Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSL. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2018

PIS PRZEGRAŁ WYBORY DO SEJMIKÓW W 2018 ROKU. PROCES RÓWNI POCHYŁEJ ROZPOCZĘTY. ANALIZA


PKW  ogłosiła wyniki wyborów samorządowych w 2018 roku. Gdyby PiS uzyskał taki sam wynik  w najbliższych wyborach parlamentarnych w 2019 roku, jaki uzyskał w wyborach do sejmików, to wówczas straciłby władzę na rzecz opozycji: PO, Nowoczesnej oraz PSL i SLD. Rezultaty obecnych wyborów są jednoznaczne. Z obecnym poparciem społecznym, partia Kaczyńskiego nie ma najmniejszych szans na utrzymanie władzy w 2019 roku.

PiS straciło około 8% swojego elektoratu

W wyborach do Sejmu w 2015 roku PiS uzyskało 5 milionów 712 tysięcy głosów. Taki rezultat dał Kaczyńskiemu większość parlamentarną i władzę nad krajem. W wyborach do sejmików PiS uzyskał 5 milionów 270 tysięcy głosów. Oznacza to, że partia rządząca straciła poparcie wśród 442 tysięcy wyborców (prawie pół miliona obywateli). Tąpnięcie w poparciu dla PiS można szacować na prawie 8%.

Wynik partii Kaczyńskiego w przeliczeniu na mandaty w sejmikach wynosi 254 na 552 miejsc w całym kraju. Oznacza to, że PiS uzyskał jedynie 46% miejsc w sejmikach. Gdyby taki wynik, w przeliczeniu na mandaty, partia Kaczyńskiego uzyskała w najbliższych wyborach parlamentarnych straciłaby większość w Sejmie i w konsekwencji PiS musiałoby pożegnać się z władzą.

Kaczyński w nerwowym napięciu

Do urn w wyborach do sejmików poszło 16 milionów 545 tysięcy obywateli. W wyborach do Sejmu w 2015 roku frekwencja wyniosła 14 milionów 806 tysięcy wyborców. Oznacza to, że aż o 1 milion 739 tysięcy obywateli  więcej głosowało w 2018 roku, niż w 2015 roku. Przy tak znacznym wzroście frekwencji, PiS nie zyskał liczebnie żadnego poparcia. Wręcz przeciwnie – partia rządząca straciła 442 tysiące głosów wyborczych. Taka statystyka w sposób ewidentny oznacza rozpoczęcie społecznego procesu odwrotu w popieraniu PiS.

Prezydent Duda jeszcze nie ma świadomości tego, co go czeka

Kaczyński, Ziobro, Morawiecki i Duda powinni się więc lękać, gdyż po przegraniu wyborów parlamentarnych w 2019 roku oraz prezydenckich w 2020 roku zostaną postawieni przed Trybunałem Stanu i najprawdopodobniej otrzymają wyroki więzienia za łamanie Konstytucji.

Wybory do sejmików wygrała opozycja

W wyborach do sejmików Koalicja Obywatelska (PO plus Nowoczesna) uzyskała 4 miliony 163 tysiące głosów. W wyborach do Sejmu w 2015 roku obie partie uzyskały łącznie wynik 4 miliony 817 tysięcy głosów. Strata w popieraniu obu partii wynosi więc 654 tysiące  głosów. Ubytek w elektoracie Koalicji Obywatelskiej jest więc jeszcze większy niż straty, jakie poniósł PiS w obecnych wyborach. Co więcej, tak potężne straty Koalicja Obywatelska poniosła przy wzroście frekwencji wyborczej o 1 milion 739 tysięcy wyborców. Rzesza nowych wyborców, licząca prawie 2 miliony obywateli, nie zagłosowała na Koalicję Obywatelską. Schetyna i Lubnauer również powinni obawiać się porażki w najbliższych wyborach parlamentarnych. Proces odwrotu od popierania tych partii nadal trwa. 

Znalezione obrazy dla zapytania Schetyna photo
Zatrwożone twarze polityków PO
   
To nie Schetyna i Lubnauer pokonali więc PiS, lecz partia Kosiniaka-Kamysza jest autentycznym zwycięzcą wyborów samorządowych w 2018 roku. Na PSL zagłosowało 1 milion 863 tysiące wyborców. W 2015 roku, w wyborach do sejmu, PSL uzyskało poparcie jedynie na poziomie 780 tysięcy głosów. Wzrost elektoratu tej partii można więc szacować na prawie 139%. To wynik spektakularny.

Opozycja uzyskała więc łącznie 6 milionów 26 tysiące głosów. Uzyskała  wynik o 756 tysięcy głosów lepszy od rezultatu PiS. KO oraz PSL uzyskały łącznie 264 mandaty w sejmikach (o 10 więcej niż PiS). To oznacza, że opozycja również nie posiada w elektoracie większościowego poparcia. Pokonanie PiS w najbliższych wyborach będzie więc wymagało powstania nowego podmiotu politycznego – tym bardziej, że proces odwrotu elektoratu od popierania PO i Nowoczesnej jest o wiele bardziej dynamiczny, niż ten proces w odniesieniu do partii Kaczyńskiego. Czy tym nowym podmiotem może zostać jakieś nowe ugrupowanie lewicowe?

Straty lewicy w wyborach do sejmików w 2018 roku są katastrofalne – ponad 25% elektoratu

W wyborach do Sejmu w 2015 roku, łączny wynik koalicji pod przywództwem SLD oraz Partii Razem  wyniósł 1 milion 697 tysięcy głosów. Z powodu rozdrobnienia oraz taktyki wyborczej, lewica nie zdobyła ani jednego mandatu poselskiego. W obecnych wyborach do Sejmu SLD uzyskało 1 milion 21 tysięcy głosów, zaś Partia Razem – 242 tysiące głosów. Łącznie lewicę poparło 1 milion 263 tysiące wyborców. Oznacza to, że lewicowy elektorat skurczył się o 434 tysiące obywateli – o 25%. Odwrót od popierania partii lewicowych w polskim społeczeństwie trwa nadal.

Jeśli elektorat SLD oraz Partii Razem skurczy się jeszcze bardziej w okresie przed wyborami parlamentarnymi, to nie jest wykluczone, że w następnym Sejmie przedstawiciele ugrupowań lewicowych również nie będą  zasiadali. Taki scenariusz jest wysoce prawdopodobny, gdyż mocny wzrost frekwencji wyborczej w obecnych wyborach w żaden sposób nie poprawił liczbowego poparcia dla obu partii. 

Nie ma zapotrzebowania w polskim społeczeństwie na idee socjalistyczne czy też socjal-demokratyczne. Gdyby taka potrzeba polityczna utrzymywałaby się w naszym społeczeństwie, to obie partie lewicowe powiększyłyby liczebnie swój elektorat - choćby minimalnie. Wśród 1 miliona 739 tysięcy nowych wyborców nie znalazła się grupa popierających SLD i Partię Razem. Jeśli w obecnej sytuacji nowi wyborcy nie popierają lewicowych partii, to dlaczego mają je popierać za rok?

Jak więc pokonać PiS w wyborach parlamentarnych w 2019 roku?

Kluczem pozwalającym na opracowanie strategii pokonania Kaczyńskiego jest statystyka obecnych wyborów dotycząca wyników Bezpartyjnych Samorządowców, Kukiz’15 oraz głosów nieważnych.  

Na Kukiz’15 oddano 868 tysięcy głosów w obecnych wyborach. W 2015 roku Kukiz”15 uzyskał rewelacyjny wynik na poziomie 1 miliona 339 tysięcy głosów. Elektorat partii piosenkarza skurczył się więc o 654 tysiące obywateli (o ponad 35%). Oznacza to, że społeczeństwo już przestało żywić się antyemigracyjnymi, ksenofobicznymi i faszystowskimi hasłami. Radykalnie prawicowa fala w naszym społeczeństwie opadła. Temat emigrantów napierających na polskie granice przestał być nośny politycznie.

Znalezione obrazy dla zapytania Kukiz photo
Wielki przegrany wyborów w 2018 roku

W wyborach do sejmików w 2018 roku pojawił się nowy podmiot – Bezpartyjni Samorządowcy. Uzyskał on 815 tysięcy głosów poparcia. Pojawili się nowi wyborcy, którzy nie chcą już dłużej głosować na PiS, PO, PSL, Nowoczesną, SLD, Partię Razem oraz Kukiz’15.

Łączne ubytki (wzrosty) w elektoratach wszystkich partii wynoszą: - 442 tys. (PiS), - 654 tys. (PO i Nowoczesna), + 1 mln. 83 tys. (PSL),  -434 tys. (SLD i Partia Razem) oraz – 654 tys. (Kukiz’15). 2 miliony 184 tysiące obywateli odmówiło popierania partii, na które wcześniej głosowało w wyborach do Sejmu. Swoje glosy w liczbie 1 miliona 83 tysiące obywatele przerzucili na PSL oraz w liczbie 815 tysięcy – na Bezpartyjnych Samorządowców. Pozostałe 286 tysięcy rozczarowanych obywateli oddało głos nieważny.

W obecnych wyborach liczba głosów nieważnych wyniosła  1 milion 209 tysięcy. W wyborach do Sejmu w 2015 roku liczba nieważnych głosów wyniosła 395 tysięcy. Jeśli liczbę 400 tysięcy nieważnych głosów w wyborach do Sejmu uznamy za stały element wyborów parlamentarnych, to wówczas wielkość niezagospodarowanego politycznie elektoratu, obejmującego obywateli, którzy chcą głosować, ale nie mają na kogo, można szacować na 800 tysięcy.

Sumując głosy oddane na Bezpartyjnych Samorządowców z liczbą 800 tysięcy głosów elektoratu niezagospodarowanego, poparcie dla nowego podmiotu politycznego można minimalnie szacować na około 1 milion 600 tysięcy obywateli.

Skoro elektorat Koalicji Obywatelskiej oraz lewicy będzie nadal kurczył się, nowa partia polityczna mogłaby w najbliższych wyborach parlamentarnych liczyć nawet na 2 miliony głosów. Przy obecnej frekwencji, dawałoby to wynik wyborczy w granicach  12% -15%. W takiej sytuacji pokonanie PiS stanowiłoby nader łatwe zadanie.

Puenta

PiS w najbliższych wyborach nie uzyska wyniku, który zagwarantuje Kaczyńskiemu większość parlamentarną. Koalicja Obywatelska wraz z PSL również nie będzie w stanie uzyskać większości parlamentarnej. Elektoraty partii lewicowych skurczą się do tego stopnia, że obie partię będą miały kłopot z dostaniem się do Sejmu. Kukiz’15 uzyska najprawdopodobniej rachityczny wynik w najbliższych wyborach.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, stoi i ślub
Robert Biedroń z prezeską Fundacji Startup Poland, Julią Krysztofiak Szopa w Londynie
Ratunkiem dla odsunięcia PiS od władzy będzie więc nowa partia. Czy jej utworzenie jest możliwe? Czy jeśli powstanie, to uzyska w wyborach do Sejmu dobry wynik? Czy Biedroń i Petru podejmą się jej stworzenia? Wszystko zależy od jej programu. Na pewno nie może być to partia lewicowa, gdyż obywatele naszego kraju nie mają potrzeby żywienia się lewicowymi ideałami. Nie może to być partia promująca idee ksenofobiczne, faszystowskie, anty-unijne, anty-emigranckie, skoro wynik Kukiz’15 w obecnych wyborach ma postać katastrofalną.  Program nowej partii musi promować europejskość, wolny rynek, walkę z wykluczeniem społecznym, wzrost płac, umiarkowany antyklerykalizm, edukację na najwyższym poziomie oraz Polskę małych i średniej wielkości miasteczek i miast.

 ***
Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach z prestiżowych baz bibliograficznych Web of Knowledge i Scopus: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor książki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantów  badawczych Narodowego Centrum Nauki: w latach 2013-2015 (na temat mentalnych mechanizmów liczenia) oraz w latach 2017-2019 (na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych); inwigilowany w 1988 roku przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w operacji pod kryptonimem "Krytyka".     


  
  

  


wtorek, 27 lutego 2018

Dzień Dziecka – W Polsce są „dzieci równiejsze”

TEKST  Z  DNIA  01.06.2013  ROKU
Większość polskich, młodych kobiet, w wieku rozrodczym, nie posiada zatrudnienia. Projektowana ustawa o rocznym urlopie macierzyńskim w żaden sposób ich nie wspiera. Co więcej, jest kolejnym sposobem okradania młodych, bezrobotnych  dziewczyn z należnej ich niemowlakom opieki państwa.  Dlaczego  Sejm nie zaproponował  rocznych urlopów  rodzicielskich wszystkim polskim matkom (skoro wszystkie dzieci są nasze)? Dlaczego noworodek bezrobotnej osoby nie ma zagwarantowanego tego samego prawa do godziwej, finansowej opieki, jakie będzie miał noworodek  kobiety pracującej?
Politycy PiS, PO, PSL oraz Kościół Katolicki nieustannie biją na alarm, krzycząc, że kraj się wyludnia. Kobiety  nie chcą rodzić, zaś mężczyźni nie zachowują się  jak przystało na „prawdziwego Polaka” – nie chce im się  seksu po katolicku. Przyrost naturalny jest więc mikry. Troska o dzietność polskich kobiet jest powodowana strachem przed niskimi emeryturami. Kto bowiem na dzisiejszych 30-latków będzie pracował, aby wypłacić im na starość godne, emerytalne zasiłki?
Roczne urlopy macierzyńskie jako lekarstwo na dzietność
Wszystkie partie polityczne popierają wprowadzenie rządowego projektu wydłużającego urlop macierzyński do jednego roku. Przez pierwsze pół roku kobieta będzie uzyskiwać 100% swojego wynagrodzenia (wypłacanego z ZUS), a przez następne  sześć miesięcy – 60% lub 80% swojego wynagrodzenia. Projekt ma wejść w życie 17 czerwca 2013 roku. Projekt rozgranicza urlop macierzyński od urlopu rodzicielskiego. Czym jest więc urlop rodzicielski?
W aspekcie prawnym, urlop rodzicielski stanowi instytucję ustanawiającą prawo do opieki nad niemowlakiem (dzieckiem). W tym sensie realizuje jedno z praw człowieka – mianowicie prawo każdego dziecka do posiadania opieki w pierwszych latach swojego życia. Innymi słowy, w świetle projektu beneficjentem urlopu rodzicielskiego jest nie tylko rodzic, ale również niemowlak, gdyż posiada ono niezbywalne prawo do ochrony przez rodzica.
Dzieci „równe i równiejsze”
Okazuje się jednak, że nie każde dziecko będzie mogło skorzystać biernie ze swojego prawa do rodzicielskiej ochrony w postaci uzyskania zasiłku rodzicielskiego dla jego opiekuna  od państwa polskiego. Dziecko kobiety bezrobotnej nie zasługuje na takie samo finansowanie swojego życia w pierwszym roku, na jakie zasługuje niemowlak urodzony przez prezes banku, posłankę czy panią minister („ministrę”).  Ustawa nie przewiduje wsparcia noworodków kobiet i ojców bezrobotnych.
ZUS, który zajmuje się również wypłacaniem pieniędzy w ramach urlopów: chorobowych, macierzyńskich i rodzicielskich, jest finansowany nie tylko ze składek pracowniczych, ale także z kasy państwa (składki pracownicze niestety nie pokrywają potrzeb finansowych emerytów, rencistów i urlopowiczów). Fundując roczne urlopy macierzyńskie, politycy - przed nadchodzącymi za dwa lata wyborami - pragną szczodrze obdarować  polskie, pracujące kobiety i ich  „maluszki”.  Oczywiście, ta ich szczodrość wymaga otwarcia państwowego sejfu z kasą.
Skoro więc na roczne urlopy rodzicielskie składają się nie tylko płatnicy ubezpieczeń społecznych, ale także „przysłowiowy budżet państwa”, to trudno jest zrozumieć zafundowaną polityczną dyskryminację dzieci bezrobotnych kobiet i mężczyzn.
Większość polskich, młodych kobiet, w wieku rozrodczym, nie posiada zatrudnienia. Projektowana ustawa o rocznym urlopie macierzyńskim w żaden sposób ich nie wspiera. Co więcej, jest kolejnym sposobem okradania młodych, bezrobotnych  dziewczyn z należnej ich niemowlakom opieki państwa. Sejm próbuje więc zafundować młodym kobietom sukcesu, którym „tatuś (mamusia)-polityk-poseł” załatwił – w trakcie  obecnej kadencji sejmowej -doskonałą posadę w banku lub w urzędzie miejskim, finansowe wsparcie w wysokości od 100% do 80% ostatniego wynagrodzenia na okres jednego roku. Postawcie sobie pytanie: jeśli trzydziestoletnia kobieta sukcesu zarabia 5000 zł. netto, piastując stanowisko rzecznik prasowej miejskiej spółki wodociągowej (tatuś jest znanym posłem), to ile miesięcznie otrzyma zasiłku rodzicielskiego wypłacanego z ZUS za dwa lata? Odpowiedź: 4000 zł. netto. Ile otrzyma zasiłku z opieki społecznej  na swojego malucha bezrobotna kobieta? Odpowiedź: jeśli uzyska 400 zł. miesięcznie, to wszystkie bezrobotne koleżanki będą jej zazdrościły. Dziecko kobiety sukcesu, której tatko jest posłem, jest więc „równiejsze” od niemowlaka bezrobotnej dziewczyny po kilku fakultetach.
Cyniczna puenta
Za dwa lata większość obecnych posłów przestanie odbierać swoje wysokie wynagrodzenia. Ich wpływy na rynku pracy zakończą się. Z wysokości zwykle „spada się na ryj”. Ryje polityczne będą więc za dwa lata silnie potłuczone upadkami na polski asfalt lub beton. Zacznie rządzić nowa, nienachapana ekipa. Zaczną się czystki. Roczne urlopy macierzyńskie dla pociotków polityków,  stanowią więc sposób na przedłużenie  czasu, w którym otrzymywało się wysokie, rzędu 7000 złotych, miesięczne wynagrodzenia.
Dlaczego  Sejm nie zaproponował  rocznych urlopów  rodzicielskich wszystkim polskim matkom (skoro wszystkie dzieci są nasze)? Dlaczego noworodek bezrobotnej osoby nie ma zagwarantowanego tego samego prawa do godziwej, finansowej opieki, jakie będzie miał noworodek  kobiety pracującej? Dlaczego Sejm nie uchwalił takiego samego zasiłku rodzicielskiego na okres sześciu miesięcy (pierwsze sześć miesięcy to urlop macierzyński) dla wszystkich polskich niemowlaków?
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute )

Kto okrada nas z naszego PKB? Kto okrada mnie z mojej pensji? PO, PiS, SLD i PSL !!!

TEKST  Z  DNIA  26.11.2013  ROKU
Dodając 300 miliardów (dług obniżony o wskaźnik inflacji) do  1100 miliardów (PKB z 2007 roku),  PKB  w 2012 roku powinien wynosić więcej niż 1400 miliardów złotych (mierzonych wartością z 2007 roku). Niestety okazuje się, że PKB w 2012 roku wyniósł w cenach z 2007 roku jedynie 1260 miliardów. Kto więc ukradł 130 miliardów złotych? Wynika stąd, że Rząd Tuska zadłużał nasz kraj w celu transferowania pożyczonych pieniędzy na konta w bankach szwajcarskich lub w rajach podatkowych, a być może w Spierbanku w Moskwie. Przedstawione wyliczenia wprost pokazują, nie tylko to, że pożyczone pieniądze nie pracowały na wzrost PKB, ale także to, że generowały straty w PKB. W końcu trzeba wyjaśnić, gdzie się podział nasz dług w wysokości 300 miliardów złotych. No, bo nie w naszych portfelach – mamy tyle samo, ile mieliśmy w 2007 roku.
Coraz częściej na przystankach tramwajowych można usłyszeć frazy: Politycy to złodzieje !!!Tusk, Kaczyński, Miller – złodzieje !!!. Artykułując swoje niezadowolenie, kierujemy się własnym doświadczeniem życiowym. Czujemy, że coraz ciężej „zapieprzamy”, posiadając w portfelu coraz mniej pieniędzy. Nasza wściekłość sięga zenitu, kiedy Tusk w Sejmie mówi o skoku jakościowym naszego życia, jaki rzekomo dokonał się podczas jego rządów. Powołuje się na statystyki.
PKB i statystyki
Zgodnie z danymi podawanymi przez międzynarodowe instytucje monitorujące rynki ekonomiczne wszystkich państw na świecie (CIA, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy) PPP per capita (PKB per capita uwzględniający siłę nabywczą dolara w danym państwie)  w Polsce wynosił w 2012 roku 21 200 $ (wartość uśredniona). W 2007 roku polski PPP (uśredniony na podstawie szacunków z danych opracowywanych przez wiodące instytucje monitorujące globalną gospodarkę) wynosił 15500 $.  Za rządów Tuska  i jego Platformy Obywatelskiej w ciągu pięciu lat PPP per capita wzrósł więc o około 37%. Wzrost ten nie uwzględnia jednak wskaźnika inflacji, która w tym czasie wyniosła  około 20%. Oznacza to, że 21200 $ z 2012 roku jest o wiele mniej warte niż 21200 $ w 2007 roku. W tym wypadku 21200 $ z 2012 roku było warte tyle co 17660 $ w 2007 roku.  Realnie więc PPP wzrosło o prawie 14%.
Skoro więc  PPP (czyli PKB per capita uwzględniające siłę nabywczą) wzrosło, to dlaczego odczuwamy to, że jesteśmy biedniejsi dzisiaj niż w 2007 roku? Tę łamigłówkę można nader prosto rozwiązać. Otóż, według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2007 roku nominalny produkt krajowy brutto wyniósł 425 miliardów dolarów, podczas gdy w 2012 nasza gospodarka wygenerowała 490 miliardów dolarów PKB. Otrzymujemy wzrost o 15%. Uwzględniając jednak 20 %  inflację w tym okresie otrzymujemy faktycznie spadek PKB w 2012 roku w stosunku do 2007 roku. W Polsce bowiem ceny również wzrosły w dolarach. Na przykład, benzyna kosztowała w 2007 roku około 1.6 $, zaś w 2012 około 10% wyżej, czyli w granicach 1.7 $. Inflacja cen energii elektrycznej mierzona w dolarach oscyluje wokół 20%. W wypadku gazu skok wynosi około 50 %.     490 miliardów z 2012 roku było warte w 2007 roku 408 miliardów $. Zatem  otrzymujemy podczas rządów Tuska  nominalny spadek w dolarach polskiego PKB o 4%.
Jak więc wyjaśnić to, że w czasie rządów Platformy PPP wzrosło o około 14 % realnie, podczas gdy   PKB nominalny spadł realnie o 4% ?  W 2007 roku dolar był tani w Polsce. Kosztował średnio około 2 zł. 60 groszy. W 2012 roku cena dolara oscyluje około 3 zł 10 groszy. Oznacza to, że nominalna wartość nabywcza dolara wzrosła za czasów rządów Tuska o 19 %. Łatwo więc wykazać, że w 2007 roku nasze PKB wyniosło 1100 miliardów złotych (GUS podaje 1168), podczas gdy w 2012 wyniosło  1519 miliardów złotych (GUS podaje 1595). Po uwzględnieniu  wskaźnika inflacji otrzymujemy wzrost  o około  14%, gdyż 1519 miliardów było warte w 2007 roku tyle, co 1260 miliardów.
Jaki jest z przedstawionej analizy morał? Jesteśmy zieloną wyspą dzięki operacjom statystycznym ministra Rostowskiego. Wzrost PKB był możliwy tylko dzięki osłabieniu dolara. Uwzględniając 20% inflację,  wzrost gospodarki liczony w dolarach  jest ujemny w przeciągu ponad 5 lat.
Zadłużenie kraju a rzekomy wzrost gospodarczy
W 2007 roku nasz dług publiczny wynosił 527 miliardów złotych, zaś w 2012 należy szacować go na 888 miliardów złotych. Tusk zatem zadłużył nas na kwotę 361 miliardów złotych.  361 miliardów z 2012 roku było warte w 2007 roku 300 miliardów złotych. Pożyczone przez rząd pieniądze powinny pracować na wzrost PKB. Czy zapracowały? Jak to obliczyć?
Dług dodany do PKB z 2007 roku powinien dać w 2012 roku znacząco wyższą wartość PKB w 2012 roku. Dodając 300 miliardów (dług obniżony o wskaźnik inflacji) do  1100 miliardów (PKB z 2007 roku), w 2012 roku PKB  powinno wynosić więcej niż 1400 miliardów złotych (mierzonych wartością z 2007 roku). Niestety okazuje się, że PKB w 2012 roku wyniósł w cenach z 2007 roku jedynie 1260 miliardów. Kto więc ukradł 130 miliardów złotych?
Wynika stąd, że Rząd Tuska zadłużał nasz kraj w celu transferowania pożyczonych pieniędzy na konta w bankach szwajcarskich lub w rajach podatkowych, a być może w Spierbanku w Moskwie. Przedstawione wyliczenia wprost pokazują, nie tylko to, że pożyczone pieniądze nie pracowały na wzrost PKB, ale także to, że generowały straty w PKB. Jak to wytłumaczyć? Czy agendy rządowe grały na giełdach finansowych, generując potężne straty? Z pewnością co najmniej 130 miliardów dolarów naszej, państwowej kasy (liczonej w cenach z 2007 roku) wytransferowano poza kraj, aby pracowały na PKB innych państw. Mechanizm takiego „legalnego przekrętu” jest prosty. Spłacając obligacje naszych rodzimych banków będących we własności międzynarodowych bankierów, rząd oddaje złotówki, które są następnie transferowane na giełdy zagraniczne w celu zakupu aktywów od, na przykład, amerykańskiej  matki-spółki. To najprostszy sposób na „wyparowywanie waluty”
Rzekomy wzrost gospodarczy a pensje
W 2012 roku jedynie 46% PKB zostało przeznaczone na płace, podczas gdy w 2007 roku ten wskaźnik jest szacowany na około 51%. Oznacza to, że w 2007 roku przeznaczono na wynagrodzenia 561 miliardów złotych (mierzonych pod względem siły nabywczej). W 2012 roku, pracodawcy przeznaczyli 580 miliardów złotych (mierzonych ich siłą nabywczą) na nasze zarobki (liczone po cenach z 2007 roku). W grudniu 2007 roku zatrudnienie w Polsce wynosiło 8 milionów  126 tysięcy osób, zaś w tym samym miesiącu w 2012 roku – 8 milionów 447 tysięcy osób. Oznacza to, że w 2007 roku wynagrodzenie roczne brutto przypadające na jednego zatrudnionego wynosiło   około 69000 złotych, zaś w 2012 (mierzone wartością nabywczą złotego w 2007 roku) -  w przybliżeniu 68660 złotych. W ciągu pięciu lat rządów  Tuska płace nie wzrosły realnie; nawet spadły. 300 miliardowe zadłużenie rządu w żaden sposób nie przyczyniło się do ich wzrostu. Zaciągnięty dług został więc całkowicie „przepity”. Jeśli masz 100 złotych kapitału  i pożyczasz 1 złoty, to oczekujesz, że w przyszłym roku będziesz miał co najmniej 102 złote (więcej zarobisz). Jeśli swój dług przepijesz, to trudno jest osiągnąć zamierzony cel.
Według statystyk GUS,  w 2007 roku przeciętne wynagrodzenie brutto wynosiło 32290 złotych, zaś w 2012 roku 42260 złotych. Po uwzględnieniu 20% wskaźnika inflacji, wyniosło więc w cenach z 2007 roku 35200 złotych. Daje to realny 10% wzrost wynagrodzeń w przeciągu 5 lat rządów Platformy Obywatelskiej liczony w złotówkach. To wszystko może więc wydawać się dziwne. Kiedy Eurostat liczy nasze wynagrodzenia, to według jego danych mamy ich spadek.  Kiedy  agendy rządowe  Tuska oszacowują nasze zarobki,  to mamy ich wzrost (choć rachityczny). Kto ma rację?
Co więcej, jak uzgodnić to, że według danych instytucji międzynarodowych  w 2007 roku zarabialiśmy 69000 złotych rocznie, zaś według krajowych pitów średnio 32290 złotych? Nie jest to paradoks, gdyż kwota 69000 złotych jest mierzona parytetem siły nabywczej złotówki. Gdyby zamienić 32290 złotych na dolary, to za nie moglibyśmy w kraju kupić tyle produktów, ile kupilibyśmy losowo na świecie za dolary, które otrzymalibyśmy po wymianie (przy tym samym kursie rynkowym) z 69000 złotych.
Na czym więc polega mistrzostwo księgowe Rostowskiego i Tuska?  Na mieszaniu perspektyw. Z punktu widzenia wyłącznie krajowej inflacji, być może pod względem siły nabywczej nasze dochody rachitycznie wzrosły. Z punktu widzenia cen w Euro i dolarach, nasze dochody jednak  spadły, gdyż  w ciągu 5 lat cena Euro wzrosła o ponad 30 %, zaś cena dolara o 25%. Zarabiając w złotówkach o wiele mniej mogliśmy kupić w 2012 roku w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy w Rosji, niż w 2007 roku. Uwzględniając siłę złotówki w stosunku do rynków zewnętrznych, inflacja od 2007 do 2012 roku nie wyniosła 20%, lecz więcej. Gusowski koszyk inflacji nie obejmuje waluty. A przecież miliony ludzi w Polsce kupuje bilety samolotowe u zagranicznych przewoźników, niektórzy wyjeżdżają na wczasy letnie i zimowe do Grecji, Włoch i na Słowację. W Internecie robimy niekiedy zakupy książek napisanych w języku angielskim. „Mało-biznesowe” firmy zaopatrują się u zachodnich eksporterów w surowce.  Jeśli uwzględnimy ten rodzaj inflacji, wynoszący około 30% oraz zrewidujemy koszyk inflacji poprzez podniesienie wagi kosztów utrzymania mieszkania, to wówczas inflacja wyniesie powyżej 25% w okresie od 2007 do 2012 roku. Wzrost wynagrodzeń ze złotówkowego punktu widzenia wówczas  stopnieje być może do zera.
Morał
Pytania, jakie się narzucają po analizie, brzmią: Kto ukradł nasz dług? Gdzie są nasze pensje?  Odpowiedź jest prosta: Tusk i jego rząd. Zadłużywszy Polskę na niespotykaną skalę w historii, Platforma Obywatelska „przepiła” setki miliardów złotych. Niestety ta forma nałogu wymaga odwyku. Nie można pozwolić tym ludziom na dalsze rządy, bo doprowadzą nasze dzieci do finansowej ruiny. Przy czym od lat tę sama formę „politycznego alkoholizmu” kultywują wszystkie partie establishmentu: PO, SLD, PiS i PSL.
Nasze pieniądze zostały wytransferowane do innych państw, aby kreować wzrost ich PKB. Organy do walki z korupcją powinny prześledzić konta szwajcarskie lub na Kajmanach naszych polityków i ministrów. CBA rozpoczęła już aresztowania – o dziwo urzędników  z GUS, którzy swoimi statystykami dowodzą nam, iż więcej zarabiamy. Czy NiK zajmie się Rostowskim i jego „księgowym czary-mary”?  W końcu trzeba wyjaśnić, gdzie się podział nasz dług w wysokości 300 miliardów złotych. No, bo nie w naszych portfelach – mamy tyle samo, ile mieliśmy w 2007 roku.
***
Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch”;  Lista Nr 5 (Nr 9 na liście);   okręg obejmujący województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

wtorek, 20 lutego 2018

KOPACZ NIE JEST JESZCZE PREMIEREM, A JUŻ LIŻE ŚMIETANKĘ Z KOLAN BISKUPÓW. ZŁAMAŁA KONSTYTUCJĘ RP !!!

TEKST  Z  DNIA  09.09.2014  ROKU
Przyszła Premier, zdejmując z porządku obrad drugie czytanie projektu Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, swoją decyzją ustanowiła wyższość katolickiego systemu aksjologicznego nad wszelkimi, pozostałymi konkurencyjnymi kodeksami wartości.   Czy Kopacz pogwałciła Konstytucję RP?  Bez wątpienia – TAK. Jeśli desygnowana na przyszłego premiera przez PO i PSL, Ewa Kopacz nie miała świadomości, wydając (wraz z Prezydium Sejmu) swoją decyzję, że łamie Konstytucję RP, to znaczy, że jest „najzwyczajniej głupia”. Polska potrzebuje w tak trudnych czasach światłego premiera, a nie głupka.
Sejm nie będzie rozpatrywał Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Wniosek o zdjęcie z obrad Sejmu czytania projektu ustawy złożył PiS. Przedstawiono argument:
"Konwencja wymusza zmiany, które ingerują w instytucje małżeństwa, rodziny, sposobu wychowywania dzieci, zaburzając tym samym ich dotychczasowe funkcjonowanie, oparte na akceptowanej społecznie tradycji i wyznaniu".
Marszałek Sejmu, Ewa Kopacz, desygnowana przez PO na premiera przyszłego rządu, uwzględniła wniosek PiS, zgadzając się z zacytowaną argumentacją. Oznacza to, że Sejm nie zajmie się projektem ustawy.
Przyszła premier Kopacz liże śmietankę z kolan biskupów
Można nie zgadzać się z projektem ustawy. W demokratycznym państwie jest tak, że rzadko wszyscy zgadzają się na określone regulacje prawne. O tym decyduje glosowanie posłów w Sejmie. Przyszła premier jednak  zgadzając się z argumentacją PiS, która odwołuje się do społecznej „tradycji i wyznania”, nie dopuściła do procedowania Konwencji.  Argumentacja PIS bazuje na tym, że ponieważ projekt ustawy jest niezgodny z katolicką nauką społeczną (wyznaniem), a więc z doktryną religijną, należy zaprzestać jego procedowania w Sejmie. Oddalając procedowanie nad projektem, przyszła premier uznała wyższość katolickiej nauki społecznej nad regułami funkcjonowania państwa prawa. Innymi słowy, dopuściła się nadużycia konstytucyjnego; preferując określony system wartości, ograniczyła posłom prawo do akceptacji lub odrzucenia ustawy.
Czy Kopacz pogwałciła Konstytucję RP?  Bez wątpienia – TAK.  W Preambule  Konstytucji RP czytamy, iż stanowi ona nadrzędne prawo zarówno dla wierzących w Boga jak i nie podzielających tej wiary. Nasza Ustawa Zasadnicza ustanawia równość wszelkich systemów aksjologicznych, z wyjątkiem tych, które jej się sprzeniewierzają. Przyszła Premier, zdejmując z porządku obrad drugie czytanie projektu Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, swoją decyzją ustanowiła wyższość katolickiego systemu aksjologicznego nad wszelkimi, pozostałymi konkurencyjnymi kodeksami wartości.
Kopacz liże  księży
Marszałkowi za zgodą Prezydium wolno zdjąć z porządku obrad taki czy inny punkt; dopuszcza to regulamin funkcjonowania Sejmu. W państwie prawa, nie można jednak  motywować takich decyzji, odwołując się do wartości religijnych. Dlaczego Kopacz nie argumentowała pragmatycznie – np. że inne projekty są ważniejsze w danym momencie lub że projekt nie jest wystarczająco dopracowany. Niestety Kopacz bezczelnie zaaprobowała podany jej na tacy katolicyzm.
Nie będąc jeszcze premierem, Ewa Kopacz wszczyna kłótnie światopoglądowe, ograniczając z uwagi na ideologiczno-religijne kryteria procedowanie ważnej ustawy. Czy jej decyzję należy rozumieć symbolicznie?
Kopacz klęka przed Episkopatem
Tusk, aby zdobyć władzę, lizał biskupów, http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/646660,o-katolickim-wzorcu-polaka-lizacego---na-marginesie-ataku-abp-hosera-na-liberalizm.html biorąc ślub katolicki bezpośrednio przed wyborami. Kopacz najwyraźniej kopiuje zachowania swojego mistrza. Jej decyzję należy rozumieć jako hołd złożony Kościołowi.  Jest  więc w stanie złamać Konstytucję RP, aby przypodobać się Kościołowi katolickiemu.
Miejmy nadzieję, że opozycyjne partie, w szczególności Twój Ruch, zwrócą się do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten zbadał czy kandydatka na premiera złamała Konstytucję RP, ograniczając prawo do procedowania ustaw z uwagi na wartości religijne.
Puenta
W obecnej sytuacji Prezydent Komorowski powinien wstrzymać się z wręczeniem Ewie Kopacz misji stworzenia nowego gabinetu. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/691383,prezydent-komorowski-usiluje-stworzyc-%E2%80%9Estabilna-wiekszosc-parlamentarna%E2%80%9D-czy-nowy-premier-zaprosi-palikota-do-rzadu.html Jeśli desygnowana na przyszłego premiera przez PO i PSL, Ewa Kopacz nie miała świadomości, wydając (wraz z Prezydium Sejmu) swoją decyzję, że łamie Konstytucję RP, to znaczy, że jest „najzwyczajniej głupia”. Polska potrzebuje w tak trudnych czasach światłego premiera, a nie głupka.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.