxing
Metafora walk na politycznym ringu pomiędzy PiS i PO - brakuje jedynie księdza-sędziego

Czy Kaczyński wystawi Annę Streżyńską?

Obecna minister cyfryzacji, Anna Streżyńska, uznawana w środowiskach biznesowych nowych technologii i Internetu, za najlepszego ministra w rządzie Beaty Szydło, w jednym z wywiadów zasugerowała, iż może ubiegać się w wyborach w 2018 roku o stanowisko prezydenta Warszawy.


Anna Streżyńska posiada wiele przewag marketingowych nad Trzaskowskim. Abstrahując od jej profesjonalizmu, jest ona kobietą, która poślubiła eks-księdza. Ten fakt wskazuje na niezależność Streżyńskiej i na skłonność do łamania tabu politycznego. Streżyńska nie bała się społecznego potępienia, godząc się na to, aby jej mąż sprzeniewierzył się sakramentowi kapłaństwa i zrzucił z siebie „swoje sukienki”. Wyborcy mogą wynagrodzić ją za tę odwagę, oddając na nią głos. Warszawiacy są względnie liberalni i może im się spodobać to, że głosują na kobietę, która uwiodła księdza. 

Podobny obraz
Czy Anna Streżyńska wyjdzie na ring z Trzaskowskim?

Jako minister cyfryzacji Streżyńska zdobyła uznanie wśród startupowców. Środowisko internautów może zaangażować się w jej kampanię wyborczą, rozsiewając w sieci pozytywne memy.

Inną zaletą Streżyńskiej jest to, że jest kobietą, która osiągnęła sukces zawodowy, pnąc się po rozmaitych szczeblach ministerialnych w rządach Buzka, Marcinkiewicza i Tuska. Streżyńska posiada potężne doświadczenie zawodowe w zakresie administrowania na wielu szczeblach decyzyjnych machiny państwowej. 

Tajemnicą jest jednak to, kto był głównym, politycznym promotorem obecnej minister cyfryzacji. Jeśli środowiska purpuratów, to szansa na to, aby Kaczyński ją wystawił na ring do walki z Trzaskowskim, wzrasta. 

Wystawienie Streżyńskiej przeciwko Trzaskowskiemu w wyborach samorządowych w Warszawie ociepli wizerunek Kaczyńskiego. Prezes PiS mógłby w ten sposób symbolicznie pokazać politykom PO (ale tylko tym „lepszego sortu”), iż jest otwarty na współpracę z nimi. Streżyńska była bowiem wysokiej rangi urzędnikiem państwowym w rządzie Tuska.

Starcie Streżyńska versus Trzaskowski

Tak, jak Streżyńska, Trzaskowski również był ministrem cyfryzacji. Pojedynek pomiędzy tymi osobami stanowiłby więc niemal „wydarzenie stulecia” na ringu wyborów samorządowych. Byłoby to starcie pomiędzy kobietą i facetem, godne komentarzy w najbardziej renomowanych portalach dla celebrytów: plotek.pl i pudelek.pl

Znalezione obrazy dla zapytania Trzaskowski photo
Trzaskowski z kolegami: Tuskiem i Schetyną. Brakuje Streżyńskiej :) 
Streżyńska miałaby szansę wygrać z kandydatem PO, szczególnie w sytuacji, w której Ryszard Petru wystawiłby do walki o warszawską prezydenturę swoją „czarną klacz [aby nie obrażać feministek, używając kategorii czarnego konia (rodz. męski)] – Kamilę Gasiuk-Pihowicz. Nie jest wykluczone, że przy takiej konstelacji kandydatów Trzaskowski mógłby nawet nie przejść do drugiej tury wyborów.

Konsekwencją klęski wyborczej PO w wyborach samorządowych byłaby całkowita demobilizacja wyborców partii Schetyny w wyborach parlamentarnych, rok później. Zachodzi wysokie prawdopodobieństwo zrealizowania się takiego scenariusza. 

Jeśli jednak Kaczyński wystawi Jakiego lub Karczewskiego, to szanse Trzaskowskiego na zwycięstwo wzrastają. Warszawscy wyborcy nie kupią Jakiego choćby z powodu jego młodego wieku i dziecinnego wyrazu twarzy. Z kolei Karczewski nie posiada odpowiedniej charyzmy. Jest w odbiorze nudny i niesympatyczny.

Puenta

Do wyborów samorządowych pozostał prawie rok. Kaczyński z pewnością będzie czekał do ostatniej chwili z ogłoszeniem swojego kandydata lub kandydatki na urząd Prezydenta Warszawy. Prezesowi PiS będzie zależało na tym, aby najpierw wykrwawili się werbalnie kandydaci partii opozycyjnych.

Zbyt długa jednak zwłoka w ogłoszeniu przez PiS swojego kandydata może zaostrzyć walki frakcyjne wewnątrz PiS. Póki fakt tych wojen nie wydostaje się do przestrzeni medialnej, Kaczyński może celowo wydłużać czas nominacji. Ukrywanym konfliktem skuteczniej można zarządzać.

***
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International






środa, 15 października 2014

DIAGNOZA UPADKU TWOJEGO RUCHU

Wszystkie partie polityczne w Polsce, które w odbiorze społecznym cieszyły się wizerunkiem ugrupowań  nieestablishmentowych, po pojedynczych, spektakularnych sukcesach wyborczych natychmiast wpadały w fazę rozwojową kilkuletniej atrofii. Los taki spotkał: Krajową Partię Emerytów i Rencistów, Samoobronę oraz Ligę Polskich Rodzin. To samo dotyczy Twojego Ruchu. Dane statystyczne pokazują, że żadna tego typu partia polityczna  nie ma szans w naszym kraju utrzymać się dłużej niż półtora kadencji. Dlaczego tak się dzieje? Jak więc wyjaśnić to, że nadzwyczaj skuteczni politycy, tacy, jak Mamiński (KPEiR), Lepper (Samoobrona), Giertych (LPR) i Palikot (TR), nagle tracą swoje poparcie? Anty-establishmentowe partie polityczne są  tymi ugrupowaniami, w których sterowanie procesami decyzyjnymi przez centra światowej polityki jest w wysokim stopniu utrudnione. Na liderów takich partii, służby specjalne na ogół nie posiadają „przysłowiowych haków”. W związku z czym nie można skutecznie profilować ich aktywności politycznej. Uzyskanie władzy przez takie ugrupowania stanowi poważne ryzyko utraty wpływu - przez światowe „think-tanki” - na „robienie polityki” zgodnej z  ich  interesami. Konsekwencje takiego stanu faktycznego są nieprzewidywalne; prowadzą do destabilizacji stanu równowagi zewnętrznych interesów w danym kraju.

Media od  co najmniej miesiąca „trąbią”, iż Twój Ruch Janusza Palikota rozsypuje się, że z partii, która uzyskała 11% w 2011 roku w wyborach parlamentarnych, pozostało jej 2% sympatyków. Wybory do Parlamentu europejskiego w maju 2014 roku, sondaże, które pokazują słupki poparcia dla Palikota od 1% do 2%, a także zasadnicza  nieobecność  tego ugrupowania w obecnej kampanii samorządowej, pokazują, że  Twój Ruch jest w stanie agonii. Niewielu jednak analityków sceny politycznej stawia pytanie: dlaczego?

Anty-establishmentowe partie w Polsce
Wszystkie partie polityczne w Polsce, które w odbiorze społecznym cieszyły się wizerunkiem ugrupowań  niestablishmentowych, po pojedynczych, spektakularnych sukcesach wyborczych natychmiast wpadały w fazę rozwojową kilkuletniej atrofii. Los taki spotkał: Krajową Partię Emerytów i Rencistów, Samoobronę oraz Ligę Polskich Rodzin. To samo dotyczy Twojego Ruchu.

W 2001 roku KPEiR startowała w ramach eseldowskiej koalicji; udało się tej partii wprowadzić swojego przedstawiciela do Sejmu RP.  Reprezentanci tej partii, którzy znaleźli się na listach wyborczych Leszka Millera, uzyskali w skali globalnej około 5% głosów. W tych samych wyborach zaistniały również takie partie, jak: Samoobrona i LPR, uzyskując odpowiednio 10% i 8%.  W kolejnych wyborach KPEiR  uzyskiwała rachityczne poparcie, podczas gdy dwa pozostałe anty-establishmentowe ugrupowania zasadniczo nie zmieniły swoich wyników. Dwa lata później, w 2007 roku, zarówno Samoobrona jak i LPR uzyskały wyniki w granicach 1%. Wystarczył więc około sześcioletni okres, aby wszystkie niepokorne partie przestały istnieć.

Twój Ruch znajduje się w czwartym roku swojego istnienia. Spotyka go los  wcześniejszych, antysystemowych ugrupowań politycznych, jakie w Polsce działały w okresie ostatnich 20 lat. Dane statystyczne pokazują, że żadna tego typu partia polityczna  nie ma szans w naszym kraju utrzymać się dłużej niż półtora kadencji. Dlaczego tak się dzieje? Czy niepokorni politycy są głupsi od swoich systemowych kolegów i koleżanek z Sejmu? Na to pytanie należałoby odpowiedzieć negatywnie; tym bardziej, że o ich skuteczności  zaświadczają ich sukcesy przedostania się do Sejmu. Jak więc wyjaśnić to, że nadzwyczaj skuteczni (w kategoriach socjotechnicznych)  politycy, tacy, jak Mamiński (KPEiR), Lepper (Samoobrona), Giertych (LPR) i Palikot (TR), nagle tracą swoje poparcie?

Kto w Polsce rozdaje karty polityczne?
Obok partii politycznych, w każdym kraju „politykę robią” służby specjalne oraz agendy światowych, globalnych „think-tanków”. Struktury te próbują oddziaływać na partie polityczne, aby realizować rozmaite, finansowe interesy. Obszar tak zwanego podskórnego  generowania polityki jest polem ścierania się konkurencyjnych grup interesu. Ich skuteczność zależy od tego, w ilu partiach posiadają ulokowanych agentów wpływu na pozycjach decyzyjnych. W ten sposób partie polityczne stają się podatne na kontrolę i sterowanie przez określone grupy interesów.

„Establishmentowość” danej partii jest taką jej właściwością, dzięki której dana partia jest podatna na  sterowanie przez rozmaite centra światowej polityki. Prawo i Sprawiedliwość jest z pewnością ugrupowaniem sterowanym przez rozmaite agendy katolickie Episkopatu Polski. Nie jest wykluczone to, że w partii Kaczyńskiego, ulokowani są agenci wpływu rozmaitych, amerykańskich centrów związanych z kompleksem naftowo-energetycznym. W Platformie Obywatelskiej prym wiedzie Opus Dei oraz „think-tank” wspierający interesy niemieckiej gospodarki. Rzecz jasna, interesy międzynarodowych bankierów są również reprezentowane w partii rządzącej. SLD Millera jest partią wspierającą dwa największe ugrupowania. Podobnie, jak w wypadku PSL, działalność SLD jest profilowana wokół funkcji buforowych w stosunku do realizowania  przez PO lub PiS centralnych interesów światowych agend politycznych. To buforowanie polega na symulowaniu rozmaitych protestów tak, aby rozładowywać napięcia i agresję społeczną. Dla przykładu, antyklerykalizm SLD na ogół kończy się na wypowiedziach krytycznych Senyszyn w stosunku do Kościoła i nie  obejmuje rzeczywistych inicjatyw legislacyjnych, choćby takich, jak projekty ustaw rozwiązujących konkordat czy też eliminację katechezy z systemu edukacji powszechnej.

Anty-establishmentowe partie polityczne są  tymi ugrupowaniami, w których sterowanie procesami decyzyjnymi przez centra światowej polityki jest w wysokim stopniu utrudnione. Na liderów takich partii służby specjalne na ogół nie posiadają „przysłowiowych haków”. W związku z czym nie można skutecznie profilować ich aktywności politycznej. Uzyskanie władzy przez takie ugrupowania stanowi poważne ryzyko utraty wpływu - przez światowe „think-tanki” - na „robienie polityki” zgodnej z  ich  interesami. Konsekwencje takiego układu rzeczy są nieprzewidywalne; prowadzą do destabilizacji stanu równowagi zewnętrznych interesów w danym kraju.

Jak zniszczyć anty-establishmentową partię?  
Jeśli partia anty-establishmentowa uzyskuje w wyborach wynik pomiędzy 5% i 10%,  to w kolejnych wyborach, za cztery lata,  może swoje posiadanie zwiększyć do 20% i stać się partią współrządzącą.   Jej brak podatności na sterowanie może doprowadzić do wielkich strat w realizacji interesów wielu światowych grup kreacji polityki. Dlatego też takie partie są natychmiast niszczone w sposób kompleksowy.

W pierwszym rzędzie do takiej partii należy wprowadzać agentów wpływu, czyli przysłowiowych „kretów”, którzy mają za zadanie rozbijać partię od wewnątrz. Druga linia ataku polega na prowokowaniu  sytuacji kompromitujących anty-establishmentowych liderów: wikłanie ich w korupcję, seks-afery czy w końcu ujawnianie jakichś wstydliwych faktów z przeszłości.   Trzecia linia ataku ma charakter medialny. W prasie, telewizji, w radiu czy w Internecie nieustannie publikowane są teksty dyskredytujące, obśmiewające czy też deprecjonujące programy polityczne niechcianych partii. Ważnym narzędziem ataków medialnych jest produkowanie rozmaitych sondażów pokazujących politycznej publice to, że dana partia traci swoje poparcie społeczne.

Okazuje się, że zmasowana, na wielu frontach, praktyka niszczenia partii anty-establishmentowych w Polsce była skutecznie stosowana. Lepper został uwikłany w afery: gruntową i seksualną. Mamiński z KPEiR  był oskarżany o afery przemytnicze. LPR zostało rozbite od środka, przy udziale mediów, które polowały wręcz na homofobiczne wyskoki Romana Giertycha. 

Po  „kompromitujących wpadkach Leppera i Mamińskiego”, politycy partii Janusza Palikota na ogół pilnowali się. Żadnego z nich nie dotknęła poważniejsza afera obyczajowa lub gospodarczo-kryminalna. TR był rozbijany od wewnątrz.

O tym , jak rozbijano partię Palikota
Po spektakularnym sukcesie Palikota w 2011 roku, natychmiast podjęto próbę ulokowania „kretów” w jego  środowisku. Wiele  ówczesnych działaczek  organizacji feministycznych stało się współpracownicami Palikota.   W 2012 roku Ruch Palikota zaczął w sposób intensywny propagować idee dżenderyzmu i feminizmu. Partia zaczęła się wówczas organizować lokalnie na zasadzie pospolitego ruszenia. Umożliwiło to wprowadzenie do jej struktur rozmaitych „agentów”, których zadaniem było generowanie wewnętrznych konfliktów.  Już w 2012 roku większość lokalnych sporów przebiegała wzdłuż osi napięcia o postaci: feministki – nie-feminiści. Marszałek Sejmu, Ewa Kopacz, uwikłała Wandę Nowicką („prawą rękę” Palikota w klubie sejmowym) w aferę dotyczącą premii w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych pod koniec 2012 roku.  Zagrywka PO była majstersztykiem doprowadzającym  do pierwszego rozłamu w Ruchu Palikota. Równocześnie „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” zaczęły publikować „anty-palikotowe” teksty. Sondaże bardzo szybko, jakby na zawołanie, zaczęły pokazywać spadek poparcia dla partii palikotowców.

W czasie pierwszego przesilenia, które nastąpiło w lutym 2013 roku, Palikot został przekonany do politycznej wolty, której celem było stworzenie „wielkiej, lewicowej formacji”. Postanowiono „sprofilować” Ruch Palikota na cywilizowaną, socjaldemokratyczną partię.   W struktury partii mieli już „oficjalnie i legalnie” wchodzić dawni działacze „Ordynackiej”. Łącznikiem miał zostać prof. Hartman. Przez całą wiosnę  i lato 2013 roku „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” oraz najważniejsze stacje telewizyjne lansowały Hartmana na przyszłego bohatera „zjednoczonej, wielkiej lewicy”. Jesienią Ruch Palikota został przekształcony w Europa Plus-Twój Ruch; obok Hartmana, nowymi twarzami uwiarygodniającymi „palikociarzy” przed „think-tankami” zostali Siwiec, Kalisz, Kwiatkowski, Piskorski i Potocki. Ludzie „dawnej, politycznej Warszawki” końca XX i początków XXI wieku zostali dodatkowo „okraszeni” walczącymi feministkami: Szczuką, Kowalską, Gardias i Nowacką oraz intelektualistami: Kutz, Wójciak, Krysztofiak.

Program nowej partii stał się wręcz „rewolucyjny”. Niestety nie został odebrany przez publikę jako wiarygodny. W wyborach do Parlamentu Europejskiego dotychczasowi sympatycy palikotyzmu odrzucili nową ofertę Palikota. Uzyskany wynik rzędu 3.5% spowodował, że „krety”, działające w lokalnych strukturach partii, szybko wycofały się z jej szeregów, doprowadzając TR do paraliżu organizacyjnego, co uniemożliwiło w wielu regionach kraju start Twojego Ruchu w wyborach samorządowych.

Ostatnim gwoździem do „trumny partii Palikota”  było poparcie przez TR nowego rządu Platformy Obywatelskiej. Ten „ruch taktyczny” został spowodowany wcześniejszymi sygnałami płynącymi z PO w kierunku Palikota podczas wakacji,  kiedy Tusk szykował się do Brukseli. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/692083,palikot-popral-kopacz-to-nie-jest-niespodzianka-to-strategia.html  Nikt nie był w stanie wówczas przewidzieć skutków politycznych brukselskiej przeprowadzki dotychczasowego lidera PO. Ucywilizowany Twój Ruch miał odegrać rolę dodatkowego koalicjanta. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691383,prezydent-komorowski-usiluje-stworzyc-%E2%80%9Estabilna-wiekszosc-parlamentarna%E2%80%9D-czy-nowy-premier-zaprosi-palikota-do-rzadu.html To spowodowało dalszy odpływ „palikotowego elektoratu”.

Benzyny do pożaru Twojego ruchu dolała „Polityka”, zdejmując ze swojej platformy blogerskiej felieton na temat kazirodztwa, autorstwa Jana Hartmana. Wywołało to ogólnopolską burzę. Zarząd TR wykluczył krakowskiego etyka z partii, stojąc po stronie środowisk prawicowych.   Obrońcy wolności słowa oraz prawa do wyrażania własnych poglądów filozoficznych doznali traumy politycznej. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/692154,polowanie-na-prof-hartmana-i-prof-fuszare-czy-politycy-po-i-pis-oszaleli.html

Komunikacyjne mechanizmy dekonstrukcji partii Palikota
Niszczenie partii Palikota nie było tak łatwym zadaniem, jak ataki na Samoobronę czy też Ligę Polskich Rodzin.  W tych ostatnich przypadkach w tych partiach wszystko było złe z punktu widzenia konkurujących pomiędzy sobą „think-tanków” kreacji polityki. Program Samoobrony był w istocie „rewolucyjno-lewacki”. Jego upowszechnianie w otoczce happeningów blokowania dróg, palenia opon i wysypywania zboża z wagonów na stacjach kolejowych radykalizował nastroje społeczne, inspirował do agresji ludu przeciwko politykom wszystkich ówczesnych partii establishmnentowych.  Z kolei Giertych był zakładnikiem Rydzyka. Nawet z punktu widzenia Episkopatu wzmacnianie szefa Radia Maryja było niebezpieczne. Program LPR-u był w istocie zbiorem apeli nawołujących do ludowej rewolucji nacjonalistycznej w imię walki z szatanem, zgnilizną zachodniej cywilizacji i nienawiścią do „bogatych”.  Dlatego też obie partie można było niszczyć totalnie, wszelkimi metodami. Biskupi w swojej masie nie bronili przecież Giertycha.

Palikot jednak miał program polityczny, który z punktu widzenia określonych grup interesu, stanowi oręż w ogólnoświatowej walce politycznej. Hasła antyklerykalne oraz pluralizmu światopoglądowego i obyczajowego  nie mogły być przedmiotem ataku, gdyż wówczas „think-tanki” popełniłyby akt samobójstwa politycznego. Nie można więc było atakować „palikotowych posłów”, wikłając ich w prowokacje w stylu „Sawicka – agent Tomek”.   Wybrano metodę subtelną – infiltracji, demontażu organizacyjnego i dzielenia na frakcje tak, aby wywołać w publice efekt w postaci „poczucia zdrady ideałów”.

Okazało się, że Palikota dało się rozpracować „bez mydła i powidła”, w niespełna trzy lata. Dlaczego demontaż Twojego Ruchu okazał się  taki łatwy? W przeciwieństwie do Giertycha i Leppera, Palikot budował swoją partię na zasadzie „pospolitego ruszenia”: kto chciał, mógł zapisać się; nikt nie był sprawdzany. Lepper i Giertych zastosowali metodę kadr politycznych przy budowie ich formacji. To nadawało lokalnym strukturom Samoobrony oraz Ligi Polskich Rodzin atrybutu zwartości, spoistości. Infiltracja tych partii przez służby specjalne była poważnie utrudniona. Dlatego ich proces demontażu trwał ponad sześć lat, o 100% dłużej, niż dekonstruowanie   partii Palikota.

Masowa banicja członków z TR, wywołana po wyborach do Parlamentu Europejskiego, została zaprogramowana długo wcześniej. Nowi ludzie zapisywali się do TR  nie po to, aby uczestniczyć w rozwijaniu tej partii, lecz po to, aby wywołać, przy nadarzającej się okazji, efekt ucieczki z tonącego statku. Zadaniem agentów wpływu było „imprintowanie” w świadomości działaczy TR szczurzej mentalności. Zostało ono wykonane bez większych kłopotów.

Puenta
11% wyborców w 2011 roku zagłosowało za Palikotem. Wmontowano im poczucie rozczarowania i zdrady. Wyborcy ci pokazali jednak, że nadal są w stanie zamanifestować swój bunt, wrzucając swój zakreślony głos do urny wyborczej. Stanowią oni tak zwany „elektorat do zagospodarowania”. Polityka nie lubi próżni. Należy wiec przypuszczać, że powstanie nowa formacja, która będzie wyrażała  wartości polityczne dawnych zwolenników Palikota. Obecnie jest tworzony „Ruch Racjonalny” w środowisku polskich racjonalistów. To, czy ta siła polityczna zastąpi TR, czas pokaże. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691412,powstaje-nowa-partia-poza-lewica-i-prawica-ruch-racjonalny.html

***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.
  
Numer konta dla darczyńców na rzecz finansowania mojej działalności felietonistycznej: Bank PKO BP Numer konta: 50 1020 5558 1111 11476 1020 0043  Za każdą złotówkę będę wdzięczny.