Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liberalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liberalizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 grudnia 2017

CZY W POLSCE ISTNIEJĄ LIBERAŁOWIE? JAK POKONAĆ PIS?

Karolina Wigura z "Kultury Liberalnej" stawia dwa ważne pytania: Dlaczego my, liberałowie nie jesteśmy przekonujący dla obywateli? Czy nie powinniśmy poszukać skuteczniejszego języka sprzeciwu wobec pisowskiej narracji? 

Można na nie odpowiedzieć w nader prosty i klarowny sposób. Liberałowie nie są przekonujący dla obywateli, gdyż ich zasadniczo nie ma w Polsce. Skuteczny sprzeciw wobec pisowskiej narracji wymaga zaś wyraźnej ekspozycji liberalnego punktu widzenia w publicznej przestrzeni dyskursu politycznego. Innymi słowy, liberałowie są nieskuteczni, gdyż to środowisko jest liczebnie niewielkie.

Istotą liberalizmu jest apoteoza rywalizacji w grach rynkowych

Liberalizm jako nurt polityczny posiada wiele swoich odmian, charakteryzowanych na gruncie różnych systemów pojęciowych. Łączy je jednak pewna wspólna, bardzo ogólna zasada, która mówi, iż każdy człowiek ma prawo do uczestnictwa w dowolnej, nietoksycznej grze rynkowej - czyli takiej, która nie zwiększa stopnia społecznego zniewolenia czy też, mówiąc w języku heglowsko-marksowskim, nie wzmacnia procesów alienacji społecznej. Zróżnicowanie liberalizmu jest wynikiem różnego rozumienia toksyczności gier rynkowych oraz różnic w definiowaniu roli państwa w ustanawianiu mechanizmów blokujących powstawanie toksycznych gier rynkowych w życiu publicznym obywateli. 

Z powyższego, akademickiego określenia liberalizmu można, przykładowo, wyprowadzić wiele liberalnych dezyderatów: (1) Ludzie mają prawo do wygrywania w grach rynkowych, (2) Rolą państwa jest stwarzanie nowych plansz gry dla przegranych, (3) Nie wolno blokować procesów wyłaniania się nowych gier rynkowych, (4) Nie można niszczyć nietoksycznych gier rynkowych, (5) Nie wolno grać nieczysto (faule w grze rynkowej są zakazane).

Z liberalnego punktu widzenia, życie społeczne jest dla jednostki trudne, gdyż istotą rynkowej gry jest to, że zwycięstwo jednych wymaga porażki innych: przegrana jednych jest koniecznym warunkiem wygranej innych. Co więcej, odsetek wygranych jest zawsze niewielki w porównaniu z odsetkiem przegranych. Żyjemy więc nie po to, aby wygrać, lecz po to, aby przegrać. Zasadniczo wszyscy jesteśmy przegranymi w ostatecznym rozrachunku. Ludzie zaś na ogół nie chcą przegrywać. Perspektywa porażki wywołuje u większości z nas rozmaite lęki alienacyjne. Obrona przed porażką powoduje, że zaczynamy nieczysto grać, faulując brutalnie konkurentów. Niekiedy nawet zabijamy, żeby nie przegrać.

Faule w grach rynkowych

Lęk przed porażką w grze rynkowej uruchamia w nas stosowanie schematu „faulu rynkowego”. Pewna kategoria ruchów w grach jest naznaczana performatywnie przez arbitrów w taki sposób, że ruchy o ustanowionych z góry własnościach prowadzą do zwycięstwa. Następnie, arbitrzy uruchamiają mechanizm reglamentacji takich naznaczonych ruchów wśród graczy. Stosowanie schematu faulu rynkowego daje taki efekt, że zwycięża na ogół ten, który ma zwyciężyć, a przegrywa ten, który ma przegrać. Zdarzają się czasami genialni gracze (np. Lepper do pewnego momentu), którzy pomimo permanentnej obecności faulu rynkowego w grze, zwyciężają, stosując sprytne, inteligentne ruchy nienaznaczone przez arbitrów jako prowadzące z góry do zwycięstwa.


Warunkiem funkcjonowania efektywnego systemu liberalnego jest  sprawne funkcjonowanie instytucji demaskatora faulów rynkowych. W nowoczesnych państwach, rolę demaskatorów fauli spełniają zwykle eksperci (np. tzw. "eksperci od wiązów" w sensie J. Fodora) oraz media. Jeśli takie instytucje obnażania nieczystych praktyk rynkowych nie funkcjonują dobrze, to wielu obywateli rezygnuje z uczestnictwa w grach rynkowych. Na planszy pozostają „faulujący się nawzajem brutale”. Wówczas gra rynkowa zamienia się w „mordobicie” albo w „układ zamknięty”. Rodzi się społeczeństwo totalitarne, w którym stopień swobody w wyborze ruchu w dowolnej grze jest ograniczony do maksimum. Każdy ruch obywatela na dowolnej planszy gry rynkowej jest poddany kontroli państwa, pełniącego rolę arbitra.

Faul katolicki

W polskiej grze politycznej, której łupem jest pozyskanie foteli parlamentarnych, posad rządowych, samorządowych, w spółkach Skarbu Państwa i innych instytucjach publicznych, mamy do czynienia od początku transformacji ustrojowej z permanentną obecnością „faulu katolickiego”.  Przejawia się on jako takie naznaczenie ruchów w grze o sukces polityczny, iż gracz uzyskujący poparcie ze strony Kościoła posiada większą szansę na zwycięstwo, niż gracz, któremu katoliccy kapłani odmawiają poparcia. Mówiąc po ludzku: jeśli księża odmawiają ci poparcia, twoje szanse na zwycięstwo wyborcze lub uzyskanie intratnej posady w sferze publicznej maleją.

Oni ustawiają grę w Polsce.

Ilu jest dyrektorów szkół w typowym miasteczku powiatowym w Polsce, których ksiądz nie widział na mszy w przeciągu pięciu lat? Ilu jest radnych w typowej radzie miejskiej miasta będącego stolicą województwa, którzy publicznie napiętnują pedofilię w Kościele katolickim? Ilu jest członków rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa, którzy nie zgadzają się na organizowanie w firmie katolickich celebr świątecznych? Odpowiedzi na te pytania właśnie weryfikują to, że warunkiem sukcesu w polityce jest brak posiadania przez gracza negatywnego stygmatu kościelnego.

Wszystkie partie polityczne w Polsce faulują po katolicku

Katolicki faul w grze politycznej w Polsce zamanifestował się w 1992 roku w sposób najbardziej jaskrawy i obrażający uczucia liberalne podczas rządów Hanny Suchockiej. Na wniosek rządu, Sejm uchwalił skandaliczną ustawę o radiofonii i telewizji, której art. 18.2 mówi:  Audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości.

Zgodnie z zacytowanym paragrafem, każdy przekaz medialny powinien szanować chrześcijański system wartości. W rozumieniu literalnym, przywołany artykuł nakazuje nadawcy emisję wyłącznie takich przekazów, w których wyrażony jest szacunek do chrześcijańskiego systemu wartości. Oznacza to, że spoty reklamowe (będące przekazami medialnymi) emitowane podczas kampanii politycznej powinny szanować chrześcijańskie wartości. Art. 18.2 naznacza więc ruchy w grze politycznej według takiego oto dictum:  Jeśli chcesz wygrać wybory powinieneś do wyborców adresować taki program polityczny, który szanuje chrześcijański system wartości.

Żadna partia po uchwaleniu Konstytucji, gwarantującej równość działania partii politycznych, nie wniosła do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności z Konstytucją art. 18.2 ustawy o radiofonii i telewizji. Artykuł 11 Konstytucji RP mówi: Partie polityczne zrzeszają na zasadach dobrowolności i równości obywateli polskich w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. Zgodnie z nim, wszyscy obywatele są równi w zakresie wpływania metodami demokratycznymi na politykę naszego państwa. Artykuł 18.2 ustawy o radiofonii i telewizji tę równość kwestionuje. Z punktu widzenia tego artykułu, nie można wpływać za pomocą przekazów radiowo-telewizyjnych na politykę państwa, która byłaby neutralna względem chrześcijańskiego systemu wartości, gdyż w takich przekazach z pewnością nie jest wyrażony szacunek dla wartości chrześcijańskich.

W Polsce nie ma żadnej liberalnej partii

Z liberalnego punktu widzenia, art. 18.2 ustawy radiowo-telewizyjnej jest skandalem. Skoro obecnie funkcjonujące partie w polskim Sejmie nie podniosły dotychczas larum w sprawie tego artykułu, to oznacza to, że akceptują one schemat „faulu katolickiego” w polskiej grze politycznej.  

Nie tylko więc PiS fauluje w politycznej grze rynkowej. Opozycyjne partie mają wiele brutalnych fauli katolickich na swoim sumieniu, ale – nie tylko. Nawet w obecnej rozgrywce o sądy dochodzi ze strony przedstawicieli  obozu, który nazywa siebie liberalnym,  do paskudnych fauli.

Publiczność polityczna nie zawsze jest w stanie wychwycić faul polityczny. Potrzebuje demaskatorów. Niestety takich na polskim rynku brakuje z niewielkimi wyjątkami, jak np. Paweł Śpiewak czy Adrian Zandberg (antyliberał). Jeśli więc nasi nieliczni  liberałowie chcą zaistnieć na rodzimej scenie politycznej, to przede wszystkim powinni zająć się praktykami wychwytywania fauli w grze politycznej, których dopuszczają się w sposób żenujący wszystkie partie polityczne obecne w Sejmie. 

Puenta

W polskim społeczeństwie istnieje olbrzymi potencjał przyzwolenia na organizację życia publicznego według liberalnych zasad rywalizacji rynkowej (oczywiście bez fauli rynkowych). Zaświadcza o tym to, że jesteśmy społeczeństwem uwielbiającym gry komputerowe, giełdowe, spekulację na Forexie czy rynkach Bitcoina, a także - kibicowanie celebrytom sportu i show-biznesu (o tym zaświadcza to, że w Google Trends zasadniczo najczęściej odwiedzanymi postami w Internecie są te, które serwują newsy sportowe lub o celebrytach).


Polscy gracze stanowią naturalny elektorat dla partii liberalnej. Ich zaktywizowanie wymaga istnienia liberalnych demaskatorów fauli w grze politycznej, których dopuszczają się politycy PiS, Kukiz’15, PO, Nowoczesnej, PSL i SLD. Aby demaskowanie faulów miało charakter twórczy politycznie, demaskatorzy muszą zostać wyposażeni w instrument czerwonej kartki, umożliwiający zdjęcie z politycznego boiska faulującego polityka dowolnej opcji. Częściowo takim instrumentem mogą być kampanie medialne o szerokim zakresie oddziaływania, apelujące o wyrzucenie z rynku faulujących polityków z każdej strony barykady (gry rynkowej). 

Szanse na zatrzymanie pochodu PiS po absolutną władzę wzrosną dopiero wtedy, gdy media wypromują autentycznych liberałów-demaskatorów. To zaś będzie wymagało uderzenia nie tylko w  PiS, ale również w PO czy Nowoczesną. Pytaniem otwartym pozostaje to, czy media są w stanie wypromować efektywnych demaskatorów. Wpadka z Kijowskim nie nastraja optymistycznie. 


 ***

Wojciech Krysztofiak - autor artykułów naukowych w czasopismach: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; autor ksiązki “Egzystencjalizm logiczny. Metafizyczne studium nad Traktatem logiczno-filozoficznym Wittgensteina (Wydawnictwo Naukowe Semper 2017); stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International; laureat grantu badawczego (na lata 2017-19) Narodowego Centrum Nauki na temat mechanizmów profilowania przestrzeni narracyjnych.          
    





smallseotools.com –  pagerank checker

poniedziałek, 24 lipca 2017

PREZYDENT DUDA PRZEMIENIŁ SIĘ Z ADRIANA W NOŻOWNIKA

Ten nóż już tkwi w plecach Jarosława Kaczyńskiego. PiS krwawi

Zawetowanie dwóch pisowskich ustaw: o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym, jest równoznaczne z wbiciem noża w plecy Kaczyńskiemu. Internetowe portale prawicowe, wierne Ziobrze i Macierewiczowi, określają Andrzeja Dudę jako zdrajcę. Czy oznacza to, że PiS zaczął się dzielić na dwie frakcje: populistyczno-rydzykową Kaczyńskiego i Szydło oraz konserwatywno-liberalną Dudy i Morawieckiego?
http://pl.blastingnews.com/polityka/2017/07/prezydent-duda-wbil-kaczynskiemu-noz-w-plecy-pis-zaczyna-krwawic-001844605.html

Opozycyjni komentatorzy twierdzą, że ruch Dudy nie manifestuje radykalizmu celującego w rozbicie PiS

Choć prezydent Duda zawetował dwie ustawy, to jednak podpisze trzecią z nich, mianowicie o ustroju Sądów Powszechnych. Ta ustawa daje ministrowi Ziobrze prawo do wymiany prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych. Politycy opozycyjni zauważają, że PiS jest w stanie dokonać politycznej czystki w polskim sądownictwie. W tym świetle ruch prezydenta Dudy należy uznać jako skierowany przeciwko Platformie Obywatelskiej. Ziobro otrzymał bowiem od Andrzeja Dudy narzędzie w postaci dokonania czystki w polskim sądownictwie, ale wyłącznie o charakterze administracyjnym, a nie personalnym.

Ruch Dudy oznacza, że Ziobro będzie mógł obstawić stanowiska kierownicze w polskich sądach swoimi ludźmi, ale nie będzie on w stanie wyrzucić dotychczasowych, sędziowskich prezesów z pracy. Z tego punktu widzenia, intencje Dudy są czytelne. Nowi prezesi mają zająć się naprawą sądów, a nie wewnętrznymi walkami politycznymi w systemie sądowniczym.

Protesty Platformy Obywatelskiej mogą zaszkodzić opozycji

Sławomir Nitras, jeden z  najbardziej niebłyskotliwych polityków PO, ostrzega na Twitterze, że podpisanie przez Dudę ustawy o ustroju Sądów Powszechnych jest bardzo niebezpieczne. Nitras ujawnia więc lęki PO przed zmianami w sądach.  Należy jego protest zinterpretować jako sygnał dany swojemu elektoratowi, że ruch prezydenta Dudy nie blokuje w ogóle planowanej przez PiS kampanii ścigania polityków PO za przekręty. Ewa Kopacz i Hanna Gronkiewicz-Waltz mogą bowiem zostać nadal postawione przez prokuraturę w stan oskarżenia i zostać skazane przez sąd na karę więzienia (realną lub w zawieszeniu). Pierwsza za brak nadzoru nad trumnami smoleńskimi, zaś druga za przyzwolenie na przekręty gangsterów w procesach reprywatyzacyjnych.

Nawoływanie ze strony PO do podtrzymywania protestu przeciwko Kaczyńskiemu, Ziobrze i Macierewiczowi może więc zostać odczytane przez opinię publiczną jako próba obrony przysłowiowego koryta.


Jeden z komentatorów sceny politycznej,  prof. Radosław Markowski określił ruch Dudy jako ustawkę. Zwraca on uwagę na fakt, iż weto prezydenta w odniesieniu do dwóch ustaw może zostać przegłosowane w Sejmie. Opozycja znalazła się więc w bardzo trudnej sytuacji. Paliwo do protestów w obronie sądów zostało bowiem już częściowo wyczerpane poprzez zagranie pokerowe prezydenta Dudy. Dalsze podsycanie protestu nie będzie czytelne dla publiki.

Czy prezydent Duda rozpoczął tworzenie nowej formacji politycznej?


Z punktu widzenia twardego elektoratu PiS, prezydent Duda zapisał się do partii „zdradzieckich mord i kanalii”. Ten wizerunek, który został zakodowany w umysłach wyznawców Kaczyńskiego, przylgnie do niego na długie lata. Z pewnością podczas kampanii prezydenckiej zostanie mu to wypomniane. Środowisko polityczne Dudy jest świadome takich konsekwencji zawetowania przez niego dwóch ustaw. Aby więc wygrać najbliższe wybory prezydenckie, Andrzej Duda musi rozpocząć budowanie nowego frontu politycznego, który obejmie część wyborców rozczarowanych dawnymi rządami PO i obecnymi rządami PiS. To oznacza całkowity demontaż obecnej sceny politycznej.

Bez wątpienia, nowa formacja musi przyjąć barwy liberalne. Jej budowa nie będzie łatwa, gdyż realizacja takiego zadania wymaga najpierw rozwiązania poważnej łamigłówki: Jak ożenić religijnego liberała z antyklerykalnym liberałem?

Kluczem do rozwiązania zasygnalizowanej antynomii są środowiska młodych ludzi skupione wokół Fundacji Startup Poland, których liderem jest wschodząca gwiazda polskiej polityki i biznesu, Julia Krysztofiak Szopa.

Pałac_relacja20
Julia Krysztofiak Szopa gratuluje prezydentowi Dudzie decyzji wsparcia startupów


Względnie optymistyczna puenta

W maju 2017 roku na Wydziale Artes Liberales UW została zorganizowana konferencja na temat ateizmu w Polsce. Spotkali się na niej liberalni katolicy z liberalnymi antyklerykałami w obecności antyklerykalnej lewicy. Stronę liberalno-katolicką reprezentowali jej dwaj najwybitniejsi obecnie intelektualiści: ks. Prof. Andrzej Bronk oraz prof. Stanisław Obirek. Stanowisko antyklerykalno-liberalne prezentowali również dwaj wybitni przedstawiciele tej opcji: prof. Jan Hartman z UJ oraz dr hab. (zdegradowany profesor) Wojciech Krysztofiak z US. Konferencja pokazała, że możliwe jest porozumienie przynajmniej przy kawie obu opcji liberalnych.

Egzystencjalizm logiczny okladka.pdf - Dysk Google
Okładka nowej książki filozoficznej Wojciecha Krysztofiaka
 https://drive.google.com/file/d/0B3ktQcrloBD4UEwwMURkdklQRlE/view?usp=sharing

Liberałowie obu paradygmatów światopoglądowych różnią się jedynie stosunkiem do roli Kościoła w życiu publicznym. Czy ta różnica pomiędzy przedstawicielami obu przeciwstawnych opcji liberalizmu jest do obejścia w taki sposób, aby oba środowiska liberalne mogły stworzyć skutecznie działający, nowy front polityczny w Polsce?

Jesienią 2017 roku odbędzie się w Warszawie Kongres Świeckości. Stanowić on będzie doskonałą okazję do podjęcia wspólnej inicjatywy politycznej, celującej w rozmontowanie dotychczasowej binarnej architektury politycznej w Polsce (PiS kontra PO) w celu wzmocnienia ducha liberalizmu w polskim społeczeństwie. To, czy wydarzenie okaże się politycznie płodne, zależy w dużej mierze od jego promocji przez opozycyjne media w naszym kraju („Gazetę Wyborczą”, „Newsweek” i „Politykę”).


  


niedziela, 24 kwietnia 2016

Mirosław Czech – farbowany liberał. Jest Pan retorycznie obrzydliwy!!!! Wykluczam Pana z grona liberałów.

Tekst z 26.08.2012 roku.

Mirosław Czech swoimi słowami dał przyzwolenie na  praktykę ograniczania wolności do protestu przed zawłaszczaniem symboli sakralnych przez polityków i funkcjonariuszy kościelnych dla celów tworzenia totalitarnego państwa.  Takim liberalizmem nie pogardziłby nawet Żyrinowski. Mirosław Czech ogranicza drutem rosyjskiej  kolonii karnej liberalną wolność.

Mirosław Czech w  Magazynie Świątecznym „Gazety Wyborczej” z dnia 25. 08. 2012 roku stwierdza bez ogródek:  Jako liberał w sprawie Pussy Riot staję po stronie fundamentalistów. Taka deklaracja jest wstrząsająca, gdyż wygłoszona w imię liberalizmu. Jej autor odmawia bowiem rosyjskim performerkom  prawa do obrony. Liberał tak nie postępuje. Chyba, że jest się złodziejem nazwy „liberalizm” takim, jak Żyrinowski - założyciel i organizator Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji. Na rzecz swojej konstatacji, felietonista  posługuje się niezwykle nieuczciwą i „dosyć podłą” metaforą.

Jak zareagowalibyśmy - katolicy i niewierzący - gdyby w kaplicy z ikoną Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze grupa performerów odtańczyła kankana i zaśpiewała "pieśń do Bogurodzicy", w której pełno byłoby obscenów, za refren służyłyby słowa o "Bożym gównie", a abp Michalik nazwany byłby sk... i sługą Kaczyńskiego.

Po pierwsze, skonstruowana  analogia: Putin i Kaczyński, jest rażąco obrzydliwa. Putin jest na całym świecie oskarżany o przyzwolenie na zabójstwa wybitnych przedstawicieli demokratycznej, wolnościowej opozycji: Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki. Na Kaczyńskim nie ciążą takie zarzuty. Rozumiem niechęć polityczną do lidera PiS-u, ale naprawdę  trudno zrozumieć   nienawiść, która wiedzie do konstruowania tak obrzydliwej figury retorycznej. Panie Czech!!! Kaczyński nikogo nie podżegał do zabijania; jego brat, były Prezydent RP, przyczynił się do pokoju w Gruzji. Putin zaś jest oskarżany nawet o to, że przed wyborami prezydenckimi w Rosji wysadzał blokowiska z mieszkańcami, aby uzyskać pretekst – podobnie jak Hitler - do rzezi w Czeczenii.  Po drugie, porównanie Michalika z Cyrylem również jest wyrazem hermeneutycznego grzechu. Michalik nie obnosi się rolexami i złotem; Michalik nie buduje swojej prywatnej, finansowej fortuny; nie był agentem żadnych komunistycznych służb bezpieczeństwa. Cyryl jest zaś o to podejrzewany. Po trzecie, zaprezentowana figura stylistyczna  manifestuje swoją niekonsekwencję, wskazującą na jej wyłącznie „manipulacyjny charakter”. Skoro Jasna Góra stanowi symboliczne sacrum dla chrześcijan, podlegające – według Mirosława Czecha -  ochronie prawnej, to jak można zrozumieć fakt posługiwania się tym symbolem w konstruowaniu tak obrzydliwej analogii pomiędzy Putinem i Kaczyńskim ?  Mirosław Czech użył swojego sacrum - Jasnej Góry - po to, aby Jarosławowi Kaczyńskiemu przypisać przymioty Putina, który jest rzeźnikiem Czeczenów; po to tylko, aby Kaczyńskiego ubrać w szaty "bandziora".

Performerki z Pussy Riot zaprotestowały przeciwko popieraniu Putina przez instytucję Kościoła Prawosławnego w Rosji. Każdy obserwator sceny polityczno-kulturowej Rosji widzi to, że Putin jest przez Cerkiew sakralizowany; niedługo znajdzie się na ikonach obok Matki Boskiej wykrzykującej hasła o „wielkiej, matuszce Rosiji”. Performerki zaprotestowały przede wszystkim przed obrzydliwym prostytuowaniem chrześcijaństwa, dokonującym się w Rosji w imię imperialnych ambicji polityków. Ich wiersz to naprawdę budząca podziw turpistyczna, rozpaczliwa modlitwa, za wygłoszenie której  zostały skazane  na dwa lata kolonii karnej.

Mirosław Czech swoimi słowami dał przyzwolenie na  praktykę ograniczania wolności do protestu przed zawłaszczaniem symboli sakralnych przez polityków i funkcjonariuszy kościelnych dla celów tworzenia totalitarnego państwa.  Takim liberalizmem nie pogardziłby nawet Żyrinowski. Polska dryfuje w niebezpieczną stronę, skoro opiniotwórcze media upowszechniają standardy myślenia, które akceptuje  karanie łagrami za protest przeciwko totalitaryzmowi. Mirosław Czech ogranicza drutem rosyjskiej kolonii karnej liberalną wolność.

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”)

http://www.facebook.com/pages/Fan-Klub-Krysztofiaka/397324376997122

Polska potrzebuje aksamitnej, liberalnej, antyklerykalnej rewolucji!

Tekst z 21.08.2012 roku
Bunt intelektualistów przeciwko standardom lumpeninteligenta, korzystającego z „gotowców i bryków”  dostarczanych  rynkowi  idei  przez instytucje podtrzymujące chrześcijaństwo w obiegu kulturowym, może przeobrazić się,  w tak potrzebną Polsce, aksamitną i  liberalną rewolucję. Pierwszym „zwiastowaniem liberalnego buntu” jest  uczestnictwo liberałów w polskim parlamencie.

Rewolucje stanowią chleb powszedni dziejów politycznych niemal każdego społeczeństwa.  Zachodnia Europa przeżyła swoją, antyklerykalną rewoltę w XVIII wieku w postaci  krwawego  buntu mas pod przywództwem  Jakobinów.  Rzeź katolików, inspirowana przez Robespierre’a  i  Dantona, stała się „szatańską  przemową”, słyszaną   w  Europie od Atlantyku po Dunaj.  Katolicki i protestancki  kler stracił wpływy.  „Szatan”  po raz drugi ośmielił się strzelać do chrześcijan  podczas nadzwyczaj długiej rewolucji komunistycznej w Europie, obejmującej    ziemie  od Dunaju i Łaby aż po Ural.  Wydawałoby  się,  że na tych ziemiach chrześcijaństwo również utraciło wpływy.   Tak jednak nie jest, gdyż „Szatan” oszczędził  ten kawałek  Europy, który  rozciąga się od Odry po Bug.  Polska jest jedynym państwem na starym kontynencie, w którym  Kościół Katolicki -  niczym „sąd ostateczny” -  sprawuje moralną, duchową i  naznaczoną „obiektywnością  Prawdy”  władzę nad publicznym dyskursem. Szatan „nie ruszył katolickiej Polski z posad bryły świata”.

„Dziejowy Diabeł”  pokazał więc swoje krwawe, okrutne oblicze. Zemścił się za wieki nędzy i  upokorzenia.  Zemsta jednak nigdy nie usprawiedliwia gilotynowania, linczowania  i wieszania.  „Opływające krwią  łaźnie rewolucyjne”  uczą  nas jednak czegoś:  tolerancji dla odmiennych punktów widzenia, prywatnych stylów życia i postawy krytycyzmu wobec wszelkich imperialnych światopoglądów będących ekspresją  idei „obiektywnej, absolutnej i transcendentnej prawdy”. Pamięć  o  dziejowej  krwi  na dłoniach zarówno księży jak i rewolucjonistów, interpretowana jako przestroga,  stanowi mentalny fundament tworzenia w Europie społeczeństwa otwartego, którego koncepcję opracował Karl Popper (jeden z najwybitniejszych filozofów XX wieku).

Rozwój społeczny dokonuje się poprzez produkcję i upowszechnianie wiedzy naukowej, która wraz z upływem dziejów coraz bardziej upodobnia się do prawdy. Ten historiozoficzny optymizm  Poppera nie jest jednak bezwarunkowy. Może się realizować jedynie w „otwartym dyskursie”,  w którym  zakłada się, że nikt nie ma absolutnej racji, że każdy podmiot poznający,  z istoty rzeczy,  błądzi. Cud absolutnej prawdy nie istnieje.  Z punktu widzenia idei  prawdy, w takim samym stopniu „głupcami poznawczymi są  Jan Paweł II, Benedykt, Obama  jak i Janek Kowalski”.  Różnimy się co najwyżej liczbą lapsusów logiczno-metodologicznych – podobnie jak uczniowie solący błędy ortograficzne w pracach maturalnych – występujących w  tekstach kultury, które prefabrykujemy dla różnych celów.  Istotą  „otwartego dyskursu”  jest jego nieustanne przewartościowywanie epistemiczne. To zaś wymaga od „graczy” zgody na kwestionowanie ich perspektywy poznawczej. Środkami  falsyfikacji paradygmatów, punktów widzenia czy też  hipotez nie są  jednak  stos i gilotyna. W przestrzeni publicznej społeczeństwa otwartego obowiązuje tylko jeden przymus:  wyłącznie akt mowy może stanowić narzędzie falsyfikowania  koncepcji naszych adwersarzy.

Europa integruje się dzięki  dezintegracji   rynku idei.  Koncepcje, światopoglądy, wizje muszą konkurować między sobą.  Atmosfera Wieży Babel  stanowi o swoistości europejskiego klimatu kulturowego.  Przenikanie się rozmaitych dyskusji, kłótni, sporów a nawet awantur  w europejskiej przestrzeni  idei  spełnia kreatywną  funkcję  wyłaniania się  „Heglowskich syntez”.  Ponieważ nie możemy „użyć” ani stosu, gilotyny, łagru ani kolonii karnej w celu rozwiązania konfliktu,  jesteśmy zmuszani, poprzez aplauz lub dezaprobatę  publiczności  rynkowej,  do wspólnego porozumiewania się i uzgadniania naszych konkurencyjnych wizji społecznych.

W Polsce zamiast Wieży Babel mamy ciszę

Społeczeństwo naszego kraju   jest niestety zapóźnione cywilizacyjnie.  U nas panuje  zasada, według której milczenie jest złotem.  Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ludzie milczą tam, gdzie inni mają krew na rękach, gdzie stosy zioną ogniem, gdzie ludzie znikają nocami, gdzie inaczej myślących zsyła się do kolonii karnych na re-edukację.  Skąd więc  ta cisza?  Z lęku przed innością, oryginalnością i własną  autonomią.  Jesteśmy społeczeństwem nietwórczym i  dyskursywnie leniwym,  czekającym na „światopoglądowy bryk” .  Ponad 50% obywateli naszego państwa  nie czyta książek w ogóle;  a ci którzy  czytają, czynią to sporadycznie.  Lumpeninteligent ustanowił standard lenistwa intelektualnego.  Awersja  do tekstu drukowanego jest właśnie jego  wykładnikiem.  Nie poszukujemy koncepcji naszego życia, nie kreujemy własnych światopoglądów, punktów widzenia czy pomysłów na życie społeczne, gdyż  regularnie i systematycznie, na lekcjach religii i w każdą  niedzielę,  dostarcza nam się „ideologicznego gotowca” w postaci katolickiego katechizmu w wersji „dobrej nowiny wypowiedzianej ustami księdza i katechety”.

Niestety, „słowo boże” uwstecznia nas w stosunku do Europejczyków.  Doktryna, którą jesteśmy karmieni codziennie w mediach, nakazuje kobiecie rodzić w bólach,  dźwigać ludziom martyrologiczny krzyż pański oraz stygmatyzować liberałów, ateistów, agnostyków, pozytywistów,  gejów i lesbijki.  W częstochowskich homiliach często słyszymy nawoływania do wojny krzyżowej z ateuszami i wyznawcami Szatana.  Wszczynane są procesy sądowe za obrazę uczuć religijnych.  Przy pomocy  Kodeksu Karnego, Kościół narzuca społeczeństwu  „gotowiec interpretacyjny”, według którego każdy kto widzi w katolickiej nauce społecznej anachronizm, kicz, groteskę, „szopkę” czy też „oszustwo ideologiczne”, jest  przestępcą.  W ten sposób Kościół, poprzez potępienia i sądowe baty, „rozsiewa ciszę”.

Doktrynalny Kościół jest  szkodliwy cywilizacyjnie

Najbardziej szkodliwe cywilizacyjnie nie jest jednak  to, że kardynałowie czy  biskupi pokrzykują. Rozwój naukowy przeżywa rewolucję kognitywistyczną.  Nauki o poznaniu i komunikacji (cognitive science)  „dłubią w ludzkim mózgu”.  Przekonanie  o „sakralnej cudowności ludzkiego mózgu i jego umysłu” zostało  we współczesnej nauce nieodwołalnie odrzucone.  W tym świetle, misja Boga jako twórcy człowieka (najcudowniejszego bytu w kosmosie) została zakończona.  Przejęli ją informatycy, logicy, matematycy, fizycy, biologowie, genetycy i neuropsychologowie – ale nie w Polsce.  W kraju nad Wisłą nadal obowiązuje niepisane prawo, że w kwestiach : In vitro, badań prenatalnych, antropo- biotechnologii genetycznej, ciągle mają  rację Jan Paweł II oraz kardynał Dziwisz.  Prawda objawiona jest ważniejsza od  postępu naukowego.

Starcie dwóch paradygmatów kulturowych :  religijnego, który czerpie  siłę z katechizmów oraz scjentystyczno-kognitywistycznego,  żywiącego się eksperymentem i  modelem formalnym, musi doprowadzić  do „intelektualnego zgiełku Wieży Babel”, będącego oznaką żywotności i otwartości (w sensie Poppera)  dyskursu  publicznego.  Bunt intelektualistów przeciwko standardom lumpeninteligenta, korzystającego z „gotowców i bryków”  dostarczanych  rynkowi  idei  przez instytucje podtrzymujące chrześcijaństwo w obiegu kulturowym, może przeobrazić się,  w tak potrzebną Polsce, aksamitną i  liberalną rewolucję. Pierwszym „zwiastowaniem liberalnego buntu” jest  uczestnictwo liberałów w polskim parlamencie. Palikot  „dał nam przykład, jak zwyciężać mamy”. Jedna jaskółka  rewolucyjnej wiosny nie czyni. Dlatego niektórzy z nas wsłuchują się  w  „pieśń buntujących się intelektualistów” w imię wolnej,  otwartej, światopoglądowej debaty, która nie stroni od żadnych  stylistycznych form przekazu kulturowego.

Apeluję zatem  do intelektualistów w naszym kraju:  Nie lękajcie się -  przerwijcie ciszę, ponieważ jesteście Europejczykami!

***



Wojciech Krysztofiak – kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy wyborczej „Europa Plus-Twój Ruch”;  Lista Nr 5 (Nr 9 na liście);   okręg obejmujący województwa: Zachodniopomorskie i Lubuskie

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/684997,krysztofiak-do-parlamentu-europejskiego.html

http://www.youtube.com/watch?v=U0rsqznWj88

Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2

http://wojciechkrysztofiakblog.wordpress.com/bibliografia/

http://philpapers.org/s/Wojciech%20Krysztofiak