Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MEN. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

Katechetka-dzieciobójczyni w szkole !!! Czas na rewizję konkordatu !!!!!

TEKST  Z  DNIA  28.06.2013  ROKU
To, że dzieciobójczyni została zatrudniona w szkole i w MEN jako ekspert, jest  efektem procedury administracyjnej, która pozwala proboszczom, biskupom i politykom katolickim na ingerowanie w polski system oświatowy bez kontrasygnaty świeckich administratorów polskiej szkoły (dyrektora, kuratora, wizytatora i nauczycieli). Praktyka ingerowania kleru w system edukacyjny jest regulowana odpowiednimi zapisami w konkordacie.
Mamy aferę przewyższającą swoją wagą moralną  „sprawki Rywina”.  Osoba, która zamordowała sześcioletniego chłopca w sposób okrutny (biciem  pasem), w niepodległej Polsce otrzymała pracę nauczyciela religii oraz stanowisko eksperta Ministerstwa Edukacji Narodowej. W systemie edukacyjnym  pełniła bardzo ważne funkcje. Mariusz Szczygieł, który odsłonił ten fakt, stawia niezwykle fundamentalne pytanie (http://wyborcza.pl/1,75248,14185560.html ):
/…/ czy osoba, która realnie się nie zmieniła, choćby w sferze poglądów, powinna mieć wpływ na model edukacji w Polsce. Za śmierć odpokutowała, ale nadal pielęgnuje to, co było tej śmierci "bazą".
Winny jest Kościół i państwo polskie
Żeby zostać w polskiej szkole katechetą, trzeba posiadać akceptację biskupa diecezjalnego, któremu ona podlega. Procedura jest następująca: proboszcz danej parafii kieruje wniosek do biskupa odpowiedzialnego za zatrudnianie nauczycieli religii katolickiej, a ten wydaje odpowiednią zgodę.  Proboszcz takie skierowanie formułuje  na podstawie uzgodnień z Parafialną Radą Katechetyczną, która de facto jest ciałem politycznym. W jej skład wchodzą nie tylko księża i ewentualnie siostry zakonne, ale także osoby świeckie, zasłużone dla promocji ideologii katolickiej (najczęściej są to lokalni działacze PiS).
To, że dzieciobójczyni została zatrudniona w szkole i w MEN jako ekspert, jest więc efektem procedury administracyjnej, która pozwala proboszczom, biskupom i politykom katolickim na ingerowanie w polski system oświatowy bez kontrasygnaty świeckich administratorów polskiej szkoły (dyrektora, kuratora, wizytatora i nauczycieli).
Czas na rewizję konkordatu
Praktyka ingerowania kleru w system edukacyjny jest regulowana odpowiednimi zapisami w konkordacie. Ujawniony fakt odsłania niebezpieczny mechanizm polityczny, który pozwala na ideologiczną ingerencję Kościoła katolickiego w polski system edukacyjny bez jakichkolwiek zabezpieczeń kontrolnych.
Ponieważ w Polsce pedofilia wśród Księży katolickich jest ukrywana,  nadto Kościół nie próbuje współpracować z organami prokuratorskimi w tych sprawach, reportaż Mariusza Szczygła, odsłaniając mechanizm ingerencyjny Kościoła w polski system edukacji,  wskazuje również na ryzyko pedofilii na lekcjach katechezy – szczególnie pedofilii w odniesieniu do dzieci klas I – III.  Procedura bowiem pozwala zatrudnić „ukrytego pedofila” – wystarczy na to wniosek proboszcza i glejt od biskupa diecezjalnego.
W obecnej sytuacji Rząd Tuska jest zobowiązany do rozpoczęcia negocjacji z Watykanem i Episkopatem, których celem powinna być rewizja konkordatu. Należy więc wyeliminować lekcje katechezy z programów nauczania polskich szkół; tym bardziej, że katecheci są nominowani przez Katechetyczne Rady Parafialne – będące w istocie podstawowymi organizacjami partyjnymi PiS. W państwie świeckim taka sytuacja jest niedopuszczalna. Jeśli jednak nauczanie religijne ma być obecne w programach szkolnych, to niech tę praktykę regulują pozakonkordatowe, świeckie ustalenia (religii mogą nauczać filozofowie).
Puenta
Kościół nawet publicznie nie przeprosił obywateli za tę sytuację; Episkopat, który jest ostatecznie odpowiedzialny za zatrudnianie katechetów (bo przecie biskupi diecezjalni odpowiedzialni za sprawy oświatowe są powoływani przez najwyższe organy Kościoła katolickiego w Polsce),  nie wydał stosownego komunikatu; nie ukorzył się.
Publiczność jest  tą sytuacją oburzona ze zrozumiałych względów.  Ujawniony fakt przez Mariusza Szczygła burzy nasze elementarne poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości. Ilu jest w naszym kraju młodych ludzi, po świetnych uczelniach (UJ, UW), którzy nie mogą znaleźć pracy w szkole, którym nie daje się szansy na wykazanie swoich kompetencji nauczycielskich? Katechetyczna Rada Parafialna, proboszcz i biskup dali szansę dzieciobójczyni (która – jak zauważa Mariusz Szczygieł – mentalnie nie zmieniła się, która w swojej szkole stosuje faszystowskie metody indoktrynacji). Jakim więc prawem w państwie neutralnym światopoglądowo na mocy konstytucji, politycy i księża mają prawo decydować o tym, któremu człowiekowi daje się szansę a któremu jej się odmawia?
Skarżycie się na to, że w Polsce rozprzestrzeniają się postawy faszystowskie. Te postawy są promowane na lekcjach katechezy, w codziennej praktyce szkolnej regulowanej łamiącymi prawa człowieka kodeksami uczniowskimi oraz poprzez podstawę programową nauczania wczesnoszkolnego promującą serwilizm, konformizm, fundamentalizm etyczny i prowincjonalizm.
Dlaczego rzecznik Praw Dziecka dotychczas nie stwierdził głośno, że zakaz posiadania długich włosów przez chłopców  stanowi brutalną ingerencję w przekonania młodego człowieka, w jego przestrzeń symboliczną ?
To, że dzieciobójczyni  mogła tak długo pracować w polskiej szkole, jest efektem programowego przyzwolenia na rozsiewanie  memów faszystowskich  dzięki praktykom ingerowania Kościoła katolickiego w publiczny proces edukacyjny.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )

poniedziałek, 26 lutego 2018

MEN PROMUJE MIZOGINICZNY ELEMENTARZ DLA PIERWSZAKÓW

TEKST  Z  DNIA  25.03.2014  ROKU

W 2000 roku Magdalena Marszałek z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie opublikowała artykuł naukowy, w którym poddaje analizie podręcznik Marii Lorek. Marszałek ocenia podręcznik Lorek w sposób druzgocący. Daje nam do zrozumienia, że Maria Lorek w swoich podręcznikach dla maluchów „robi z dziewczynek debilki”. Kluzik-Rostkowska skompromitowała się więc przy pierwszej swojej, ważnej decyzji. Czas ją odwołać. Miejmy nadzieję, że rodzime środowiska feministyczne zaalarmują publiczność przed niebezpieczeństwem lasowania mózgów naszych dzieci.
To, że rzeczywistość społeczna jest konstruktem podmiotu myślącego, stanowi we współczesnej socjologii twierdzenie powszechnie akceptowane. Nieliczni humaniści wierzą jeszcze w obiektywny świat ludzkich interakcji – szczególnie ci, którzy wymyślają swoje koncepcje   zgodnie z założeniami tak zwanej katolickiej nauki społecznej. Konstruktywizm społeczny jest stanowiskiem, które bierze swój początek z neokantowskiej epistemologii.  Według neokantyzmu, doświadczany świat fenomenów  jest prefabrykatem  podmiotu poznającego. Nagich, obiektywnych faktów nie ma.
Elementarze w nauczaniu wczesnoszkolnym stanowią narzędzia profilowania młodych umysłów.  To, jakie treści i schematy oglądu rzeczywistości elementarz prezentuje, wpływa na ukształtowanie się w umysłach uczniów określonych reprezentacji mentalnych, według których w następnych latach swojej edukacji konstruują własne światy społeczne. To, jak elementarz jest napisany, wpływa na dziecięce sposoby percepcji świata – w konsekwencji na ich systemy wartości i preferencje behawioralne.
Maria Lorek autorka podręczników dla maluchów
Minister Kluzik-Rostkowska obwieściła społeczeństwu polskiemu nowinę. Szefową zespołu opracowującą nowy podręcznik dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej jest Maria Lorek. Nasza bohaterka została okrzyknięta autorytetem w dziedzinie pisarstwa podręczników dla uczniów klas I – III szkoły podstawowej.  Łatwo jest zakwestionować takie iluzoryczne przekonanie.
Będąc wykładowczynią na Uniwersytecie Śląskim, Maria Lorek nie dała się poznać jako naukowiec, którego wyniki miałyby jakąkolwiek wartość poznawczą, predestynującą je do ich opublikowania w prestiżowych czasopismach z dziedziny pedagogiki i nauk o edukacji.  W największych bazach naukowych świata  (Springer oraz Web of Science) jej nazwisko nie figuruje.
Nauki kognitywne rozwijają się współcześnie w sposób bardzo dynamiczny. Od co najmniej dwudziestu lat w najwyżej rozwiniętych krajach świata dominuje kognitywny paradygmat uprawiania językoznawstwa, psychologii oraz nauk o edukacji. Podręczniki nauczania wczesnoszkolnego funkcjonując jako lekarstwa na choroby naszych sposobów ujmowania  i doświadczania świata, powinny być opracowywane przez gremia najwybitniejszych uczonych w zakresie psycholingwistyki, psychologii poznawczej, kognitywistyki matematyki, logiki, pedagogiki oraz lingwistyki. Czy Maria Lorek posiada do dyspozycji w swoim zespole badaczy zweryfikowanych w wymienionych dziedzinach na światowym rynku naukowym, którzy byliby w stanie dokonać oceny wartości edukacyjnej jej podręczników?
Mizoginizm i anty-intelektualizm podręczników Marii Lorek
W 2000 roku Magdalena Marszałek z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie opublikowała artykuł naukowy, w którym poddaje analizie podręcznik Marii Lorek. http://www.lingwistyka.uni.wroc.pl/jk/JK-13/JK13-marszalek.pdf Swoją analizę przeprowadza porównawczo. Szczególnym odniesieniem jest „Elementarz” Falskiego. Marszałek ocenia podręcznik Lorek w sposób druzgocący:
W najnowszych podręcznikach, opracowanych w latach dziewięćdziesiątych, zwraca /…/ uwagę intensywna maskulinizacja świata bohaterów dziecięcych. Chłopcy dominują ilościowo i jakościowo jako główni bohaterowie. Dziewczynki występują jedynie w rolach drugoplanowych /…/ Poza tym właściowością owych podręczników jest ignorowanie dziewczynek jako czytelniczek /…/ (dotyczy to nie tylko „Elementarza” Lorek, ale także najnowszych „Ćwiczeń”.
Przekładając powyższy cytat na język bardziej dosadny, polska naukowiec z Uniwersytetu Humboldta – jednego z najlepszych w Europie – daje nam do zrozumienia, że Maria Lorek w swoich podręcznikach dla maluchów „robi z dziewczynek debilki”.
Maria Lorek  w swoim podręczniku przedstawia jedynie postaci kobiet reprezentujące zawody: nauczycielki i woźnej. To kontrastuje z męskimi bohaterami, którzy egzemplifikują takie role społeczne, jak: pszczelarz, komik cyrkowy, kosmonauta, poeta, aktor, trębacz, góral, husarz, kosynier i powstaniec. W podręczniku nie ma mowy o: naukowcach, pisarzach (pisarkach), inżynierach lub wynalazcach. Kobieta ma uczyć i pilnować, zaś facet  musi przede wszystkim umieć się bić i spełniać role ludyczne. Podręczniki Lorek raczej kodują schematy konstruowania rzeczywistości społecznej, które dominują w mentalności kibola, aniżeli   w sposobach myślenia intelektualistów.
Kluzik-Rostkowska niebezpiecznie bawi się edukacją dla najmłodszych
Można postawić pytanie dlaczego Minister Edukacji Narodowej powierza zadanie napisania podręcznika szkolnego dla najmłodszych osobie, która jest autorką mizoginicznego Elementarza. Kluzik-Rostkowska skompromitowała się więc przy pierwszej swojej poważnej decyzji. Czas ją odwołać. Miejmy nadzieję, że rodzime środowiska feministyczne zaalarmują publiczność przed niebezpieczeństwem lasowania mózgów naszych dzieci. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której polską edukację wczesnoszkolną oddajemy w ręce mizoginicznych i anty-intelektualnych szaleńców.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/681333,kluzik-rostkowska-pluje-studentom-i-nauczycielom-w-twarz-pierwsza-kompromitacja-nowej-minister.html
Zasadnie można domniemywać, że celem reformy nie jest intelektualne dobro dziecka, ale stworzenie mechanizmu transferowania miliardów złotych do instytucji odpowiedzialnych za wdrożenie reformy. Warto przypomnieć, że reorganizacja polskiej oświaty dokonuje się w oparciu o tak zwane ramy programowe opracowane przez zespoły, którymi zawiadywała Minister Hall. Te ramy naszpikowane są katolicką nauką społeczną. W podstawie programowej edukacji wczesnoszkolnej ani razu nie pada słowo oznaczające wolność. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/645161,w-zerowkach---zamiast-literek-i-cyferek-patriotyzm-o-ideologicznosci-wychowania-przedszkolnego.html Komuś więc wyraźnie zależy na „betonowaniu” umysłów najmłodszych obywateli naszego państwa mizoginicznymi, anty-intelektualnymi i w konsekwencji – antyeuropejskimi wartościami. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/671479,polska-edukacja-na-dnie-proba-diagnozy-%E2%80%93-swinie-psy-ogrodnika-i-nosorozce.html
***
Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch” (Nr 9 na liście)  w okręgu obejmującym województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

MINISTERSTWO EDUKACJI NARODOWEJ ŁAMIE PRAWO LUB KŁAMIE !!! OKŁADKA ELEMENTARZA O POSMAKU RASISTOWSKIM

TEKST  Z  DNIA  15.04.2014  ROKU
Choć etyka   jest zaliczana przez MEN do grupy przedmiotów podstawy programowej kształcenia ogólnego, to nie jest ona nauczana w ponad 95% szkół podstawowych w Polsce. Natomiast religia, która nie funkcjonuje jako przedmiot przynależny do podstawy programowej kształcenia ogólnego jest nauczana w 100% szkół podstawowych w naszym kraju. Rząd Tuska łamie więc prawo, które sam uchwalił. Jeśli jednak nie łamie, to musimy stwierdzić, że kłamie. Taki proceder uzasadnia poddanie Premiera pod Trybunał Konstytucyjny.   Rząd nie ma prawa łamać uchwalonego prawa.
Ministerstwo Edukacji Narodowej próbuje stworzyć iluzję, iż polska szkoła podstawowa realizuje niereligijną podstawę  programową zgodną z koncepcją społeczeństwa otwartego. Przed kim? Otóż, chyba przed publicznością w postaci brukselskich decydentów oświatowych. W jakim celu? Chyba, w takim, aby w Europejskim Trybunale Praw Człowieka sędziowie dziwili się wszelkim  oskarżeniom kierowanym pod adresem Polski, że nie respektuje zasady rozdziału państwa od religii. Minister Kluzik-Rostkowska nawet upubliczniła okładkę nowego „Elementarza” – nota bene, o rasistowskim posmaku !!!! Zapomniano pokazać, że na świecie żyją dzieci o różnym kolorze skóry. Wcześniejsze obawy potwierdzają się już „na poziomie okładki”. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/685491,men-promuje-mizoginiczny-elementarz-dla-pierwszakow.html
Lekcji religii w polskich szkołach podstawowych nie ma; są za to lekcje etyki !!!
Według najnowszej, ministerialnej podstawy programowej w polskich szkołach podstawowych nie odbywają się lekcje religii.   Według rządowego dokumentu (s.37-38)  http://www.men.gov.pl/images/ksztalcenie_kadra/podstawa/men_tom_1.pdf w polskich podstawówkach w klasach IV –VI realizowane są takie przedmioty, jak: (1) język polski, (2) język obcy, (3) muzyka, (4) plastyka, (5) historia i społeczeństwo, (6) przyroda, (7) matematyka, (8) zajęcia komputerowe, (9) zajęcia techniczne, (10) wychowanie fizyczne, (11) wychowanie do życia w rodzinie; (12) etyka, (13) język mniejszości narodowej, (14) język kaszubski. W wykazie brakuje religii. Lektura dokumentu wymusza na czytelniku wyprowadzenie wniosku, że polska szkoła podstawowa realizuje oświeceniowe idee Rewolucji Francuskiej; nie ma w niej lekcji religii, ale są lekcje etyki.
Dane edukacyjne pokazują, że we wszystkich szkołach podstawowych, w każdej klasie, w wymiarze dwóch godzin tygodniowo odbywają się lekcje katechezy katolickiej. Jedynie w około 3% szkół podstawowych, wyłącznie w dużych miastach, uczniom gwarantuje się dostęp do edukacji etyczno-filozoficznej.
Autor dokumentu, Zbigniew Marciniak ewidentnie oszukuje czytelnika. Choć etyka   jest zaliczana przez MEN do grupy przedmiotów podstawy programowej kształcenia ogólnego, to nie jest ona nauczana w ponad 95% szkół podstawowych w Polsce. Natomiast religia, która nie funkcjonuje jako przedmiot przynależny do podstawy programowej kształcenia ogólnego jest nauczana w 100% szkół podstawowych w naszym kraju. Rząd Tuska łamie więc prawo, które sam uchwalił. Jeśli jednak nie łamie, to musimy stwierdzić, że kłamie. Taki proceder uzasadnia poddanie Premiera pod Trybunał Konstytucyjny.   Rząd nie ma prawa łamać uchwalonego prawa.
Hucpa z „Elementarzem”
Tusk postanowił pod hasłem „ulżenia finansowego rodzicom” wprowadzić do systemu edukacyjnego jednolity „Elementarz” dla klas edukacji wczesnoszkolnej. W jakim celu rząd wydaje kilkadziesiąt milionów złotych na „elementarzową reformę” oświaty? Media donoszą, że krytykowana za mizoginizm (niechęć do płci żeńskiej) autorka „Elementarza” http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/685491,men-promuje-mizoginiczny-elementarz-dla-pierwszakow.html,  Maria Lorek zainkasuje około 5 milionów złotych. Umberto Eco za pierwsze wydanie „Imienia Róży” nie otrzymał takiej kasy. Dlaczego Rząd nie chce najzwyczajniej przeznaczyć pieniędzy na zakup przez szkoły  już istniejących podręczników na rynku? Hucpa z „Elementarzem” nosi również znamiona afery korupcyjnej, gdyż Maria Lorek otrzymała rządowe zlecenie poza trybem konkursowo-przetargowym. Precedens ten spowoduje to, że następny rząd (na przykład: Palikota) również dokona rewolucji w edukacji wczesno-szkolnej, powołując się na precedens stworzony przez Tuska. Dlaczego Premier tak ryzykuje, bo z pewnością sprawa zostanie w przyszłości prześwietlona przez Komisję Sejmową ds. Elementarza? http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686170,%E2%80%9Eelementarz%E2%80%9D-a-sprawa-polski.html
Najwidoczniej chodzi o wyeliminowanie z rynku edukacyjnego „Elementarzy”, z których  dzieci dotychczas uczyły się. Nie wiadomo jaki kształt przyjmie nowy elementarz opracowywany przez Marię Lorek. Z pewnością zostanie wprowadzony do systemu nauczania wczesnoszkolnego bez wcześniejszej oceny specjalistów (na to nie ma już bowiem czasu). Niepokoi więc ten pośpiech. Maria Lorek nie jest autorem bezstronnym ideologicznie. Ryzyko, iż nowy „Elementarz” będzie stanowił narzędzie katolickiego kształtowania umysłów dzieci, jest uzasadnione.
Szkoły Marii Lorek
Pozycja lekcji religii w planach lekcyjnych szkoły jest doskonałym środkiem diagnozy jej statusu klerykalnego – tego, czy szkoła katolicyzuje umysły dzieci czy też wychowuje je w duchu wolności światopoglądowej i krytycyzmu ideologicznego. Jeśli lekcje religii są umieszczone w planie lekcyjnym na końcu lub na początku, a nie pomiędzy innymi lekcjami poważnych przedmiotów, to znaczy, że w takiej szkole dzieci innowierców lub rodziców indyferentnych religijnie nie są dyskryminowane. Oczywiście, 99% polskich szkół dyskryminuje dzieci wychowywane w niekatolicki sposób.  Jak ten wskaźnik dyskryminacji innowierców lub indyferentów religijnych przedstawia się w szkołach autorki „Elementarza”?
W sztandarowej szkole Fundacji „Elementarz” w Katowicach, obejmującej podstawówkę oraz gimnazjum, wskaźnik ten przedstawia się następująco: 11 lekcji religii występuje w środku planów lekcji, zaś tylko 7 lekcji religii jest umieszczonych w planie na pozycjach pierwszych lub ostatnich. Można powiedzieć, że jedynie w „38 procentach” szkoła Marii Lorek nie dyskryminuje dzieci na tle religijnym. Plan szkolny tej szkoły w sposób ewidentny przekazuje informację, że religia w tej placówce jest traktowana na równi z innymi przedmiotami. Taka praktyka jest  niezgodna z podstawą programową kształcenia ogólnego; religia nie przynależy do grona  przedmiotów objętych tą podstawą. Z tej racji nie może być traktowana jako równorzędny przedmiot nauczania do, na przykład, matematyki, języka polskiego czy języka obcego.
W jednej z klas gimnazjalnych w szkole Marii Lorek prowadzone są zajęcia z etyki. Niestety w pozostałych klasach, zarówno szkoły podstawowej jak i gimnazjum, dzieci nie uczęszczają na lekcje etyki, która z kolei jest przedmiotem objętym podstawą programową kształcenia ogólnego.  Katecheza, która jest formą indoktrynacji religijnej, w szkołach naszej bohaterki, wypiera więc kształcenie etyczne, do którego każda szkoła jest zobowiązana na mocy ministerialnej podstawy programowej polskiej szkoły.
Puenta
Dlaczego Ministerstwo Edukacji Narodowej zleca, poza trybem konkursowo-przetargowym, przygotowanie „Elementarza” autorce zawiadującej szkołami, w których podstawa programowa nie jest realizowana? Czy decyzja wyboru autorki była konsultowana z instytucjami edukacyjnymi Kościoła katolickiego w Polsce?  Czy hucpa z „Elementarzem” nie jest przypadkiem kosztem, jaki Tusk musi ponieść za to, że Episkopat przestał popierać w sposób głośny i wyraźny partię Kaczyńskiego? http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/676106,kosciol-katolicki-pograzyl-kaczynskiego-zmowa-prymasa-z-tuskiem-przeciwko-pis-%E2%80%93-na-marginesie-sondazu-homo-homini.html Czy czasami Tusk nie sprzedał polskich dzieci  Kościołowi katolickiemu w Polsce?  Obywatele w społeczeństwie otwartym mają prawo poznać odpowiedzi na postawione pytania.
***
Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch” (Nr 9 na liście)  w okręgu obejmującym województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

„ELEMENTARZ” LOREK i WOLLMAN - RASISTOWSKIM I EUGENICZNYM SKANDALEM EDUKACYJNYM

TEKST  Z  DNIA  17.04.2014  ROKU
Celem europejskiej szkoły powinno być kształtowanie postaw anty-rasistowskich. Pierwsza część „Elementarza” Lorek i Wollman temu nie służy. Wręcz odwrotnie, promuje wzorzec Mulatki Żanety, uczęszczającej do naszej klasy, z którą nikt nie bawi się; która z nikim nie spotyka się; która nie ma domu. Autorki pokazały w swoim „Elementarzu”, że dzieci niepełnosprawne są wśród nas, ale nie nadają się do wspólnych działań ze zdrowymi dziećmi: nie czytają, nie malują, nie grają na cymbałkach, nie celebrują urodzin, nie bawią się w gotowanie, nie uczestniczą w aferach klasowych z osą. Dzieło naszych autorek  w sposób ewidentny wyklucza osoby niepełnosprawne z życia społecznego.
17.04.2014 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej udostępniło publiczności pierwszą część „Elementarza” Marii Lorek i Lidii Wollman. Podręczniki szkolne dla dzieci  są zwykle oceniane pod dwoma względami: kulturowym i kompetencyjnym. W obu konkurencjach rządowy „Elementarz” jawi się jako dzieło opracowane w sposób niechlujny. Jego ocena w aspekcie kulturowym jest odpowiedzią na następujące pytanie: Jakie wzorce typów osobowych oraz zachowań społecznych „Elementarz” „imprintuje” w umysłach sześcioletnich lub siedmioletnich dzieci? Z kolei jego ocena  w aspekcie kompetencyjnym dotyczy tego, jak przy jego pomocy dziecko może rozwijać swoje kompetencje poznawcze. W niniejszym felietonie zajmę się jedynie oceną w aspekcie kulturowym dzieła powstałego pod rządami Donalda Tuska.
Na świat życia codziennego dziecka (lebenswelt) składają się, miedzy innymi, typy osób oraz typy ich zachowań. Dzięki temu dziecko jest w stanie konceptualizować spotykane osoby i ich zachowania pod względem przypisanych im typów. Są nimi, na przykład: mama, tata, dziecko, kolega, koleżanka, dorosły, pani, nauczycielka,  itd., a także: zabawa, czytanie, liczenie, pomaganie, bieganie, jeżdżenie na rowerze, wycieczka, itd. Jakie więc typy osobowe i behawioralne „Elementarz” Lorek  i Wollman koduje w głowach dzieci?
Wykład z rasistowskiego „imprintingu” w książkach dla dzieci
Jednym z podstawowych narzędzi znakowych kształtowania antyrasistowskich postaw w procesach edukacyjnych jest pokazywanie dzieciom w podręcznikach postaci o różnych kolorach skóry oraz różnym wyglądzie w rozmaitych kontekstach interakcyjnych (współdziałania). Na przykład, pokazuje się czarnoskórą dziewczynkę lub chłopczyka bawiącego się lub odrabiającego lekcje  razem z dziećmi o białym kolorze skóry lub skośnych oczkach.  Nieobecność takich znaków w postaci obrazków lub opisów w podręczniku dla dzieci  wpłynie siłą rzeczy na ich umysły, kodując w nich  jednowymiarowy rasowo wzorzec dorosłego, dziecka, koleżanki czy kolegi. Jeśli większość obrazków, z którymi dziecko obcuje, ucząc się z „Elementarza”, przedstawia jedynie białoskóre osoby w kontekstach interakcyjnych, to z pewnością taki stan rzeczy przyczyni się do zakodowania w jego umyśle wzorca osobowego, że jego koleżanką lub kolegą może być tylko „białe dziecko”.   Taki schemat konceptualizacyjny zakodowany w  dziecięcym umyśle przyczynia się w dalszych fazach rozwojowych dziecka do ukształtowania się jego „rasistowskich odruchów” (na przykład, niechęć witania się z czarnoskórą osobą, skłonność do unikania kontaktu z osobą o odmiennym kolorze skóry czy reagowanie zdziwieniem na spotkanie  czarnoskórej osoby na ulicy lub w sklepie).
Rządowy „Elementarz” jest rasistowski

Okładka „Elementarza” przedstawia czworo białych dzieci. Jako najbardziej reprezentatywna część książki edukacyjnej dla pierwszoklasistów, pomija fakt, iż dzieci na świecie bywają osobami o  odmiennym, niż biały, kolorze skóry.
W „Elementarzu”  na pierwszych jego stronach (s. 6,7.8.9) przedstawiona jest klasa 24 dzieci. Wśród nich znajduje się skośnooki Hoan oraz Żaneta będąca Mulatką. Reprezentanci odmiennych rasowo  postaci stanowią więc 8%.  Bez wątpienia, taki odsetek dzieci o innej niż biała skóra jest, jak na warunki polskie, wysoki. Niestety z punktu widzenia europejskiego w klasie Marii Lorek powinno znaleźć się więcej czarnoskórych i skośnookich dzieci.   Wydaje się, że ich obecność w „Elementarzu” jest „jakby od niechcenia” – żeby na przykład urzędnicy edukacyjni w Brukseli nie czepiali się.
Na 55 stronach „Elementarza” znajdują się postaci osób (dzieci lub dorosłych).  Nasze „odmienne dzieci”, Żaneta i Hoan, występują jedynie na początku i na końcu analizowanego podręcznika. Żaneta występuje na stronach: 6 i 8 (przy prezentacji całej klasy) oraz na stronie 75 (jako główka przy zadaniu matematycznym) i na końcu na stronie 91. Podobnie, Hoan -  na początkowych stronach prezentujących klasę (s.7, 9) i na końcu wraz z Żanetą na stronach: 75 i 91, oraz na stronie 20. Łączna liczba stron na których obie postaci występują wynosi 5, co stanowi 9% stron z postaciami ludzkimi oraz  5% stron całości podręcznika. Autorzy zagwarantowali, że obie „inne” postaci są w ogóle niewidoczne w   „Elementarzu”. Mulatka Żaneta nie została zaprezentowana w choćby jednej sytuacji, w której bawi się z białymi dziećmi. W istotnych miejscach „Elementarza”, w których wprowadzane są litery, Żaneta nie pojawia się; jej postać nie pojawia się na żadnej środkowej stronie „Elementarza”. Hoan jeden raz występuje w sytuacji, w której bawi się z białymi dziećmi (s.20). Wszystkie postaci osób dorosłych charakteryzują się białą skórą.
Dlaczego w „Elementarzu” w sytuacjach prezentujących interakcje pomiędzy dziećmi oraz dziećmi i dorosłymi nie występuje Mulatka Żaneta czy skośnooki Hoan ( z wyjątkiem tej sytuacji na stronie 20)? Czy „Elementarz” nie mógł zostać tak zaprojektowany, że w co drugiej sytuacji interakcyjnej wśród dzieci występuje Żaneta lub Hoan? Dlaczego Żaneta nie występuje na środkowych stronach „Elementarza”?
Na stronie 26 i 27 jest przedstawiony plac zabaw z dorosłymi i dziećmi. Nie ma na nim czarnoskórej postaci. Podobna sytuacja ma miejsce na stronach:38 i 39, które są „obrazkiem wielopokoleniowej, białej  rodzinki”. Strony: 46 i 47 przedstawiają wycieczkę rowerową wyłącznie z „białymi postaciami”. Dlaczego autorzy nie zadali sobie trudu modyfikacji  treści  wyszczególnionych obrazków, aby choć jeden z nich wprowadzał motyw multi-kulturalizmu? Podobnie, w scenie z gotowaniem na stronach: 50 i 51, ani Hoan ani Żaneta nie biorą udziału. Dlaczego? Na stronie 63, autorki wprowadzają treść domu – ale tylko dla białych postaci. Czy czarnoskóre dzieci nie mogą być kojarzone z ideą domu?  Na stronie 68, poświęconej liczeniu,  dzieci tańczą w kółkach. Niestety – skośnooki Hoan i Mulatka Żaneta nie zostaną policzeni; nie ma ich wśród dzieci. Dlaczego?
Niepełnosprawność w „Elementarzu”
Jedna osoba z elementarzowej klasy odznacza się niepełnosprawnością. Nie wiadomo, jak ma na imię – ale chyba  jest to Łucja. Została przedstawiona na stronie 7.  W celu utrzymania parytetu płci - żeby recenzenci nie czepiali się, że tylko dziewczynka jest pokazana jako osoba niepełnosprawna -  na stronie 14  jest przedstawiony chłopiec na wózku inwalidzkim. I wreszcie, na stronie 68, obrazek do zadania matematycznego prezentuje dziewczynkę na wózku tańczącą z innymi dziećmi.
Sposób prezentacji Łucji w „Elementarzu”, jako osoby uwikłanej w interakcje z innymi dziećmi, kontrastuje ze sposobem przedstawiania Mulatki Żanety. Łucja jest oblegana przez inne dzieci (pozytywna strona przekazu) w przeciwieństwie do Żanety, która jest pokazywana wyłącznie przez swoje istnienie. Wzmacnia to przekaz rasistowski „Elementarza”. Żanetę można było przedstawić podobnie jak Łucję. Niestety, autorki nie chciały tego uczynić. Ta różnica pomiędzy prezentacją Żanety a przedstawieniem Łucji w interakcjach społecznych jest chyba zamierzona. Dlaczego, obok chłopca na wózku, autorki nie pokazały asystującej mu Żanety? Czy zaprojektowanie takiej sytuacji było aż tak trudne? Dlaczego na stronie 68 z dziewczynką na wózku nie tańczy ani skośnooki Hoan ani Mulatka Żaneta?
„Elementarz” jedynie na trzech stronach (s. 7, 14, 68) prezentuje niepełnosprawne dzieci. Jedynie 5% stron z postaciami ludzkimi jest naznaczonych markerem semantycznym niepełnosprawności. To za  niski wskaźnik, aby nauczyć młodych ludzi wrażliwości na zjawisko deficytów fizycznych naszych ciał.  Jest wiele miejsc w „Elementarzu”, na których można by  nanieść motyw niepełnosprawności.
Dziewczynka niepełnosprawna mogłaby grać w piłkę z chłopcem na stronie 11. Dlaczego tak nie jest? Pomoc dla niepełnosprawnych przy przechodzeniu przez ulicę stanowi stały motyw uwrażliwiania  społeczeństwa na trudy życia takich osób. Niestety przez pasy uliczne na stronie 13 przechodzą wyłącznie sprawne fizycznie osoby. To samo dotyczy obrazka na stronie 15. Dlaczego? Na stronie 18, troje dzieci czyta książki. Wśród nich nie ma niepełnosprawnej Łucji. Podobnie na stronie 20 – dzieci bawią się  lalami, klockami i cymbałkami, ale bez dziewczynki na wózku. Nie jest ona również obecna na stronach: 24 i 25, w aferze z osą. Na placu zabaw, na stronach: 26 i 27, nie ma osób niepełnosprawnych. W zajęciach artystycznych na stronach: 32 i 33, Łucja również nie uczestniczy.  W polskiej, białej, niemal aryjskiej, rodzinie, na stronach: 34 i 35, nie ma miejsce na troskę o niepełnosprawnych. Na stronach: 38 i 39, w uroczystościach urodzin malucha nie bierze udziału żadna osoba z deficytem fizycznym. Z komputera również nie korzysta osoba niepełnosprawna na stronie 42. W zabawie w gotowanie na stronach: 50 i 51,  autorki również nie wymyśliły roli dla niepełnosprawnej Łucji   Dlaczego? Czy gotowanie, praca na komputerze, celebracja pierwszych urodzin malucha, granie w piłkę, czytanie, zabawa lalami, cymbałkami lub klockami oraz aktywność artystyczna nie mogą być zajęciami, w które zaangażowane są niepełnosprawne, na wózkach, dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej?
Autorki pokazały w swoim „Elementarzu”, że dzieci niepełnosprawne są wśród nas, ale nie nadają się do wspólnych działań ze zdrowymi dziećmi: nie czytają, nie malują, nie grają na cymbałkach, nie celebrują urodzin, nie bawią się w gotowanie, nie uczestniczą w aferach klasowych z osą. Dzieło naszych autorek  w sposób ewidentny wyklucza osoby niepełnosprawne z życia społecznego. Przekaz elementarzowych obrazków można spuentować tak oto: dzieci niepełnosprawne istnieją wśród nas, ale nie po to, aby uczestniczyć razem z nami w życiu społecznym, ale po to, aby wyłącznie im pomagać.  Jest to przekaz potwornie i okrutnie eugeniczny, bo prowadzący, przy pewnych dodatkach interpretacyjnych, do ujęcia tych dzieci jako zbędnych społecznie.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/685763,polityka-niepelnosprawnosci-tusk-i-krzywonos---barbarzyncy-opodatkowac-bankierow.html
Puenta
Polska ma ambicję stania się ważnym państwem w przyszłej zintegrowanej Unii Europejskiej. W największych miastach europejskich żyją mieszkańcy o innym kolorze skóry niż biel. Jako Europejczycy różnimy się cieleśnie; nie jesteśmy wszyscy aryjskimi blondynami. Niestety, wielu Europejczyków  w większości unijnych państw prezentuje postawy rasistowskie, które nie służą procesom integracji. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686236,przed-wyborami-do-parlamentu-europejskiego-brunatna-fala-wznosi-sie-na-marginesie-wegierskich-wyborow.html Wręcz odwrotnie, mentalność rasistowska blokuje procesy integracyjne. Jedynie na gruncie „multi-kulturowych” programów edukacyjnych, zaimplementowanych w system edukacji wczesnoszkolnej, jesteśmy w stanie blokować rozwijanie i upowszechnianie się memów rasizmu. Celem europejskiej szkoły powinno być kształtowanie postaw anty-rasistowskich. Pierwsza część „Elementarza” Lorek i Wollman temu nie służy. Wręcz odwrotnie, promuje wzorzec Mulatki Żanety, uczęszczającej do naszej klasy, z którą nikt nie bawi się; która z nikim nie spotyka się; która nie ma domu.
Jednym ze wskaźników postawy humanitaryzmu społecznego jest nasza gotowość do włączania niepełnosprawnych osób w życie społeczne; w obszar pracy zawodowej oraz zabawy. Jeśli te osoby będziemy traktowali wyłącznie jako bierny podmiot życia społecznego, to nie zbudujemy społeczeństwa, w którym nie różnicujemy społecznie obywateli z uwagi na ich sprawność fizyczną. W świecie dziecięcych zabaw oraz strategii działaniowych, zaprojektowanym przez Marię Lorek i Lidię Wollman, nie ma miejsca dla niepełnosprawnych osób.  Ten świat jest przeznaczony jedynie dla sprawnych fizycznie, białych dzieci.   To jest świat zapełniony przez eugenicznie wymyślone postaci (nawet autorki nie pokusiły się o przedstawienie postaci osób z nadwagą; nie ma w tym świecie miejsca dla „grubcia” i „grubci”).
Jeśli autorki „Elementarza” nieumyślnie zaprojektowały jego przekaz semantyczny na „nutę rasistowską i eugeniczną”, to już lepiej niech nie piszą pozostałych części podręcznika dla naszych maluchów. Schematy rasistowskiego myślenia (ściślej: językowe obrazy świata) bowiem dogłębnie przenikają przestrzenie mentalne tych autorek. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/686486,ministerstwo-edukacji-narodowej-lamie-prawo-lub-klamie-okladka-elementarza-o-posmaku-rasistowskim.html
Kłopot jednak jest o wiele poważniejszy: czy funkcjonuje na rynku „Elementarz”, który nie byłby rasistowski? Kult „białego, nordyckiego człowieka” jest w Polsce wszechobecny. Nie możemy później dziwić się, że kibole na trybunach wykrzykują rasistowskie, antysemickie i nazistowskie hasła.  Prace nad tolerancyjną, pluralistyczną, empatyczną mentalnością trzeba zacząć u podstaw – już w fazie edukacji wczesnoszkolnej. Skandalem jest to, że właśnie Rząd promuje praktykę kreowania edukacji wczesnoszkolnej niewrażliwej na kwestie pluralizmu rasowego. Jeśli „Elementarze” dla naszych maluchów będą rasistowskie, to nigdy nie zbudujemy społeczeństwa otwartego; zawsze będziemy społeczeństwem na pograniczu kultury europejskiej i wschodniej.
***
W felietonie wskazałem na wiele braków „Elementarza”, zaproponowałem istotne zmiany. Zastrzegam więc sobie prawa sprzedaży (copyright) proponowanych zmian. Zadowolę się 5% z całościowego honorarium za pierwszą część „Elementarza”, jakie Maria Lorek i Lidia Wollman otrzymały od Premiera Tuska.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

niedziela, 25 lutego 2018

MATEMATYKA W POLITYCE. KLUZIK-ROSTKOWSKA IDZIE NA WOJNĘ Z NAUCZYCIELAMI

TEKST  Z  DNIA  30.06.2014  ROKU
Zamiast wprowadzać zmiany w systemie kształcenia przyszłych nauczycieli, rząd usiłuje wymyślać nowe sposoby „przewalania kasy”, według których słabi nauczyciele mają się uczyć nauczania matematyki od lepszych nauczycieli. Ale gdzie rząd znajdzie tych lepszych nauczycieli? Czy ci lepsi nauczyciele powinni być członkami Platformy Obywatelskiej? Czy więc rząd PO idzie na wojnę z nauczycielami?
Minister Edukacji Narodowej  Joanna Kluzik-Rostkowska obarczyła winą nauczycieli matematyki za słabe wyniki  abiturientów na egzaminie maturalnym. Matematykę oblało aż 25% uczniów; w niektórych województwach ten wskaźnik zbliża się do 30%. Czy ministerstwo będzie zwalniać nauczycieli matematyki, których uczniowie nie potrafią zdać egzaminu z dodawania i mnożenia? Minister zwróciła również uwagę na fakt, że dominantą w strukturze wyników z  matematyki na egzaminie gimnazjalnym jest wartość 29%. Oznacza to, że najwięcej gimnazjalistów osiąga wynik rzędu 29%  na teście gimnazjalisty. Kluzik-Rostkowska zauważa, że  matematyka jest źle nauczana już  na poziomie edukacji wczesnoszkolnej. Czy więc rząd PO idzie na wojnę z nauczycielami? http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/689329,matura-2014-rzez-polityczna-prawie-jednej-trzeciej-uczniow.html
Wykluczenie matematyczne
W Polsce większość społeczeństwa jest wykluczona matematycznie. Ponad 80% dorosłych obywateli nie jest w stanie zdać matematycznej części testu gimnazjalisty na poziomie 50%. Każdy wynik poniżej tego poziomu świadczy o mniejszym lub większym matematycznym wykluczeniu.
Zakres wykluczenia logiczno-matematycznego uniemożliwia rozwój dowolnego społeczeństwa. Innowacje technologiczne są bowiem wynikiem kompetencji formalno-matematycznych wynalazców. Dlatego poziom edukacji matematycznej jest kwestią poważnych decyzji politycznych w każdym państwie. Niestety w Polsce poziomem edukacji matematycznej żaden rząd nie przejmował się. Dlatego w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego wystartowałem z programem walki  ze zjawiskiem wykluczenia matematycznego. Niestety uzyskałem jedynie niespełna 450 głosów, co świadczy o braku zainteresowania tematem  wśród
wyborców.        
Obarczanie winą nauczycieli  za tak katastroficzny wynik z matematyki na egzaminie maturalnym jest zwykłym chamstwem politycznym rządu Tuska. Nauczyciele nauczają tego przedmiotu zgodnie z ramami programowymi ustalonymi przez ministrów.   Za fatalne wyniki w edukacji matematycznej polskich uczniów odpowiadają tak zwani „eksperci”, którzy wymyślili program nauczania matematyki na wszystkich poziomach edukacji powszechnej. Ten program jest zły. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/645161,w-zerowkach---zamiast-literek-i-cyferek-patriotyzm-o-ideologicznosci-wychowania-przedszkolnego.html Owszem Minister Edukacji ma rację w jednym – że kłopoty z matematyką zaczynają się już na poziomie wczesnoszkolnym.
Polskie nauczanie wczesnoszkolne jest anty-matematyczne
Na kierunkach pedagogiki wczesnoszkolnej studenci nie są nauczani takich przedmiotów jak logika matematyczna czy też kognitywistyka arytmetyki. Kończąc studia pedagogiczne, przyszły nauczyciel pierwszaków nie rozumie pojęcia zbioru, pojęcia liczby naturalnej; nie odróżnia takich pojęć, jak: liczność (liczby kardynalne), wielkość czy liczby porządkowe. Myli mu się liczba z liczebnikiem; nie odróżnia cyfry od liczby jako desygnatu tej pierwszej. Nie  ucząc się dowodzenia, nie ma żadnego pojęcia na czym polega myślenie matematyczne i co jest istotą myślenia formalnego. Jedna z najważniejszych osób opracowujących ramy programowe edukacji matematycznej na poziomie wczesnoszkolnym prof. Gruszczyk-Kolczyńska (zatrudniona przez rząd PO) publicznie stwierdziła podczas okolicznościowego wykładu w Uniwersytecie Szczecińskim w zeszłym roku akademickim, że nauczyciel matematyki nie musi znać formalnego pojęcia zbioru; że  zajęcia z logiki formalnej nie są potrzebne przyszłym nauczycielom literek i cyferek.
Zamiast wielogodzinnych w tygodniu zajęć z psychologii poznawczej lub kognitywistyki, przyszły nauczyciel rozprawia na zajęciach o pedagogice czasu wolnego lub etyce. W polskich uniwersytetach i szkołach wyższych (zwykle ściemniania) http://blogi.newsweek.pl/Tekst/gospodarka/675552,najgorsze-szkoly-wyzsze-w-polsce.html trzeba przede wszystkim zmienić programy studiów z pedagogiki wczesnoszkolnej. To zaś wymaga zmiany paradygmatu jej uprawiania w Polsce. Jesteśmy w ogonie światowym w dziedzinie wyników naukowych w dyscyplinach pedagogiczno-edukacyjnych.  Wiele miesięcy temu pisałem: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644020,katastrofalna-kondycja-polskiej-pedagogiki.html
Polska, typowa szkoła wyższa jest lepsza w dziedzinie naukowego uprawiania pedagogiki jedynie od typowej szkoły wyższej w Gruzji, Rosji, Czarnogórze, na Białorusi, w Azerbejdżanie, Albanii, Mołdawii i na Ukrainie. W Izraelu na  publikację tekstu pedagogicznego, który spełnia międzynarodowe standardy naukowości, trzeba przeciętnie czekać w losowo wybranej szkole  jedynie 116 dni, podczas gdy w Polsce ponad 45 lat.  Jeden polski „pedagog-naukowiec” pisze pracę spełniającą międzynarodowe standardy akademickie w ciągu prawie 395 lat.
Okazuje się, że polski profesor lub doktor pedagogiki jest w stanie napisać rocznie niespełna 70 słów tekstu naukowego w języku angielskim, który mógłby być przedmiotem oceny przez badaczy z innych krajów. 70 słów rocznie oznacza, że rodzimy „specjalista-naukowiec-pedagog” pisze tygodniowo około dwóch słów mających jakąś wartość naukową i pobiera średnią,   miesięczną pensję w wysokości 3500 złotych z jednej tylko szkoły. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/643887,beznadzieja-szkol-skutkiem-ideologicznosci-polskiej-pedagogiki.html
31-sze miejsce zajmowane przez Polskę w afrykańskim rankingu osiągnięć naukowych szkół wyższych w dyscyplinach pedagogicznych jest ze względów oczywistych skandalem. Wynik ten zawdzięczamy rozdrobnieniu ilościowemu szkół wyższych w Polsce. Ale nawet redukcja połowy z tych szkół poprawiłaby naszą pozycję jedynie do 25-go miejsca w Afryce. Nadal bylibyśmy gorsi od Etiopii (kraju targanego suszami i głodem), Sierra Leone (jeden z najbiedniejszych krajów świata), Rwandy (potarganej nie tak dawno krwawą rzezią domową) czy pustynnej Namibii. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644373,pedagogika-polska-na-tle-afryki.html
Zamiast wprowadzać zmiany w systemie kształcenia przyszłych nauczycieli, rząd usiłuje wymyślać nowe sposoby „przewalania kasy”, według których słabi nauczyciele mają się uczyć nauczania matematyki od lepszych nauczycieli. Ale gdzie rząd znajdzie tych lepszych nauczycieli? Czy ci lepsi nauczyciele powinni być członkami Platformy Obywatelskiej?
Matematyka w „Elementarzu” Lorek
Joanna Kluzik-Rostkowska zaordynowała wprowadzenie nowego „Elementarza” dla wszystkich dzieci w szkołach podstawowych w Polsce.  Czy rząd sprawdził profesjonalizm tego podręcznika?
W Polsce jest bardzo niewielu naukowców, którzy zajmują się badaniami nad myśleniem matematycznym dzieci zgodnie ze współczesnymi standardami metodologicznymi tego rodzaju badań. Większość naszych, rodzimych „specjalistów” od wczesnoszkolnej edukacji matematycznej czerpie swoją wiedzę z książek przedwojennych Piageta. Świat poszedł tak daleko do przodu, że hipotezy Piageta są traktowane dzisiaj jako „zabytek historyczny”. Nie można opracowywać nowoczesnych programów nauczania matematyki, czerpiąc z „zabytkowej wiedzy psychologicznej”.
Od dwóch lat Narodowe Centrum Nauki finansuje moje badania nad mentalnymi  mechanizmami  użycia liczb w aktach liczenia (różnego typu).  Mimo to rząd nie zwrócił się do mnie z prośbą o recenzję ‘Elementarza” Lorek w aspekcie matematycznych treści edukacyjnych. Nadal czekam na taką ofertę, tym bardziej, że w „Elementarzu” występuje wiele poważnych błędów dydaktycznych dotyczących prezentacji  matematycznych treści nauczania.  Co więcej, w naszym kraju jest wielu młodych badaczy (publikujących razem z najlepszymi na świecie ekspertami w dziedzinie kognitywistyki arytmetyki w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych Listy filadelfijskiej), którzy są w stanie zespołowo opracować najnowocześniejszy w Europie program nauczania matematyki na etapie wczesnoszkolnym. Dlaczego rząd nie korzysta z wiedzy ekspertów, a pożytkuje się „dinozaurami”? Jeśli mi się udało takich ludzi ściągnąć na konferencję naukową w zeszłym roku do Pobierowa, to dziwię się niemocy rządu, który przecież dysponuje sztabem urzędników.
Morał
Jeśli chcemy zmienić polską edukację tak, aby była najlepsza w Europie, rząd  musi przestać udawać, że coś robi w tym zakresie. Niestety obecne propozycje Minister Edukacji Narodowej nie pomogą poprawić poziomu nauczania matematyki w polskich szkołach. Tu wymagana jest koncepcja opracowana od podstaw. Czas więc powrócić do pozytywistycznego hasła „pracy u podstaw”.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

sobota, 25 listopada 2017

CZY RYDZYK ZAATAKUJE DODĘ? CZY ZALEWSKA PRZEKONA ANJĘ RUBIK?

22 listopada 2017 roku prokuratura postawiła słynnej, polskiej piosenkarce, skandalistce, Dodzie zarzut kryminalny wpływania groźbą na świadka, którym jest Emil Haidar. Reprezentant rzekomej ofiary, prominentny polityk opozycji, prawnik Donalda Tuska, Roman Giertych publicznie ogłosił, iż będzie domagał się dla Rabczewskiej postawienia zarzutu wymuszenia rozbójniczego. Artystce grozi 10 lat odsiadki. W tym samym czasie Fundacja Lux Veritatis, której prezesem jest Tadeusz Rydzyk, otrzymała od Ministerstwa Sprawiedliwości kwotę ponad pół miliona złotych w ramach programu „Przeciwdziałanie przyczynom przestępczości”. Czy dojdzie więc do starcia Rydzyka z Dodą? Czy media najsłynniejszego na świecie redemptorysty przypuszczą atak propagandowy na Rabczewską, która jest postrzegana jako ikona polskiego antyklerykalizmu?

Ciemne okulary są interpretowane jako symbol gangsterskiej przemocy


Czy PiS rozpoczął realizację strategii „polowania na celebrytów”?

Dzień przed zatrzymaniem Dody (22 listopada), Minister Edukacji Narodowej, Anna Zalewska zaprosiła Anję Rubik, najsłynniejszą polską modelkę na świecie, na „dywanik” do budynku MEN. Modelka znajduje się od wielu lat na listach 100 najbogatszych Polek, z majątkiem około 40 milionów złotych. Pretekstem „zaproszenia na dywanik” jest akcja sexedPL, zorganizowana przez Rubik, której celem jest edukacja seksualna młodych ludzi. 

W ramach swojej kampanii Rubik opublikowała odważne zdjęcia, na których jest przedstawiona nago w erotycznych pozach, pokazujących jej waginę. Fotografie mogą nawet podniecać seksualnie niektórych mężczyzn.


Znalezione obrazy dla zapytania Rubik anthony vaccarello photo sexedPL
Anja Rubik w szale uniesienia (autor: Anthony Vacarello, źródło: https://www.instagram.com/anja_rubik/ oraz https://www.instagram.com/anthonyvaccarello/)

Czy PiS planuje więc skok na kasę Rubik? Czy Zalewska chce „po dobroci” przekonać Rubik do przeznaczenia części jej majątku na promocję wartości „katolicko-narodowych” w ramach tematu edukacji seksualnej? Jakimi argumentami może dysponować PiS w swojej ewentualnej strategii perswazyjnej względem Rubik? Czy „Panama papers”?

Moda na wartości katolickie wśród celebrytów

W październiku 2017 roku Monika Richardson, żona Zbigniewa Zamachowskiego publicznie wyznała nawrócenia na katolicyzm. Powiedziała: „Poczułam się bezpiecznie, gdy zaczęłam wierzyć w Boga”. Na katolickich portalach, o swojej wierze wypowiadają się tacy znani aktorzy, jak: Zamachowski, Pazura czy Kożuchowska. Najwcześniej obecną katolicką władzę zaczęli wspierać Zelnik i Chodakowska. Ta ostatnia (jedna z najbogatszych Polek, której majątek jest szacowany na ponad 50 milionów złotych), wypowiedziała się publicznie następującymi słowami: "Uwielbiam niedzielę przez to, że mogę iść i się wyciszyć, pomodlić, trochę zostawić i trochę zaczerpnąć siły na następny tydzień i chwała Bogu za tę niedzielę." W Internecie można znaleźć listę celebrytów wspierających Kościół i jego polityczne ramię – PiS.

http://wiara.arachbox.com/Polacy_znani_i_wierz%C4%85cy

Na liście celebrytów wyrażających publicznie swoje wyznanie wiary w katolickiego Boga oraz PiS Jarosława Kaczyńskiego nie figurują niestety ani Doda, ani Anją Rubik – najbardziej wpływowe obecnie w Polsce postaci show-biznesu, kojarzone z wartościami europejskimi: tolerancją, pluralizmem i świeckością.  


Znalezione obrazy dla zapytania Doda bez majtek photo
Doda odsłaniająca odważnie swoją intymność (źróło: http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,4903515.html )


Czy Rydzyk będzie przekonywał Dodę do wartości katolicko-pisowskich?

Roman Giertych jako jeden z pierwszych współtwórców katolickich partii w Polsce (Ligi Polskich Rodzin) jawi się, w ramach pisowskiej strategii przekonywania do wartości „dobrej zmiany”, jako kij na Dodę. Czy więc Rydzyk będzie odgrywał rolę marchewki za ponad pół miliona złotych, które otrzymał od ministerstwa Ziobry? Czy Rabczewska zostanie zaproszona do dialogu w TV Trwam w ramach świątecznej, opłatkowej celebracji przed Bożym Narodzeniem w grudniu 2017 roku?

Znalezienie się Dody i Rubik na liście celebrytów wspierających pisowsko-katolicko-narodowe wartości stanowiłoby szok kulturowy dla liberalnej publiki. Z pewnością wydarzenie takie uruchomiłoby proces „nosorożca” opisany w dramacie Ionesco i przedstawiony w kultowym filmie „Mefisto” w reżyserii Istvana Szabo.

Ewentualne ukorzenie się Dody przed „Przenajświętszą Panienką” stanowiłoby rodzaj pokuty za wcześniejszy grzech „obrazy uczuć religijnych”. Czy więc Doda otrzyma propozycję nie do odrzucenia: udział w programie TV Trwam Rydzyka albo odsiadkę 10 lat więzienia, zaproponowaną przez Giertycha? Każdy wybór artystki zakończy się dla niej katastrofą artystyczną. Rabczewskiej pozostaje więc jedynie walka z obecnym systemem. Doda może przyjąć wizerunek bohaterki obrazu Delacroix – Wolności wiodącej lud na barykady.


Znaleziony obraz
Doda lepiej symbolizowałaby wolność na obrazie Delacroix

Anja Rubik i Doda mogłyby stworzyć Tandem Wolności

Podkowiński namalował swój Szał – obraz przedstawiający nagą kobietę dosiadającą spienionego ogiera. Jego dzieło sztuki symbolizuje wolność do nieokiełzanej namiętności i rozkoszy zmysłowej.
Obraz intertekstualnie nawiązuje do mitu o Europie. Zeus zamienił się w łagodnego byka. Uwiedziona jego spokojem, Europa dosiada go. Po czym byk przemienia się w spienioną bestię i ucieka z piękną Europą do jaskini na Krecie. Tam Europa urodziła Zeusowi dwóch synów.


Znaleziony obraz
Czy Anja Rubik zdecyduje się na odegranie roli symbolu nieokiełzanej namiętności?

Anja Rubik mogłaby odegrać kulturową rolę bohaterki Podkowińskiego, zaś Doda – bohaterki Delacroix. Synteza nieokiełzanej namiętności i wolności na barykadach, ucieleśniona w scenie pokazującej nagie piersi obu artystek, mogłaby stanowić zaczyn protestu wśród artystów przeciwko perwersyjnemu naznaczaniu przestrzeni show-biznesu wartościami polityczno-sakralnymi PiS. 

Tak, jak Marlena Dietrich protestowała przeciwko Hitlerowi, tak też Anja Rubik i Doda mogłyby wspólnie rzucić wyzwanie Rydzykowi i Kaczyńskiemu. Czy Anthony Vaccarello byłby w stanie przenieść Anję Rubik oraz Dodę na fotografię stanowiącą synkretyczne przekształcenie idei Delacroix oraz Podkowińskiego?
       
***    
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International