Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Merkel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Merkel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lutego 2018

UNIA EUROPEJSKA ZDAJE EGZAMIN Z EUROPEJSKOŚCI – NA MARGINESIE UKRAIŃSKIEJ REWOLUCJI

TEKST  Z  DNIA  24.02.2014  ROKU

Duet polsko-niemiecki: Sikorski i Tusk wraz z Steinmeierem i Merkel ograli duet: Putin i Janukowycz. Pomimo silnych związków gospodarczych z Rosją i tradycji rozgrywania naszego kraju na korzyść caratu oraz Związku Sowieckiego, Niemcy wybrali interes naszego kraju, którym jest stowarzyszenie się Ukrainy ze Wspólnotą Europejską. To chyba pierwsze zdarzenie w historii politycznej kontynentu europejskiego pokazujące „zespołową grę” Niemiec i Polski na korzyść Zjednoczonej Europy. Jego znaczenie jest niebagatelne i precedensowe, gdyż pokazuje to, że projekt budowy Stanów Zjednoczonych Europy jest wykonalny, że w wyniku jego realizacji narody, które przez wieki pozostawały we wzajemnych stosunkach wrogości, mogą ze sobą kooperować w interesie słabszej gospodarczo i politycznie strony. Merkel nie zdradziła polskiej akcji popierania proeuropejskiej Ukrainy. Co więcej, wsparła ją.
W grudniu 2013 roku wydawało się, że Unia Europejska obleje egzamin z europejskości, zmagając się z pytaniem o przyszłość Ukrainy. Unijni politycy, choć „dyplomatycznie odwiedzali” kijowski Majdan, to jednak niczego „konkretnego” nie oferowali walczącym o tożsamość  europejską Ukraińcom.   Artykułowali jedynie  swoją  nadzieję na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Ich umysły wyglądały, jakby były zainfekowane wirusem Putina, przypominającym „zarazka choroby wściekłych krów Jacoba-Kreutzfelda” przemieniającego mózg w galaretę.  Paraliż przed Rosją podtrzymującą reżim Janukowycza, manifestujący się w publicznych wypowiedziach liderów najważniejszych państw Unii, jawił się jako znak rychłej klęski ukraińskiej rewolucji. Unia otrzeźwiała dopiero w mijającym tygodniu. Lepiej późno, niż wcale. Tragiczne jest jednak to, że otrzeźwienie nastąpiło dopiero po tym, jak w Kijowie siły bezpieczeństwa kontrolowane przez Janukowycza zabiły ponad sześćdziesięciu  ukraińskich rewolucjonistów w czwartek 20-go lutego.
Przebudzenie polskiego establishmentu
19-go lutego, w środę,  Janukowycz wydał rozkaz strzelania do manifestujących ludzi na kijowskim Majdanie.  Po tej pierwszej rzezi, Jaceniuk i Kilczko podpisali rozejm z ówczesnym, ukraińskim prezydentem. Niestety został on zerwany przez snajperów Janukowycza następnego dnia nad ranem. Zastrzelono ponad sześćdziesiąt osób. Dopiero wówczas Tusk i Komorowski zdali sobie sprawę z zagrożenia politycznego dla Polski, jakie niósł ewentualny upadek ukraińskiej rewolucji.
Polski Sejm (z wyjątkiem SLD) zaapelował do Wspólnoty Europejskiej o nałożenie sankcji na ukraińskich polityków i oligarchów odpowiedzialnych za próbę krwawej pacyfikacji Majdanu. W piątek Parlament Europejski bezzwłocznie takie sankcje ustanowił, wysyłając dzień wcześniej swoich negocjatorów do Kijowa. Europejscy politycy zasugerowali więc Putinowi, zainteresowanemu w pacyfikacji ukraińskiej rewolucji, to, iż Unia nie życzy sobie dalszego rozlewu krwi w kraju nad  Dnieprem. Wstrzymano w ten sposób ewentualne użycie wojska w celu zdławienia rewolty.  http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/684367,wojna-domowa-na-ukrainie-porazka-polskiej-polityki-wschodniej.html
Przyzwalając Janukowyczowi i Putinowi na  użycie wojska ukraińskiego, aby poskromić  bunt Ukraińców,  za cenę tak zwanego „świętego spokoju”, wydalibyśmy na siebie wyrok śmierci wykonany za dziesięć lat przez imperialnych Rosjan.  Dlatego też Rząd Polski musiał w sposób  zdecydowany i głośny poprzeć  Jaceniuka i Kliczko.  Unijni negocjatorzy, którym przewodził Radek Sikorski, nie udzielili jednak bezwarunkowego poparcia ukraińskiej opozycji.  Polski Minister Spraw Zagranicznych wręcz w szekspirowski sposób, na zasadzie  „być albo nie być”,  wymusił na ukraińskiej opozycji podpisanie z Janukowyczem umowy politycznej, która jawiła  się jako  akt „sprzedaży Ukrainy Putinowi”. Jaceniuk, Kliczko i Tiahnybok jednak nie oponowali i zaakceptowali dokument przygotowany przez trójkę unijnych wysłanników.
Unia Europejska  rozegrała Putina
Umowa przewidywała organizację wyborów prezydenckich do grudnia 2014 roku. Taki zapis sugerował, że opozycja daje czas ówczesnemu prezydentowi Ukrainy, aby mógł okopać się i przygotować się  do politycznej ofensywy. Porozumienie przypominało rejteradę Jaceniuka, Tiahnyboka i Kilczki – mistrza świata w boksie w wadze ciężkiej. Taki ewentualny fakt można było wyjaśnić tylko w jeden sposób: znowu Niemcy i Rosja dogadały się w sprawie przyszłości niepodległego, ościennego państwa. Dramatyzm takiego wyjaśnienia uwypukla się na tle dziejów politycznych Europy. Rosja i Prusy dogadują się w sprawie rozbiorów Polski; Hitler i Stalin dogadują się w sprawie napaści na Polskę w 1939 roku i  wreszcie Putin i Merkel „kartują biznes” dotyczący pacyfikacji ukraińskiej rewolty, czego wynikiem ma być zablokowanie procesu stowarzyszeniowego naszego sąsiada z Unią Europejską.
Przedstawiona interpretacja „ukraińskich faktów”  przeraża, gdyż absolutnie dewaluuje  ideę zjednoczonej Europy. Jeśli w interesie Polski, będącej członkiem Wspólnoty Europejskiej, jest stowarzyszenie się Ukrainy z Europą, to skoro Niemcy, będące najpotężniejszym państwem w Unii, blokowałyby proces integrowania się Ukrainy z Europą, to tym samym Niemcy występowałyby przeciwko interesowi Polski, „bratając się” w swoim interesie z Rosją, która nie jest członkiem Wspólnoty Europejskiej. Z punktu widzenia idei zjednoczonej Europy, wszystkie państwa członkowskie powinny wzajemnie wspierać się i działać  na korzyść interesów państw członkowskich. W Zjednoczonej Europie trudno sobie wyobrazić sytuację, że najsilniejsze państwo działa wespół z obcym mocarstwem na niekorzyść drugiego, słabszego państwa członkowskiego. W takiej sytuacji mielibyśmy raczej do czynienia z   Dominium Europejskim ze stolicą w Berlinie, z europejskim  Vaterlandem, niż ze Stanami Zjednoczonymi Europy.
Po podpisaniu porozumienia z Janukowyczem, następnego dnia  parlament w Kijowie odwołał dotychczasowego prezydenta i ministrów jego rządu. Opozycja dokonała  delegalizacji dotychczasowej władzy na Ukrainie, ogłaszając symboliczną datę wyborów prezydenckich na 25 maja 2014 roku. W tym dniu odbędą się również wybory do Parlamentu Europejskiego.
Media rosyjskie zareagowały agresywnie, stwierdzając, że w Kijowie dokonał się zamach stanu. Janukowycz porównał polityków opozycji do nazistów, zaś rewolucjonistów Majdanu nazwał bandytami. Słowa obalonego prezydenta media zinterpretowały jako przekaz polityczny wysłany z Kremla. W nocy z soboty na niedzielę (z 22.02 na 23.02), „nastrój polityczny w Europie” stawał się mroczny, wręcz politycznie imitujący klimaty noir powieści Dostojewskiego.  Czy Putin zdecyduje się na interwencję zbrojną w Charkowie, Doniecku i na Krymie? Czy Niemcy „umyją ręce”? Co zrobi Obama w razie napaści Rosji na Ukrainę? Czy w takiej sytuacji Prezydent Komorowski ma ogłosić w Polsce mobilizację? Co stanie się, gdy świat pozwoli na putinowski podział Ukrainy? Czy w takiej sytuacji należy ufać traktatom podpisywanym z USA, skoro traktat pomiędzy Rosją, USA i Ukrainą o integralności państwa ukraińskiego zostałby tak łatwo pogwałcony przez Rosję?  Jak wówczas my, obywatele Polski, państwa członkowskiego NATO, powinniśmy interpretować w takim wypadku traktat o wstąpieniu do Paktu Północnoatlantyckiego, czy jako bezwartościowy świstek papieru czy też jako realny akt zobowiązania do obrony naszych granic w wypadku obcej inwazji militarnej?
Śledząc niedzielne  reakcje zachodnich polityków  na dynamicznie rozgrywające się wydarzenia na Ukrainie, można śmiało wnioskować, że  wypracowane porozumienie pomiędzy Janukowyczem a ukraińską opozycją było „sprytnym blefem”. Zarówno mediujący ministrowie spraw zagranicznych: Polski, Niemiec i Francji, jak i liderzy Majdanu doskonale wiedzieli, że podpisane porozumienie w odpowiedni sposób zinterpretują następnego dnia.  Z góry zakładali, że sugerowany termin pozostawania Janukowycza na stanowisku prezydenta zostanie skrócony do jednego dnia. Delegalizacja władzy została zrealizowana zgodnie z „literą uzgodnienia”  w terminie do grudnia 2014 roku. Blef był również okraszony pokerowym zagraniem Sikorskiego. Jego apel:   Albo poprzecie porozumienie, albo będziecie mieli stan wojenny, armię - wszyscy będziecie martwi, można porównać ze sprytnym, karcianym zagraniem pod publiczkę, stanowiącym mistyfikację neutralności Unii w konflikcie: Janukowycz i Putin kontra Majdan. Podpisując dokument, ówczesny prezydent Ukrainy dał się najzwyczajniej ograć. Jakiekolwiek polecenie użycia siły wobec demonstrantów, a w szczególności rozkaz zaangażowania wojska w tłumieniu rewolucji, zostały zablokowane dzięki złożeniu podpisu przez Janukowycza na dokumencie porozumienia. Opozycja otrzymała „wolną rękę” w parlamencie, mając pewność, że nie zostanie „siłowo” rozpędzona. Drzwi do obalenia „watażki” zostały otwarte.
Niemcy i Polska zdały egzamin z europejskości
Rząd Polski jako pierwszy uznał nową, parlamentarną władzę Ukrainy. Jeszcze w sobotę do rewolucjonistów na Majdanie przemówił, bezpośrednio po wystąpieniu Julii Tymoszenko, nasz reprezentant Jacek Saryusz-Wolski, członek Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej.  W przemówieniu nasz polityk wykrzykiwał wielokrotnie: Sława Ukrainie. Wybór Saryusza-Wolskiego na pierwszego, europejskiego emisariusza nagradzającego „lud Majdanu” w jego skutecznej walce z prorosyjskim establishmentem  na Ukrainie miał charakter symboliczny, gdyż to właśnie on w początkowych latach 90-tych oraz od 2000 roku odpowiadał za negocjacje stowarzyszeniowe Polski z Unią Europejską.
W niedzielę, z samego rana, 23.02  do akcji wkroczyła Angela Merkel. Najpierw zatelefonowała do Julii Tymoszenko, gratulując jej uwolnienia z więzienia w Charkowie. Ten gest kanclerz Niemiec oznaczał uznanie dla nowej władzy na Ukrainie. Następnie Merkel przeprowadziła rozmowę z Putinem. Nader oszczędny komunikat z rozmowy wskazuje, że Merkel wyraziła przed Putinem aprobatę dla nowych władz Ukrainy i podkreśliła konieczność zachowania integralności terytorialnej Ukrainy. Dała do zrozumienia liderowi Rosji, że Niemcy nigdy nie zgodzą się na wkroczenie wojsk rosyjskich na Ukrainę.
Duet polsko-niemiecki: Sikorski i Tusk wraz z Steinmeierem i Merkel ograli duet: Putin i Janukowycz. Pomimo silnych związków gospodarczych z Rosją i tradycji rozgrywania naszego kraju na korzyść caratu oraz Związku Sowieckiego, Niemcy wybrali interes naszego kraju, którym jest stowarzyszenie się Ukrainy ze Wspólnotą Europejską. To chyba pierwsze zdarzenie w historii politycznej kontynentu europejskiego pokazujące „zespołową grę” Niemiec i Polski na korzyść Zjednoczonej Europy. Jego znaczenie jest niebagatelne i precedensowe, gdyż pokazuje to, że projekt budowy Stanów Zjednoczonych Europy jest wykonalny, że w wyniku jego realizacji narody, które przez wieki pozostawały we wzajemnych stosunkach wrogości, mogą ze sobą kooperować w interesie słabszej gospodarczo i politycznie strony. Merkel nie zdradziła polskiej akcji popierania proeuropejskiej Ukrainy. Co więcej, wsparła ją.
Ameryka tradycyjnie mocarstwowo stabilna
Amerykańscy politycy wzmocnili Angelę Merkel i polskich polityków, uznając nową władzę na Ukrainie. Nie omieszkali ostro pogrozić Putinowi. Susan Rice doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Obamy  w sposób zdecydowany stwierdziła, że ewentualna interwencja zbrojna Putina na Ukrainie będzie „śmiertelnym błędem Rosji”. W podobny sposób wypowiadał się sekretarz stanu USA John  Kerry. Oswiadczył, iż rząd USA w pełni uznaje pełniącego obowiązki prezydenta Ukrainy, Ołeksandra Turczynowa.
W poniedziałek 24.02, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, po uzyskaniu przez nową władzę na Ukrainie międzynarodowego uznania od najważniejszych potęg politycznych globu: Unii Europejskiej i USA,  wystawiło list gończy i nakaz aresztowania za byłym prezydentem Janukowyczem. Demokratyczny świat tym samym uznał  fakt, że międzynarodowa polityka Kremla ma charakter kryminalny.  Putinowi pośrednio dano do zrozumienia na salonach w Brukseli i Waszyngtonie, że przypomina bardziej westernowego bohatera aniżeli wytrawnego polityka rozgrywającego skomplikowaną, globalną polityczną partię szachów; że jego grą jest poker w „saloonie” (być może tak należy również wytłumaczyć „saloonowe”, a nie oxfordzkie, zagranie Sikorskiego), a nie szachy w „salonie”.
Nauka dla Polski
To, co najbardziej zadziwia w ukraińskich wypadkach, jest to, że tak łatwo można ulokować szpiega potężnego państwa na najwyższym stanowisku politycznym w ościennym kraju. Janukowycz jest wychowankiem Związku Radzieckiego. Jego życiorys jest przykładem kariery typowego, KGB-owskiego  agenta. W młodości był członkiem młodzieżowych gangów w Doniecku; został skazany za rozbój i kradzież na trzy i pół roku więzienia kolonii karnej. Mimo takiej przeszłości władza radziecka umożliwia mu ukończenie studiów wyższych. W 1980 roku uzyskuje dyplom inżyniera na Politechnice Donieckiej. Bez wątpienia taka szansa awansu społecznego – od ulicznego rzezimieszka do inżyniera - musiała zostać okupiona przez Janukowycza współpracą z KGB.  Po obaleniu Związku Radzieckiego, Janukowycz dynamicznie pnie się po szczeblach kariery polityczno-„naukowej”. W 1997 roku został gubernatorem obwodu donieckiego.  Był promowany przez najbogatszego człowieka na Ukrainie Rinata Achmetowa, którego majątek jest wyceniany na miliardy dolarów. Za jego pieniądze utworzono Partię Regionów, stanowiącą polityczną platformę  promocji donieckich oligarchów, realizującą jednocześnie zadanie zablokowania procesu stowarzyszenia Ukrainy z Unią Europejską.
Życiorys polityczny Janukowycza pokazuje to, jak łatwo, przy pomocy milionów dolarów, można ulokować szpiega  w „machinie władzy”, na najwyższym stanowisku. Polska przechodziła taką próbę u progu przemian politycznych. Polskim Janukowyczem był Stanisław Tymiński. Na szczęście nasze społeczeństwo nie dało się wówczas zmanipulować globalnie. Ukraińcy niestety stanowią łatwy obiekt marketingowych manipulacji z racji niskiego poziomu edukacji powszechnej w tym kraju.
Morał, jaki płynie z ukraińskich doświadczeń, jest oczywisty. Jeśli nie chcemy w naszym kraju zmagać się w przyszłości z Janukowyczami, dbajmy o poziom edukacji tak, aby społeczeństwo idące do urn wyborczych nie „zgłupiało” i nie wybrało na posłów i senatorów agentów-śpiochów finansowanych moskiewskimi dolarami. W Polsce takie próby mają miejsce. Nasz kraj, podobnie jak Ukraina, jest planszą rozgrywek Putina. Uważajmy !!!
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

W POLITYCE POLSKIEJ PIJAŃSTWO POSŁA JEST CENTRALNYM TEMATEM PODCZAS, GDY PRZY GRANICY MOSKAL ZBROI DZIAŁA

TEKST  Z  DNIA  01.03.2014  ROKU

Niemcy mają historyczną szansę ustanowienia przyjacielskich stosunków z Polską; wystarczy, że Merkel jednoznacznie i realnie opowie się za Ukrainą. Będzie to oznaczało zgodę na zdecydowane sankcje wobec Rosji. W pierwszym rzędzie należy zagrozić Putinowi  wyproszeniem wszystkich obywateli Rosji z terytoriów Niemiec, Polski i Turcji. Parlament Europejski powinien zacząć obradować nad sankcjami finansowymi dla rosyjskich oligarchów. Warto rozważyć propozycję zamrożenia kont obywateli Rosji w zachodnich bankach.  Rosyjscy politycy muszą mieć świadomość faktu strat finansowych.
W ostatnich dniach media raczyły nas tematem pijaństwa posła Protasiewicza, który na lotnisku we Frankfurcie z upodobaniem wykrzykiwał nazistowskie okrzyki „Heil Hitler”. Zachowanie dyplomaty omal nie doprowadziło do kryzysu dyplomatycznego. Posłanka Platformy Obywatelskiej Ligia  Krajewska przyszła z pomocą koledze partyjnemu, twierdząc, że ją również niemieccy celnicy upokarzali. Posłużyła się metaforą, przywodzącą obraz rozbieranych więźniów w obozach koncentracyjnych.  Media oszalały. Temat pijaństwa czołowego polityka PO przyćmił to, że u wrót naszego państwa Moskal kolejny raz w historii próbuje zdławić wolnościowe aspiracje sąsiedzkiego narodu.
Pijaństwo Protasiewicza prowokacją Putina?
Polityk Parlamentu Europejskiego zarabia miesięcznie około 40 tysięcy złotych. Taka pensja jest dla większości osób darem niebios. Aby nie stracić swojego dochodu, ludzie pilnują się w pracy. Dlatego pracując w tak zwanych prestiżowych zawodach (profesor, poseł, dyplomata, menedżer koncernu, itd.), na ogół nie przychodzimy „nawaleni” do „roboty”, a tym bardziej  nie wykrzykujemy publicznie obraźliwych słów pod adresem umundurowanych stróżów prawa.
Będąc nawet „napitym” politykiem o przeciętnym ilorazie inteligencji, ma się świadomość tego, że wykrzykiwanie „heil Hitler” w stosunku do urzędnika niemieckiego państwa, zakończy się skandalem dyplomatycznym. Dlaczego więc Protasiewicz zdecydował się na swój gest? Nie jest on bowiem Janukowyczem łamiącym z nerwów długopis. Nie walczy o życie. Trudno uwierzyć w kaprys „heilowania” za kilka milionów złotych. Tyle bowiem  straci, kiedy zostanie wyrzucony za polityczną burtę.
Celem hucpy z udziałem Protasiewicza było odwrócenie publicznej uwagi od wypadków na Ukrainie  oraz wprowadzenie w publiczny dyskurs memu polsko-niemieckich antagonizmów.  Ponieważ tydzień wcześniej Sikorski ze Stenmeierem upokorzyli Putina, doprowadzając Janukowycza do podpisania - samobójczej dla niego umowy -  z „Majdańską” opozycją,  w interesie Putina było więc pospieszne zepsucie rodzących się dobrych stosunków polsko-niemieckich (przynajmniej na chwilę), skoro pierwszego marca zamierzał wysłać swoje wojska na Ukrainę. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/684540,unia-europejska-zdaje-egzamin-z-europejskosci-%E2%80%93-na-marginesie-ukrainskiej-rewolucji.html Niemieccy i polscy dyplomaci przez cały tydzień deliberują o pijaństwie i historii zamiast opracowywać strategię wspólnej, zdecydowanej reakcji na putinowskie próby wywołania wojny europejskiej.
Polski wywiad powinien postawić pytania: czy Protasiewicz posiada konta w szwajcarskich bankach i czy w ostatnich dniach ich  salda nie podskoczyły o kilka milionów dolarów?  Zadziwiającym faktem w ostatnich dniach jest próba odwrócenia uwagi publicznej od kwestii Ukrainy. Tusk, Komorowski, Miller i Kaczyński zamiast wszczynać alarm, podejmować kroki temperujące niebezpieczne awanturnictwo Putina, ubolewają nad pijaństwem Protasiewicza. Moskal zbroi działa, a polscy politycy zastanawiają się ile drinków polityk Platformy Obywatelskiej  wypił.
Wołajcie hetmana Sobieskiego !!!
Generał Koziej w swoich wypowiedziach wielokrotnie twierdził, ze Putin nie użyje jako pierwszy siły militarnej wobec Ukrainy. Niestety mylił się. Pierwszego marca Duma zezwoliła „swojemu carowi” na użycie wojska w celu najazdu na swojego sąsiada. Polska dyplomacja milczy !!! Kiedy rosyjskie tanki przekroczą granicę naszego sąsiada, protesty i wyrazy ubolewania będą spóźnione. Dlaczego nasi politycy nie nawołują innych państw członkowskich Unii do wsparcia dla Ukrainy? W Polsce potrzebujemy hetmana Sobieskiego. Obecna sytuacja przypomina tę spod Wiednia.  Podbicie Ukrainy przez Rosję pozwoli Putinowi na rozpoczęcie wyważania bramy do Europy, która usadowiona jest w Warszawie.
Pamiętajmy !!! Milczenie Europy i Turcji w wypadku inwazji rosyjskiej na Ukrainę, będzie miało charakter symbolicznego przyzwolenia na kolejne rosyjskie podboje na naszym kontynencie. Koncept zintegrowanej Unii Europejskiej legnie w gruzach. Polska stanie się typowym łupem w rosyjskiej polityce. Rozwój gospodarczy Rosji jest uzależniony od handlu z krajami europejskimi, głównie z Niemcami. Niestety sprzedaż Europie  ropy, gazu i metali przez Rosje jest obarczona nadzwyczaj wysokimi kosztami transakcyjnymi. Z Norylska i z Uralu do Berlina i Paryża jest bardzo daleko. Lepiej wytapiać nikiel, molibden, wolfram  i  kobalt na Ukrainie lub w Polsce, niż daleko w Norylsku i na Uralu. Po cóż płacić Polakom za tranzyt? Lepiej zbudować własne huty na Śląsku; oczywiście wcześniej trzeba wyrzucić koncern Mittala.
Potrzebujemy trójstronnego spotkania: Niemcy – Polska –Turcja
Niemcy mają historyczną szansę ustanowienia przyjacielskich stosunków z Polską; wystarczy, że Merkel jednoznacznie i realnie opowie się za Ukrainą. Będzie to oznaczało zgodę na zdecydowane sankcje wobec Rosji. W pierwszym rzędzie należy zagrozić Putinowi  wyproszeniem wszystkich obywateli Rosji z terytoriów Niemiec, Polski i Turcji. Parlament Europejski powinien zacząć obradować nad sankcjami finansowymi dla rosyjskich oligarchów. Warto rozważyć propozycję zamrożenia kont obywateli Rosji w zachodnich bankach.  Rosyjscy politycy muszą mieć świadomość faktu strat finansowych.
Turcja powinna równocześnie ogłosić mobilizację swojej floty czarnomorskiej – na wniosek rządu Ukrainy tureckie okręty mogłyby zablokować port w Odessie. Uderzenie przez Putina na tureckie siły zbrojne byłoby synonimiczne z wojną z NATO. Rosyjscy generałowie  nie zdecydują się na takie szaleństwo choćby z racji logistycznych. Otwarta wojna z NATO wymaga zupełnie innego typu działań operacyjnych niż najazd na Abchazję czy Osetię.
Puenta
Jeśli Merkel będzie postponowała Tuska w kwestii ukraińskiej, jeśli będzie powstrzymywała polski rząd przed ustanowieniem sankcji wobec Rosji, to nieufność niemiecko-polska pogłębi się. Właściwie będzie to oznaczało koniec marzeń o Stanach Zjednoczonych Europy. Czy politycy niemieccy są na tyle dojrzali, aby wesprzeć Polskę i Ukrainę przed rosyjskim awanturnictwem?  Czy Niemcy  zdecydują się na poniesienie kosztów (wraz z innymi państwami Unii), aby na serio zrealizować koncepcję zjednoczonej Europy? Przed nami test falsyfikacyjny w sensie Poppera !!! Czy europejskie nacje przejdą test na weryfikację koncepcji społeczeństwa otwartego w Europie ?
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

UNIA ENERGETYCZNA. CO ZAKOMBINUJE TUSK Z MERKEL? CZY DZIAŁA NA SZKODĘ POLSKIEJ GOSPODARKI?

TEKST  Z  DNIA  10.05.2014  ROKU

Pomysł Unii Energetycznej jest motywowany zwiększeniem stopnia bezpieczeństwa w dostawie kopalin energetycznych dla państw Wspólnoty Europejskiej. Zdrowy rozsądek podpowiada, że jedynym sposobem na zabezpieczenie się przed awanturnictwem rosyjskich polityków jest dywersyfikacja źródeł dostaw gazu, ropy, węgla i uranu. W projekcie Tuska, o niczym takim nie mówi się. Premier chce zwiększać poczucie naszego bezpieczeństwa energetycznego stworzeniem handlowego mechanizmu kartelowego. Największym konsumentem kopalin energetycznych w Europie są Niemcy. Grupy kapitałowe tego państwa współpracują z Putinem, posiadając wspólne spółki  z Gazpromem i innymi rosyjskimi potentatami gazowo-naftowymi. Planowany przez Tuska kartel będzie siłą rzeczy musiał zapełniać „bałtycką rurę” rosyjskim gazem. Realizacja projektu Unii Energetycznej, autorstwa  Tuska, ma więc na celu  zablokowanie innych pomysłów - nadzwyczaj korzystnych dla Polski - dywersyfikacji dostaw gazu i ropy dla Europy.
Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Premier  rozpoczął ochoczo i z impetem realizację swojego projektu Unii Energetycznej. W rozmowie z mediami, Donald Tusk definiuje swój projekt, wyszczególniając jego filary: wspólne negocjowanie nowych kontraktów z zewnętrznymi dostawcami, wzmocniony mechanizm solidarności między państwami na wypadek odcięcia dostaw źródeł energii, dofinansowanie w maksymalnie dopuszczalnym stopniu rozbudowy infrastruktury energetycznej z unijnych pieniędzy, pełne wykorzystanie dostępnych w Europie źródeł paliw kopalnych, sprowadzanie gazu i ropy do UE od innych partnerów, zwłaszcza z USA, oraz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego także sąsiadom UE (przez wzmacnianie wspólnoty energetycznej). Projekt jest enigmatyczny. Czy Tusk kombinuje z Merkel stworzenie niemiecko-rosyjskiego kartelu kontrolującego zakupy kopalin energetycznych dla całej Europy?
Projektowana Unia Energetyczna wzmocni uzależnienie Europy od Rosji
Pomysł Unii Energetycznej jest motywowany zwiększeniem stopnia bezpieczeństwa w dostawie kopalin energetycznych dla państw Wspólnoty Europejskiej. Intencja jest więc szlachetna – tym bardziej w kontekście  ataku Rosyjskich separatystów na wschodnie rubieże Ukrainy. Rosja może bowiem szantażować niewygodne jej państwa podwyżką cen gazu lub ropy albo zakręceniem kurka.
Zdrowy rozsądek podpowiada, że jedynym sposobem na zabezpieczenie się przed awanturnictwem rosyjskich polityków jest dywersyfikacja źródeł dostaw gazu, ropy, węgla i uranu. W projekcie Tuska, o  niczym takim  nie mówi się. Premier chce zwiększać poczucie naszego bezpieczeństwa energetycznego stworzeniem handlowego mechanizmu kartelowego – czyli zmowy najważniejszych firm przetwórstwa ropy, gazu, węgla i uranu oraz handlu tymi surowcami. Aby taki „mega-kartel” mógł sprawnie funkcjonować - chyba największy w dziejach ludzkości, bo obejmujący firmy działające na obszarze zamieszkanym przez pół miliarda osób - musi zostać powołana europejska „firma-parasol”, która będzie odpowiedzialna za wspólne zakupy kopalin energetycznych, a następnie za ich dystrybucję pośród firm działających na rynku ich przerobu oraz handlu w poszczególnych krajach europejskich. Czy taki „kartelowy parasol energetyczny” będzie spółką o proporcjonalnych udziałach poszczególnych państw unijnych w stosunku do ich PKB? Odpowiedź:  TAK, jest w tym wypadku naturalna.
Najsilniejszym gospodarczo państwem Unii są  Niemcy. Ich PKB wynosi 3600 miliardów; druga w kolejności jest Francja z PKB 2700 miliardów.  Łączne PKB Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii przekracza 50% PKB całej Unii. „Kartelowy parasol energetyczny” będzie więc zdominowany przez trzy państwa, które będą całej Europie dyktowały ceny surowców energetycznych, wpływając tym samym na rynek instrumentów pochodnych na światowych giełdach (kontrakty terminowe, różnego typu opcje, itd.). Konsekwencją powstania europejskiego kartelu energetycznego będą spekulacje na rynkach finansowych na niespotykaną skalę. Jak zwykle w takich sytuacjach, zarabiać będą banki inwestycyjne, które doprowadziły do ostatniego, światowego mega-kryzysu.
Nadto, największym konsumentem kopalin energetycznych w Europie są Niemcy. Grupy kapitałowe tego państwa współpracują z Putinem, posiadając wspólne spółki  z Gazpromem i innymi rosyjskimi potentatami gazowo-naftowymi. Planowany przez Tuska kartel będzie siłą rzeczy musiał zapełniać „bałtycką rurę” rosyjskim gazem. Putin będzie szczęśliwy.
Powstanie kartelu zablokuje mechanizm dywersyfikacji dostaw
Rosja nie musi być jedynym źródłem dostaw gazu i ropy dla Europy wschodniej. Istnieje inna geopolityczna koncepcja -  przeciągnięcia kanałów transportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej do Polski przez Turcję, Morze Czarne i Ukrainę. Przy udziale amerykańskich firm można powołać spółkę, która będzie sprowadzała tańszą ropę i gaz z krajów arabskich, a nawet z Iranu,  do Europy. Koszty tranzytu  paliwa będą o wiele niższe, niż koszty jego importu rosyjskimi rurami z odległych terenów Syberii i koła podbiegunowego. Niemiecko-rosyjskie spółki, które wybudowały bałtycki rurociąg Nord Stream,  znajdą się – w wypadku realizacji modelu dywersyfikacji dostaw kopalin - w finansowych tarapatach, podczas gdy turecko-ukraińsko-polskie (z dodatkiem amerykańskiego kapitału) spółki, odpowiedzialne za realizacje konkurencyjnego projektu, mogłyby  rozwijać się, odsprzedając tani gaz i ropę z krajów arabskich niemieckim i austriackim  odbiorcom. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/681055,ukraina-co-zrobi-putin-co-powinien-zrobic-polski-establishment.html
Realizacja projektu Unii Energetycznej, autorstwa  Tuska, ma więc na celu  zablokowanie innych pomysłów - nadzwyczaj korzystnych dla Polski - dywersyfikacji dostaw gazu i ropy dla Europy.  Tak należy wyjaśnić chłód, z jakim projekt Tuska został przyjęty w niektórych stolicach europejskich. Stany Zjednoczone Europy nie mają być Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Ta koncepcja była już realizowana od 1939 do 1945 roku.
Dlaczego Tusk spieszy się?
Obserwatorzy sceny politycznej w naszym kraju mogą być zaszokowani tym, z jaką energią Tusk realizuje swój pomysł. Doskonale wie, że po rewelacjach Pawła Piskorskiego, może stracić funkcję lidera partii rządzącej. Zostało mu jeszcze niespełna dwa lata rządzenia. Bez Polski, projekt planowanej Unii Energetycznej nie ma szans na powodzenie. Razem z Turcją jesteśmy w strukturach NATO. W perspektywie nadchodzącego geo-konfliktu pomiędzy krajami islamskimi a USA i Europą, Turcja zostanie przyjęta do Unii Europejskiej (ma takie aspiracje nawet pod rządami Erdokana). Niemcy nie mogą w nieskończoność blokować jej przyjęcia do Wspólnoty Europejskiej. NATO jest mimo wszystko silniejszą strukturą nacisku na polityków niż Rada Europy. Tusk wie, że czas szybko płynie. Stąd jego pośpiech.
Puenta
Unia Energetyczna Europy nie ma polegać na monopolizacji i centralizacji handlu paliwowymi kopalinami. Jej celem powinno być wywieranie politycznego  nacisku na stworzenie gospodarczej struktury dywersyfikacji źródeł dostaw gazu i ropy. Rząd Europejski w Brukseli powinien  wywierać nacisk na grupy gospodarczo-kapitałowe, aby stworzyły systemowa, sieciową  infrastrukturę przesyłu gazu i ropy, która umożliwiałaby import paliwa, miedzy innymi,  bezpośrednio z krajów arabskich do Polski. Rzecz jasna, to  spowodowałoby spadki cen gazu  w Europie z korzyścią dla całej, unijnej gospodarki. Unia Energetyczna powinna polegać na dywersyfikacji i demonopolizacji rynku dostaw kopalin energetycznych. Tusk chce  czegoś zupełnie odwrotnego – centralizacji i monopolizacji tego rynku w interesie niemiecko-rosyjskich grup kapitałowych.
***
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations  of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej,  zorganizowanego pod patronatem Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i Prezydenta Francji Jacques’a Chirac’a; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.

niedziela, 1 października 2017

CZY UNIA EUROPEJSKA POTĘPI STRZELANIE DO LUDZI W BARCELONIE? MILCZENIE BRUKSELI JEST KORZYSTNE DLA KACZYŃSKIEGO

Hiszpański rząd wydał rozkaz strzelania kulami gumowymi do ludzi w Katalonii, pragnących wziąć udział w referendum niepodległościowym. Sytuacja staje się, z godziny na godzinę, co raz bardziej napięta. Może dojść do nieszczęścia. Przywódcy Unii Europejskiej, Juncker i Tusk, nie wezwali rządu w Madrycie do zaprzestania szykan wobec Katalończyków. Media w całej Europie pokazują zdjęcia zakrwawionych mieszkańców Barcelony.

Znalezione obrazy dla zapytania Barcelona photo referendum
Hiszpania nie stanowi jednolitego etnicznie państwa
Dlaczego rząd w Madrycie reaguje przemocą na referendum w Katalonii?

Katalonia stanowi najbardziej rozwinięty gospodarczo obszar Hiszpanii. Znaczący odsetek Katalończyków uważa, że ich kraj pracuje dla reszty Hiszpanii. Czują się oni wykorzystywani. Dlatego wielu z nich domaga się niepodległości.

Jeśli Katalończycy opowiedzieliby się za niepodległością, to wówczas odżyłyby podobne nastroje w Kraju Basków, gdzie tradycja walki niepodległościowej z użyciem przemocy zbrojnej jest jeszcze żywa. Co więcej, region zamieszkiwany przez Basków stanowi europejskie centrum przemysłu samochodowego. W ślad za Katalończykami i Baskami, mogliby również pójść mieszkańcy Andaluzji.

Rozpad Hiszpanii na trzy lub cztery części doprowadziłby do znaczącego obniżenia poziomu życia mieszkańców pozostałości po tym państwie. Hiszpanie (w głównej mierze Kastylijczycy) nie mogą więc pozwolić sobie na to, aby Katalończycy i Baskowie nie płacili na nich podatków.

Rozpad Hiszpanii skutkowałby dezintegracją światowego systemu bankowego

Uzyskanie przez Katalonię i Kraj Basków niepodległości skutkowałoby wyjściem tych nowych państw z Unii Europejskiej. Ponieważ byłyby to kraje bogate, mogłyby efektywnie funkcjonować w Europie, podobnie jak Szwajcaria czy Norwegia.

Niestety Hiszpania w obecnym stanie jest jednym z najbardziej zadłużonych państw europejskich. Jej system bankowy funkcjonuje na kroplówce Europejskiego Banku Centralnego. Odmowa spłacania hiszpańskiego długu bankowego przez Katalończyków i Basków, a być może również Andaluzyjczyków, wywołałaby światowy kryzys finansowy. System finansowy Hiszpanii jest jednak za duży na to, aby upaść. 

Milczenie europejskich polityków z Brukseli w kwestii strzelania do ludzi na ulicach Barcelony należy więc traktować jako przyzwolenie na akt użycia przemocy wobec mieszkańców Katalonii w celu obrony interesu światowego systemu bankowego. Rząd w Madrycie nie może ogłosić swojej niewypłacalności. Taki zaś ruch mógłby być skutkiem ogłoszenia przez Katalonię niepodległości. Dlatego Katalończyków trzeba krwawo lać pałami za to, że nie chcą płacić długów mieszkańców Madrytu i Sewilli - oto przekaz symboliczny obecnej sytuacji.

Wizerunek zintegrowanej Unii Europejskiej może legnąć w gruzach

Nie można strzelać do ludzi (nawet kulami gumowymi) za to, że nie chcą mieszkać w Unii Europejskiej. Struktura federacyjnego państwa, utrzymywana w spójności przy pomocy pałek i karabinów, ujawnia swój totalitaryzm. Dlatego milczenie Macrona i Merkel, a także Junckera i Tuska w kwestii krwawych wydarzeń w Barcelonie, zostanie odebrane przez Europejczyków jako akt kompromitujący ideę budowania wspólnego państwa europejskiego.

Idea zintegrowanej Unii Europejskiej nie ma służyć bankierom. Większość mieszkańców Europy nie zgodzi się na budowanie państwa, którego racją bytowania ma być realizowanie interesu światowej finansjery. Czy Merkel, Macron, Juncker i Tusk rozumieją geopolityczne konsekwencje swojego milczenia?

Czy Macron potępi działania rządu w Madrycie?


Kaczyński  zaciera ręce

Zarówno w Polsce jak i na Węgrzech nie zdecydowano się na strzelanie do protestującej opozycji. Publika w Polsce z pewnością postawi pytanie:  dlaczego politycy w Brukseli czepiają się pisowskich zmian w polskim systemie sądowniczym jako przejawu łamania demokracji, a milczą w sytuacji kiedy rząd w Madrycie wydaje rozkaz strzelania do ludzi w Barcelonie, pomimo apeli o pomoc, skierowanych przez Katalończyków do Brukseli?



Milczenie Merkel i Macrona w kwestii strzelania do mieszkańców Barcelony, domagających się referendum niepodległościowego, będzie interpretowane w prawicowych mediach jako argument pokazujący polskim wyborcom demokratyczne oblicze PiS. Co więcej, dla rosyjskiego lobby, ulokowanego w strukturach partii rządzacej, brak jednoznacznego potępienia przez Merkel i Macrona akcji hiszpańskiego rządu będzie stanowił argument wzmacniający anty-europejskie postawy w polskim społeczeństwie.

Puenta

Juncker i Tusk powinni wezwać rząd w Madrycie do zaprzestania akcji blokowania katalońskiego referendum niepodległościowego. Unia Europejska może funkcjonować bez Katalonii. Rzecz jasna ,mieszkańcom Barcelony należy przy takiej okazji przypomnieć to, że swoją zamożność zawdzięczają uczestnictwie w europejskim projekcie.

Obecne wypadki wymagają ze strony europejskich decydentów opracowania strategii szybkiego przyjmowania nowych państw do Unii. Za kilka lat podobne wydarzenia mogą bowiem mieć miejsce w Szkocji, Irlandii Północnej oraz w północnych Włoszech. Regiony uzyskujące status nowych państw nie muszą być wykluczane z Unii.

***    
Wojciech Krysztofiak - autor prac naukowych w czasopismach : „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute; członek The Rationalist International

środa, 2 sierpnia 2017

PIS ROZPOCZĄŁ WOJNĘ LINGWISTYCZNĄ Z NIEMCAMI. CZY PREZYDENT DUDA ROZWIĄŻE SEJM?


PiS i kibole na wojnie lingwistycznej z Niemcami

W rocznicę rozpoczęcia Powstania Warszawskiego  partia rządząca rozpoczęła realizację geopolitycznej krucjaty przeciwko Niemcom. W publicznej wypowiedzi wiceminister obrony narodowej, Bartosz Kownacki nazwał obecnych Niemców potomkami zwyrodnialców. Poseł PiS, Arkadiusz Mularczyk złożył w Biurze Analiz sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy dotyczącej tematu otrzymania przez Polskę reparacji wojennych. Pisowska telewizja wyemitowała spot w ramach kampanii społecznej, w którym przypomina się Niemcom, iż w demokratycznych wyborach ustanowili Adolfa Hitlera swoim przywódcą oraz że z podatków niemieckich obywateli finansowano mordowanie ludzi, obozy koncentracyjne i Holocaust. Podczas meczu Legii Warszawa, pisowscy kibole wywiesili transparent przedstawiający esesmana strzelającego dziecku w skroń. To już wojna.

Znalezione obrazy dla zapytania Holocaust foto
Ofiary niemieckiej zbrodni wojennej

Paradoks dziejów: Polska mogłaby zostać zmuszona do wypłacenia reparacji wojennych Niemcom

Choć oba  państwa niemieckie nie wypłaciły Polsce po II Wojnie Światowej żadnych reparacji wojennych za zniszczenie kraju i wymordowanie naszych obywateli, to jednak Polska otrzymała odszkodowanie w postaci Ziem Odzyskanych.

Znalezione obrazy dla zapytania Ziemie odzyskane mapa
Mapa zysków i strat terytorialnych Polski po II Wojnie Światowej


Nowe polskie ziemie obejmują obszar 103 tys. kilometrów kwadratowych wraz z infrastrukturą kolejową, drogową oraz urbanistyczną (Wrocław, Szczecin, Zielona Góra, Gorzów, Gdańsk, Olsztyn, Opole, Gliwice). Ponadto otrzymaliśmy w całości zagłębie węglowe oraz zagłębie miedziowe. Dzisiaj Polska jest jednym z największych producentów miedzi na świecie, a przez lata należała do światowej czołówki państw wydobywających węgiel kamienny.   Ile to wszystko jest warte w cenach bieżących?

Metr kwadratowy ziemi kosztuje w Europie średnio 1 euro (oszacowanie uwzględniające zarówno użytki jak i nieużytki rolne). Oznacza to, że 103 tys. kilometrów kwadratowych gruntów, pozyskanych od Niemców,  jest warte co najmniej 103 miliardy euro. Około 5% tego obszaru stanowi zabudowa urbanistyczna. Średni metr kwadratowy działki budowlanej w  obszarze zabudowanym wynosi obecnie około 10 euro za metr kwadratowy. Do kwoty 103 miliardów euro należy więc dodać około 50 miliardów euro.

Wartość dróg i łączy kolejowych odziedziczonych po Niemcach jest warta szacunkowo około 100 miliardów euro. To jednak nie wszystkie dobra, jakie otrzymaliśmy po II Wojnie Światowej. Wartość bogactw naturalnych: węgla, miedzi, drewna, ryb w jeziorach, zwierzyny łownej w lasach trudno jest oszacować. To samo dotyczy budynków miejskich, które nie zostały zniszczone podczas wojennej pożogi. Jeśli ta wartość zostanie wyceniona na minimum 250 miliardów euro, to taki rachunek nie będzie na pewno zawyżony.

Niemcy mogą więc domagać się od Polski reparacji za utracone ziemie w wysokości co najmniej 500 miliardów euro.  Jeśli rząd Polski chce od rządu Angeli Merkel otrzymać w ramach reparacji kwotę około 100 miliardów euro, to przeprowadzając prosty rachunek, pozostaniemy na wielkim minusie (400 miliardów euro),  o ile równocześnie my będziemy musieli pokryć straty niemieckie związane z odebraniem im 103 tys. kilometrów kwadratowych ziemi.

Dlaczego pisowski rząd nie domaga się reparacji od Putina?

Po II Wojnie Światowej Polska straciła terytoria wschodnie. Polacy byli jednak mniejszością na tych ziemiach, które dzisiaj przynależą do Litwy, Białorusi oraz Ukrainy. Efektem geopolitycznej operacji Stalina i Churchilla było przesunięcie obszaru naszego państwa w kierunku zachodnim. Czy więc pozyskanie od Niemców tzw. Ziem Odzyskanych wynagradza nasze ewentualne straty z powodu odebrania nam kresów wschodnich przez Związek Radziecki?

Gdyby podliczyć wartość ziem straconych przez Polskę w wyniku II Wojny Światowej, to nie ulega wątpliwości, iż ich wartość była i jest niższa, niż wartość ziem zachodnich, które nam Stalin wraz z Churchillem w ramach rekompensaty darowali za niemiecką napaść. Polskie przedwojenne ziemie wschodnie nie były zurbanizowane i stanowiły pustynię surowcową.  Dlatego obecna, pisowska kampania, celująca w pozyskanie od Niemiec reparacji wojennych może okazać się dla nas nadzwyczaj kosztowna po wyliczeniu wszystkich rachunków strat i zysków.
Falkowski_3
Sieć trakcji kolejowej we współczesnej Polsce (źródło: http://geopolityka.net/analiza-geopolityczna-aktualnego-stanu-sieci-kolejowej-w-polsce/ )

Dzisiaj powinniśmy raczej domagać się reparacji powojennych od Putina za tkwienie w rabunkowym systemie komunistyczno-kolonialnym. Jeśli Rosja jest uznawana za spadkobierczynię Związku Radzieckiego, to od Putina należą nam się reparacje wojenne za odebranie nam wschodnich połaci naszego terytorium. Rzecz jasna takie roszczenia pisowskiego rządu będą w takim samym stopniu skuteczne, jak prośby o oddanie wraku smoleńskiego.

Dlaczego Kaczyński zdecydował się na agresywną wojnę lingwistyczną z Niemcami?

Niemcy wraz z Francją chcą wymusić na Polsce decyzję dotyczącą przyjmowania imigrantów afrykańskich i w konsekwencji partycypację w ich utrzymywaniu w Europie. Atak narracyjny na Niemcy ze strony PiS ma skutkować zablokowaniem europejskich roszczeń imigracyjnych, kierowanych w stosunku do Polski. Wymowa tego ataku jest klarowna: przyjmiemy uchodźców, jeśli wy wypłacicie nam 100 miliardów euro tytułem reparacji wojennych.  Jeśli Merkel i Macron nie zgodzą się na wypłatę odszkodowań Polsce, to wówczas w narracji politycznej Europy, rząd Szydło będzie dysponował argumentem tłumaczącym decyzję swojej odmowy uczestnictwa w kampanii adopcji w Europie milionów mieszkańców Afryki.

Strategia PiS nie jest jednak dobrze pomyślana, gdyż prowadzi ona do całkowitej izolacji Polski w Europie i w konsekwencji do wykluczenia nas z Unii. Współcześni Europejczycy nie chcą rozpamiętywać tragedii, jaką Niemcy zgotowali Europie. Temat „potomków niemieckich zwyrodnialców” jest niezwykle skutecznym rozsadnikiem europejskiej przestrzeni dyskursu publicznego. Temat ten generuje masowe poczucie wstydu wśród Niemców.

Bez idei europejskiej wspólnoty, zaszczepionej w umysłach Europejczyków, nie da się zbudować Stanów Zjednoczonych Europy. Tworząc blokadę narracyjną tematu „potomków niemieckich zwyrodnialców”, europejscy decydenci postawią na Odrze nową kurtynę. Nie będzie ona miała betonowego kształtu; przyjmie formę instytucjonalnego wykluczenia polski z Unii. W XXI wieku nie potrzebujemy żelaza, aby stawiać mury; wystarczą odpowiednie reguły instytucjonalne.

W kwestii imigrantów Francja i Niemcy są nieuczciwi

Za zjawisko migracji mieszkańców Afryki i islamskiej Azji do Europy w żaden sposób nie jest odpowiedzialna Polska. Migracja nie jest zasadniczo efektem wojen. Jej przyczyną jest potworne zróżnicowanie w poziomie życia pomiędzy Europą i Afryką oraz islamską Azją. Migranci w swej masie nie są ofiarami wojen.

Głębokie zróżnicowanie gospodarcze pomiędzy Europą i Afryką jest  wynikiem rabunkowej polityki Francji, Wielkiej Brytanii, Portugalii i Niemiec względem swoich afrykańskich kolonii. Opuszczając swoje kolonie, Europejczycy pozostawili po sobie zgliszcza. W koloniach nie zbudowano systemu edukacji, który pozwoliłby mieszkańcom Afryki na rozwój gospodarczy choćby na przeciętnym poziomie.
Podobny obraz
Mapa kolonii w Afryce w 1914 roku

Wzrost tempa migracji nie został wywołany wojnami, ale poprzez mechanizmy komunikacyjne, uruchamiane przez globalną sieć internetową. Dwadzieścia lat temu typowy Nigeryjczyk nie miał pojęcia, jak ludzie w Europie żyją. Dzisiaj wystarczy mu wygooglować kilka fotografii prezentujących europejskie miasta, aby podjąć decyzję o ucieczce ze swojego kraju, w którym skazany jest na nędzę do końca swojego życia.

Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy i Portugalczycy powinni wziąć całkowitą odpowiedzialność za rozwiązanie kwestii migracji. Migracja jest odłożonym skutkiem kolonializmu. Uczciwość polega na braniu odpowiedzialności za własne decyzje i czyny. Unijni komisarze mogą co najwyżej grzecznie prosić kraje nowej Unii o partycypację w kosztach adopcji imigrantów w Europie.

Postkolonialne dzieci z Afryki. Czy dawni kolonizatorzy im pomogą?


Inicjowanie tematu „niemieckich zwyrodnialców”  wpycha Polskę w ramiona Putina

Rozpoczęcie przez PiS napaści lingwistycznej na Niemcy jest w interesie Rosji. Odizolowanie Polski od Europy poprzez wywołanie globalnej niechęci Europejczyków w stosunku do Polaków będzie stanowiło sygnał dla Putina, iż może on dokonać najazdu na nasz kraj technikami „wojny hybrydowej”. Kaczyński, Macierewicz i Szydło mają tego świadomość. Liderzy PiS działają z pełną premedytacją. Z tego punktu widzenia, prezydent Duda będzie miał pełne prawo do rozwiązania Sejmu, gdyż działania partii rządzącej zaczynają zagrażać bezpieczeństwu Polski.
Podobny obraz
Czy Kaczyński chce, aby strzelał do nas Putin?

W obecnej sytuacji, prezydent Duda powinien skierować zarówno do obywateli naszego kraju jak i społeczności międzynarodowej jasny przekaz mówiący to, iż odcina się on od zainicjowanej przez PiS wojny lingwistycznej z Niemcami.

Aby osłabić presję Unii na Polskę w kwestii uczestnictwa naszego kraju w przyjmowaniu afrykańskich imigrantów, wystarczy przypomnieć Francji, Niemcom i Brytyjczykom to, że zmasowany napływ migrantów do Europy jest odłożonym skutkiem epoki kolonializmu. Dzisiaj Europie jest potrzebne ponowne przerobienie lekcji kolonializmu i jego konsekwencji.

Puenta
Prezydent Duda jako reprezentant europejskiej, cywilizowanej nacji (która współtworzyła w XX wieku największe dobro ludzkości, jakim jest logika matematyczna) nie może pozwolić na to, aby rządzący nią politycy zwyzywali inną europejską nację od „potomków zwyrodnialców”.

Społeczeństwo niemieckie było zwyrodniałe, dopuszczając się zbrodni wszech czasów. Posługując się bolszewickim schematem odpowiedzialności zbiorowej, odziedziczonym z chrześcijańskiej doktryny o zbiorowej karze nałożonej przez Boga na całą  ludzkość za grzech pierworodny, pisowscy politycy lżą niemieckich obywateli. Obarczają oni współczesnych Niemców odpowiedzialnością za zbrodnie, których nie dopuścili się. Z punktu widzenia polskiego prawa karnego taki akt jest przestępstwem.
 
Czy Chrystus ze Świebodzina pomoże Polsce wygrać wojnę lingwistyczną z Niemcami i czy uchroni nas od strzałów Putina?




  

poniedziałek, 9 lutego 2015

AGRESJA ROSJI NA UNIĘ EUROPEJSKĄ NIECHYBNIE ZBLIŻA SIĘ !!!

Zakończyła się w Monachium konferencja bezpieczeństwa w Europie. Kiedy zachodni politycy konferowali, Gazprom i turecki rząd  podpisali umowę na budowę gazociągu Turkish Stream. Według rosyjskich analityków, Ukraina zagraża Rosji tym, że przez jej obszar można poprowadzić rurociągi transportujące gaz i ropę z państw arabskich do krajów Unii Europejskiej. Taki scenariusz całkowicie uniezależnia energetycznie Europę od Rosji. Przy jego realizacji, państwo Putina stałoby się mało znaczącym pionkiem na globalnej mapie politycznej. Jeśli Putinowi udałoby się odizolować Ukrainę od Morza Czarnego, wówczas odciąłby wschodnie państwa Unii Europejskiej od możliwości samodzielnego pozyskiwania gazu i ropy z państw arabskich. Forsując wysokie ceny na kopaliny energetyczne, Rosja uczyniłaby z Polski i Ukrainy swoje gospodarcze kondominia. Putinowi marzy się coś na kształt dawnego Układu Warszawskiego. Niestety, Merkel odmawia zgody na wysyłanie broni na Ukrainę. Kanclerz Niemiec opowiada się za tzw. pokojowym rozwiązaniem konfliktu. Lider niemieckiego państwa zachowuje się tak, jak Chamberlain przed II Wojną Światową, zgadzając się w Monachium na sprzedaż Sudetów Hitlerowi. W Londynie Cameron zachowuje się tak, jakby pijąc „non-stop” drinki, leczył kaca. Brytyjscy politycy milczą. W żaden sposób premier Wielkiej Brytanii nie przypomina Churchilla. Prezydent Francji stwierdził kilka dni temu, że jeśli Putin nie ustąpi, to czeka nas wojna z Rosją. Ostre słowa Hollande’a mają stanowić dla przywódcy Rosji „kłujące jak kolczatka dla bulteriera” ostrzeżenie. Niestety, Rosjanie nie przestraszyli się. Obecnie, Putin realizuje drugi etap swojego podboju Europy. Usiłuje zintegrować się z Turcją, w której rządzą przedstawiciele tzw. „miękkiego islamizmu”. Po zęby uzbrojona turecka armia jest jedną z największych na świecie. Ostatnia wizyta Putina w Egipcie jest gestem symbolicznym, którego celem jest pokazanie Zachodowi, że Rosja zawsze może wesprzeć islamski nazizm. Polskie służby dyplomatyczne oraz wywiadowcze powinny skupić się na aktach obstrukcji „rosyjsko-tureckich układów”. Nie oglądając się na Merkel i Hollande’a, Komorowski powinien jak najszybciej spotkać się z Erdoganem i podpisać układ międzypaństwowy o wspieraniu europejskich aspiracji Turków. Wraz z amerykańskimi instytucjami finansowymi, należy powołać podmiot gospodarczy, którego celem będzie, po obaleniu państwa islamskiego, rozpoczęcie budowy mega-infrastruktury przesyłu gazu i ropy z państw arabskich Zatoki Perskiej. Potrzebujemy „pro-tureckiej geopolityki”. W polityce europejskiej powinniśmy wspierać koncepcje dozbrajania Ukrainy. Im dłużej stwarzamy sobie iluzję dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, tym bardziej tracimy, dzięki umacnianiu się Putina na ukraińskich rubieżach. Skoro Hollande wydaje się być zwolennikiem ostrego kursu wobec lidera Rosji, to należałoby podjąć wspólną inicjatywę z Francją, która finalizowałaby dostarczanie broni dla walczących Ukraińców. Nastał czas na umiarkowaną izolację Merkel i Niemców w Europie. Ich gra nie służy bowiem projektowi integracji naszego kontynentu.

Zakończyła się w Monachium konferencja bezpieczeństwa w Europie. Jej efekty są marne. Wszystko jest niewiadomą z wyjątkiem tego, że Rosja szykuje się do wojny z Unią Europejską i NATO. Putin pokazał swoją polityczną siłę. Kiedy zachodni politycy konferowali, Gazprom i turecki rząd  podpisali umowę na budowę gazociągu Turkish Stream. Tym samym Putin odsłonił swoje polityczne intencje. Jego celem nie jest zagarnięcie Ukrainy, lecz restytucja rosyjskiego imperium z granicą nad Odrą. Agresja na Ukrainę stanowi wyłącznie akt „czyszczenia pola” przed właściwym natarciem – na Tallin, Rygę, Wilno i Warszawę.

(O sojuszu energetycznym: Polska – Ukraina – Turcja, pisałem już w 2013 roku http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/681538,lawrow-w-polsce-z-widokiem-na-rosyjskie-rakiety-w-kaliningradzie-czy-sikorski-%E2%80%93-pod-namowa-watykanu---sprzeda-ukraine.html
i na początku 2014
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/683432,obama-sprawdza-putina-na-ukrainie-kaczynski-usiluje-podpalic-europe-%E2%80%93-na-marginesie-ewentualnego-stanu-wyjatkowego.html )



Geopolityczna gra Putina

Według rosyjskich analityków, Ukraina zagraża Rosji tym, że przez jej obszar można poprowadzić rurociągi transportujące gaz i ropę z państw arabskich do krajów Unii Europejskiej. Taki scenariusz całkowicie uniezależnia energetycznie Europę od Rosji. Przy jego realizacji, państwo Putina stałoby się mało znaczącym pionkiem na globalnej mapie politycznej. Rosjanie bowiem nie są w stanie sprzedawać światu niczego innego niż gaz, ropa i metale. Zakup kopalin energetycznych przez Europę od państw Bliskiego Wschodu doprowadziłby gospodarkę Rosji do ruiny, co skutkowałoby podziałem kolosa na co najmniej trzy autonomiczne państwa (ze stolicami w: Moskwie, Władywostoku i gdzieś na Uralu). Geopolityczna gra toczy się więc o istnienie lub nieistnienie rosyjskiego, atomowego mocarstwa.

Jeśli Putinowi udałoby się odizolować Ukrainę od Morza Czarnego, wówczas odciąłby wschodnie państwa Unii Europejskiej od możliwości samodzielnego pozyskiwania gazu i ropy z państw arabskich. Forsując wysokie ceny na kopaliny energetyczne, Rosja uczyniłaby z Polski i Ukrainy swoje gospodarcze kondominia. Putinowi marzy się coś na kształt dawnego Układu Warszawskiego.

Ukraina bez dostępu do Morza Czarnego stanowiłaby państwo, całkowicie zależne gospodarczo od Rosji. Dlatego też za wszelką cenę Rosjanie realizują taki scenariusz. Najpierw muszą oczyścić przedpole, aby zaatakować Polskę i kraje nadbałtyckie.

Merkel nieświadomym sojusznikiem Putina

Amerykańskie „think-tanki”, na czele z Open Society Institute Georgy Sorosa, naciskają świat zachodni na podjęcie wspólnego wysiłku w dostarczaniu Ukrainie broni defensywnej, umożliwiającej skuteczne odpieranie ataków wroga. Żołnierze Poroszenki z tygodnia na tydzień są coraz słabsi. Oddali separatystom lotnisko w Doniecku i ledwo „zipią” w Mariaupolu. Czując zapach zwycięstwa, Putin rozpoczął wspieranie swoich wojsk lądowych lotnictwem.

Niestety, Merkel odmawia zgody na wysyłanie broni na Ukrainę. Kanclerz Niemiec opowiada się za tzw. pokojowym rozwiązaniem konfliktu. W rozmowie z Obamą przyznała rację stwierdzeniu, iż Putin naruszył wszelkie możliwe, w odniesieniu do swojego sąsiada, umowy międzynarodowe. Ale nic poza tym. Lider niemieckiego państwa zachowuje się tak, jak Chamberlain przed II Wojną Światową, zgadzając się w Monachium na sprzedaż Sudetów Hitlerowi. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/687504,unia-energetyczna-co-zakombinuje-tusk-z-merkel-czy-dziala-na-szkode-polskiej-gospodarki.html

Hollande chce trzymać Putina w kolczatce, Cameron zaś milczy



Prezydent Francji stwierdził kilka dni temu, że jeśli Putin nie ustąpi, to czeka nas wojna z Rosją. Ostre słowa Hollande’a mają stanowić dla przywódcy Rosji „kłujące jak kolczatka dla bulteriera” ostrzeżenie. Niestety, Rosjanie nie przestraszyli się. Wypowiedzi Ławrowa w Monachium, równocześnie z antypolską kampanią w mediach rosyjskich, stanowią łatwo interpretowalny sygnał, iż szwadrony Putina nigdy nie wyjdą z Doniecka i Słowiańska.

W Londynie Cameron zachowuje się tak, jakby pijąc „non-stop” drinki, leczył kaca. Brytyjscy politycy milczą. W żaden sposób premier Wielkiej Brytanii nie przypomina Churchilla. Niektóre media w Londynie wydają się trzymać stronę Rosji, oskarżając Ukraińców o znęcanie się nad ludnością cywilną.

Merkel gra na rozpad Europy

Niemiecki szantaż skierowany do nowych władz politycznych Grecji jest w istocie aktem popierania Putina. Merkel stwierdziła, że jeśli Grecja nie zacznie realizować uzgodnień finansowych z tzw. „trojką”, to może pożegnać się z przynależnością do Strefy Euro. Tsipras i Varoufakis szybko zareagowali, domagając się od Niemców reparacji w kwocie kilkuset miliardów euro za zniszczenie ich kraju przez nazistów.

Wiadomo, że Grecy nie są w stanie podołać żądaniom światowych instytucji finansowych. Ich skutkiem jest bowiem rozprzestrzenianie się biedy w greckim społeczeństwie. Nikt „normalny, przy zdrowych zmysłach” nie zgodzi się na łupienie swojego społeczeństwa przez międzynarodowe instytucje finansowe. Merkel doskonale wie o tym. Dlaczego więc swoimi wypowiedziami eskaluje werbalny konflikt z Grekami? Najwyraźniej chce doprowadzić do sytuacji, w której Europa zacznie „sypać się jak domek z kart”. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/zwyciestwo-syrizy-w-greckich-wyborach.html

Wystąpienie Grecji ze Strefy Euro spowoduje reakcję łańcuchową. Na jesieni w Hiszpanii wybory wygra Podemos, partia o zbliżonym programie politycznym jak Syriza. Wyjście Hiszpanii ze Strefy Euro będzie równoznaczne ze zniszczeniem politycznego projektu integracji europejskiej. Rozsypanie się Europy umocni Niemcy. Staną się one wraz z Rosją lokalnymi mocarstwami w Europie. Czytelne scenariusze posiadają tendencję realizowania się.

Czy Polska może obronić się przed Putinem?

Obecnie, Putin realizuje drugi etap swojego podboju Europy. Usiłuje zintegrować się z Turcją, w której rządzą przedstawiciele tzw. „miękkiego islamizmu”. Choć państwo Erdokana jest członkiem NATO, to jednak stanowi względnie autonomiczną, militarną strukturę, którą można użyć do wspierania ruchów islamskich na Bliskim Wschodzie. Po zęby uzbrojona turecka armia jest jedną z największych na świecie. Ostatnia wizyta Putina w Egipcie jest gestem symbolicznym, którego celem jest pokazanie Zachodowi, że Rosja zawsze może wesprzeć islamski nazizm.

Polskie służby dyplomatyczne oraz wywiadowcze powinny skupić się na aktach obstrukcji „rosyjsko-tureckich układów”. Nie oglądając się na Merkel i Hollande’a, Komorowski powinien jak najszybciej spotkać się z Erdokanem i podpisać układ międzypaństwowy o wspieraniu europejskich aspiracji Turków. Wraz z amerykańskimi instytucjami finansowymi, należy powołać podmiot gospodarczy, którego celem będzie, po obaleniu państwa islamskiego, rozpoczęcie budowy mega-infrastruktury przesyłu gazu i ropy z państw arabskich Zatoki Perskiej. Potrzebujemy „pro-tureckiej geopolityki”. Trzeba być ślepcem politycznym lub agentem Putina, aby tego nie dostrzegać.

W polityce europejskiej powinniśmy wspierać koncepcje dozbrajania Ukrainy. Im dłużej stwarzamy sobie iluzję dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, tym bardziej tracimy, dzięki umacnianiu się Putina na ukraińskich rubieżach. Skoro Hollande wydaje się być zwolennikiem ostrego kursu wobec lidera Rosji, to należałoby podjąć wspólną inicjatywę z Francją, która finalizowałaby dostarczanie broni dla walczących Ukraińców.

Przy obecnym kursie politycznym Merkel, jesteśmy zmuszeni do prowadzenia polityki europejskiej uniezależniającej nas od decyzji niemieckich polityków. Nastał czas na umiarkowaną izolację Merkel i Niemców w Europie. Ich gra nie służy bowiem projektowi integracji naszego kontynentu.

Infrastruktura szpiegowska Putina w Europie



Nie można dziwić się, iż niemieccy politycy torpedują w Europie wszelkie, bardziej zdecydowane ruchy wobec Putina. Na scenie politycznej w Berlinie swoje role odgrywają jego szpiedzy. Moskiewska agentura jest nadzwyczaj silna, skoro wyniosła do urzędu kanclerza Gerharda Schrodera, który dzisiaj w nagrodę za Nord Stream jest finansowany rosyjskimi petro-dolarami.

Merkel nie jest agentem FSB. Podsłuchując ją przez wiele lat, sprawdzili to Amerykanie. To nie wyklucza jednak faktu, że w jej otoczeniu roi się od przyjaciół Kremla. Z pewnością, wywiad rosyjski uczyni wszystko, aby jak najdłużej przy władzy utrzymać obecną kanclerz, gdyż jej linia polityczna - stwarzanie sobie iluzji pokoju w Doniecku i Słowiańsku – torpeduje strategię zadania Putinowi „bolesnego ciosu”.

W Polsce agentura rosyjska ma się dobrze. Działają u na przede wszystkim tzw. agenci wpływu, których celem jest wywołanie poważnej destabilizacji politycznej w Polsce. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/10/rosyjscy-szpiedzy-w-szczecinie-czy.html    
http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/kampania-samorzadowa-brutalnie.html Prowadzą oni swoje operacje medialne po obu stronach politycznego spektrum, w szczególności na jego krańcach. Rosyjskie krety ulokowane są w strukturach partyjnych zarówno lewej jak i prawej strony. Ich celem jest eskalowanie konfliktu religijno-ideologicznego. W mediach społecznościowych podsycają postulaty „wieszania księży na latarniach” oraz „palenia na stosach liberałów, gejów, lesbijek i nawet logików”. Jak na razie, efekty tej strategii są marne. Polacy nie dają się prowokować.

Reakcja na uchwalenie przez Sejm RP Konwencji Antyprzemocowej ze strony katolickiej prawicy jest nader słaba. Jedynie Hoser próbuje dolewać oliwy do ognia. Warto, żeby tym biskupem zajęły się służby kontrwywiadowcze, gdyż jego działalność, pod przykrywką katolickiego oszołoma, jest ewidentnie zbieżna z rosyjskim interesem destabilizowania naszego kraju. W latach siedemdziesiątych na samym szczycie hierarchii w Episkopacie ulokowano szpiega (arcybiskup Jerzy Dąbrowski), który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w latach 90-tych. http://www.wprost.pl/ar/99398/Biskup-Jerzy-Dabrowski-agentem-wywiadu-PRL/

Puenta

Wojna jest pewna. Niewiadomą jest ustalenie daty jej wybuchu. Z pewnością po kampanii prezydenckiej, Komorowski (nie ulega wątpliwości, że wygra te wybory) ogłosi powszechny pobór do wojska. Nie jest wykluczone, iż jesienią NATO wesprze Ukrainę nie tylko bronią, ale także swoją armią. Czy dojdzie do konfliktu nuklearnego? Jeśli Putin zrzuci na Kijów bombę atomową, to z pewnością w odpowiedzi, NATO wymaże Moskwę z mapy świata. Wówczas nastanie pokój – tak, jak miało to miejsce po zrzuceniu bomb atomowych na Japonię. Szkoda tylko zwykłych ludzi.

Niestety, w wypadku politycznych szaleńców, wyłącznie bolesne ciosy są skuteczne. Rosja jest zbyt słabym gospodarczo państwem, żeby udźwignąć ciężar prowadzenia wojny z Zachodem. Merkel doskonale o tym wie i dziwi to, że w świat wysyła „fantasmagorie” o dyplomatycznym rozwiązaniu konfliktu. Gdyby od samego początku zajęła twarde stanowisko, wystawiając za Putinem, podobnie jak za Milosevicem, list gończy i apelując o postawienie go przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, ukraińskie dzieci z Doniecka mogłyby dzisiaj spokojnie sobie marzyć w nocy o Kucykach Pony. Jak nigdy, Europa potrzebuje mądrych i zdecydowanych polityków.



***
http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/11/humanistyka-w-szczecinie-stoi-filozofia.html
http://ruch.racjonalny.org.pl/
https://www.facebook.com/ruch.racjonalny
Wojciech Krysztofiak (autor prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnik Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej; stypendysta: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute), od 2014 członek Honorary Associates Rationalist International.
http://us7.campaign-archive2.com/?u=2dd8e0abe210969b19816464a&id=8d088daea2